Młodzi już się nie buntują. Wiedzą, że się nie opłaca
13.03.2010
, aktualizacja: 12.03.2010 16:01
- Polska młodzież się europeizuje. Myśli bardziej racjonalnie. Wie, że bunt jej się dzisiaj nie opłaca. Zresztą nie ma już przeciwko czemu się buntować - twierdzi socjolog młodzieży prof. Jacek Kurzępa*
SERWISY
Z badań przeprowadzonych przez naukowca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu wynika, że polska młodzież jest dziś bardziej dojrzała, bardziej pragmatyczna, ale za to mniej uduchowiona - w porównaniu do młodzieży sprzed 10 lat. Młodzi ludzie są bardziej samodzielni, ale z drugiej strony marzą, by więcej czasu spędzać z rodzicami.
Rozmowa z prof. Jackiem Kurzępą*
Marzena Żuchowicz: Młodzież się zmienia?
Prof. Jacek Kurzępa: Tak. W naturze młodości jest szalona zmienność (śmiech).
A biorąc pod uwagę wyniki badań, które w ostatnich latach prezentowały młode pokolenie Polaków?
- Młodzi ludzie stają się coraz bardziej pragmatyczni. Ten ich pragmatyzm objawia się na różne sposoby. Na przykład w tym, że nie oczekują już, że dostaną wszystko od rodziców na tacy. Skończyło się widoczne jeszcze 10 lat temu egoistyczne garnięcie do samego siebie, czyli postawa roszczeniowa i konsumpcyjna. Teraz młodzi chcą sami zarabiać pieniądze.
Zarabiają?
- Ok. 32 proc. młodych ludzi zarabia. Praca, którą podejmują, jest trudna i mało płatna. Dlatego głównym źródłem dochodów nadal są rodzice. Ale dostrzegam nowy trend: zrozumienie, że rodzice ciężko pracują i że się dla nich poświęcają. Dlatego nie można po wszystko wyciągać ręki. To nie są już rozkapryszone dzieciaki, które widząc coś fajnego na wystawie sklepu, tupią i krzyczą, że chcą to mieć. Wielu z nich z poczuciem goryczy odnotowuje fakt, że na wiele rzeczy ani teraz, ani w przyszłości nie będzie ich stać. Pomaganie rodzicom i bycie niezależnym w obecnych warunkach jest więc dość trudne, bo nawet studenci, mimo że posiadają namiastki kompetencji, nie mogą liczyć na zatrudnienie adekwatne do swoich kompetencji. Pozostaje więc roznoszenie ulotek czy stanie na promocjach w charakterze hostessy. To działania, które dorosłych by krępowały. Ale młodość nie czuje obciążeń typu: wypada - nie wypada. Jest taka praca, to biorę, nie będę wydziwiał. Rozumieją, że taki jest rynek, i przywdziewają uniform tej firmy, która ich akurat przyjmie. To też przejaw pragmatycznego i racjonalnego myślenia.
A gdzie młodzieńczy bunt?
- Dzisiejsza młodzież nie przejawia znamion buntu. Jest mniej zależna od emocji, mniej uduchowiona. Czy to pozytywne, czy negatywne - nie wnikam. Łatwo jednak wytłumaczyć, skąd to się bierze. Po pierwsze, młodzi ludzie są bystrymi obserwatorami i widzą, że gwałtowność im się nie opłaca. Po drugie, nie znajdują już powodów, dla których mieliby się buntować.
Powodów jest mnóstwo. Choćby taki, że muszą ciężko pracować za marne wynagrodzenie
- Ale widzą, że podobnie jest na Zachodzie. Tam też niczego nie ma za darmo. Nikt nie podstawi ci niczego pod nos, jeśli sam sobie nie wypracujesz. A polska młodzież się europeizuje. Dzięki podróżom, internetowi czy telewizji ma świadomość, że nie różni się wiele od swoich rówieśników we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. A skoro tak, to nie widzi powodów, by wykonywać jakieś gwałtowne ruchy. W takich sytuacjach bunt byłby bardzo nierozsądny, nie przyniósłby oczekiwanych efektów. Koszty byłyby większe niż zyski.
