Startuje pierwsza miejska sieć wypożyczalni rowerów

Rozmawiała Aneta Augustyn
07.06.2011 , aktualizacja: 06.06.2011 18:55
A A A Drukuj
Rowery miejskie są masywne i takie mają być

Rowery miejskie są masywne i takie mają być (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

W środę uruchomiona zostanie pierwsza we Wrocławiu sieć wypożyczalni rowerowych. Na razie wypożyczmy w nich 140 rowerów, a w ciągu trzech lat - tysiąc
Operatorem Wrocławskiego Roweru Miejskiego jest austriacka firma Next Bike, która zbudowała sieć 17 stacji składających się z terminali i stojaków i będzie zajmować się obsługą systemu oraz serwisowaniem rowerów. Pierwsze 20 minut jest za darmo, pierwsza godzina kosztuje 2 zł, kolejna 4 zł.

Rozmowa z Sebastianem Kosteckim

Aneta Augustyn: Pancerny ten rower...

Sebastian Kostecki, specjalista ds. marketingu formy Next Bike: Musi być pancerny. Odporny na krawężniki, dziury w drogach, krzywą kostkę, niesprzyjająca pogodę, bo cały czas będzie pod gołym niebem. Ma szerokie opony, wzmocnione koła, solidną ramę; waży 15 kilogramów. Musi być mocny ze względu na bezpieczeństwo tych, którzy będą nim jeździć. Z tego powodu będzie miał także stale włączone światło, dynamo jest automatyczne.

W Paryżu, gdzie taki system wprowadzono przed czterema laty, miejski rower stał się sukcesem: zaledwie po miesiącu miasto fetowało milionowego użytkownika. Rower stał się popularny - także wśród złodziei. Tysiące z nich zostało połamanych, utopionych w Sekwanie, wywiezionych za granicę.

- Nie uchronimy się przed kradzieżą. Każde zabezpieczenia jest do sforsowania. Wrocławski rower składa się z części robionych na zamówienie, które pasują tylko tu. Koła są zabezpieczone śrubami, do których tylko my mamy klucze. Rama z reklamowymi skrzydełkami nie nadaje się do żadnego innego bicykla. Tylko siodełko jest uniwersalne, ale i ono jest specjalnie zabezpieczone. Na rowerze wytłoczone są nasze logo i numer ramy, pokryte specjalną farbą, którą bardzo trudno byłoby zamalować.

Paryski jednoślad to fenomen: zaprojektował go uznany projektant, ma swojego bloga, piosenkę, gadżety, a nawet słownik. Ale tam jest ponad 20 tysięcy sztuk, a u nas na razie 140. Jest szansa, że ich przybędzie?

- Umowę z miastem podpisaliśmy do końca 2013 roku i w jej ramach jesteśmy zobowiązani do zamontowania i obsługi 140 rowerów i rozbudowy systemu. Planujemy, że w ciągu ponad dwóch lat we Wrocławiu będzie tysiąc rowerów.

Poza umową z miastem?

- Tak, bo wymyśliliśmy stacje sponsorskie. Niezależnie od tych 140 miejskich mamy już zamówionych siedem kolejnych od sponsorów, którzy płacą za ich montaż i obsługę w zamian za reklamę. Będą mogli reklamować się na terminalach i na skrzydełkach na tylnym kole. To atrakcyjny nośnik reklamowy, bo ruchomy i w nowej postaci. Plakaty i billboardy już się przejadły. Jedna z wyższych szkół wrocławskich już kupiła stację sponsorską, która w lipcu stanie obok mostu Tumskiego.

Władze Paryża nie tylko zarabiają na biletach, lecz także zbiły na rowerze kapitał polityczny, kreując wizerunek miasta ekologicznego, dbającego o mieszkańców. Kto i jak zarobi na wrocławskim rowerze?

- Miasto ma swój pierwszy system rowerowy, o który zupełnie się nie troszczy. My monitorujemy stacje, dbamy o porządek, codziennie nasz serwisant będzie sprawdzał wszystkie rowery. W zamian mamy przestrzeń reklamową - na terminalach i rowerach, i na tym będziemy zarabiać. Nie nastawimy się na zarabianie na biletach.

Paryżanie wymieniają rower co pół godziny - bo tyle jest za darmo, i potrafią tak jeździć przez cały dzień za nic.

- U nas za darmo jest pierwsze 20 minut i ja też zachęcam do tego, żeby rower zmieniać co 20 minut.

Przy raptem 17 stacjach?

- Będziemy je rozbudowywać i lokować tak, żeby nie były oddalone o więcej niż 500 metrów. Teraz najdalsza jest na ulicy Wittiga, przy akademikach, reszta skupia się w centrum.

A jeśli Kowalski nie będzie mógł oddać roweru w ciągu 20 minut, bo na stacji nie będzie wolnych miejsc?

- To nie jest problem, można go wpiąć razem z innym rowerem do już zajętego stojaka. Nie trzeba wczepiać w elektrozamek, wystarczy zwyczajnie zapiąć za pomocą linki, w którą jest wyposażony każdy rower. Każdy ma czip, który terminal czyta w promieniu kilku metrów. Wystarczy przypiąć choćby do pobliskiej ławki.

To drugi system miejskich rowerów w Polsce. Wzorowaliście się na krakowskim?

- Nie, dlatego że mamy własny system, który działa na całym świcie, od Łotwy po Nową Zelandię. Poza tym Kraków, który od pięciu lat ma 100 rowerów, zrobił błąd, który polegał na tym, że za każdym razem trzeba było płacić 120 zł kaucji (teraz obniżono do 20 zł), a nie każdy akurat miał na koncie taką kwotę. My nie bierzemy kaucji, tylko identyfikujemy Kowalskiego przez internet. Wystarczy, że wejdzie na naszą stronę, poda imię, nazwisko i numer telefonu, który będzie też jego numerem identyfikacyjnym, oraz wymyśli sobie PIN.

Ale trzeba mieć też kartę urbancard albo kartę bezdotykową typu paypass. Nie każdy je ma.

- To mity, które już narosły. Rzeczywiście, miasto chciało, żeby rowery uruchamiano tylko przez urbancard, ale nie zgodziliśmy się na to. Kiedy Kowalski zarejestruje się na naszej stronie, dostanie SMS-em kod, który pozwoli odpiąć rower. Urbancard lub karta typu paypass są tylko dodatkowym zabezpieczeniem, które nie jest obowiązkowe.

Francuski vélib wziął się ze słów vélo - rower i libre - wolny. A wrocławski rower?

- Między sobą nazywamy go huzarka, ze względu na tylne skrzydełka. A może, od Wrocławskiego Roweru Miejskiego, będzie to wueremka?

ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat: