Rektorzy o reformie: Jakie uczelnie w 2020 roku?
06.02.2010
, aktualizacja: 05.02.2010 19:15
Nad uczelnią czuwa rada powiernicza, która wybiera rektora. Zakaz zatrudniania własnych doktorów przez dwa lata. Podział uczelni na dydaktyczne i badawcze - to niektóre propozycje autorów "Strategii rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do roku 2020". Wrocławscy rektorzy: - Rewelacyjnych pomysłów nie ma.
Strategię na zamówienie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przygotowało konsorcjum firmy doradczej Ernst&Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. W zespole znaleźli się m.in. prof. Krzysztof Rybiński ze Szkoły Głównej Handlowej, dr Wojciech Misiąg, były wiceminister finansów w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego, oraz prof. Leszek Pacholski, były rektor Uniwersytetu Wrocławskiego.
Dokument nazywany jest strategią ekspercką i jest kolejnym projektem zmian w systemie szkolnictwa wyższego. W grudniu swoje propozycje przedstawili przedstawiciele środowiska akademickiego.
Eksperci z firmy doradczej Ernst&Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową proponują m.in. utworzenie rad powierniczych na uczelniach. Rady wybierałyby rektorów i kanclerzy (dzisiaj rektorów wybierają pracownicy uczelni). Członków rady wskazywałby minister nauki. Chcą dopuścić uczelnie niepubliczne do budżetowych pieniędzy na szkoły wyższe. Minister nauki określi, ile miejsc na jakim kierunku wykupi, a do konkursu mogą stanąć uczelnie publiczne i niepubliczne. Wygra lepsza oferta.
Proponują podział uczelni na szkoły wyższe skoncentrowane na dydaktyce i instytucje badawcze, te drugie byłyby lepiej finansowane. W strategii jest także mowa o obowiązkowej mobilności kadry, m.in. zakaz zatrudniania własnych doktorów przez dwa lata.
Wrocławscy rektorzy o strategii wypowiadają się jednak sceptycznie. - Rewelacyjnych pomysłów tam nie ma - mówią. Sama strategia czeka na opinię środowiska. Za miesiąc powstanie jej ostateczna wersja.
Prof. Bogusław Fiedor, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego Powoływanie rad powierniczych do zarządzania uczelnią to element wyrwany z amerykańskiego systemu. W Polsce się nie sprawdzi. Dopracowaliśmy się swojego modelu samorządności akademickiej. Największym zagrożeniem dla niego będzie, wielce prawdopodobne w warunkach niedojrzałości naszego systemu demokratycznego, upolitycznienie rad powierniczych. Skoro będzie je powoływał minister, może się to skończyć tak, jak jest w przypadku dużych przedsiębiorstw państwowych czy spółek skarbu państwa, w których kierownictwo czy rady nadzorcze zmienia się przy okazji kolejnych wyborów. Być może to jest pomysł na przyszłość, kiedy system polityczny w Polsce okrzepnie. Sprawą do dyskusji jest podział uczelni na dydaktyczne i badawcze. Jestem zwolennikiem twierdzenia, że uniwersytet to jedność nauki i dydaktyki. Zaproponowany podział może sprawić, że będziemy mieli dobre jednostki badawcze i mierne uczelnie dydaktyczne, a przecież uniwersytet nie może spełniać tylko zadań instytutu badawczego.
Prof. Andrzej Drabiński, prorektor ds. rozwoju i informatyzacji Uniwersytetu Przyrodniczego
Rewelacyjnych, zaskakujących propozycji w tym projekcie nie ma. Zwiększenie mobilności naukowców to propozycja sensowna i potrzebna, nie przedstawiono jednak mechanizmu tego rozwiązania. Mechaniczne porównanie do bardziej zaawansowanych kulturowo krajów i wprowadzenie tamtejszych zasad może się nie sprawdzić.
Podział uczelni na dydaktyczne i badawcze nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nie wiadomo, według jakiego klucza byłyby wybierane te uczelnie. Poza tym nawet na słabych uniwersytetach są wyróżniające się katedry, instytuty. Im taki podział by śmiertelnie zagroził. Inną propozycją jest rozdział dofinansowania na badania i dydaktykę w drodze konkursów. Taki tryb konkursowy już jest w części realizowany. Zgadzam się z propozycją wprowadzenia rad powierniczych, chociaż już ustawa z 2005 roku daje uczelniom prawo do powoływania konwentu, niewiele uczelni z tego korzysta. Tak czy inaczej - musi zostać wzmocniona pozycja rektora wobec senatu uczelni.
Prof. Ryszard Cach, prorektor ds. nauczania Uniwersytetu Wrocławskiego
W strategii zapisano pewne rozwiązania, które w gruncie rzeczy i tak mają miejsce. Podział na uczelnie skoncentrowane na badaniach i te, w których się głównie uczy, jest faktem. Przecież 84 proc. pieniędzy na badania trafia do 25 największych uczelni - te uniwersytety i kształcą, i prowadzą doświadczenia. Natomiast większość uczelni niepublicznych nie prowadzi niemal żadnych badań, ich celem jest przede wszystkim dydaktyka. Zakaz zatrudniania własnych doktorów w Polce się nie sprawdzi. Oczywiście obecny system rodzi patologie, jednak u nas rynek pracy dla naukowców jest płytki. Na ilu uczelniach znajdą się wolne miejsca dla młodych asystentów z fizyki doświadczalnej albo zaawansowanej biotechnologii? To kopiowanie amerykańskich rozwiązań, które u nas nie wypalą.
Dokument nazywany jest strategią ekspercką i jest kolejnym projektem zmian w systemie szkolnictwa wyższego. W grudniu swoje propozycje przedstawili przedstawiciele środowiska akademickiego.
