Arka Noego utrzymuje się także z 1 procenta podatku
23.02.2010
, aktualizacja: 23.02.2010 20:31
Schronisko dla koni Tara istnieje głównie dzięki wsparciu osób, którym nie jest obojętny los zwierząt będących pod jego opieką. W zeszłym roku, przekazując 1 proc. swojego podatku, wsparli oni schronisko kwotą 706 tys. zł.
- Za pieniądze przekazane od podatników rozpoczęliśmy remont poniemieckiego folwarku - mówi Scarlett Szyłogalis, prezes fundacji Tara.
Ministerstwo Skarbu 14 stycznia przekazało fundacji były PGR w Piskorzynie. Pomoc otrzymywana z 1 proc. jest bardzo ważna dla fundacji, której roczny budżet w 2009 roku wynosił ok. 1 mln zł. - Remontu wymaga cały folwark. W lipcu przeszedł nad nami prawdziwy tajfun. Grad i wiatr zniszczył wszystkie dachy. W parku powalił dwustuletnie dęby - wspomina Szyłogalis.
Za pieniądze od podatników na razie zrobiono kapitalny remont jednej stajni. Wymieniono dach i okna, doprowadzono do budynku wodę i prąd. - Do stajni kupiliśmy 35 porządnych boksów i poidła dla zwierząt - mówi Szyłogalis.
Oprócz budynków nawałnica zniszczyła ogrodzenie wokół 30 ha łąki. Dotychczas udało się odbudować jedynie jego część.
Pracownicy schroniska dużą część remontów wykonują sami. Za pieniądze z 1 proc. kupili niezbędne do tego narzędzia, a także wyposażenie konieczne, by odpowiednio dbać o konie. - M.in za 10 tys. kupiliśmy elektryczny pastuch, dzięki któremu w lecie będzie możliwy wypas koni na pastwisku - informuje Szyłogalis.
Oprócz prowadzenia remontów pieniądze otrzymane od podatników pozwalają na normalne funkcjonowanie schroniska. - Konie zjadają pięć ton paszy dziennie, musimy podawać im też witaminy - tłumaczy Szyłogalis.
Utrzymanie podopiecznych Tary kosztuje 3,6 tys. zł dziennie. Zwierzęta sprowadzane do folwarku wymagają leczenia i szczepień. - W zeszłym roku na leczenie koni wydaliśmy 50 tys. zł, ponadto co trzy miesiące zwierzęta potrzebują wizyty kowala - wylicza Szyłogalis.
Datki od podatników pozwoliły także w 2009 roku na wykupienie 15 koni, które w schronisku znalazły ratunek. - Jednym z ostatnich sprowadzonych do nas koni jest Dr. House, ponad trzydziestoletni, kulawy wałach - opowiada prezes fundacji.
Podczas podróży samochodem do Wrocławia Szyłogalis w pobliżu Obornik Śląskich zobaczyła, jak krańcowo wyczerpany koń starał się wciągnąć pod górę wóz.
- Na łęku wozu siedział rolnik i okładał konia batem - wspomina. - Kupiliśmy go za niecałe 2 tys. zł. Inaczej zrobiono by z niego klej - przyznaje Szyłogalis.
W Tarze dom znajdują nie tylko konie, których jest w folwarku już 108. Gospodarze przygarnęli też bydło, owce, kozy i świnie. Fundacja wykupiła te zwierzęta od rolników. Za darmo do schroniska trafiło natomiast ok. 40 kotów i tyle samo psów.
- Pod koniec zeszłego roku znaleźliśmy w lesie psa złapanego we wnyki. Przecież nie mogliśmy go tam zostawić - wzdycha Szyłogalis.
Tara jest drugim pod względem wielkości tego typu schroniskiem dla zwierząt w Europie.
Ministerstwo Skarbu 14 stycznia przekazało fundacji były PGR w Piskorzynie. Pomoc otrzymywana z 1 proc. jest bardzo ważna dla fundacji, której roczny budżet w 2009 roku wynosił ok. 1 mln zł. - Remontu wymaga cały folwark. W lipcu przeszedł nad nami prawdziwy tajfun. Grad i wiatr zniszczył wszystkie dachy. W parku powalił dwustuletnie dęby - wspomina Szyłogalis.
Za pieniądze od podatników na razie zrobiono kapitalny remont jednej stajni. Wymieniono dach i okna, doprowadzono do budynku wodę i prąd. - Do stajni kupiliśmy 35 porządnych boksów i poidła dla zwierząt - mówi Szyłogalis.
Oprócz budynków nawałnica zniszczyła ogrodzenie wokół 30 ha łąki. Dotychczas udało się odbudować jedynie jego część.
Pracownicy schroniska dużą część remontów wykonują sami. Za pieniądze z 1 proc. kupili niezbędne do tego narzędzia, a także wyposażenie konieczne, by odpowiednio dbać o konie. - M.in za 10 tys. kupiliśmy elektryczny pastuch, dzięki któremu w lecie będzie możliwy wypas koni na pastwisku - informuje Szyłogalis.
Oprócz prowadzenia remontów pieniądze otrzymane od podatników pozwalają na normalne funkcjonowanie schroniska. - Konie zjadają pięć ton paszy dziennie, musimy podawać im też witaminy - tłumaczy Szyłogalis.
Utrzymanie podopiecznych Tary kosztuje 3,6 tys. zł dziennie. Zwierzęta sprowadzane do folwarku wymagają leczenia i szczepień. - W zeszłym roku na leczenie koni wydaliśmy 50 tys. zł, ponadto co trzy miesiące zwierzęta potrzebują wizyty kowala - wylicza Szyłogalis.
Datki od podatników pozwoliły także w 2009 roku na wykupienie 15 koni, które w schronisku znalazły ratunek. - Jednym z ostatnich sprowadzonych do nas koni jest Dr. House, ponad trzydziestoletni, kulawy wałach - opowiada prezes fundacji.
Podczas podróży samochodem do Wrocławia Szyłogalis w pobliżu Obornik Śląskich zobaczyła, jak krańcowo wyczerpany koń starał się wciągnąć pod górę wóz.
- Na łęku wozu siedział rolnik i okładał konia batem - wspomina. - Kupiliśmy go za niecałe 2 tys. zł. Inaczej zrobiono by z niego klej - przyznaje Szyłogalis.
W Tarze dom znajdują nie tylko konie, których jest w folwarku już 108. Gospodarze przygarnęli też bydło, owce, kozy i świnie. Fundacja wykupiła te zwierzęta od rolników. Za darmo do schroniska trafiło natomiast ok. 40 kotów i tyle samo psów.
- Pod koniec zeszłego roku znaleźliśmy w lesie psa złapanego we wnyki. Przecież nie mogliśmy go tam zostawić - wzdycha Szyłogalis.
Tara jest drugim pod względem wielkości tego typu schroniskiem dla zwierząt w Europie.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



