Społeczne "nie" dla odkrywki pod Legnicą
27.09.2009
, aktualizacja: 28.09.2009 09:16
Mieszkańcy sześciu gmin, na terenie których ma powstać wielka kopalnia węgla brunatnego, w niedzielnym referendum opowiedzieli się przeciw jej budowie. Będzie ono ważne, bo do urn przyszło ponad 30 procent uprawnionych
ZOBACZ TAKŻE
- Gminy odkrywkowe protestują dwa lata. Nie przestaną (27-09-11, 11:56)
- Legnickie odkrywkowe gminy jadą po pomoc do Brukseli (17-01-11, 13:11)
- Samorząd ryje pod odkrywką, rząd chowa głowę w piasek (23-10-10, 12:00)
- Gminy same zadecydują, czy chcą budować na złożu węgla (07-09-10, 18:08)
- RPO odpowiada węglowym gminom, że nic nie może zrobić (28-04-10, 19:21)
- W Brukseli opowiedzieli o swoim "nie" dla odkrywki (25-02-10, 17:35)
- Odkrywkowe gminy poskarżą się w Europarlamencie (25-01-10, 14:13)
- Bez dyskusji o odkrywkach. A ludzie przy płocie pytają (19-01-10, 19:47)
- Nic o wydobywaniu węgla bez węglowych gmin (12-10-09, 15:42)
- Mieszkańcy podlegnickich gmin nie chcą kopalni (30-09-09, 17:32)
- Czy pozwolą odkrywce wejść do swoich domów (25-09-09, 19:57)
- Marzenia wrzucone do wielkiej dziury (24-09-09, 16:12)
W miejscowościach, gdzie zorganizowano referendum, nie można było o nim nie wiedzieć. "Broń swojego domu!" zachęcały ulotki rozrzucone w sklepach. "Odkrywce NIE!" - to hasła z plakatów, przydrożnych płotów i transparentów z białych prześcieradeł.
Mieszkańcy 50 wsi położonych na terenie gmin: Kunice, Ruja, Ścinawa, Miłków, Spalona, Prochowice i Lubin przyszli do urn, bo boją się o swoją przyszłość. Wiedzą, że siedzą na żyle złota, a właściwie 40 miliardach ton węgla, ale to bogactwo nie dla nich. Bo jeśli rząd zdecyduje, że węgiel będzie podstawą bezpieczeństwa energetycznego Polski, powstanie kopalni między Legnicą a Lubinem będzie przesądzone. Wtedy maszyny zniszczą drzewa i pola, które przez lata uprawiali. Rozwalą domy 20 tysięcy osób, z których wielu mieszka tam od urodzenia. A na powierzchni ponad 150 km kw. powstanie wielki dół, głęboki nawet na 300 metrów.
- "Krajobraz księżycowy" - mówią mieszkańcy i nakręcają się w swoim strachu.
Niektórzy słyszeli, że mają ich wysiedlić pod Zieloną Górę, inni - że pod Poznań. Ktoś mówił, że już budują dla nich bloki. Ale czy wszyscy dostaną mieszkania?
Drzwi gimnazjum w Spalonej w niedzielę się nie zamykały. Całe rodziny przychodziły, żeby na pytanie "Czy jesteś za budową odkrywkowej kopalni węgla brunatnego na terenie gminy?" postawić krzyżyk przy słowie "nie".
Władysław Frączek mieszka pod lasem. Pod jego dom podchodzi codziennie sarna. Przyszedł więc powiedzieć: "Nie opuszczę swojej sarenki".
- A z nami co się stanie? Chyba wszyscy pójdziemy pod most! - denerwuje się Maria Jóźwik, która z całą rodziną przyszła trzy kilometry z pobliskiej Golanki Górnej głosować w Spalonej.
W wielu gospodarstwach mieszka dziś po kilka rodzin. Rodzice dostali dom po Niemcach, urodziły im się dzieci, dorosły i założyły rodziny - zaadaptowano więc stodołę, stajnię, a nawet oborę. I tak mieszkają od lat: niby w domu wspólnie z innymi, ale jednak na swoim. Tak jest u Jóźwików, gdzie w jednym gospodarstwie mieszka pięć rodzin. Martwią się, co z nimi będzie: - Czy za ten ich prawdziwy dom będzie im się coś należało? Jak wycenią ich poniemieckie budynki? Na 100 tysięcy złotych? Co można dziś za to kupić? Nawet kawalerki w Legnicy się za to nie dostanie.
- W latach 70. i 80. robili tu odwierty. Badali, czy jest węgiel - opowiada Artur Chodyga z Golanki Dolnej - Wtedy nie wydawano pozwoleń na budowę. Ale już w latach 90. owszem. Ja dostałem w 1996, dom wybudowałem rok później.
Maria i Leszek Ostrowscy w nowym domu w Spalonej mieszkają dopiero trzy lata. Kosztował ich nie tylko dużo pieniędzy, ale też pracy. - Nikt nam nigdy nie mówił, że ma tu być kopalnia - opowiada pani Maria.
W podobnej sytuacji jest wiele rodzin. - Dziwię się, że władze Legnicy nie protestują. Przecież mieszkańcom nie będzie się dobrze żyło w okolicy bez zieleni. No i woda może stąd odpłynąć, jak wykopią tak głęboki dół - przekonuje Ostrowska. - A jak nas wysiedlą, sprzedamy wszystko i wyjedziemy za granicę, bo tu się nie da żyć.
Nie spotkałam w niedzielę nikogo, kto głosowałby za odkrywką. - Myślę, że ktoś, kto chce tej kopalni, bo widzi w niej szansę dla siebie, na referendum i tak by nie przyszedł, bo wie, że jest w mniejszości - domyśla się Aneta Polancewicz-Motyl.
Do wieczora frekwencja na pewno przekroczyła 30 procent, referendum będzie więc ważne. Niektórzy upatrują w tym szansę. - Mamy opinię prawnika z Uniwersytetu Poznańskiego, który mówi, że gdy referendum jest ważne, jego wyniki są wiążące dla rządu - mówi Janusz Łucki, jeden z organizatorów głosowania. - Od 19 lat rozwijamy w naszym kraju ideę samorządności, teraz czas na egzamin z dojrzałości obywatelskiej i demokracji.
Maria Jóźwikowa jest jednak pesymistką: - Coś mi się zdaje, że nasze zdanie i tak się nie liczy. Powstanie kopalni jest już pewnie przesądzone, ale musimy protestować choćby po to, żeby nie wiedzieli, że jak barany idziemy się na rzeź.
Mieszkańcy 50 wsi położonych na terenie gmin: Kunice, Ruja, Ścinawa, Miłków, Spalona, Prochowice i Lubin przyszli do urn, bo boją się o swoją przyszłość. Wiedzą, że siedzą na żyle złota, a właściwie 40 miliardach ton węgla, ale to bogactwo nie dla nich. Bo jeśli rząd zdecyduje, że węgiel będzie podstawą bezpieczeństwa energetycznego Polski, powstanie kopalni między Legnicą a Lubinem będzie przesądzone. Wtedy maszyny zniszczą drzewa i pola, które przez lata uprawiali. Rozwalą domy 20 tysięcy osób, z których wielu mieszka tam od urodzenia. A na powierzchni ponad 150 km kw. powstanie wielki dół, głęboki nawet na 300 metrów.
- "Krajobraz księżycowy" - mówią mieszkańcy i nakręcają się w swoim strachu.
Niektórzy słyszeli, że mają ich wysiedlić pod Zieloną Górę, inni - że pod Poznań. Ktoś mówił, że już budują dla nich bloki. Ale czy wszyscy dostaną mieszkania?
Drzwi gimnazjum w Spalonej w niedzielę się nie zamykały. Całe rodziny przychodziły, żeby na pytanie "Czy jesteś za budową odkrywkowej kopalni węgla brunatnego na terenie gminy?" postawić krzyżyk przy słowie "nie".
Władysław Frączek mieszka pod lasem. Pod jego dom podchodzi codziennie sarna. Przyszedł więc powiedzieć: "Nie opuszczę swojej sarenki".
