Wrocław powinien być miastem przyjaznym rowerzystom
25.09.2010
, aktualizacja: 24.09.2010 19:16
Rower to jest świat - śpiewa Lech Janerka, ale to, co rowerzystów spotyka na ulicach Wrocławia, przekonuje, że do świata nam daleko. Chcemy bezpiecznie jeździć po mieście. Zagłosujemy na tych, którzy to zagwarantują
ZOBACZ TAKŻE
- Transfer rowerowej rewolucji z Francji do Polski (01-03-11, 17:58)
- Wrocław. Do czerwca będzie sieć wypożyczalni rowerów (01-02-11, 08:00)
- Kto zbuduje sieć miejskich wypożyczalni rowerowych? (29-12-10, 16:47)
- Wrocław będzie przyjazny rowerzystom - uchwalili radni (14-10-10, 19:27)
- Rowerzyści weszli do prezydenta z rowerami. Na piętro (20-09-10, 14:43)
- Wrocławski dzień bez samochodu, także bez rowerzystów (14-09-10, 20:06)
- Masa rowerzystów zawładnęła Wrocławiem. Na jeden dzień (13-06-10, 18:56)
- Happening: Gdyby rowery zajmowały tyle miejsca co auta (09-06-10, 15:38)
- Do stojaka dla rowerów dotrzesz tylko na piechotę (14-05-10, 08:00)
SERWISY
Jeżdżę rowerem na co dzień, więc nikt mnie nie przekona, że we Wrocławiu mogę się czuć na nim bezpiecznie. Wiele osób dziwi moja skłonność do ryzyka, ale też trochę mi zazdrości, że nie marnuję czasu w korkach.
Wszystkie europejskie metropolie duszą się od samochodów. Coraz częściej auta są wyrzucane z centrów miast, skoro i tak się tam nie mieszczą. Od Berlina po Paryż promowany jest transport alternatywny: zbiorowy lub indywidualny, czyli rowerowy. Zdrowszy, ekologiczniejszy i bardziej wydolny. Nawet niesprzyjający dotąd cyklistom Londyn zaczął wprowadzać politykę prorowerową. I choć wszystkim polskim miastom daleko do Amsterdamu czy Kopenhagi, to do niedawna Wrocław przynajmniej był w krajowej czołówce miast wprowadzających udogodnienia dla rowerzystów. W ostatnim czasie wypadł z pierwszej trójki. Wyprzedził nas Poznań, a nawet Rzeszów.
Rowerowe fakty
Dotąd władze miejskie chwaliły się, że mamy najwięcej ścieżek rowerowych w Polsce. Jednak nasze 150 kilometrów to o 100 mniej niż ma Warszawa, a najlepiej skomunikowanym rowerowo polskim miastem jest Gdańsk, któremu w najbliższych kilku latach przybędą kolejne trasy o najwyższym europejskim standardzie. Lepiej jest też w Krakowie.
Wrocławscy rowerzyści przespali tworzenie Regionalnego Programu Inwestycyjnego, który co najmniej do 2015 roku nie przewiduje dotacji na modernizację i tworzenie tras rowerowych na Dolnym Śląsku. Szkoda, że śladem Gdańska, który dostanie z RPO 48 mln zł, nie stworzyli szczegółowego programu budowy sieci.
Tymczasem nie dość, że naszych ścieżek jest mniej, to nie są ani wygodne, ani bezpieczne. A przede wszystkim nie łączą się w sieć umożliwiającą przejazd przez miasto. Tym samym władze miejskie zniechęcają do poruszania się po mieście na dwóch kółkach - nie każdy zdecyduje się na niebezpieczną jazdę po jezdniach lub łamanie przepisów i poruszanie się rowerem po chodnikach.
Wrocław przoduje za to w niechlubnym rankingu polskich miast, w których rowerzyści giną na drogach. W zeszłym roku śmiertelnych ofiar było 12, czyli ponad 4 procent wszystkich biorących udział w wypadkach drogowych.
i mity
Kończący się Europejski Tydzień Mobilności wykazał słabość i wrocławskiego środowiska rowerowego, i nieudolność władz. Było wzajemne oskarżanie się i obrażanie. Wnoszenie rowerów do sekretariatu prezydenta i blokowanie wjazdu na Rynek. Wreszcie papierowe deklaracje, czyli zapowiedź prezydenta Rafała Dutkiewicza, że w 2015 roku co 10. wrocławianin będzie dojeżdżać do centrum na rowerze (na razie jest to co 30. osoba). Na konferencji prasowej w przededniu Dnia bez Samochodu prezydent ogłosił, że nie tylko zostanie powołana Rada Rowerowa, ale w październiku radni wreszcie zadecydują o przyjęciu projektu uchwały Wrocławskiej Polityki Rowerowej, czyli dokumentu, na który czekamy już bardzo długo.
Jedyną korzyścią z przystąpienia Wrocławia do organizacji Europejskiego Dnia bez Samochodu były w środę darmowe przejazdy komunikacją miejską. Niestety, wrocławianie skorzystali z tego udogodnienia w niewielkim stopniu. Ulice w centrum były zakorkowane samochodami jak co dzień.
Miasto nie promuje transportu rowerowego, bo trudno za promocję uznać irytujące teksty o "rowerowych mitach", które pojawiły się na stronach urzędu miejskiego. Przeczytać w nich można, że w dojeżdżaniu do pracy rowerem nie powinna nam przeszkodzić pogoda ani ubiór. Że można bezpiecznie dowozić rowerem dzieci do żłobka lub przedszkola. Do korzystania z roweru zachęcano natomiast naiwnym stwierdzeniem "zamiast czekać na warunki idealne, cieszymy się tym, co mamy". Marna to zachęta.
Marzenia prysły
Trzy lata temu istniały realne szanse na rozwiązanie przynajmniej części problemów osób poruszających się po Wrocławiu na dwóch kółkach. Jednak czas upłynął, a efekty są mierne.
W czasie poprzedniej kampanii wyborczej Rafał Dutkiewicz obiecywał usprawnienie miejskiego systemu komunikacyjnego, wyremontowanie ulic, wybudowanie obwodnicy śródmiejskiej. I choć te obietnice skierowane były raczej do kierowców, to fakt, że żadna nie została spełniona, wpływa również na sytuację rowerzystów. Nadal ruch aut traktowany jest w mieście priorytetowo - co widać w studium zagospodarowania przestrzennego miasta i Wieloletnim Planie Inwestycyjnym.
Na początku kadencji, w 2007 roku, zapalono zielone światło dla ruchu rowerowego. Zaczął działać i szybko przestał zespół doradczy złożony z przedstawicieli miasta i środowisk rowerowych. Jednak jedynym efektem jego działań było powołanie oficera rowerowego, wprawdzie pierwszego w Polsce, ale niewiele mogącego.
Oficer stał się listkiem figowym zasłaniającym nieudolność władz we wprowadzaniu udogodnień dla ruchu rowerowego. Zatrudniony na etacie miejskim urzędnik nie może zmienić sposobu realizacji już wszczętych kluczowych inwestycji, a jego wpływ na decyzje przy planowaniu nowych przedsięwzięć też jest niewielki - tak było choćby przy węźle Drzymały, gdzie zbagatelizowano potrzeby rowerzystów. Co prawda oficer Daniel Chojnacki stara się wymóc niwelację wysokich krawężników na istniejących trasach, ale chwalenie go za likwidację wcześniejszych bubli byłoby nadużyciem.
Jego sukcesem jest tylko dopuszczenie rowerów do ruchu obustronnego na jednokierunkowych ulicach w ścisłym centrum, niestety, nie wszystkich, oraz stworzenie kilkuset miejsc parkingowych dla rowerzystów, choć do wielu z nich nie można legalnie dojechać.
Chojnackiemu udało się umożliwić rowerzystom ciągły przejazd przez skrzyżowanie ul. Powstańców Śląskich oraz wymalować kontrapas pozwalający na poruszanie się po jednokierunkowej ul. Ładnej w obie strony. Z obiecywanych kilku śluz rowerowych ułatwiających przejazd przez skrzyżowania powstały jedynie dwie, a te w najbardziej newralgicznych miejscach, czy to na ul. Świdnickiej czy Ruskiej, ciągle są w sferze marzeń.
O niemocy oficera niech świadczy choćby to, że od czterech miesięcy nie jest w stanie usunąć przenośnego słupa reklamowego ustawionego tuż przy rondzie na pl. Powstańców Śląskich zasłaniającego widoczność rowerzystom w bardzo ruchliwym miejscu.
Spektakularną porażką oficera jest brak roweru miejskiego. Idea, która niemal równolegle pojawiła się u nas i w Krakowie, tam została zrealizowana. We Wrocławiu być może będziemy mieć wypożyczalnię najwcześniej w przyszłym roku i to jeśli dobrze pójdzie. Na razie brak rozstrzygnięcia przetargu na operatora wypożyczalni sprawił, że z budżetu rowerowego trzeba było zwrócić milion złotych do kasy miejskiej. Nie ma gwarancji, że podobne pieniądze znajdą się w przyszłorocznym budżecie.
Cykliści żądają
Kwestia pieniędzy jest kluczowa: gdy miasto oszczędza, to w pierwszej kolejności na rozwiązaniach zwiększających bezpieczeństwo rowerzystów. A dopóki promowanie ruchu rowerowego wreszcie nie stanie się faktycznym miejskim priorytetem, rowerzystom łatwiej i bezpieczniej we Wrocławiu nie będzie.
Niech wreszcie politycy zauważą, że rowerzyści mają prawo wyborcze. Przed nami wybory samorządowe, które każą zrozumieć, dlaczego w ostatnich dniach kandydat Rafał Dutkiewicz z takim przekonaniem deklaruje zrozumienie dla potrzeb cyklistów.
Najważniejsza kwestia to stworzenie sieci tras rowerowych łączących osiedla z centrum miasta. Sprawa po raz kolejny utknęła - nie ma nawet gotowego projektu, nie mówiąc o pieniądzach zagwarantowanych w budżecie na jego realizację.
Teraz radni powinni jak najszybciej przyjąć zasady polityki rowerowej. Projekt uchwały jest gotowy. Bo jeśli uchwalą, że Wrocław chce być miastem przyjaznym rowerzystom, to będą mogły rozliczyć władze z tego, co zrobiły dla bezpieczeństwa mieszkańców jeżdżących rowerami.
Wszystkie europejskie metropolie duszą się od samochodów. Coraz częściej auta są wyrzucane z centrów miast, skoro i tak się tam nie mieszczą. Od Berlina po Paryż promowany jest transport alternatywny: zbiorowy lub indywidualny, czyli rowerowy. Zdrowszy, ekologiczniejszy i bardziej wydolny. Nawet niesprzyjający dotąd cyklistom Londyn zaczął wprowadzać politykę prorowerową. I choć wszystkim polskim miastom daleko do Amsterdamu czy Kopenhagi, to do niedawna Wrocław przynajmniej był w krajowej czołówce miast wprowadzających udogodnienia dla rowerzystów. W ostatnim czasie wypadł z pierwszej trójki. Wyprzedził nas Poznań, a nawet Rzeszów.
Rowerowe fakty
Dotąd władze miejskie chwaliły się, że mamy najwięcej ścieżek rowerowych w Polsce. Jednak nasze 150 kilometrów to o 100 mniej niż ma Warszawa, a najlepiej skomunikowanym rowerowo polskim miastem jest Gdańsk, któremu w najbliższych kilku latach przybędą kolejne trasy o najwyższym europejskim standardzie. Lepiej jest też w Krakowie.
Wrocławscy rowerzyści przespali tworzenie Regionalnego Programu Inwestycyjnego, który co najmniej do 2015 roku nie przewiduje dotacji na modernizację i tworzenie tras rowerowych na Dolnym Śląsku. Szkoda, że śladem Gdańska, który dostanie z RPO 48 mln zł, nie stworzyli szczegółowego programu budowy sieci.
Tymczasem nie dość, że naszych ścieżek jest mniej, to nie są ani wygodne, ani bezpieczne. A przede wszystkim nie łączą się w sieć umożliwiającą przejazd przez miasto. Tym samym władze miejskie zniechęcają do poruszania się po mieście na dwóch kółkach - nie każdy zdecyduje się na niebezpieczną jazdę po jezdniach lub łamanie przepisów i poruszanie się rowerem po chodnikach.
Wrocław przoduje za to w niechlubnym rankingu polskich miast, w których rowerzyści giną na drogach. W zeszłym roku śmiertelnych ofiar było 12, czyli ponad 4 procent wszystkich biorących udział w wypadkach drogowych.
i mity
Kończący się Europejski Tydzień Mobilności wykazał słabość i wrocławskiego środowiska rowerowego, i nieudolność władz. Było wzajemne oskarżanie się i obrażanie. Wnoszenie rowerów do sekretariatu prezydenta i blokowanie wjazdu na Rynek. Wreszcie papierowe deklaracje, czyli zapowiedź prezydenta Rafała Dutkiewicza, że w 2015 roku co 10. wrocławianin będzie dojeżdżać do centrum na rowerze (na razie jest to co 30. osoba). Na konferencji prasowej w przededniu Dnia bez Samochodu prezydent ogłosił, że nie tylko zostanie powołana Rada Rowerowa, ale w październiku radni wreszcie zadecydują o przyjęciu projektu uchwały Wrocławskiej Polityki Rowerowej, czyli dokumentu, na który czekamy już bardzo długo.
Jedyną korzyścią z przystąpienia Wrocławia do organizacji Europejskiego Dnia bez Samochodu były w środę darmowe przejazdy komunikacją miejską. Niestety, wrocławianie skorzystali z tego udogodnienia w niewielkim stopniu. Ulice w centrum były zakorkowane samochodami jak co dzień.
Miasto nie promuje transportu rowerowego, bo trudno za promocję uznać irytujące teksty o "rowerowych mitach", które pojawiły się na stronach urzędu miejskiego. Przeczytać w nich można, że w dojeżdżaniu do pracy rowerem nie powinna nam przeszkodzić pogoda ani ubiór. Że można bezpiecznie dowozić rowerem dzieci do żłobka lub przedszkola. Do korzystania z roweru zachęcano natomiast naiwnym stwierdzeniem "zamiast czekać na warunki idealne, cieszymy się tym, co mamy". Marna to zachęta.
Marzenia prysły
Trzy lata temu istniały realne szanse na rozwiązanie przynajmniej części problemów osób poruszających się po Wrocławiu na dwóch kółkach. Jednak czas upłynął, a efekty są mierne.
W czasie poprzedniej kampanii wyborczej Rafał Dutkiewicz obiecywał usprawnienie miejskiego systemu komunikacyjnego, wyremontowanie ulic, wybudowanie obwodnicy śródmiejskiej. I choć te obietnice skierowane były raczej do kierowców, to fakt, że żadna nie została spełniona, wpływa również na sytuację rowerzystów. Nadal ruch aut traktowany jest w mieście priorytetowo - co widać w studium zagospodarowania przestrzennego miasta i Wieloletnim Planie Inwestycyjnym.
Na początku kadencji, w 2007 roku, zapalono zielone światło dla ruchu rowerowego. Zaczął działać i szybko przestał zespół doradczy złożony z przedstawicieli miasta i środowisk rowerowych. Jednak jedynym efektem jego działań było powołanie oficera rowerowego, wprawdzie pierwszego w Polsce, ale niewiele mogącego.
Oficer stał się listkiem figowym zasłaniającym nieudolność władz we wprowadzaniu udogodnień dla ruchu rowerowego. Zatrudniony na etacie miejskim urzędnik nie może zmienić sposobu realizacji już wszczętych kluczowych inwestycji, a jego wpływ na decyzje przy planowaniu nowych przedsięwzięć też jest niewielki - tak było choćby przy węźle Drzymały, gdzie zbagatelizowano potrzeby rowerzystów. Co prawda oficer Daniel Chojnacki stara się wymóc niwelację wysokich krawężników na istniejących trasach, ale chwalenie go za likwidację wcześniejszych bubli byłoby nadużyciem.
Jego sukcesem jest tylko dopuszczenie rowerów do ruchu obustronnego na jednokierunkowych ulicach w ścisłym centrum, niestety, nie wszystkich, oraz stworzenie kilkuset miejsc parkingowych dla rowerzystów, choć do wielu z nich nie można legalnie dojechać.
Chojnackiemu udało się umożliwić rowerzystom ciągły przejazd przez skrzyżowanie ul. Powstańców Śląskich oraz wymalować kontrapas pozwalający na poruszanie się po jednokierunkowej ul. Ładnej w obie strony. Z obiecywanych kilku śluz rowerowych ułatwiających przejazd przez skrzyżowania powstały jedynie dwie, a te w najbardziej newralgicznych miejscach, czy to na ul. Świdnickiej czy Ruskiej, ciągle są w sferze marzeń.
O niemocy oficera niech świadczy choćby to, że od czterech miesięcy nie jest w stanie usunąć przenośnego słupa reklamowego ustawionego tuż przy rondzie na pl. Powstańców Śląskich zasłaniającego widoczność rowerzystom w bardzo ruchliwym miejscu.
Spektakularną porażką oficera jest brak roweru miejskiego. Idea, która niemal równolegle pojawiła się u nas i w Krakowie, tam została zrealizowana. We Wrocławiu być może będziemy mieć wypożyczalnię najwcześniej w przyszłym roku i to jeśli dobrze pójdzie. Na razie brak rozstrzygnięcia przetargu na operatora wypożyczalni sprawił, że z budżetu rowerowego trzeba było zwrócić milion złotych do kasy miejskiej. Nie ma gwarancji, że podobne pieniądze znajdą się w przyszłorocznym budżecie.
Cykliści żądają
Kwestia pieniędzy jest kluczowa: gdy miasto oszczędza, to w pierwszej kolejności na rozwiązaniach zwiększających bezpieczeństwo rowerzystów. A dopóki promowanie ruchu rowerowego wreszcie nie stanie się faktycznym miejskim priorytetem, rowerzystom łatwiej i bezpieczniej we Wrocławiu nie będzie.
Niech wreszcie politycy zauważą, że rowerzyści mają prawo wyborcze. Przed nami wybory samorządowe, które każą zrozumieć, dlaczego w ostatnich dniach kandydat Rafał Dutkiewicz z takim przekonaniem deklaruje zrozumienie dla potrzeb cyklistów.
Najważniejsza kwestia to stworzenie sieci tras rowerowych łączących osiedla z centrum miasta. Sprawa po raz kolejny utknęła - nie ma nawet gotowego projektu, nie mówiąc o pieniądzach zagwarantowanych w budżecie na jego realizację.
Teraz radni powinni jak najszybciej przyjąć zasady polityki rowerowej. Projekt uchwały jest gotowy. Bo jeśli uchwalą, że Wrocław chce być miastem przyjaznym rowerzystom, to będą mogły rozliczyć władze z tego, co zrobiły dla bezpieczeństwa mieszkańców jeżdżących rowerami.
- 97 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
25 głosów
-
Wrocław powinien być miastem przyjaznym rowerzy...
idepozapalki
25.09.10, 10:28
Miło, że ktoś w końcu obnażył nieudolność i kompletny brak kompetencji Oficera Rowerowego. Pamiętam szumne wypowiedzi tego chłystka jak tylko został zatrudniony. Oh, ach, czegoż to ja dla »
-
Wrocław powinien być miastem przyjaznym rowerzy...
hela_z_gazowni
25.09.10, 10:59
Ale o co chodzi? Przecież kilka dni temu Dutkiewicz powiedział że będzie promował dwa kółka!!!Poza tym Prezydent i urzędnicy nie są od tak przyziemnych spraw jak codzienna żmudna praca nad »
-
też jeżdżę rowerem na codzień
umciaciarumcia
25.09.10, 11:05
co utrudnia życie wrocławskim cyklistom:1. może by tak, drodzy piesi zacząć szanować innych, przede wszystkimrowerzystów? Czy naprawdę trudno zrozumieć, że skoro w którymś miejscu »
Najczęściej czytane24 htydzień




