W imię pamięci - ukazały się felietony Marii Woś
21.01.2011
, aktualizacja: 21.01.2011 18:35
Zbiór radiowych felietonów Marii Woś to książka potrzebna, choć w lekturze może uwierać. Autorka, dziennikarka od półwiecza związana z wrocławskim Polskim Radiem upomina się o sprawy istotne, ignorując współczesny medialny szum
Są w "Pomnieć, przypomnieć, zapomnieć" zarówno ważne spotkania, lektury, odkrycia, wydobyte z pamięci, jak i zapis zdarzeń z codzienności, które na bieżąco trzeba do tej listy dodawać. Wyłowienie z przeszłości tego, co istotne, staje się dla Woś prawdziwą misją, bo przecież etymologia słowa pamięć wskazuje na bliskie związki ze słowem sumienie. Do tej misji niezbędna jest jeszcze umiejętność, która - z perspektywy tej lektury - wydaje się być w stanie postępującego zaniku - samodzielne myślenie. Woś idzie pod prąd utartych ścieżek, mód, cudzych opinii. Bo pochodzi jeszcze z dobrego przedwojennego pokolenia? Bo tak została wychowana? Niezależnie od odpowiedzi jej głos budzi podziw, np. kiedy przygląda się recenzjom "Rewersu" Borysa Lankosza i zwraca uwagę na relatywizm, z jakim traktuje się polską najnowszą historię. Na taki pobłażliwy uśmiech u autorki nie ma co liczyć.
Co zostanie zapamiętane? Pierwszy dzień w rozgłośni, okres prawdziwej "Solidarności", lata szkolne, spotkania z aktorką i reżyserką Inną Korogid, która pod zarzutem szpiegostwa spędziła cztery lata w więzieniu i łagrze. Z grafikami Haliną Pawlikowską i Józefem Gielniakiem. Literackie odkrycia - książki Moniki Taubitz, Niemki urodzonej w 1937 roku we Wrocławiu i Jana Kaczmarka, w którego "Listach dygresyjnych" autorka poza ciepłem i nastrojowością znajduje opowieści z dna ludzkiego cierpienia. Jest zachwyt nad rękopisami Fredry i oryginałem Konstytucji Trzeciego Maja.
Ale też te chwile, w których autorka - jak Danuta Szaflarska w filmie Doroty Kędzierzawskiej - mówi: "pora umierać". A mówi to sobie, słysząc, jak pod przystankową wiatą nastolatek wyznaje drugiemu, że "tera to już na pewno bedzie miał cztery z polaka", chociaż nie przeczytał lektury, no bo miała ponad dwieście stron.
Teksty, pisane w latach 2006-2009, układają się w rodzaj podsumowania, które wciąż pozostaje otwarte na uzupełnienia, mimo że - choćby człowiek strasznie się spieszył - ryzykuje, że wszystkiego nie zdąży napisać, a ostatnie zdanie urwie się w pół słowa.
Maria Woś "Pomnieć, przypomnieć, zapomnieć. Felietony radiowe", Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2010
Co zostanie zapamiętane? Pierwszy dzień w rozgłośni, okres prawdziwej "Solidarności", lata szkolne, spotkania z aktorką i reżyserką Inną Korogid, która pod zarzutem szpiegostwa spędziła cztery lata w więzieniu i łagrze. Z grafikami Haliną Pawlikowską i Józefem Gielniakiem. Literackie odkrycia - książki Moniki Taubitz, Niemki urodzonej w 1937 roku we Wrocławiu i Jana Kaczmarka, w którego "Listach dygresyjnych" autorka poza ciepłem i nastrojowością znajduje opowieści z dna ludzkiego cierpienia. Jest zachwyt nad rękopisami Fredry i oryginałem Konstytucji Trzeciego Maja.
Ale też te chwile, w których autorka - jak Danuta Szaflarska w filmie Doroty Kędzierzawskiej - mówi: "pora umierać". A mówi to sobie, słysząc, jak pod przystankową wiatą nastolatek wyznaje drugiemu, że "tera to już na pewno bedzie miał cztery z polaka", chociaż nie przeczytał lektury, no bo miała ponad dwieście stron.
Teksty, pisane w latach 2006-2009, układają się w rodzaj podsumowania, które wciąż pozostaje otwarte na uzupełnienia, mimo że - choćby człowiek strasznie się spieszył - ryzykuje, że wszystkiego nie zdąży napisać, a ostatnie zdanie urwie się w pół słowa.
Maria Woś "Pomnieć, przypomnieć, zapomnieć. Felietony radiowe", Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2010
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień


