Milczeliśmy o stadionie, bo nie chcieliśmy siać zamętu

Jacek Harłukowicz
04.01.2010 , aktualizacja: 04.01.2010 20:25
A A A Drukuj
- Mówiliśmy o tym, co na stadionie jest robione, nie mówiliśmy o tym, co nie jest - przyznaje Michał Janicki, odpowiedzialny w urzędzie miasta za przygotowania do Euro 2012
Michał Janicki, pełnomocnik prezydenta Wrocławia ds. organizacji Euro 2012
Fot. Bartłomiej Sowa / AG
Michał Janicki, pełnomocnik prezydenta Wrocławia ds. organizacji Euro 2012
30 grudnia prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz wypowiedział konsorcjum, którego liderem był Mostostal Warszawa, umowę na budowę stadionu na Euro 2012. Powodem zerwania współpracy - jak tłumaczono - są opóźnienia, jakich miał się dopuścić wykonawca.

Rozmowa z Michałem Janickim*

Jacek Harłukowicz: Jakie są główne zarzuty pod adresem Mostostalu?

Michał Janicki: Mostostal notorycznie, kilkadziesiąt razy, łamał zapisy umowy. Poczynając od takich rzeczy, jak zatrudnianie na budowie podwykonawców, na co musiał każdorazowo mieć naszą zgodę, a nie miał, po znaczne opóźnienia terminów. Opóźnienia na budowie sięgają 90 dni. A to i tak delikatna prognoza, bo gdybyśmy chcieli myśleć pesymistycznie, to byłoby dużo więcej.

Dlaczego?

- Zgodnie z umową Mostostal miał obowiązek przedstawiania nam wszystkich projektów wykonawczych na sześć tygodni przed rozpoczęciem prac. Ale i tych terminów nie dotrzymywał. Początkowo pozwalaliśmy na to, chcąc dać szansę nadgonienia prac, jednak później musieliśmy zareagować.

Drugim ważnym powodem wypowiedzenia umowy jest nieprzedstawienie przez Mostostal planu naprawczego opóźnień. Do jego przedłożenia wezwaliśmy już we wrześniu, po kilku wezwaniach przekazali go w listopadzie, pod koniec tego miesiąca otrzymaliśmy półtorastronicowe pismo formatu A4. Cały plan sprowadzał się do prośby o przesunięcie terminu ukończenia inwestycji o dwa miesiące. Po odrzuceniu przez nas tej prośby wystąpili o kolejne 2,5 miesiąca.

Kiedy zauważyliście, że prace nie idą zgodnie z planem?

- Po raz pierwszy we wrześniu na etapie zarówno projektowania, jak i prac budowlanych. Pierwsze rozmowy o konieczności ich przyspieszenia odbywały się na przełomie lipca i sierpnia. Wtedy wszystko było jeszcze do nadrobienia i Mostostal zapewniał nas, że to zrobi.

Dlaczego ten fakt był ukrywany?

- Nie był ukrywany. Na budowie stadionu są zamontowane trzy kamery, każdy mógł obserwować postęp prac i porównać go z dostępnym choćby w internecie harmonogramem.

Ale z komunikatów na stronie spółki Wrocław 2012 wynikało, że wszystko idzie zgodnie z planem i stadion pnie się w górę. Ostatni pochodzi z 18 grudnia, kiedy doskonale wiedzieliście, że to nieprawda!

- Niepytani przez nikogo nie chcieliśmy siać zamętu. Nikt nie pytał nas, jak mają się deklaracje wykonawcy do przedstawionego planu budowy, dlatego postanowiliśmy pozwolić Mostostalowi spokojnie pracować, licząc, że wywiąże się z obietnic i nadrobi zaległości. Dopiero na przełomie listopada i grudnia sytuacja zaczęła wyglądać niedobrze.

Czyli jednak nie mówiliście nam całej prawdy?

- Być może jest tu jakaś nasza wina, ale usprawiedliwieniem niech będzie fakt, że nie było przecież tak, że na budowie nic się nie działo. Mówiliśmy o tym, co jest robione, nie mówiliśmy o tym, co nie jest. Byliśmy w kontakcie z UEFA, dla której stadion gotowy na czas jest najważniejszy. Do chwili przedstawienia nam planu naprawczego wydawało nam się, że nie ma powodu do paniki. Do połowy grudnia mieliśmy nadzieję, że uda się sytuację opanować. Potem musieliśmy poczekać, by nie narażać się na natychmiastowy spór prawny i kontrę Mostostalu, który zająłby się swoją sytuacją giełdową. Taki termin zerwania umowy jest również optymalny ze względu na pogodę, która i tak uniemożliwia większość prac.

Budowę przejąć ma Max Bögl. Prezydent Rafał Dutkiewicz ogłosił, że ta firma zbuduje stadion nie drożej niż Mostostal i zdąży do połowy 2011 roku. Tymczasem, stając do przetargu, Max Bögl deklarował zakończenie prac w 24 miesiące.

- Przytaczając komentarz "Gazety", nie skakalibyśmy do tego basenu, gdybyśmy nie byli pewni, że jest w nim woda. Rozmowy z Max Bögl rozpoczęliśmy odpowiednio wcześniej, na dwa tygodnie przed wypowiedzeniem umowy Mostostalowi. Jego przedstawiciele byli na budowie, ocenili stan robót i dopiero kiedy przyznali, że są w stanie zdążyć z ukończeniem stadionu na czas, rozpoczęliśmy negocjacje.

Prezydent gwarantował również, że cena stadionu nie wzrośnie. A przecież oferta złożona przez Max Bögl w przetargu była o 30 mln droższa od Mostostalu? Falk Rohmberger z polskiego oddziału firmy mówił mi w poniedziałek, że cena, za jaką gotowi są dokończyć budowę, będzie dopiero przedmiotem negocjacji.

- To prawda, będzie przedmiotem negocjacji, ale strony ustaliły górny jej pułap. Będzie to cena, jaką chcieliśmy zapłacić Mostostalowi, czyli 729 mln zł minus kwota, która została im już zapłacona za roboty, jakie zostały na placu budowy już wykonane.

Mostostal nie zareagował jeszcze na wypowiedzenie umowy, ale wiadomo, że nie zamierza potulnie opuścić placu budowy. Macie argumenty, by ich do tego przymusić?

- Prawo pozwala nam po prostu przejąć należący do nas plac, mamy nadzieję, że obejdzie się bez siłowych rozwiązań. Byliśmy w poniedziałek na budowie i większość ekip się z niej zbiera. Mostostal ma czas do opuszczenia jej do 13 stycznia. Dzień później przejmiemy plac i możemy oddać go innemu wykonawcy. Nie powinno być problemu z inwentaryzacją budowy, bo była prowadzona niemal na bieżąco - po prostu płaciliśmy za już zakończone prace.

Rozmawiał Jacek Harłukowicz



*Michał Janicki - dyrektor departamentu spraw społecznych urzędu miasta, pełnomocnik prezydenta Wrocławia ds. organizacji Euro 2012, członek rady nadzorczej spółki Wrocław 2012, odpowiedzialnej za budowę stadionu na Maślicach

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów