Kino szwedzkie w skali ludzkiej

Natalia Musialik "Gazeta Na horyzoncie"
27.07.2009 , aktualizacja: 27.07.2009 12:08
A A A Drukuj
NA HORYZONCIE W portrecie kinematografii szwedzkiej, pozostającej pod tak silnym wpływem jednego, genialnego autora, nie sposób uwolnić się od porównań z dziełem mistrza. Chociaż w tematyce najnowszych filmów ze Szwecji rozpoznać można wątki stale obecne w twórczości Bergmana, jednak nowe kino zdecydowanie ucieka od metafizycznych pytań mistrza
ZOBACZ TAKŻE
Samotność, konflikty małżeńskie, odwaga i uczciwość w związkach z innymi osobami ukazane są w skali ludzkiej. Jak w "Sterowaniu" Johana Jonasona, gdzie skłócona para małżeńska stara się ratować swój związek. Motywacje bohaterów nie są jednak tak oczywiste, jak może się wydawać na początku. Troska skrywa tutaj egoizm, a przemoc może być formą miłości.

Podobne problemy i rozterki ukazują filmy "Kochać kogoś" Ake Sandgrena, "W samym sercu nieba" Simona Staho czy "Miłość na odległość" Magnusa Gerttena i Elin Jönsson. Cechą wspólną tych obrazów jest oszczędna narracja filmowa, niejednokrotnie ocierająca się o formy dokumentalne. Świat przedstawiony wydaje się zupełnie zwyczajny, a najciekawsze zwroty akcji wynikają z emocjonalnej niestabilności bohaterów. Kamera bywa albo ruchliwa, albo boleśnie statyczna. Paradoksalnie, w obydwu przypadkach inspiracją są konwencje dokumentalne. W "Sterowaniu" niespokojna, prowadzona z ręki kamera z trudem nadąża za fizyczną i emocjonalną szarpaniną trójki bohaterów. Gorączkowa narracja wynika z chęci zarejestrowania najmniejszych zmian i pęknięć w postawach portretowanych postaci. Na drugim biegunie sytuuje się film "Mimowolnie" Rubena Östlunda. Strategia reżysera przywodzi na myśl dokumentowanie rzeczywistości ukrytą kamerą, która co prawda ma ograniczone pole ruchu, ale może bezczelnie i uparcie przyglądać się zachowaniu ludzi. Podglądanie służy tutaj wydobyciu fałszywych nut i konformistycznych pokus, które towarzyszą każdej, nawet najmniejszej, społeczności.

W przeglądzie najnowszego kina szwedzkiego pojawiają się także dokumenty w czystej postaci. „Pan Gubernator” Mansa Manssona to utrzymany w poetyce cinéma vérité portret szwedzkiego polityka, Andersa Björcka. Reżyser z niezwykłą pieczołowitością, ale i z domieszką humoru ukazuje uporządkowane życie gubernatora Uppsali, które w niczym nie przypomina szalonych przygód bohatera innego dokumentu. Tajemniczy Z, którego losy śledzą twórcy filmu „Oszust”, jest poszukiwanym przez Interpol kryminalistą, który umiejętnie wcielał się w najróżniejsze role - od katolickiego arcybiskupa aż po trenera sportowego. Podróżując po całym świecie, Z znaczył swoją trasę kolejnymi malwersacjami i oszustwami.

Na szczególną uwagę zasługują fabularne filmy o dzieciństwie - "Dziewczynka", "Król ping-ponga" oraz "Pozwól mi wejść". Ostatni tytuł, wyreżyserowany przez Tomasa Alfredssona, to propozycja wyjątkowa, gdyż w najbardziej jaskrawy sposób zrywa z realizmem współczesnego kina szwedzkiego. Bohater filmu, maltretowany przez rówieśników chłopiec, zaprzyjaźnia się z nastoletnią wampirzycą z sąsiedztwa. Ich przyjaźń to związek dwóch autsajderów. Nadprzyrodzone zdolności dziewczynki mogą wydawać się imponujące, jednak picie krwi staje się potrzebą nie tylko kłopotliwą, ale i destrukcyjną. Zapożyczony z kina grozy wątek wampiryczny to jedynie pretekst do oryginalnego, niebanalnego spojrzenia na ludzką naturę. W kreowaniu świata przedstawionego "Pozwól mi wejść" podąża za tradycjami szwedzkiego kina niemego. Pusty, zasypany śniegiem pejzaż staje się nośnikiem wewnętrznych przeżyć pary bohaterów. Dziecko w kinie szwedzkim staje się figurą samotności i odmiennej wrażliwości, ale nigdy nie traci w tej romantycznej interpretacji cech indywidualnych.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów