Badanie habilitacji rektora Akademii Medycznej

Tomasz Wysocki
29.04.2009 , aktualizacja: 28.04.2009 19:32
A A A Drukuj
Habilitacja rektora Akademii Medycznej we Wrocławiu musi zostać jeszcze raz oceniona. To przełom w sprawie obwinianego o popełnienie plagiatu prof. Ryszarda Andrzejaka

Decyzję o wznowieniu postępowania wobec prof. Andrzejaka podjęło prezydium Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Stopni i Tytułów. To niezależna instytucja nadzorująca procedurę przyznawania stopni naukowych. Centralna Komisja opiniuje nominacje profesorskie i wyznacza recenzentów prac habilitacyjnych.

W poniedziałek to ona zdecydowała, że rada Wydziału Lekarskiego wrocławskiej AM musi powtórzyć procedurę dotyczącą pracy habilitacyjnej rektora.

- To znaczy, że należy raz jeszcze powołać recenzentów, którzy zweryfikują jakość pracy prof. Andrzejaka, w tym zarzuty o popełnienie plagiatu - mówi prof. Osman Achmatowicz, sekretarz Komisji ds. Stopni i Tytułów.

O popełnienie plagiatu ponad pół roku temu oskarżyli rektora związkowcy z uczelnianej "Solidarności 80". Twierdzą, że rektor skopiował około 90 fragmentów z prac, m.in. prof. Witolda Zatońskiego i prof. Jolanty Antonowicz-Juchniewicz, dzisiaj dziekan Wydziału Lekarskiego AM we Wrocławiu. - Najobszerniejsze części mają nawet trzy strony - mówił dr Jarosław Pająk z "Solidarności 80".

Rektor kategorycznie odrzucał zarzuty.

Jednak sprawa trafiła do Ministerstwa Zdrowia i Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej ds. Stopni i Tytułów. Oba urzędy wszczęły odrębne postępowania. Minister w styczniu powołała rzecznika dyscyplinarnego. Jednak resort pytany o wyniki jego pracy od kilku tygodni odpowiada, że trzeba na nie poczekać.

Centralna Komisja postanowiła, że wątpliwości trzeba jak najszybciej wyjaśnić. Prof. Achmatowicz: - Każdą decyzję, jaka zapadnie w tej sprawie, będziemy analizowali. Osoby w nią zaangażowane muszą mieć tego świadomość.

Dr Pająk: - To sygnał, że sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan.

Teraz ruch należy do rady Wydziału Lekarskiego. Jednak z postępowania zostanie wyłączona jego dziekan prof. Jolanta Juchniewicz-Antonowicz. - To oczywiste, przecież pani dziekan jest osobą mocno zaangażowaną w tę sytuację - mówi prof. Achmatowicz.

Rektor i dziekan pracują w tej samej klinice. Po nagłośnieniu oskarżeń wobec rektora prof. Juchniewicz-Antonowicz oświadczyła m.in.: "Tematyka badań przedstawionych w mojej dysertacji doktorskiej i rozprawie habilitacyjnej prof. R. Andrzejaka była częściowo podobna, dlatego ta część piśmiennictwa, na które powoływaliśmy się w swoich pracach, była również zbliżona, a miejscami nawet taka sama, do czego nie roszczę żadnych pretensji."

Nawet jeśli zarzuty wobec rektora AM potwierdzą się, to nie straci on stopnia doktora habilitowanego. Uchwały o stopniach naukowych podlegają kodeksowi postępowania administracyjnego, po upływie 10 lat od ogłoszenia nie można ich uchylić. Prof. Andrzejak habilitację ma od lat szesnastu.

Prof. Achmatowicz: - W tym przypadku możemy mówić o bardzo poważnych konsekwencjach moralnych. To byłoby wydarzenie bez precedensu. Nie pamiętam, aby urzędującemu rektorowi publicznej uczelni postawiono tak ciężkie zarzuty nierzetelności naukowej.

Prof. Andrzejak nie otrzymał jeszcze oficjalnego zawiadomienia o wszczęciu postępowania. Podtrzymuje, że plagiatu nie popełnił i ze spokojem czeka na rozstrzygnięcie postępowania.

Komentuje Tomasz Wysocki: Policzek dla rektora

Badanie już obronionej habilitacji to policzek dla jej autora. Rzecz bez precedensu w przypadku rektora wielkiej uczelni. Długo trwały procedury sprawdzające autentyczność pracy prof. Andrzejaka, ale ostateczny werdykt centralnej komisji jest wyraźny. Sam fakt badania jego pracy stawia go w sytuacji niekomfortowej. Także tych lekarzy, których jako profesor prace recenzował.

Im szybciej ta sprawa się skończy i wyjaśni, tym lepiej dla Akademii Medycznej i jej rektora.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 59 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów