Ani plagiat, ani nie plagiat, ale tak robić nie wolno
23.01.2010
, aktualizacja: 22.01.2010 19:48
Prof. Ryszard Andrzejak zapożyczył fragmenty tekstów od innych autorów, ale nie można jednoznacznie uznać, że popełnił plagiat - stwierdził prof. Czesław Stankiewicz, który badał sprawę rektora wrocławskiej Akademii Medycznej. Pewny jest tylko jednego: związkowcy z Solidarności '80 nie mieli prawa oskarżać rektora swojej uczelni
ZOBACZ TAKŻE
- 15 czerwca dowiemy się, czy rektor AM popełnił plagiat (15-03-10, 08:00)
- Kto nastaje na honor rektora Akademii Medycznej (13-02-10, 12:00)
- Decyzja o umorzeniu sprawy rektora AM ma być jawna (14-01-10, 09:00)
SERWISY
Na podstawie tej opinii prof. Stankiewicza Ministerstwo Zdrowia umorzyło postępowanie wobec obwinianego o plagiat prof. Andrzejaka. Jednocześnie jednak resort dokument utajnił.
Dr Marek Wroński, który w miesięczniku "Forum Akademickie" prowadzi cykl "Z archiwum nierzetelności naukowej", zarzucił ministerstwu utrudnianie dostępu do informacji publicznej. Spór zakończył się w sądzie, który ostatecznie nakazał władzom resortu opublikowanie sprawozdania. Wyrok się jeszcze nie uprawomocnił, dotarliśmy jednak do dokumentu przygotowanego przez prof. Stankiewicza.
Przypomnijmy, popełnienie plagiatu w rozprawie habilitacyjnej zarzucili prof. Ryszardowi Andrzejakowi, rektorowi AM we Wrocławiu, liderzy uczelnianej Solidarności '80. Ich zdaniem rektor przepisał niemal 90 fragmentów z tekstów prof. Witolda Zatońskiego i prof. Jolanty Antonowicz-Juchniewicz. W grudniu 2008 r. ministerstwo wyznaczyło prof. Czesława Stankiewicza z Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku na rzecznika dyscyplinarnego do zweryfikowania zarzutów związkowców.
Prof. Stankiewicz przez pięć miesięcy przygotowywał sprawozdanie, które liczy niewiele ponad sześć stron. Dokument zawiera opis przygotowań, ocenę zarzutów wobec prof. Andrzejaka oraz okoliczności towarzyszące sprawie. Gdański uczony pisze m.in. że w styczniu 2009 r. spotkał się w Ministerstwie Zdrowia z prof. Andrzejakiem, który opowiedział mu o swoim konflikcie z szefem Solidarności '80. Miał także wspomnieć, że "prof. Zatoński nigdy nie rościł pretensji o zawłaszczenie swojego dorobku naukowego".
Gdański naukowiec sporo miejsca poświęcił refleksjom nad materiałami, które przesyłał mu szef związku Zbigniew Półtorak. Stankiewicz uznał, że była to próba wywierania na niego nacisku. Po analizie statutu Solidarności '80 stwierdził: "(...) kierowanie zarzutu o popełnienie plagiatu przez związek zawodowy pozostaje w sprzeczności z zakresem jego działalności". Półtorakowi zarzucił, że szyldu związku używa do prowadzenia prywatnej krucjaty przeciwko rektorowi.
- Każdy ma prawo, a nawet obowiązek zgłosić podejrzenie o popełnieniu przestępstwa. A plagiat jest przestępstwem. Jeśli profesor Stankiewicz tego nie rozumie, kompromituje się nie tylko jako rzecznik dyscyplinarny, ale i jako obywatel - mówi jeden z profesorów AM we Wrocławiu.
Ocena zarzutów o plagiat zajmuje w dokumencie niecałe dwie strony. Stankiewicz pisze jedynie o kilku zapożyczeniach w tekście prof. Andrzejaka, głównie z opracowania prof. Zatońskiego.
W podsumowaniu prof. Stankiewicz nie może się zdecydować. Posługując się definicją plagiatu z Wikipedii, pisze, że trudno jest określić czy mamy do czynienia z niedozwolonymi zapożyczeniami z cudzej pracy. Potem jednak uznaje, że nie jest to w ogóle możliwe.
W żadnym miejscu nie stwierdza jednak wprost: prof. Andrzejak nie popełnił plagiatu ani oszustwa naukowego. Nie obala też jednoznacznie zarzutów związkowców, a na koniec wnioskuje o umorzenie postępowania wobec rektora wrocławskiej Akademii Medycznej.
Jednocześnie pisze, że omawiana sprawa: "powinna uzmysłowić wszystkim badaczom potrzebę poszanowania cudzego dorobku naukowego oraz uświadomić niebezpieczeństwo, jakie niesie nierozważne zapożyczenie czyichś myśli i spostrzeżeń, nawet dokonywanych za przyzwoleniem autora".
Dr Wroński uważa, że prof. Stankiewicz nie wypełnił postawionego mu zadania; - Powinien skrupulatnie zweryfikować materiały dotyczące plagiatu, porównać źródła. Tymczasem jego sprawozdanie jest mało rzetelne. Ministerstwo Zdrowia nie powinno na tej podstawie umarzać sprawy rektora Andrzejaka.
Komentuje Tomasz Wysocki: Kubuś a rebours
Nie dziwi mnie, że Ministerstwo Zdrowia utajniło sprawozdanie profesora Czesława Stankiewicza. To dokument kompromitujący. Rzecznik dyscyplinarny skupił się na analizie statutu związku zawodowego, a sprawę plagiatu potraktował zdawkowo. Nie napisał jednak: "Rektor nie popełnił plagiatu", uznał: "Trudno ocenić, jak było", więc lepiej sprawę umorzyć. A ministerstwo poszło jeszcze dalej.
Sprawa prof. Ryszarda Andrzejaka ciągnie się od czternastu miesięcy. Działania kolejnych instancji: senatu Akademii Medycznej, ministerstwa, rzecznika dyscyplinarnego, nie przybliżają nas jednak do jej rozstrzygnięcia, a wręcz przeciwnie. Wyraźnie widać, że ktoś próbuje coś ukryć.
Wydarzenia związane ze sprawą prof. Andrzejaka przypominają perypetie Kubusia Puchatka a rebours. W książce A.A. Milne'a im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. W historii prof. Andrzejaka im bardziej chce się ukryć prawdę, tym bardziej wychodzi ona na jaw.
Dr Marek Wroński, który w miesięczniku "Forum Akademickie" prowadzi cykl "Z archiwum nierzetelności naukowej", zarzucił ministerstwu utrudnianie dostępu do informacji publicznej. Spór zakończył się w sądzie, który ostatecznie nakazał władzom resortu opublikowanie sprawozdania. Wyrok się jeszcze nie uprawomocnił, dotarliśmy jednak do dokumentu przygotowanego przez prof. Stankiewicza.
Przypomnijmy, popełnienie plagiatu w rozprawie habilitacyjnej zarzucili prof. Ryszardowi Andrzejakowi, rektorowi AM we Wrocławiu, liderzy uczelnianej Solidarności '80. Ich zdaniem rektor przepisał niemal 90 fragmentów z tekstów prof. Witolda Zatońskiego i prof. Jolanty Antonowicz-Juchniewicz. W grudniu 2008 r. ministerstwo wyznaczyło prof. Czesława Stankiewicza z Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku na rzecznika dyscyplinarnego do zweryfikowania zarzutów związkowców.
Prof. Stankiewicz przez pięć miesięcy przygotowywał sprawozdanie, które liczy niewiele ponad sześć stron. Dokument zawiera opis przygotowań, ocenę zarzutów wobec prof. Andrzejaka oraz okoliczności towarzyszące sprawie. Gdański uczony pisze m.in. że w styczniu 2009 r. spotkał się w Ministerstwie Zdrowia z prof. Andrzejakiem, który opowiedział mu o swoim konflikcie z szefem Solidarności '80. Miał także wspomnieć, że "prof. Zatoński nigdy nie rościł pretensji o zawłaszczenie swojego dorobku naukowego".
Gdański naukowiec sporo miejsca poświęcił refleksjom nad materiałami, które przesyłał mu szef związku Zbigniew Półtorak. Stankiewicz uznał, że była to próba wywierania na niego nacisku. Po analizie statutu Solidarności '80 stwierdził: "(...) kierowanie zarzutu o popełnienie plagiatu przez związek zawodowy pozostaje w sprzeczności z zakresem jego działalności". Półtorakowi zarzucił, że szyldu związku używa do prowadzenia prywatnej krucjaty przeciwko rektorowi.
- Każdy ma prawo, a nawet obowiązek zgłosić podejrzenie o popełnieniu przestępstwa. A plagiat jest przestępstwem. Jeśli profesor Stankiewicz tego nie rozumie, kompromituje się nie tylko jako rzecznik dyscyplinarny, ale i jako obywatel - mówi jeden z profesorów AM we Wrocławiu.
Ocena zarzutów o plagiat zajmuje w dokumencie niecałe dwie strony. Stankiewicz pisze jedynie o kilku zapożyczeniach w tekście prof. Andrzejaka, głównie z opracowania prof. Zatońskiego.
W podsumowaniu prof. Stankiewicz nie może się zdecydować. Posługując się definicją plagiatu z Wikipedii, pisze, że trudno jest określić czy mamy do czynienia z niedozwolonymi zapożyczeniami z cudzej pracy. Potem jednak uznaje, że nie jest to w ogóle możliwe.
W żadnym miejscu nie stwierdza jednak wprost: prof. Andrzejak nie popełnił plagiatu ani oszustwa naukowego. Nie obala też jednoznacznie zarzutów związkowców, a na koniec wnioskuje o umorzenie postępowania wobec rektora wrocławskiej Akademii Medycznej.
Jednocześnie pisze, że omawiana sprawa: "powinna uzmysłowić wszystkim badaczom potrzebę poszanowania cudzego dorobku naukowego oraz uświadomić niebezpieczeństwo, jakie niesie nierozważne zapożyczenie czyichś myśli i spostrzeżeń, nawet dokonywanych za przyzwoleniem autora".
Dr Wroński uważa, że prof. Stankiewicz nie wypełnił postawionego mu zadania; - Powinien skrupulatnie zweryfikować materiały dotyczące plagiatu, porównać źródła. Tymczasem jego sprawozdanie jest mało rzetelne. Ministerstwo Zdrowia nie powinno na tej podstawie umarzać sprawy rektora Andrzejaka.
Komentuje Tomasz Wysocki: Kubuś a rebours
Nie dziwi mnie, że Ministerstwo Zdrowia utajniło sprawozdanie profesora Czesława Stankiewicza. To dokument kompromitujący. Rzecznik dyscyplinarny skupił się na analizie statutu związku zawodowego, a sprawę plagiatu potraktował zdawkowo. Nie napisał jednak: "Rektor nie popełnił plagiatu", uznał: "Trudno ocenić, jak było", więc lepiej sprawę umorzyć. A ministerstwo poszło jeszcze dalej.
Sprawa prof. Ryszarda Andrzejaka ciągnie się od czternastu miesięcy. Działania kolejnych instancji: senatu Akademii Medycznej, ministerstwa, rzecznika dyscyplinarnego, nie przybliżają nas jednak do jej rozstrzygnięcia, a wręcz przeciwnie. Wyraźnie widać, że ktoś próbuje coś ukryć.
Wydarzenia związane ze sprawą prof. Andrzejaka przypominają perypetie Kubusia Puchatka a rebours. W książce A.A. Milne'a im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. W historii prof. Andrzejaka im bardziej chce się ukryć prawdę, tym bardziej wychodzi ona na jaw.
- 127 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
76 głosów
-
Ani plagiat, ani nie plagiat, ale tak robić nie...
labeo
23.01.10, 13:18
Cytat: "W żadnym miejscu nie stwierdza jednak wprost: prof. Andrzejak niepopełnił plagiatu ani oszustwa naukowego. Nie obala też jednoznacznie zarzutówzwiązkowców, a na koniec wnioskuje o »
-
Kiedyś byłem na takim spiczu
j-50
23.01.10, 19:51
Gość pojechał do egzotycznego kraju w Azji. Był prof. dr hab. On tam pojechał i do nas wrócił. Zwołał zebranie, na którym przedstawił swe wyniki z wyjazdu. Jakie do były wyniki? Żenada! »
-
Polska nuaka to oksymoron
wiedmak
24.01.10, 02:33
to jakis marny zart. Lepiej by bylo zlikwidowac to cos i kupic Apache doAfganistanu za zaoszczedzone pieniadze, na cos sie przydadza. Wiem ze to sienie stanie, zbyt wiele geb do wyzywienia »
Najczęściej czytane24 htydzień




