Komentuje były rektor UW: Rozdrobnienie szkodzi
09.02.2010
, aktualizacja: 09.02.2010 19:00
Połączenie małych szkół wyższych w jeden duży uniwersytet to znakomity pomysł - uważa prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Prof. Turko o Deklaracji Pawłowickiej: Integracja przez podział (28-03-10, 16:48)
- Rektor PWr: nasze środowisko naukowe przeżywa kryzys (20-03-10, 12:00)
- Prof. Langer: Uczelniany cud nad Odrą jest możliwy (05-03-10, 08:00)
- Federacja uczelni z udziałem Wydziału Teologicznego? (23-02-10, 18:55)
- Byli rektorzy politechniki: Uczelnie to nie kołchozy (23-02-10, 09:00)
- Wrocławskie uczelnie planują połączenie w jedną wielką (10-02-10, 09:00)
Tomasz Wysocki: Rektorzy siedmiu wrocławskich uczelni chcą się połączyć w jedną dużą.
Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski*: - To bardzo dobry pomysł. Bo słabością polskiego szkolnictwa wyższego jest m.in. właśnie jego rozdrobnienie. Przez to nasze uczelnie nie są w stanie konkurować z zachodnimi. W USA, Anglii czy Niemczech na uniwersytetach są wszystkie wydziały: techniczne, artystyczne, humanistyczne i ścisłe. I we wszystkich tych dziedzinach uczelnie zbierają punkty niezbędne do rankingów. Porównałbym to do zawodów w dziesięcioboju. Jeśli wystawimy w nich biegacza albo skoczka, to z pewnością zdobędzie on punkty tylko w swojej dyscyplinie. Natomiast zawodnik przygotowany do udziału we wszystkich konkurencjach wywalczy ich zdecydowanie więcej. Zachodnie uniwersytety to właśnie dziesięcioboiści, nasze szkoły - skoczkowie.
Rozdrobnienie to pozostałość po poprzednim ustroju. Na przykład Uniwersytet Warszawski w latach 50. stracił połowę wydziałów, które przekształcono w osobne uczelnie. Po zmianie systemu można było to odwrócić, ale zdecydowano się na to tylko w dwóch miastach. W Krakowie wydział medyczny wrócił do struktur Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Zielonej Górze Wyższą Szkołę Pedagogiczną połączono z politechniką. To dziś jedyna w Polsce uczelnia, której struktura przypomina amerykańskie uniwersytety. W Zielonej Górze, podobnie jak w Harvard, MIT czy Stanford, obok wydziałów ścisłych i humanistycznych działają też techniczne.
Jakie mogą być zyski z połączenia uczelni?
Przytoczę przykłady. Pierwszy dotyczy jakości kształcenia. Na uniwersytecie istnieją wydziały chemii, fizyki czy biologii, których wykładowcy są z pewnością lepsi niż ci, którzy uczą tych przedmiotów na uczelni medycznej. Bo to oczywiste, że jeżeli ktoś chce zrobić coś ambitnego z chemii czy fizyki, to pracuje właśnie na uniwersytecie. Studentów medycyny kształcą więc gorsi specjaliści. Połączenie powinno to zmienić.
Druga korzyść to możliwości przeprowadzania prawdziwych interdyscyplinarnych badań. Na przykład projekty związane w jednakowym stopniu z naukami technicznymi i biologicznymi można prowadzić w ramach tej samej uczelni. Naukowcom jest łatwiej je prowadzić, bo nie ma barier biurokratycznych.
I trzecia sprawa. Studenci małych uczelni, np. Uniwersytetu Przyrodniczego czy Pedagogiczego, żyją w swoim świecie. Tymczasem studenci kierunków ścisłych czy technicznych na uczelniach amerykańskich, niemieckich czy francuskich cały czas są w otoczeniu kolegów z wydziałów artystycznych i humanistycznych. Dzięki temu mają szersze horyzonty, lepiej dojrzewają, mają różnorodne kontakty, a to jest częścią wychowania, ma ogromny wpływ na rozwój.
Czy nie będzie problemu z zarządzaniem tak dużym organizmem? Już dzisiaj administracje polskich uczelni są chyba ich najsłabszym ogniwem.
Nie przesadzajmy. Są na świecie dużo większe uczelnie, chociażby uniwersytet Sapienza w Rzymie, która kształci 200 tysięcy studentów i ma odpowiednią do tego liczbę wydziałów.
Czy środowisko akademickie nie będzie chciało storpedować pomysłów na połączenie uczelni? Przecież ostateczną decyzje mają podjąć senaty.
Trzeba wprowadzić zasadę efektywnego zarządzania i skończyć z ciągłym debatowaniem ciał zbiorowych. Teraz na polskiej uczelni dziekan i rektor nie może podjąć decyzji bez pytania się rady wydziału czy senatu o opinię. A obrady tych ciał trwają czasem godzinami, są męczącym, nieefektywnym biciem piany. W końcu podejmują jakieś decyzje, ale bez żadnej odpowiedzialności. Bo jeżeli podejmuje je rada, w której jest 80 osób, to odpowiedzialność się po prostu rozmywa. W każdym uniwersytecie zachodnim decyzję podejmuje jedna osoba i ona odpowiada za jej konsekwencje.
Nasi profesorowie powinni zrozumieć, że takie zmiany są konieczne. Muszą wznieść się ponad partykularne interesy i zdecydować na radykalne nawet rozwiązania. Inaczej nauka w Polsce nie będzie się rozwijała.
*Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, emerytowany profesor Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, były dziekan Wydziału Fizyki, w latach 1989-1993 rektor Uniwersytetu Warszawskiego
Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski*: - To bardzo dobry pomysł. Bo słabością polskiego szkolnictwa wyższego jest m.in. właśnie jego rozdrobnienie. Przez to nasze uczelnie nie są w stanie konkurować z zachodnimi. W USA, Anglii czy Niemczech na uniwersytetach są wszystkie wydziały: techniczne, artystyczne, humanistyczne i ścisłe. I we wszystkich tych dziedzinach uczelnie zbierają punkty niezbędne do rankingów. Porównałbym to do zawodów w dziesięcioboju. Jeśli wystawimy w nich biegacza albo skoczka, to z pewnością zdobędzie on punkty tylko w swojej dyscyplinie. Natomiast zawodnik przygotowany do udziału we wszystkich konkurencjach wywalczy ich zdecydowanie więcej. Zachodnie uniwersytety to właśnie dziesięcioboiści, nasze szkoły - skoczkowie.
Rozdrobnienie to pozostałość po poprzednim ustroju. Na przykład Uniwersytet Warszawski w latach 50. stracił połowę wydziałów, które przekształcono w osobne uczelnie. Po zmianie systemu można było to odwrócić, ale zdecydowano się na to tylko w dwóch miastach. W Krakowie wydział medyczny wrócił do struktur Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Zielonej Górze Wyższą Szkołę Pedagogiczną połączono z politechniką. To dziś jedyna w Polsce uczelnia, której struktura przypomina amerykańskie uniwersytety. W Zielonej Górze, podobnie jak w Harvard, MIT czy Stanford, obok wydziałów ścisłych i humanistycznych działają też techniczne.
Jakie mogą być zyski z połączenia uczelni?
Przytoczę przykłady. Pierwszy dotyczy jakości kształcenia. Na uniwersytecie istnieją wydziały chemii, fizyki czy biologii, których wykładowcy są z pewnością lepsi niż ci, którzy uczą tych przedmiotów na uczelni medycznej. Bo to oczywiste, że jeżeli ktoś chce zrobić coś ambitnego z chemii czy fizyki, to pracuje właśnie na uniwersytecie. Studentów medycyny kształcą więc gorsi specjaliści. Połączenie powinno to zmienić.
Druga korzyść to możliwości przeprowadzania prawdziwych interdyscyplinarnych badań. Na przykład projekty związane w jednakowym stopniu z naukami technicznymi i biologicznymi można prowadzić w ramach tej samej uczelni. Naukowcom jest łatwiej je prowadzić, bo nie ma barier biurokratycznych.
I trzecia sprawa. Studenci małych uczelni, np. Uniwersytetu Przyrodniczego czy Pedagogiczego, żyją w swoim świecie. Tymczasem studenci kierunków ścisłych czy technicznych na uczelniach amerykańskich, niemieckich czy francuskich cały czas są w otoczeniu kolegów z wydziałów artystycznych i humanistycznych. Dzięki temu mają szersze horyzonty, lepiej dojrzewają, mają różnorodne kontakty, a to jest częścią wychowania, ma ogromny wpływ na rozwój.
Czy nie będzie problemu z zarządzaniem tak dużym organizmem? Już dzisiaj administracje polskich uczelni są chyba ich najsłabszym ogniwem.
Nie przesadzajmy. Są na świecie dużo większe uczelnie, chociażby uniwersytet Sapienza w Rzymie, która kształci 200 tysięcy studentów i ma odpowiednią do tego liczbę wydziałów.
Czy środowisko akademickie nie będzie chciało storpedować pomysłów na połączenie uczelni? Przecież ostateczną decyzje mają podjąć senaty.
Trzeba wprowadzić zasadę efektywnego zarządzania i skończyć z ciągłym debatowaniem ciał zbiorowych. Teraz na polskiej uczelni dziekan i rektor nie może podjąć decyzji bez pytania się rady wydziału czy senatu o opinię. A obrady tych ciał trwają czasem godzinami, są męczącym, nieefektywnym biciem piany. W końcu podejmują jakieś decyzje, ale bez żadnej odpowiedzialności. Bo jeżeli podejmuje je rada, w której jest 80 osób, to odpowiedzialność się po prostu rozmywa. W każdym uniwersytecie zachodnim decyzję podejmuje jedna osoba i ona odpowiada za jej konsekwencje.
Nasi profesorowie powinni zrozumieć, że takie zmiany są konieczne. Muszą wznieść się ponad partykularne interesy i zdecydować na radykalne nawet rozwiązania. Inaczej nauka w Polsce nie będzie się rozwijała.
*Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, emerytowany profesor Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, były dziekan Wydziału Fizyki, w latach 1989-1993 rektor Uniwersytetu Warszawskiego
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Komentuje były rektor UW: Rozdrobnienie szkodzi
tentutaj
10.02.10, 12:30
Należy się cieszyć, że w środowisku naukowym istnieją jeszcze, rozsądniludzie. Szkoda, że nie we Wrocławiu.»
-
I przyjmijmy jeszcze więcej studentów...
kluska11
10.02.10, 16:20
półdebili»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