- A z nami co się stanie? Chyba wszyscy pójdziemy pod most! - denerwuje się Maria Jóźwik, która z całą rodziną przyszła trzy kilometry z pobliskiej Golanki Górnej głosować w Spalonej.
W wielu gospodarstwach mieszka dziś po kilka rodzin. Rodzice dostali dom po Niemcach, urodziły im się dzieci, dorosły i założyły rodziny - zaadaptowano więc stodołę, stajnię, a nawet oborę. I tak mieszkają od lat: niby w domu wspólnie z innymi, ale jednak na swoim. Tak jest u Jóźwików, gdzie w jednym gospodarstwie mieszka pięć rodzin. Martwią się, co z nimi będzie: - Czy za ten ich prawdziwy dom będzie im się coś należało? Jak wycenią ich poniemieckie budynki? Na 100 tysięcy złotych? Co można dziś za to kupić? Nawet kawalerki w Legnicy się za to nie dostanie.
- W latach 70. i 80. robili tu odwierty. Badali, czy jest węgiel - opowiada Artur Chodyga z Golanki Dolnej - Wtedy nie wydawano pozwoleń na budowę. Ale już w latach 90. owszem. Ja dostałem w 1996, dom wybudowałem rok później.
Maria i Leszek Ostrowscy w nowym domu w Spalonej mieszkają dopiero trzy lata. Kosztował ich nie tylko dużo pieniędzy, ale też pracy. - Nikt nam nigdy nie mówił, że ma tu być kopalnia - opowiada pani Maria.
W podobnej sytuacji jest wiele rodzin. - Dziwię się, że władze Legnicy nie protestują. Przecież mieszkańcom nie będzie się dobrze żyło w okolicy bez zieleni. No i woda może stąd odpłynąć, jak wykopią tak głęboki dół - przekonuje Ostrowska. - A jak nas wysiedlą, sprzedamy wszystko i wyjedziemy za granicę, bo tu się nie da żyć.
Nie spotkałam w niedzielę nikogo, kto głosowałby za odkrywką. - Myślę, że ktoś, kto chce tej kopalni, bo widzi w niej szansę dla siebie, na referendum i tak by nie przyszedł, bo wie, że jest w mniejszości - domyśla się Aneta Polancewicz-Motyl.
Do wieczora frekwencja na pewno przekroczyła 30 procent, referendum będzie więc ważne. Niektórzy upatrują w tym szansę. - Mamy opinię prawnika z Uniwersytetu Poznańskiego, który mówi, że gdy referendum jest ważne, jego wyniki są wiążące dla rządu - mówi Janusz Łucki, jeden z organizatorów głosowania. - Od 19 lat rozwijamy w naszym kraju ideę samorządności, teraz czas na egzamin z dojrzałości obywatelskiej i demokracji.
Maria Jóźwikowa jest jednak pesymistką: - Coś mi się zdaje, że nasze zdanie i tak się nie liczy. Powstanie kopalni jest już pewnie przesądzone, ale musimy protestować choćby po to, żeby nie wiedzieli, że jak barany idziemy się na rzeź.
- 60 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Re: Społeczne "nie" dla odkrywki pod Legnicą
xvart
27.09.09, 21:02
dla 37 mln ludzi? Żartujesz? Chyba dla paru prezesów spółek węglowych, ktorzy zbiją na tym kasę. Wytłumacz mi jaki ja mam w tym interes? Bo nie rozumiem...Jaki można mieć interes w dziurze »
-
Fajnie gdy Ciebie to nie spotka
pssz
27.09.09, 21:27
Ciekawe, czy autor pierwszej wypowiedzi (omg-wtf) znajdzie zrozumienie dla interesu kraju, kiedy jego będą chcieli wysiedlić, bo akurat w tym miejscu jest jakaś ważna społecznie »
-
Społeczne "nie" dla odkrywki pod Legnicą
czerwona_myszka
28.09.09, 11:23
Wytna wielki las,powysychaja okoliczne jeziora, pozabijaja dzikie zwierzeta, ludzi przesiedla w jakies baraki albo dadza im mniej pieniedzy niz warte sa ich domy. A wszystko po to zeby »
Najczęściej czytane24 htydzień






