Sąd kazał prorektorowi AM przeprosić szefa kliniki

Marzena Kasperska
26.08.2010 , aktualizacja: 26.08.2010 08:23
A A A Drukuj
Prof. Jerzy Rudnicki, prorektor ds. klinicznych wrocławskiej Akademii Medycznej, przeprosił podwładnego za pomówienie. Cztery lata temu oskarżył prof. Mariana Gabrysia o to, że na złość innemu lekarzowi wybudził pacjentkę uśpioną do zabiegu ginekologicznego. Sąd orzekł, że to nieprawda
Prof. Marian Gabryś od kilku lat walczy o swoje dobre imię
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Prof. Marian Gabryś od kilku lat walczy o swoje dobre imię
Spór pomiędzy profesorami zaczął się w październiku 2006. Podczas posiedzenia rady wydziału lekarskiego prorektor Rudnicki opowiadał o fatalnej atmosferze, jaka panowała w budynku przy ul. Dyrekcyjnej. Działały tam wtedy cztery kliniki ginekologiczne podległe Akademickiemu Szpitalowi Klinicznemu oraz AM. Władze obu instytucji zamierzały je połączyć. Prof. Rudnicki, argumentując potrzebę restrukturyzacji, mówił o konfliktach pomiędzy szefami klinik. Podawał drastyczne przykłady: budzenie pacjentki uśpionej do zabiegu po to, by zrobić na złość prof. Mariuszowi Zimmerowi, kierownikowi kliniki położniczej i prorektorowi AM, odwoływanie lekarzy z dyżurów i pozostawianie chorych bez opieki.

Rudnicki nie powiedział wprost, kto jest temu winien. Nazwisko Gabrysia, ówczesnego szefa II Katedry i Kliniki Ginekologii, wymienił, gdy profesor zażądał konkretów.

- Władze uczelni od dawna prowadziły na mnie nagonkę. Obawiały się, że po fuzji stanę do konkursu na szefa połączonych klinik - mówi prof. Gabryś.

- To była z premedytacją przeprowadzona akcja, która miała na celu zdyskredytowanie Gabrysia. Większość w to uwierzyła, bo nie przypuszczano, że można rzucać tak poważne oskarżenia, nie mając twardych dowodów - mówił niedawno "Gazecie" jeden z profesorów AM.

W listopadzie 2006 r. Gabrysia wyrzucono ze szpitala przy ul. Dyrekcyjnej. Rektor AM prof. Ryszard Andrzejak uznał, że w tej sytuacji lekarz nie może zajmować stanowiska szefa katedry i kliniki i przeniósł go na ginekologię przy ul. Chałubińskiego. Dostał gabinet w piwnicy, która według władz uczelni była "przyziemiem". Gdy "Gazeta" opisała tę sprawę, profesora przeniesiono do wygodniejszego pomieszczenia.

Czytaj więcej o sprawie

Gabryś pozwał prof. Rudnickiego do sądu. Ten badał sprawę przez cztery lata, przesłuchując wielu świadków. Miesiąc temu wydał werdykt: słowa prorektora dotyczące budzenia pacjentki były pomówieniem. Zdaniem sądu Rudnicki doprowadził do tego, że ginekolog utracił zaufanie pracodawcy i innych lekarzy, które było potrzebne do kierowania katedrą i kliniką. Gabryś stracił też zaufanie pacjentów, niezbędne do wykonywania zawodu lekarza. Nakazał przeproszenie prof. Gabrysia i wpłacenie 2,5 tys. zł na cel charytatywny. Zarzutu odwoływania lekarzy z dyżurów sąd nie rozstrzygnął.

- Mam gorzką satysfakcję, ale żal mi straconych lat. Na pewien czas oderwano mnie od pracy, którą bardzo lubiłem - komentuje prof. Gabryś. - A Rudnicki? Świadome opluwanie starszego kolegi to działanie z najniższych pobudek. Jaki przykład daje studentom i lekarzom?

To nie pierwsza wygrana ginekologa. Wcześniej sądy uznały, że lekarz został niesłusznie zwolniony ze szpitala oraz pozbawiony stanowiska szefa katedry.

Przeprosiny Rudnickiego ukazały się kilka dni temu na stronie internetowej wrocławskiej AM. Oto ono

Ogłoszenie będzie też opublikowane w "Gazecie Uczelnianej AM" oraz odczytane podczas najbliższej rady wydziału lekarskiego.

Prof. Rudnicki, mimo wyroku sądu, podtrzymuje swoje zarzuty. - Gdybym miał więcej czasu na mrówczą pracę i odszukanie odpowiednich dokumentów, udowodniłbym, że przypadki, o których mówiłem na radzie wydziału, naprawdę miały miejsce. Nie zamierzam jednak tracić na to czasu, wolę zająć się pracą. Jest mi wszystko jedno i dlatego uznaję wyrok sądu - powiedział nam wczoraj Rudnicki.

Komentuje Marzena Kasperska: Degrengolada

Jerzy Rudnicki mówi byle co, nie sprawdza faktów, nie weryfikuje opinii. W ferworze uczelnianych wojenek prorektor, doktor nauk medycznych, profesor nadzwyczajny, szef kliniki, wreszcie lekarz chirurg - traci twarz. Przestaje być wiarygodny. Może Rudnicki poczuje to, czego doświadczył wyrzucony z pracy i odarty z zaufania kolegów i pacjentów prof. Gabryś?

Sprawa prof. Gabrysia odsłania kulisy wrocławskiej Akademii Medycznej: brudne sprawki i metody walki znane z ciemnych podwórek. Pokazuje degrengoladę części środowiska. Szacunek, odpowiedzialność za słowo, standardy etyczne - to dla wielu lekarzy zapomniane już pojęcia?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy