Amerykańskie kino zasługuje na festiwal

Rozmawiał Tomasz Kazański, Gazeta na Horyzoncie
30.07.2010 , aktualizacja: 30.07.2010 01:06
A A A Drukuj
- Chodzi o to, żeby zmienić negatywną opinię o kinie amerykańskim jako komercyjnej papce, która jest produkowana dla masowej widowni - mówi o American Film Festival, który odbędzie się we Wrocławiu w październiku tego roku, jego dyrektor artystyczna Urszula Śniegowska
Urszula Śniegowska - chcemy stworzyć nową przestrzeń do dyskusji
Joanna Ogrodnik
Urszula Śniegowska - chcemy stworzyć nową przestrzeń do dyskusji
Tomasz Kazański: Prezentacja na środowej konferencji prasowej nowego projektu, jakim jest Festiwal Filmu Amerykańskiego, wypadła bardzo dobrze. Jaki jest cel organizowania takiego festiwalu?

Urszula Śniegowska: Chodzi o to, żeby zmienić negatywną opinię o kinie amerykańskim jako komercyjnej papce, która jest produkowana dla masowej widowni. Nie ma się co oszukiwać: tak właśnie postrzega się to kino.

A jest inaczej?

- W Stanach Zjednoczonych każdego roku powstaje cała masa filmów, od kompletnie eksperymentalnych po gigantyczne "blockbustery", ale pomiędzy nimi znajduje się tzw. kino środka, czyli filmy niezależne, które z powodzeniem mogłyby walczyć o widza masowego. Właśnie takie filmy chcemy prezentować podczas festiwalu. Jest ich na tyle dużo, że głęboko wierzę, iż stopniowo uda nam się zmieniać sposób postrzegania amerykańskiego kina. Za pomocą różnych narzędzi, począwszy od prezentacji klasyki, przez pokazywanie filmów w odpowiednim kontekście, aż po dyskusje, zarówno z krytykami, jak i politologami czy socjologami.

Wiadomo już, co będzie podczas festiwalu gwoździem programu?

- Myślę, że największą siłę rażenia będą miały filmy konkursowe, czyli sekcja "Spektrum" - to wspominane filmy środka, obrazy nowych twórców, którzy znaczą już coś na rynku amerykańskim, a u nas nie są jeszcze znani. Chodzi nam oczywiście o osoby, które nie współpracują z Hollywood, gdyż tego nie potrzebują, żeby dotrzeć do swojej publiczności. Mam na myśli takich twórców, jak choćby Debrę Granik czy Nicole Holofcener.

Rozumiem, że chodzi o stworzenie nowej przestrzeni do dyskusji, podobnej do tej, która istnieje na festiwalu ENH. Czy już podczas pierwszej edycji znajdzie się miejsce na dialog z widzem, czy raczej należy spodziewać się tylko pewnego rodzaju wykładu na temat kina amerykańskiego?

- Myślę, że będzie miejsce dla obu tych form i dla obu sposobów opowiadania o kinie. Nie mamy zamiaru ograniczać się jedynie do prelekcji o kinie amerykańskim. Chcemy zachęcać widzów do aktywnego uczestnictwa w festiwalu, wywoływać dyskusje, wzbudzać fascynację tamtym kręgiem kulturowym, wreszcie - wnikania w to kino głębiej niż zwykle. Zaplanowaliśmy spotkania z zaproszonymi gośćmi, podczas których publiczność będzie miała możliwość rozmowy z twórcami i dyskusji między sobą, ale będą również dłuższe wprowadzenia, rodzaj miniwykładów rzucających szersze światło na konkretne tematy. Mam po prostu wrażenie, że wiele amerykańskich filmów środka ginie w polskich kinach lub w ogóle do nich nie wchodzi. I to właśnie dlatego, że brakuje nam odpowiedniego podejścia do nich i zrozumienia ich języka.

Na środowym spotkaniu Roman Gutek mówił o pewnych planach, jeśli impreza się uda. Przyjmijmy więc na chwilę taką perspektywę - American Film Festival zyskał uznanie widzów, frekwencja była bardzo duża, a dyskusje żywe. I co dalej?

- Wszystko zależy od budżetu, ale mamy nadzieję, że zapiszemy się na polskiej mapie festiwalowej na tyle mocno, że w przyszłym roku będzie on jeszcze większy. A jakie zmiany? Festiwal mógłby trwać na przykład nie pięć, a dziesięć dni. Zamiast jednej retrospektywy byłyby cztery - przykładowo Jima Jarmuscha, Gusa Van Santa czy Charliego Kaufmana. Przyznawalibyśmy nagrodę za całokształt, która wiązałaby się oczywiście z wykładem mistrzowskim, dyskusjami, spotkaniami z publicznością, wydaniem książki itd. Oczywiście wpuścilibyśmy także na rynek kilka książek o kinie amerykańskim. Zorganizowalibyśmy jeszcze więcej wydarzeń okołofilmowych, koncertów i wystaw. Ogólnie rzecz ujmując, obudowalibyśmy festiwal różnymi ciekawymi projektami. Trochę na zasadzie formuły, która od lat sprawdza się na festiwalu Era Nowe Horyzonty. Sprowadzamy wielu znanych twórców amerykańskiego kina środka, tworzymy mocną, rozpoznawalną markę, która idzie w świat, dzięki czemu na przyszłe edycje przyjeżdża coraz więcej zainteresowanych tym wydarzeniem gości.

Co trzeba zrobić, żeby tak właśnie było?

- Przed nami bardzo długa droga, ale warto nią konsekwentnie podążać. Nastawiamy się przede wszystkim na studentów, których we Wrocławiu jest naprawdę wielu. Chcemy w nich zaszczepić to, co promuje Roman Gutek na ENH, tzw. kinofilię - pragnienie obcowania z dziełami filmowymi na dużym ekranie, w ciemnej sali kinowej, a nie na małym monitorze w akademiku. Amerykańskie kino z całą pewnością na to zasługuje.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos