Świt trenera, czyli za co zatrzymano Janusza Wójcika
22.10.2008
, aktualizacja: 22.10.2008 18:33
Janusz Wójcik za kratami. Prokuratura zarzuca mu wręczenie kilkuset tysięcy złotych na kupienie 11 meczów Świtu Nowy Dwór wiosną 2004 roku. To najsłynniejszy ze 161 zatrzymanych w wielkiej aferze korupcyjnej w polskiej piłce.
ZOBACZ TAKŻE
- Wybory w PZPN - Kazimierz Greń, czyli jest sobie prezes (27-10-08, 07:00)
- Janusz W. współpracował z "Fryzjerem" (24-10-08, 07:00)
- Widzew może zarobić na zatrzymaniu Wójcika! (22-10-08, 23:21)
- Czarna środa dla futbolowej korupcji w Polsce (22-10-08, 22:48)
- Boniek: Nie powiem, nie wiem, nie chcę wiedzieć (22-10-08, 20:42)
Wójcik zatrzymany przez prokuraturę »
- Za cudotwórcę się nie uważam. Ale przyznam: lubię takie wyzwania - mission impossible - mówił Wójcik, gdy w 2004 roku został trenerem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Drużyna rozpaczliwie broniła się wtedy przed degradacją z ekstraklasy. W środę rano do jego warszawskiego mieszkania wkroczyła policja. Przewieziono go do wrocławskiej prokuratury. - Trenerowi Wójcikowi postawimy zarzuty korupcyjne dotyczące jedenastu meczów. Miał on wręczyć w sumie kilkaset tysięcy złotych na kupowanie spotkań - mówi Edward Zalewski z Prokuratury Krajowej.
W poniedziałek CBA zatrzymało w Warszawie trzech działaczy Świtu: Ireneusza J., Janusza S. i Andrzeja L. Im również postawiono zarzuty i po wpłaceniu poręczenia majątkowego w środę wypuszczono z aresztu. Piątym zatrzymanym jest były obserwator PZPN Krzysztof P. z Poznania. W korupcyjnym procesie Arki Gdynia przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze. - Teraz Krzysztofowi P. w sumie postawiliśmy dziesięć zarzutów - mówi prokurator Zalewski.
Wątek Świtu wrocławscy prokuratorzy rozpracowywali od dawna, dlatego zatrzymania nie są żadną niespodzianką. Po 17 kolejkach sezonu 2003/04 Świt zajmował ostatnie miejsce w lidze. Wówczas zwolniono trenera Władysława Stachurskiego i zatrudniono Wójcika. Początkowo tylko na jeden mecz. Dlaczego?
- Jeśli go wygram, poprowadzę dalej zespół - tłumaczył wówczas trener. - Mecz z Odrą rozstrzygnie o losie klubu. Na razie Świt spada z I ligi, w 17 meczach zdobył 8 pkt, w dziewięciu pozostałych musi wywalczyć 19, bo sobie wyliczyłem, że do utrzymania potrzeba 26 pkt, no, może 24 pkt. Dlatego z Odrą trzeba wygrać. Jeśli nie, to nic ani nikt klubowi nie pomoże, a ja nie będę firmował takiego zespołu - podkreślał wówczas trener.
Świt pokonał Odrę Wodzisław 3:1, mimo że do przerwy przegrywał 1:0. - Wszystko dzięki Bogu - podkreślał po meczu strzelec dwóch bramek Branko Rasić. - Zmiana trenera coś dała, bo wygraliśmy mecz, co do tej pory rzadko się zdarzało. Zagraliśmy przede wszystkim skutecznie - oceniał kapitan Świtu Sergiusz Wiechowski
Trener W. związał się ze Świtem na dłużej. - Za cudotwórcę się nie uważam. Ale przyznam: lubię takie wyzwania - mission impossible. W Nowym Dworze sprawy stoją na ostrzu noża, ale władze Świtu i miasta przekonały mnie, że jest mobilizacja w mieście i klubie, że zrobią wszystko, co do pozostania w ekstraklasie konieczne. I poprosili o pomoc, więc pomagam - tłumaczył Wójcik.
Przyznawał wtedy otwarcie, że w trakcie sezonu niewiele zmieni w przygotowaniu drużyny. - Nie wątpię, że mój przyjaciel Władek Stachurski zrobił to dobrze i piłkarze mają siłę do biegania. Ich problem polega na tym, że na razie tylko biegają, a tu trzeba grać i wygrywać. Więc albo nie nadają się do gry w ekstraklasie, albo się nadają, tylko nikt z nich potencjału nie wydobył. Ja spróbuję. Będą zmiany taktyczne i personalne, nowa motywacja. Wszystko, co mogę zrobić, zrobię - zarzekał się Wójcik.
Wszystkie wpadki Janusza W. »
Świt zaczął wygrywać i gonić w tabeli rywali. W ostatnim meczu sezonu grał na własnym boisku z Górnikiem Polkowice. Przegrany w tym pojedynku spadał z ekstraklasy. Sędzia Grzegorz K. otrzymał propozycję korupcyjną z obydwu klubów - w imieniu Górnika pieniądze oferował Ryszard F. pseudonim "Fryzjer". Mecz zakończył się remisem 0:0. Świt spadł, Górnik grał w barażach o utrzymanie. Za remis sędzia wziął 40 tys. od klubu z Polkowic, za wygraną miał obiecane 100 tys. zł. Podobną sumę oferowali przedstawiciele Świtu. Ostatecznie Świt spadł i Wójcik odszedł z klubu.
Nie był to pierwszy klub, w którym zatrudniono Wójcika, by uratował drużynę przed degradacją. Wiosną 2001 roku został najpierw menedżerem, a potem trenerem Śląska Wrocław. Drużyna grała przedziwnie - wygrywała i remisowała trudne mecze wyjazdowe i przegrywała z ligowymi słabeuszami na własnym stadionie.
- Trener załatwiał mecze na wyjeździe, u siebie był przekonany, że zespół wygra bez pomocy sędziów. Mylił się - opowiada działacz Śląska proszący o anonimowość. - Na dwie kolejki przed końcem sezonu byliśmy blisko degradacji i wówczas trener powiedział, że potrzebuje milion złotych, aby uratować Śląsk przed spadkiem. Nie daliśmy tych pieniędzy. Zwolniliśmy szkoleniowca i utrzymaliśmy się bez niego - kończy.
W tym samym czasie, gdy do Wrocławia przewożono byłego selekcjonera reprezentacji, a w prokuraturze stawiano zarzuty sekretarzowi generalnemu PZPN Zdzisławowi K., w położonym 300 metrów dalej budynku sądu zeznania składali działacze PZPN. Świadkami w procesie "Fryzjera" i Arki Gdynia byli: wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator, były szef obsady sędziowskiej Leszek Saks oraz byli szefowie arbitrów: Andrzej Strejlau oraz Janusz Hańderek. Nie stawił się prezes Michał Listkiewicz, który wyjechał do Szwajcarii na posiedzenie Komisji Sędziowskiej FIFA.
Przedstawiciele związku nie wnieśli wiele do sprawy. Ich zeznania były bardzo ogólnikowe. Andrzej Strejlau twierdził, że "Fryzjera" zna, ale nie utrzymywał z nim kontaktów. A korupcja w naszej piłce funkcjonuje od lat 70. [czyli przez całą trenerską karierę Strejlaua], jednak szczegółów nie ujawnił. Leszek Saks zapewniał, że obsada sędziowska była tajna i nikt o niej nie wiedział. Nie przeszkadzało to jednak "Fryzjerowi", który na kilka dni przed każdą ligową kolejką znał obsady interesujących go meczów.
Smuda: Umoczonych trenerów jest więcej »
- Za cudotwórcę się nie uważam. Ale przyznam: lubię takie wyzwania - mission impossible - mówił Wójcik, gdy w 2004 roku został trenerem Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Drużyna rozpaczliwie broniła się wtedy przed degradacją z ekstraklasy. W środę rano do jego warszawskiego mieszkania wkroczyła policja. Przewieziono go do wrocławskiej prokuratury. - Trenerowi Wójcikowi postawimy zarzuty korupcyjne dotyczące jedenastu meczów. Miał on wręczyć w sumie kilkaset tysięcy złotych na kupowanie spotkań - mówi Edward Zalewski z Prokuratury Krajowej.
W poniedziałek CBA zatrzymało w Warszawie trzech działaczy Świtu: Ireneusza J., Janusza S. i Andrzeja L. Im również postawiono zarzuty i po wpłaceniu poręczenia majątkowego w środę wypuszczono z aresztu. Piątym zatrzymanym jest były obserwator PZPN Krzysztof P. z Poznania. W korupcyjnym procesie Arki Gdynia przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze. - Teraz Krzysztofowi P. w sumie postawiliśmy dziesięć zarzutów - mówi prokurator Zalewski.
Wątek Świtu wrocławscy prokuratorzy rozpracowywali od dawna, dlatego zatrzymania nie są żadną niespodzianką. Po 17 kolejkach sezonu 2003/04 Świt zajmował ostatnie miejsce w lidze. Wówczas zwolniono trenera Władysława Stachurskiego i zatrudniono Wójcika. Początkowo tylko na jeden mecz. Dlaczego?
- Jeśli go wygram, poprowadzę dalej zespół - tłumaczył wówczas trener. - Mecz z Odrą rozstrzygnie o losie klubu. Na razie Świt spada z I ligi, w 17 meczach zdobył 8 pkt, w dziewięciu pozostałych musi wywalczyć 19, bo sobie wyliczyłem, że do utrzymania potrzeba 26 pkt, no, może 24 pkt. Dlatego z Odrą trzeba wygrać. Jeśli nie, to nic ani nikt klubowi nie pomoże, a ja nie będę firmował takiego zespołu - podkreślał wówczas trener.
Świt pokonał Odrę Wodzisław 3:1, mimo że do przerwy przegrywał 1:0. - Wszystko dzięki Bogu - podkreślał po meczu strzelec dwóch bramek Branko Rasić. - Zmiana trenera coś dała, bo wygraliśmy mecz, co do tej pory rzadko się zdarzało. Zagraliśmy przede wszystkim skutecznie - oceniał kapitan Świtu Sergiusz Wiechowski
Trener W. związał się ze Świtem na dłużej. - Za cudotwórcę się nie uważam. Ale przyznam: lubię takie wyzwania - mission impossible. W Nowym Dworze sprawy stoją na ostrzu noża, ale władze Świtu i miasta przekonały mnie, że jest mobilizacja w mieście i klubie, że zrobią wszystko, co do pozostania w ekstraklasie konieczne. I poprosili o pomoc, więc pomagam - tłumaczył Wójcik.
Przyznawał wtedy otwarcie, że w trakcie sezonu niewiele zmieni w przygotowaniu drużyny. - Nie wątpię, że mój przyjaciel Władek Stachurski zrobił to dobrze i piłkarze mają siłę do biegania. Ich problem polega na tym, że na razie tylko biegają, a tu trzeba grać i wygrywać. Więc albo nie nadają się do gry w ekstraklasie, albo się nadają, tylko nikt z nich potencjału nie wydobył. Ja spróbuję. Będą zmiany taktyczne i personalne, nowa motywacja. Wszystko, co mogę zrobić, zrobię - zarzekał się Wójcik.
Wszystkie wpadki Janusza W. »
Świt zaczął wygrywać i gonić w tabeli rywali. W ostatnim meczu sezonu grał na własnym boisku z Górnikiem Polkowice. Przegrany w tym pojedynku spadał z ekstraklasy. Sędzia Grzegorz K. otrzymał propozycję korupcyjną z obydwu klubów - w imieniu Górnika pieniądze oferował Ryszard F. pseudonim "Fryzjer". Mecz zakończył się remisem 0:0. Świt spadł, Górnik grał w barażach o utrzymanie. Za remis sędzia wziął 40 tys. od klubu z Polkowic, za wygraną miał obiecane 100 tys. zł. Podobną sumę oferowali przedstawiciele Świtu. Ostatecznie Świt spadł i Wójcik odszedł z klubu.
Nie był to pierwszy klub, w którym zatrudniono Wójcika, by uratował drużynę przed degradacją. Wiosną 2001 roku został najpierw menedżerem, a potem trenerem Śląska Wrocław. Drużyna grała przedziwnie - wygrywała i remisowała trudne mecze wyjazdowe i przegrywała z ligowymi słabeuszami na własnym stadionie.
- Trener załatwiał mecze na wyjeździe, u siebie był przekonany, że zespół wygra bez pomocy sędziów. Mylił się - opowiada działacz Śląska proszący o anonimowość. - Na dwie kolejki przed końcem sezonu byliśmy blisko degradacji i wówczas trener powiedział, że potrzebuje milion złotych, aby uratować Śląsk przed spadkiem. Nie daliśmy tych pieniędzy. Zwolniliśmy szkoleniowca i utrzymaliśmy się bez niego - kończy.
W tym samym czasie, gdy do Wrocławia przewożono byłego selekcjonera reprezentacji, a w prokuraturze stawiano zarzuty sekretarzowi generalnemu PZPN Zdzisławowi K., w położonym 300 metrów dalej budynku sądu zeznania składali działacze PZPN. Świadkami w procesie "Fryzjera" i Arki Gdynia byli: wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator, były szef obsady sędziowskiej Leszek Saks oraz byli szefowie arbitrów: Andrzej Strejlau oraz Janusz Hańderek. Nie stawił się prezes Michał Listkiewicz, który wyjechał do Szwajcarii na posiedzenie Komisji Sędziowskiej FIFA.
Przedstawiciele związku nie wnieśli wiele do sprawy. Ich zeznania były bardzo ogólnikowe. Andrzej Strejlau twierdził, że "Fryzjera" zna, ale nie utrzymywał z nim kontaktów. A korupcja w naszej piłce funkcjonuje od lat 70. [czyli przez całą trenerską karierę Strejlaua], jednak szczegółów nie ujawnił. Leszek Saks zapewniał, że obsada sędziowska była tajna i nikt o niej nie wiedział. Nie przeszkadzało to jednak "Fryzjerowi", który na kilka dni przed każdą ligową kolejką znał obsady interesujących go meczów.
Smuda: Umoczonych trenerów jest więcej »
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