Eksperci z firmy doradczej Ernst&Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową proponują m.in. utworzenie rad powierniczych na uczelniach. Rady wybierałyby rektorów i kanclerzy (dzisiaj rektorów wybierają pracownicy uczelni). Członków rady wskazywałby minister nauki. Chcą dopuścić uczelnie niepubliczne do budżetowych pieniędzy na szkoły wyższe. Minister nauki określi, ile miejsc na jakim kierunku wykupi, a do konkursu mogą stanąć uczelnie publiczne i niepubliczne. Wygra lepsza oferta.
Proponują podział uczelni na szkoły wyższe skoncentrowane na dydaktyce i instytucje badawcze, te drugie byłyby lepiej finansowane. W strategii jest także mowa o obowiązkowej mobilności kadry, m.in. zakaz zatrudniania własnych doktorów przez dwa lata.
Wrocławscy rektorzy o strategii wypowiadają się jednak sceptycznie. - Rewelacyjnych pomysłów tam nie ma - mówią. Sama strategia czeka na opinię środowiska. Za miesiąc powstanie jej ostateczna wersja.
Prof. Bogusław Fiedor, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego Powoływanie rad powierniczych do zarządzania uczelnią to element wyrwany z amerykańskiego systemu. W Polsce się nie sprawdzi. Dopracowaliśmy się swojego modelu samorządności akademickiej. Największym zagrożeniem dla niego będzie, wielce prawdopodobne w warunkach niedojrzałości naszego systemu demokratycznego, upolitycznienie rad powierniczych. Skoro będzie je powoływał minister, może się to skończyć tak, jak jest w przypadku dużych przedsiębiorstw państwowych czy spółek skarbu państwa, w których kierownictwo czy rady nadzorcze zmienia się przy okazji kolejnych wyborów. Być może to jest pomysł na przyszłość, kiedy system polityczny w Polsce okrzepnie. Sprawą do dyskusji jest podział uczelni na dydaktyczne i badawcze. Jestem zwolennikiem twierdzenia, że uniwersytet to jedność nauki i dydaktyki. Zaproponowany podział może sprawić, że będziemy mieli dobre jednostki badawcze i mierne uczelnie dydaktyczne, a przecież uniwersytet nie może spełniać tylko zadań instytutu badawczego.
Prof. Andrzej Drabiński, prorektor ds. rozwoju i informatyzacji Uniwersytetu Przyrodniczego
Rewelacyjnych, zaskakujących propozycji w tym projekcie nie ma. Zwiększenie mobilności naukowców to propozycja sensowna i potrzebna, nie przedstawiono jednak mechanizmu tego rozwiązania. Mechaniczne porównanie do bardziej zaawansowanych kulturowo krajów i wprowadzenie tamtejszych zasad może się nie sprawdzić.
Podział uczelni na dydaktyczne i badawcze nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nie wiadomo, według jakiego klucza byłyby wybierane te uczelnie. Poza tym nawet na słabych uniwersytetach są wyróżniające się katedry, instytuty. Im taki podział by śmiertelnie zagroził. Inną propozycją jest rozdział dofinansowania na badania i dydaktykę w drodze konkursów. Taki tryb konkursowy już jest w części realizowany. Zgadzam się z propozycją wprowadzenia rad powierniczych, chociaż już ustawa z 2005 roku daje uczelniom prawo do powoływania konwentu, niewiele uczelni z tego korzysta. Tak czy inaczej - musi zostać wzmocniona pozycja rektora wobec senatu uczelni.
Prof. Ryszard Cach, prorektor ds. nauczania Uniwersytetu Wrocławskiego
W strategii zapisano pewne rozwiązania, które w gruncie rzeczy i tak mają miejsce. Podział na uczelnie skoncentrowane na badaniach i te, w których się głównie uczy, jest faktem. Przecież 84 proc. pieniędzy na badania trafia do 25 największych uczelni - te uniwersytety i kształcą, i prowadzą doświadczenia. Natomiast większość uczelni niepublicznych nie prowadzi niemal żadnych badań, ich celem jest przede wszystkim dydaktyka. Zakaz zatrudniania własnych doktorów w Polce się nie sprawdzi. Oczywiście obecny system rodzi patologie, jednak u nas rynek pracy dla naukowców jest płytki. Na ilu uczelniach znajdą się wolne miejsca dla młodych asystentów z fizyki doświadczalnej albo zaawansowanej biotechnologii? To kopiowanie amerykańskich rozwiązań, które u nas nie wypalą.
- 11 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Rektorzy o reformie: Jakie uczelnie w 2020 roku?
bombadilwlocie
06.02.10, 11:15
Razi nachalne promowanie przez minister Kudrycka prywatnych uczelni, które sa w wiekszosci na tak kiepskim poziomie, ze nie wiem czemu nazywane sa wyzszymi. A teraz beda na jeszcze nizszym »
-
Rektorzy o reformie: Jakie uczelnie w 2020 roku?
valana
06.02.10, 12:11
Już widzę te rady. 50% dla PO, 30% dla PSL, 20% dla niezrzeszonych kumpli iznajomków. To ja dziękuję, dotychczasowy sposób kreowania władz uczelnianychnie jest idealny, ale w porównaniu z »
-
Rektorzy o reformie: Jakie uczelnie w 2020 roku?
czterdziestyiczwarty
08.02.10, 01:16
Przylad: Prowadze zawansowane badania ,ktorych nikt w Polsce jeszcze nie potrafiwykonac. Mam zdolnego i zaangazowanego asystenta ,ktory pod moim kierunkiempisze prace doktorska w oparciu o »
Najczęściej czytane24 htydzień