Przeciwko rodzicom też się nie buntują?
- Są sfery życia, do których dorośli nie mają wstępu, np. kluby, puby. Tam żaden rodzic nie będzie wchodził, bo będzie się czuł nieswojo. Takie coraz liczniejsze sfery nieobecności dorosłych, drożne ścieżki kanalizacji młodzieńczych potrzeb, pozwalają odczuwać młodość jako zjawisko niekontrolowane. A jeśli nie ma nadmiernej kontroli, to nie ma przeciwko czemu się buntować. Zresztą bunt przeciwko rodzicom też się nie opłaca. Młodzi rozumują tak: jeśli będę się buntował, wszystko obróci się przeciwko mnie. Nie dostanę kieszonkowego, nie będę mógł pójść na imprezę, rodzice w niczym mi nie pomogą. Dlatego lepiej żyć z nimi w zgodzie. To kolejny przejaw dojrzałości, racjonalnego myślenia.
A nie wyrachowania?
- Z badań wynika, że młodym ludziom zależy dziś przede wszystkim na tym, żeby czuć się częścią wspólnoty. Może nią być rodzina, grupa najbliższych przyjaciół. Nie chodzi wyłącznie o korzyści finansowe. W grupie jest pod każdym względem łatwiej, grupa może cię wesprzeć. Z badań przeprowadzonych 10 lat temu wynikało, że prywatki i imprezy w klubach były sposobem na nawiązywanie znajomości, często powierzchownych. A teraz młodzi szukają przyjaciół, ludzi, którzy będą im bliscy. Nie chodzi tylko o to, by przyjemnie spędzić czas, ale by mieć dwie, trzy osoby godne zaufania, taki krąg wspólnoty, braterstwa. Ludzi, którym można powierzyć swoje najgłębsze tajemnice. Takie wsparcie daje też rodzina. Chęć utrzymywania dobrych relacji z rodzicami uznałbym więc raczej za kolejny przejaw zdrowego rozsądku.
Z badań przeprowadzonych przez prof. Barbarę Fatygę z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że większość młodzieży to konformiści. Pańskie badania to potwierdzają?
- Największymi konformistami są dorośli. To oni pozostawiają młodym ludziom wolną przestrzeń, nie podejmują żadnych reakcji, czasem świadomie, ale częściej ze strachu czy nieporadności. I to rodzice uczą dzieci m.in. tego, że lepiej nie do końca powiedzieć prawdę, bo tak można wygrać, bo tak się bardziej opłaca. Więc jeśli dzieci potem np. limitują rodzicom czy nauczycielom prawdę, to dlatego, że rozumieją, że oni sami wolą nie wiedzieć, niż wiedzieć. W szkole młodzi ludzie powinni uczyć się borykania z trudnościami. Tymczasem zwykle bywa tak, że uczeń ma do wykonania zadanie domowe i zrobi to po łebkach, a nauczyciel dla świętego spokoju machnie ręką. Nie ma oczekiwań. Z moich badań wynika, że młodzi ludzie są sami wobec siebie bardziej wymagający niż są wobec nich dorośli.
Od rodziców też wymagają?
- Tak. Przede wszystkim oczekują, że będą za nimi nadążać. A trzeba przyznać, że w dobie nowych technologii wcale nie jest to łatwe. Młodzi są jednak gotowi uczyć rodziców obsługi komputera, korzystania z internetowych aukcji. Stają się ich nauczycielami: lepiej się orientują, wiedzą, co się bardziej opłaca. Z drugiej strony - marzą, by wspólnie z rodzicami spędzać wakacje i w ogóle spędzać z nimi czas wolny. Tyle że na swoich zasadach. Nie ma leżenia na plaży czy przed telewizorem. Musi być aktywnie, kreatywnie, sensownie.
Rozmowa z prof. Jackiem Kurzępą*
Marzena Żuchowicz: Młodzież się zmienia?
Prof. Jacek Kurzępa: Tak. W naturze młodości jest szalona zmienność (śmiech).
A biorąc pod uwagę wyniki badań, które w ostatnich latach prezentowały młode pokolenie Polaków?
- Młodzi ludzie stają się coraz bardziej pragmatyczni. Ten ich pragmatyzm objawia się na różne sposoby. Na przykład w tym, że nie oczekują już, że dostaną wszystko od rodziców na tacy. Skończyło się widoczne jeszcze 10 lat temu egoistyczne garnięcie do samego siebie, czyli postawa roszczeniowa i konsumpcyjna. Teraz młodzi chcą sami zarabiać pieniądze.
Zarabiają?
- Ok. 32 proc. młodych ludzi zarabia. Praca, którą podejmują, jest trudna i mało płatna. Dlatego głównym źródłem dochodów nadal są rodzice. Ale dostrzegam nowy trend: zrozumienie, że rodzice ciężko pracują i że się dla nich poświęcają. Dlatego nie można po wszystko wyciągać ręki. To nie są już rozkapryszone dzieciaki, które widząc coś fajnego na wystawie sklepu, tupią i krzyczą, że chcą to mieć. Wielu z nich z poczuciem goryczy odnotowuje fakt, że na wiele rzeczy ani teraz, ani w przyszłości nie będzie ich stać. Pomaganie rodzicom i bycie niezależnym w obecnych warunkach jest więc dość trudne, bo nawet studenci, mimo że posiadają namiastki kompetencji, nie mogą liczyć na zatrudnienie adekwatne do swoich kompetencji. Pozostaje więc roznoszenie ulotek czy stanie na promocjach w charakterze hostessy. To działania, które dorosłych by krępowały. Ale młodość nie czuje obciążeń typu: wypada - nie wypada. Jest taka praca, to biorę, nie będę wydziwiał. Rozumieją, że taki jest rynek, i przywdziewają uniform tej firmy, która ich akurat przyjmie. To też przejaw pragmatycznego i racjonalnego myślenia.
A gdzie młodzieńczy bunt?
- Dzisiejsza młodzież nie przejawia znamion buntu. Jest mniej zależna od emocji, mniej uduchowiona. Czy to pozytywne, czy negatywne - nie wnikam. Łatwo jednak wytłumaczyć, skąd to się bierze. Po pierwsze, młodzi ludzie są bystrymi obserwatorami i widzą, że gwałtowność im się nie opłaca. Po drugie, nie znajdują już powodów, dla których mieliby się buntować.
Powodów jest mnóstwo. Choćby taki, że muszą ciężko pracować za marne wynagrodzenie
- Ale widzą, że podobnie jest na Zachodzie. Tam też niczego nie ma za darmo. Nikt nie podstawi ci niczego pod nos, jeśli sam sobie nie wypracujesz. A polska młodzież się europeizuje. Dzięki podróżom, internetowi czy telewizji ma świadomość, że nie różni się wiele od swoich rówieśników we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. A skoro tak, to nie widzi powodów, by wykonywać jakieś gwałtowne ruchy. W takich sytuacjach bunt byłby bardzo nierozsądny, nie przyniósłby oczekiwanych efektów. Koszty byłyby większe niż zyski.
Przeciwko rodzicom też się nie buntują?
- Są sfery życia, do których dorośli nie mają wstępu, np. kluby, puby. Tam żaden rodzic nie będzie wchodził, bo będzie się czuł nieswojo. Takie coraz liczniejsze sfery nieobecności dorosłych, drożne ścieżki kanalizacji młodzieńczych potrzeb, pozwalają odczuwać młodość jako zjawisko niekontrolowane. A jeśli nie ma nadmiernej kontroli, to nie ma przeciwko czemu się buntować. Zresztą bunt przeciwko rodzicom też się nie opłaca. Młodzi rozumują tak: jeśli będę się buntował, wszystko obróci się przeciwko mnie. Nie dostanę kieszonkowego, nie będę mógł pójść na imprezę, rodzice w niczym mi nie pomogą. Dlatego lepiej żyć z nimi w zgodzie. To kolejny przejaw dojrzałości, racjonalnego myślenia.
A nie wyrachowania?
- Z badań wynika, że młodym ludziom zależy dziś przede wszystkim na tym, żeby czuć się częścią wspólnoty. Może nią być rodzina, grupa najbliższych przyjaciół. Nie chodzi wyłącznie o korzyści finansowe. W grupie jest pod każdym względem łatwiej, grupa może cię wesprzeć. Z badań przeprowadzonych 10 lat temu wynikało, że prywatki i imprezy w klubach były sposobem na nawiązywanie znajomości, często powierzchownych. A teraz młodzi szukają przyjaciół, ludzi, którzy będą im bliscy. Nie chodzi tylko o to, by przyjemnie spędzić czas, ale by mieć dwie, trzy osoby godne zaufania, taki krąg wspólnoty, braterstwa. Ludzi, którym można powierzyć swoje najgłębsze tajemnice. Takie wsparcie daje też rodzina. Chęć utrzymywania dobrych relacji z rodzicami uznałbym więc raczej za kolejny przejaw zdrowego rozsądku.
Z badań przeprowadzonych przez prof. Barbarę Fatygę z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że większość młodzieży to konformiści. Pańskie badania to potwierdzają?
- Największymi konformistami są dorośli. To oni pozostawiają młodym ludziom wolną przestrzeń, nie podejmują żadnych reakcji, czasem świadomie, ale częściej ze strachu czy nieporadności. I to rodzice uczą dzieci m.in. tego, że lepiej nie do końca powiedzieć prawdę, bo tak można wygrać, bo tak się bardziej opłaca. Więc jeśli dzieci potem np. limitują rodzicom czy nauczycielom prawdę, to dlatego, że rozumieją, że oni sami wolą nie wiedzieć, niż wiedzieć. W szkole młodzi ludzie powinni uczyć się borykania z trudnościami. Tymczasem zwykle bywa tak, że uczeń ma do wykonania zadanie domowe i zrobi to po łebkach, a nauczyciel dla świętego spokoju machnie ręką. Nie ma oczekiwań. Z moich badań wynika, że młodzi ludzie są sami wobec siebie bardziej wymagający niż są wobec nich dorośli.
Od rodziców też wymagają?
- Tak. Przede wszystkim oczekują, że będą za nimi nadążać. A trzeba przyznać, że w dobie nowych technologii wcale nie jest to łatwe. Młodzi są jednak gotowi uczyć rodziców obsługi komputera, korzystania z internetowych aukcji. Stają się ich nauczycielami: lepiej się orientują, wiedzą, co się bardziej opłaca. Z drugiej strony - marzą, by wspólnie z rodzicami spędzać wakacje i w ogóle spędzać z nimi czas wolny. Tyle że na swoich zasadach. Nie ma leżenia na plaży czy przed telewizorem. Musi być aktywnie, kreatywnie, sensownie.
1
2
następne »
- 103 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
38 głosów
-
Re: Młodzi już się nie buntują. Wiedzą, że się ni
klej.do.tapet
13.03.10, 17:19
Nie buntują się, bo nie ma za bardzo przeciwko czemu się buntować. Jestemniewierząca, ale krzyże na ścianach mnie zupełnie nie obchodzą, czy sobie wiszączy nie. Gdyby ktoś mnie zmuszał do »
-
To nieprawda
emidepeaster
14.03.10, 02:54
Obserwując obecną mlodzież i porównując ją z pokoleniem młodzieży lat 80-i 90-tych, uważam że jest o wiele bardziej zbuntowana. Wystarczy wejść do jakiejkolwiek szkolnej klasy poodczas »
-
To żadna dojrzałość ani pragmatyzm
fred_filozof
14.03.10, 11:14
tylko konformizm.Nie wiem nad czym się tu zachwycać.Kto za młodu nie był zbuntowany ten jak dojrzały człowiek będzie zwykłą szują.»
Najczęściej czytane24 htydzień




