Czwarty Ambasador Wrocławia wkrótce obejmie placówkę
15.05.2010
, aktualizacja: 14.05.2010 21:51
Kapituła nagrody Gazety Wyborczej "Ambasador Wrocławia" wybrała laureata. Nominację odbierze podczas poniedziałkowej gali w Operze Wrocławskiej
Nagrodę przyznajemy od czterech lat. Chcemy pokazywać ludzi, dzięki którym rośnie sława i prestiż Wrocławia. Albo takich, z których miasto jest dumne. Nie muszą być wrocławianami z urodzenia, nie muszą nawet tu mieszkać. Liczy się tylko to, że pracują na rzecz miasta, budują jego rangę na świecie i rozsławiają imię. To prawdziwi ambasadorzy naszego miasta. Jest ich już czterech: profesor, rewolucjonista, minister i pisarz. Wszyscy ciężko zapracowali na swoje tytuły. I czynią to dalej.
Pierwszy Ambasador Wrocławia prof. Gregor Thum przekonuje Amerykanów, że w Europie nad Odrą jest miasto fascynujące i warte poznania. Ten niemiecki historyk i slawista urodzony w Monachium dopiero po upadku muru berlińskiego zainteresował się Polską. Nauczył się języka, zaczął przyjeżdżać do Wrocławia, a potem napisał o nim książkę - "Obce miasto. Wrocław 1945 i potem". Zajrzał głęboko w dusze polskich mieszkańców, przekopał się przez często niewykorzystywane do tej pory źródła archiwalne oraz literaturę, żeby zrozumieć obcość, jaką odczuwali polscy osadnicy w stosunku do niemieckiego miasta, i pokazać, jak ją przełamywali. Dziś czuje się wrocławianinem i podziwia transformację, jaką przeszło nasze miasto.
Drugi Ambasador Wrocławia też pisze. I też o obcym mieście. To Marek Krajewski, autor słynnych kryminałów z Breslau w tle. Jego bohater, radca kryminalny Eberhard Mock (władający tak jak autor językiem Horacego i dzielący z nim upodobanie do eleganckich garniturów, dobrego jedzenia i pięknych kobiet) jest wprawdzie dziwkarzem i pijakiem, ale dzielnie walczy o sprawiedliwość. A razem z Krajewskim walczy też o sympatię Europy dla Wrocławia. Kontrakty na wydanie książek o Mocku podpisali wydawcy z 17 krajów, m. in. francuski Gallimard, włoski Einaudi i niemiecki DTV, a "Śmierć w Breslau" udanie zadebiutowała w Wielkiej Brytanii. Wprawdzie ostatnio Krajewski zaczyna częściej bywać we Lwowie niż w Breslau (tam toczy się główna akcja jego dwóch ostatnich książek), ale o Wrocławiu nie zapomina. Słusznie, bo tysiące jego czytelników pokochało już Wrocław i chcą wędrować po nim śladami Mocka.
Dwa pozostali Ambasadorzy Wrocławia to ludzie czynu. W zeszłym roku podzielili się placówką dyplomatyczną, bo symbolizują dwa oblicza naszego miasta z czasów wielkiego przełomu politycznego: romantyczne i pozytywistyczne. To Władysław Frasyniuk i Bogdan Zdrojewski. Frasyniuk otrzymał nagrodę za pierwiastek romantyczny - odwagę i fantazję. Jest legendą Wrocławia. W latach 80. rozsławiał go w całym kraju i poza jego granicami. Był bohaterem serwowanego Polakom przez telewizję upadłego reżimu serialu o nieuchwytnej sile antysocjalistycznej, którą za wszelką cenę trzeba dopaść. Pokazał milionom telewidzów, że można być wolnym, nawet odsiadując trzy wyroki więzienia. Zaraził nas swoją wolnością. I za to jesteśmy mu wdzięczni. Z kolei Bogdan Zdrojewski to pozytywista. Pierwszy niekomunistyczny prezydent Wrocławia wykazał się dalekowzrocznością, która wcale nie była cechą typową dla pierwszych lat wolności. To za jego sprawą Wrocław ma dziś tak piękny Rynek, że dech zapiera w piersiach nawet krakusom. To on tchnął życie w serce miasta, tym samym ożywiając je całe. Bogdan Zdrojewski nawet szkody wyrządzone przez powódź stulecia umiał przekuć w zyski. Jak Midas. A jako minister kultury potrafi być dla Wrocławia hojny.
Choć tak naprawdę to każdy z ambasadorów jest dla Wrocławia hojny, bo to w jego imieniu restaurowane są przez sponsorów nagrody wrocławskie zabytki. Dzięki temu na herb miasta zdobiący budynek Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy powróciła głowa św. Jana Chrzciciela, autorstwa Tomasza Rodzińskiego. Oryginał został najprawdopodobniej zniszczony w czasie oblężenia Festung Breslau.
Także rzeźba św. Doroty z kościoła przy ul. Świdnickiej odzyskała dawną urodę. Figura męczennicy zdobi portal w ostatnim przęśle nawy północnej, od strony ulicy św. Doroty. Konserwatorzy musieli jej dorobić głowę, dłonie i miecz. Jakie "ambasadorskie" zlecenie otrzymają teraz, zdradzimy już w poniedziałek.
Pierwszy Ambasador Wrocławia prof. Gregor Thum przekonuje Amerykanów, że w Europie nad Odrą jest miasto fascynujące i warte poznania. Ten niemiecki historyk i slawista urodzony w Monachium dopiero po upadku muru berlińskiego zainteresował się Polską. Nauczył się języka, zaczął przyjeżdżać do Wrocławia, a potem napisał o nim książkę - "Obce miasto. Wrocław 1945 i potem". Zajrzał głęboko w dusze polskich mieszkańców, przekopał się przez często niewykorzystywane do tej pory źródła archiwalne oraz literaturę, żeby zrozumieć obcość, jaką odczuwali polscy osadnicy w stosunku do niemieckiego miasta, i pokazać, jak ją przełamywali. Dziś czuje się wrocławianinem i podziwia transformację, jaką przeszło nasze miasto.
Drugi Ambasador Wrocławia też pisze. I też o obcym mieście. To Marek Krajewski, autor słynnych kryminałów z Breslau w tle. Jego bohater, radca kryminalny Eberhard Mock (władający tak jak autor językiem Horacego i dzielący z nim upodobanie do eleganckich garniturów, dobrego jedzenia i pięknych kobiet) jest wprawdzie dziwkarzem i pijakiem, ale dzielnie walczy o sprawiedliwość. A razem z Krajewskim walczy też o sympatię Europy dla Wrocławia. Kontrakty na wydanie książek o Mocku podpisali wydawcy z 17 krajów, m. in. francuski Gallimard, włoski Einaudi i niemiecki DTV, a "Śmierć w Breslau" udanie zadebiutowała w Wielkiej Brytanii. Wprawdzie ostatnio Krajewski zaczyna częściej bywać we Lwowie niż w Breslau (tam toczy się główna akcja jego dwóch ostatnich książek), ale o Wrocławiu nie zapomina. Słusznie, bo tysiące jego czytelników pokochało już Wrocław i chcą wędrować po nim śladami Mocka.
Dwa pozostali Ambasadorzy Wrocławia to ludzie czynu. W zeszłym roku podzielili się placówką dyplomatyczną, bo symbolizują dwa oblicza naszego miasta z czasów wielkiego przełomu politycznego: romantyczne i pozytywistyczne. To Władysław Frasyniuk i Bogdan Zdrojewski. Frasyniuk otrzymał nagrodę za pierwiastek romantyczny - odwagę i fantazję. Jest legendą Wrocławia. W latach 80. rozsławiał go w całym kraju i poza jego granicami. Był bohaterem serwowanego Polakom przez telewizję upadłego reżimu serialu o nieuchwytnej sile antysocjalistycznej, którą za wszelką cenę trzeba dopaść. Pokazał milionom telewidzów, że można być wolnym, nawet odsiadując trzy wyroki więzienia. Zaraził nas swoją wolnością. I za to jesteśmy mu wdzięczni. Z kolei Bogdan Zdrojewski to pozytywista. Pierwszy niekomunistyczny prezydent Wrocławia wykazał się dalekowzrocznością, która wcale nie była cechą typową dla pierwszych lat wolności. To za jego sprawą Wrocław ma dziś tak piękny Rynek, że dech zapiera w piersiach nawet krakusom. To on tchnął życie w serce miasta, tym samym ożywiając je całe. Bogdan Zdrojewski nawet szkody wyrządzone przez powódź stulecia umiał przekuć w zyski. Jak Midas. A jako minister kultury potrafi być dla Wrocławia hojny.
Choć tak naprawdę to każdy z ambasadorów jest dla Wrocławia hojny, bo to w jego imieniu restaurowane są przez sponsorów nagrody wrocławskie zabytki. Dzięki temu na herb miasta zdobiący budynek Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy powróciła głowa św. Jana Chrzciciela, autorstwa Tomasza Rodzińskiego. Oryginał został najprawdopodobniej zniszczony w czasie oblężenia Festung Breslau.
Także rzeźba św. Doroty z kościoła przy ul. Świdnickiej odzyskała dawną urodę. Figura męczennicy zdobi portal w ostatnim przęśle nawy północnej, od strony ulicy św. Doroty. Konserwatorzy musieli jej dorobić głowę, dłonie i miecz. Jakie "ambasadorskie" zlecenie otrzymają teraz, zdradzimy już w poniedziałek.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Czwarty Ambasador Wrocławia wkrótce obejmie pla...
dr.cool
15.05.10, 10:57
nomenklatura się nagradza, za nasze pieniądzekółko własnej adoracji, redaktor przyssafka dawno nie dostał nagrody od kolegów»
-
Norman Davies?
koma110
15.05.10, 15:14
Bylem pewien, ze i prof.Norman Davies jest w tym gronie, ale nie ma. Niedopatrzenie czy on jednak bardziej za Krakowem?»
-
Czwarty Ambasador Wrocławia wkrótce obejmie pla...
o.beyzyma
16.05.10, 18:04
Bardzo ciekawa ta Tablica Jałmużnicza, ale dotąd mało czytelna. Cieszę się, żebędzie odnowiona!»
Najczęściej czytane24 htydzień






