7 grzechów głównych urbancard i spowiedź przed radnymi
30.03.2011
, aktualizacja: 30.03.2011 21:25
Mennica, operator Urbancard, musiała się w środę wyspowiadać przed radnymi miejskimi, dlaczego system działa wadliwie. Przyznania się do winy wprawdzie nie było, spółka powzięła jednak mocne postanowienie poprawy
By ułatwić Mennicy rachunek sumienia, przypominamy siedem grzechów głównych ciążących na urbancard.
1. Pycha
Nim Wrocławska Karta Miejska została wprowadzona, obiecywano, że będzie to superudogodnienie dla pasażerów. Zresztą nie tylko dla nich. Urbancard miała być najnowocześniejsza w Polsce. Długo można by wyliczać, ileż to miała mieć zastosowań. Zapewniano, że będziemy nią płacić za parkowanie, w teatrach, kinach i innych instytucjach kultury. Posiadacze elektronicznego biletu mieli mieć zniżki w restauracjach, hotelach i sklepach. Na razie skończyło się tylko na szumnych zapowiedziach. Choć urbancard działa we Wrocławiu już od ponad 10 miesięcy, wciąż służy głównie za bilet MPK. No i można jeszcze wejść z nią do zoo i aquaparku. Mało tych korzyści, biorąc pod uwagę, ile wrocławianie musieli się wystać w kolejkach, by wyrobić sobie ten plastikowy gadżet.
2. Chciwość
Automaty na przystankach często połykają monety. Jak wyjaśnia Mennica, dzieje się tak dlatego, że urządzenia są okradane. Złodzieje znaleźli ponoć patent, by pieniądze zamiast do automatu, trafiały do ich kieszeni. Tylko co to za różnica dla pasażerów, kto ich oskubał.
3. Pożądanie
Każdy, kto zechce stać się posiadaczem urbancard, musi ujawnić swoje najtajniejsze dane. Miasto za wydanie kawałka plastiku żąda, by pasażer podał swój PESEL, adres domowy i e-mail, a nawet numer telefonu. Zastanawiające, do czego magistratowi potrzebne są te wszystkie informacje. Zwłaszcza że jak mieliśmy okazję przekonać się przed wyborami samorządowymi, nie są one właściwie zabezpieczone. Dane użytkowników urbancard wykorzystane zostały w kampanii prezydenta Rafała Dutkiewicza.
4. Zazdrość
Mennica, wprowadzając urbancard, postawiła miastu warunek, że ze sprzedaży muszą być wycofane dotychczasowe bilety w formie papierowej. Pasażerowie zostali w ten sposób postawieni pod ścianą: albo kupujesz okresowy bilet elektroniczny, albo możesz zapomnieć o tańszej jeździe tramwajem czy autobusem. Nie byłoby problemu, gdyby karta była łatwo dostępna i można ją było wyrobić od ręki, a następnie doładować w biletomacie. Zamiast tego w punktach wydawania urbancard powstawały gigantyczne kolejki, a automaty raz działały, raz nie. Z wcześniejszymi przejazdówkami nie było takich problemów. Mennica nie chciała się jednak dzielić wpływami ze sprzedaży biletów.
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
Automaty nie wydają reszty. Bywa, że nawet jeśli są już nasycone do bólu brzucha, bo właśnie połknęły naszą 50-złotówkę, to wyplują bilet za 2,40 i na tym koniec. Są zachłanne bez reszty.
6. Gniew
Chcąc kupić bilet w automacie, trzeba mieć szczęście i zastać go w dobrych nastroju. Urządzenia są bowiem bardzo humorzaste. Potrafią się na przykład pogniewać się na pogodę. Źle znoszą burze i mrozy. A jak się pogniewają, to biletu nie sprzedadzą.
7. Lenistwo
Niejeden pasażer przekonał się, że biletomaty nie należą do pracusiów. Bywało, że już w środku dnia brakowało im energii, by spełniać swoje obowiązki. Szybko się wyczerpywały, a to dlatego, że zostały prowizorycznie podłączone do prądu.
Ze wszystkich złych uczynków Mennica musiała w środę tłumaczyć się przed miejskimi radnymi z komisji komunikacji. W piersi się nie biła, ale obiecała poprawę.
* Z blisko 40 automatów, które były źle podłączone do prądu, zostały już tylko dwa i wkrótce także one mają mieć stałe źródło zasilania.
* Operator Urbancard zapewnił też, że biletomaty zostaną zabezpieczone przed złodziejami. Jest więc nadzieja, że urządzenia przestaną się wyłączać i nie będą połykać monet.
* W ramach pokuty Mennica zobowiązała się przeprogramować automaty w pojazdach MPK tak, by zamiast skasowanych biletów drukowały nieskasowane. Dzięki temu będzie można kupować je na zapas.
* Spółka zapewniła również, że pracuje nad kilkoma innymi niespodziankami dla pasażerów.
Miejmy nadzieję, że zadośćuczyni pasażerom za dotychczasowe winy. Bo żal za grzechy to obok obietnicy poprawy warunek rozgrzeszenia.
1. Pycha
Nim Wrocławska Karta Miejska została wprowadzona, obiecywano, że będzie to superudogodnienie dla pasażerów. Zresztą nie tylko dla nich. Urbancard miała być najnowocześniejsza w Polsce. Długo można by wyliczać, ileż to miała mieć zastosowań. Zapewniano, że będziemy nią płacić za parkowanie, w teatrach, kinach i innych instytucjach kultury. Posiadacze elektronicznego biletu mieli mieć zniżki w restauracjach, hotelach i sklepach. Na razie skończyło się tylko na szumnych zapowiedziach. Choć urbancard działa we Wrocławiu już od ponad 10 miesięcy, wciąż służy głównie za bilet MPK. No i można jeszcze wejść z nią do zoo i aquaparku. Mało tych korzyści, biorąc pod uwagę, ile wrocławianie musieli się wystać w kolejkach, by wyrobić sobie ten plastikowy gadżet.
2. Chciwość
Automaty na przystankach często połykają monety. Jak wyjaśnia Mennica, dzieje się tak dlatego, że urządzenia są okradane. Złodzieje znaleźli ponoć patent, by pieniądze zamiast do automatu, trafiały do ich kieszeni. Tylko co to za różnica dla pasażerów, kto ich oskubał.
3. Pożądanie
Każdy, kto zechce stać się posiadaczem urbancard, musi ujawnić swoje najtajniejsze dane. Miasto za wydanie kawałka plastiku żąda, by pasażer podał swój PESEL, adres domowy i e-mail, a nawet numer telefonu. Zastanawiające, do czego magistratowi potrzebne są te wszystkie informacje. Zwłaszcza że jak mieliśmy okazję przekonać się przed wyborami samorządowymi, nie są one właściwie zabezpieczone. Dane użytkowników urbancard wykorzystane zostały w kampanii prezydenta Rafała Dutkiewicza.
4. Zazdrość
Mennica, wprowadzając urbancard, postawiła miastu warunek, że ze sprzedaży muszą być wycofane dotychczasowe bilety w formie papierowej. Pasażerowie zostali w ten sposób postawieni pod ścianą: albo kupujesz okresowy bilet elektroniczny, albo możesz zapomnieć o tańszej jeździe tramwajem czy autobusem. Nie byłoby problemu, gdyby karta była łatwo dostępna i można ją było wyrobić od ręki, a następnie doładować w biletomacie. Zamiast tego w punktach wydawania urbancard powstawały gigantyczne kolejki, a automaty raz działały, raz nie. Z wcześniejszymi przejazdówkami nie było takich problemów. Mennica nie chciała się jednak dzielić wpływami ze sprzedaży biletów.
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
Automaty nie wydają reszty. Bywa, że nawet jeśli są już nasycone do bólu brzucha, bo właśnie połknęły naszą 50-złotówkę, to wyplują bilet za 2,40 i na tym koniec. Są zachłanne bez reszty.
6. Gniew
Chcąc kupić bilet w automacie, trzeba mieć szczęście i zastać go w dobrych nastroju. Urządzenia są bowiem bardzo humorzaste. Potrafią się na przykład pogniewać się na pogodę. Źle znoszą burze i mrozy. A jak się pogniewają, to biletu nie sprzedadzą.
7. Lenistwo
Niejeden pasażer przekonał się, że biletomaty nie należą do pracusiów. Bywało, że już w środku dnia brakowało im energii, by spełniać swoje obowiązki. Szybko się wyczerpywały, a to dlatego, że zostały prowizorycznie podłączone do prądu.
Ze wszystkich złych uczynków Mennica musiała w środę tłumaczyć się przed miejskimi radnymi z komisji komunikacji. W piersi się nie biła, ale obiecała poprawę.
* Z blisko 40 automatów, które były źle podłączone do prądu, zostały już tylko dwa i wkrótce także one mają mieć stałe źródło zasilania.
* Operator Urbancard zapewnił też, że biletomaty zostaną zabezpieczone przed złodziejami. Jest więc nadzieja, że urządzenia przestaną się wyłączać i nie będą połykać monet.
* W ramach pokuty Mennica zobowiązała się przeprogramować automaty w pojazdach MPK tak, by zamiast skasowanych biletów drukowały nieskasowane. Dzięki temu będzie można kupować je na zapas.
* Spółka zapewniła również, że pracuje nad kilkoma innymi niespodziankami dla pasażerów.
Miejmy nadzieję, że zadośćuczyni pasażerom za dotychczasowe winy. Bo żal za grzechy to obok obietnicy poprawy warunek rozgrzeszenia.
- 84 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
7 grzechów głównych urbancard i spowiedź przed ...
pawel_zet
30.03.11, 22:19
W najnowszym "Focusie" jest artykuł (a właściwie nawet kilka artykułów) na temat antropomorfizacji przyrody nieożywionej. Myślę, że problem gniewających się urbanatorów mógłby być »
-
7 grzechów głównych urbancard i spowiedź przed ...
subedit
30.03.11, 23:20
rbancard, to największa pomyłka w dziejach Wrocławia, nie mam zamiaru korzystać z tego wynalazku już nigdy, aż tyle cierpliwości i czasu niestety nie mam. »
-
Spółka zapewniła również, że pracuje nad kilkoma..
pantalonik666
31.03.11, 00:12
Boję się.»
Najczęściej czytane24 htydzień




