Kariera pełna pasji
31.07.2009
, aktualizacja: 31.07.2009 13:19
NA HORYZONCIE Znana wrocławskiej publiczności z festiwalowego przeglądu kina australijskiego aktorka mówi o pracy z Guyem Maddinem oraz o swoim podejściu do kina. Rozmowa z Gosią Dobrowolską
ZOBACZ TAKŻE
- Era Nowe Horyzonty - piątek (01-08-09, 19:46)
Dariusz Kuźma: W tym roku gości Pani na festiwalu jako aktorka Guya Maddina. Może Pani powiedzieć kilka słów o współpracy z nim?
Gosia Dobrowolska: To niesamowity człowiek, z wielkim dystansem do swojej pracy. Współpraca z nim była wielkim wyróżnieniem, ponieważ byłam pierwszą aktorką spoza Winnipeg, która zagrała w jego filmie. Nikt na świecie nie robi filmów tak jak Maddin. A przy okazji jest tak nieprawdopodobnie zaangażowany w swoje filmy, że czasami zaczyna kręcić nawet, kiedy nie ma aktorów na planie (śmiech).
Guy Maddin stylizuje swoje filmy na wczesne dekady kina. Czy to wymagało wielkiej zmiany wrażliwości?
- Zdecydowanie tak. W jego filmach nie ma mowy o drobiazgowej, psychologicznej analizie postaci. Potrzeba melodramatu, przerysowania - im więcej, tym lepiej. Poza tym, że widziałam wcześniej jego jeden film, nie rozmawiałam z nim o tym, jak grać. On chyba nawet nie umie tego tłumaczyć. Trzeba obserwować i odnaleźć się w jego stylu.
Jak doszło do tego, że dostała Pani tę rolę?
- Jeden z moich filmów był pokazywany na festiwalu w Montrealu. Podszedł do mnie wtedy producent Guya Maddina. Później była rozmowa z Guyem. Od razu wiedziałam, że będzie to niesamowita przygoda. Dostałam fantastyczny kontrakt, w którym było napisane, że oni obejmują nade mną kompletną opiekę i zrobią wszystko, bym się świetnie bawiła. Plus gaża. I to wszystko (śmiech). Mój agent stwierdził, że zwariowałam.
Filmowa pasja.
- Tak. Od początków swojej kariery miałam nieprawdopodobne szczęście, że pracowałam z ludźmi, którzy kochają ten zawód. Z ludźmi, którym nie chodziło jedynie o zarabianie pieniędzy, ale również zarażających swoją pasją. Jest dzięki temu we mnie jakiś idealizm, który nie zmienił się mimo tych trzydziestu minionych lat. W dalszym ciągu podchodzę do tego zawodu otwarcie, niewinnie. Jest to bardziej pasja niż kariera.
A jak Pani dzisiaj patrzy na swoją karierę?
- Powiem szczerze, że czuję się naprawdę spełniona. Oczywiście chciałabym jeszcze coś zagrać, szukam odpowiedniego projektu, który będzie znaczył dla mnie coś więcej. Nie chciałabym podejmować pochopnej decyzji.
Gosia Dobrowolska: To niesamowity człowiek, z wielkim dystansem do swojej pracy. Współpraca z nim była wielkim wyróżnieniem, ponieważ byłam pierwszą aktorką spoza Winnipeg, która zagrała w jego filmie. Nikt na świecie nie robi filmów tak jak Maddin. A przy okazji jest tak nieprawdopodobnie zaangażowany w swoje filmy, że czasami zaczyna kręcić nawet, kiedy nie ma aktorów na planie (śmiech).
Guy Maddin stylizuje swoje filmy na wczesne dekady kina. Czy to wymagało wielkiej zmiany wrażliwości?
- Zdecydowanie tak. W jego filmach nie ma mowy o drobiazgowej, psychologicznej analizie postaci. Potrzeba melodramatu, przerysowania - im więcej, tym lepiej. Poza tym, że widziałam wcześniej jego jeden film, nie rozmawiałam z nim o tym, jak grać. On chyba nawet nie umie tego tłumaczyć. Trzeba obserwować i odnaleźć się w jego stylu.
Jak doszło do tego, że dostała Pani tę rolę?
- Jeden z moich filmów był pokazywany na festiwalu w Montrealu. Podszedł do mnie wtedy producent Guya Maddina. Później była rozmowa z Guyem. Od razu wiedziałam, że będzie to niesamowita przygoda. Dostałam fantastyczny kontrakt, w którym było napisane, że oni obejmują nade mną kompletną opiekę i zrobią wszystko, bym się świetnie bawiła. Plus gaża. I to wszystko (śmiech). Mój agent stwierdził, że zwariowałam.
Filmowa pasja.
- Tak. Od początków swojej kariery miałam nieprawdopodobne szczęście, że pracowałam z ludźmi, którzy kochają ten zawód. Z ludźmi, którym nie chodziło jedynie o zarabianie pieniędzy, ale również zarażających swoją pasją. Jest dzięki temu we mnie jakiś idealizm, który nie zmienił się mimo tych trzydziestu minionych lat. W dalszym ciągu podchodzę do tego zawodu otwarcie, niewinnie. Jest to bardziej pasja niż kariera.
A jak Pani dzisiaj patrzy na swoją karierę?
- Powiem szczerze, że czuję się naprawdę spełniona. Oczywiście chciałabym jeszcze coś zagrać, szukam odpowiedniego projektu, który będzie znaczył dla mnie coś więcej. Nie chciałabym podejmować pochopnej decyzji.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

