Konkurs wzorowy, tylko koordynator siedzi
06.06.2009
, aktualizacja: 05.06.2009 20:55
Osoby starające się o unijne dotacje na otwarcie działalności gospodarczej domagają się powtórzenia konkursu. Miesiąc temu do aresztu trafił były koordynator programu, który jest podejrzany o ustawianie konkursu.
ZOBACZ TAKŻE
- Politycy PSL mają już prokuratorskie zarzuty (18-06-09, 13:26)
- Dotacje unijne - program został wstrzymany (17-06-09, 15:30)
- Złapany za przyjęcie łapówki za unijną dotację (28-04-09, 17:52)
- Konflikt interesów przy unijnych dotacjach (14-03-09, 08:00)
- Kto pierwszy, ten lepszy w wyścigu po dotacje (05-11-08, 09:31)
- ABW bada przekręty przy rozdziale dotacji (27-10-08, 06:00)
- Radni sejmiku skontrolują unijne dotacje (29-09-08, 16:43)
SONDAŻ
Jesienią ubiegłego roku Dolnośląska Izba Rolnicza wygrała ponad 3,7 mln zł na projekt "Mój szef to ja!!!". Za te pieniądze można było uczestniczyć w szkoleniach i dostać do 40 tys. zł na działalność gospodarczą. Środki rozdzielała DIR, a wygrywał ten, kto złożył najlepszy projekt. Koordynatorem całego programu był Jerzy G. Pod koniec kwietnia trafił do aresztu, podejrzany jest o branie łapówek w zamian za ustawianie wyników konkursu, w którego komisji zasiadał.
Ci, którzy złożyli wnioski, ale nie wygrali konkursu, domagają się teraz jego powtórzenia. Twierdzą, że mogli paść ofiarą oszustwa. - Byłam przesłuchiwana w tej sprawie przez policjanta, który powiedział, że wszystkie konkursy były ustawione. Dlatego chcę jego powtórzenia - mówi Agata Zięba, która za środki unijne chciała otworzyć firmę zajmującą się rehabilitacją i terapią dzieci.
Potwierdza to Marcin Korzonek, który chce dofinansowania dla swojego internetowego portalu rowerowego. - Ten policjant dawał mi do zrozumienia, że skala oszustwa była bardzo duża i musiałem być naiwny, jeśli myślałem, że zasady były uczciwe dla wszystkich - mówi Korzonek.
Wszyscy odwołali się od decyzji komisji konkursowej, ale dostali decyzję odmowną. Monika Nowogrodzka (wystąpiła o pieniądze unijne na biuro rachunkowe): - Argumenty DIR są kuriozalne. Zarzucono mi, że wpisałam do wniosku zakup laptopa, a nie komputera stacjonarnego, chociaż moja praca wiąże się z wyjazdami w teren. Tymczasem wpisanie laptopa doradziła mi osoba prowadząca szkolenia, która później zasiadała w komisji.
Katarzyna Kiek, wicedyrektorka Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy, który przyznał DIR unijne pieniądze, twierdzi, że wyniki niektórych konkursów mogą być zweryfikowane: - Oczywiście tylko tych, gdzie jeszcze nie wypłacono pieniędzy. W ciągu kilku tygodni zapadnie w tej sprawie odpowiednia decyzja.
Wicedyrektorka DWUP zwraca też uwagę na inny problem: do tej pory w DIR i innych instytucjach nie obowiązywała żadna procedura odwoławcza od wyników konkursów. Jedyne, do czego DIR była zobowiązana, to pisemne uzasadnienie wyników konkursu. Kiek twierdzi, że teraz ma się to zmienić zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.
Ale zupełnie co innego mówią w DIR, który niedawno zakończył całą rekrutację do programu. - To, że jedna osoba jest podejrzana o przyjmowanie łapówek w zamian za ustawienie konkursu, jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież w tej komisji pracowały też inne osoby - mówi Marek Tarnacki, wiceprezes DIR.
Według niego Izba nie będzie powtarzać konkursów, bo nie musi. - Mieliśmy takie sygnały z prokuratury, choć nie potrafię sobie przypomnieć, czy dostaliśmy pismo od nich w tej sprawie - przyznaje.
Urząd marszałkowski, któremu podlega DWUP, umywa ręce. - Unijne pieniądze dla DIR wypłaciliśmy zgodnie z procedurami. Natomiast Izba jest odpowiedzialna za prawidłowy przebieg konkursu dla wnioskodawców - mówi Marta Libner, rzeczniczka urzędu marszałkowskiego.
- A jeśli nie chce zająć się sprawą, bo uważa, że jest wszystko w porządku?
Libner: - To widocznie tak jest.
Komentuje Michał Kokot: Nie czekajcie na sygnał
Niefrasobliwość urzędników i instytucji, które są odpowiedzialne za rozdział środków unijnych, jest zdumiewająca. Wiceprezes DIR, odpowiedzialnej za konkursy dla wnioskodawców, uważa, że podział środków nie budzi zastrzeżeń: w końcu do aresztu trafił jedynie koordynator programu, a pozostali członkowie komisji oceniającej wnioski - nie. Kierując się tą logiką, należałoby zweryfikować podział pieniędzy dopiero wtedy, gdy siedzieć będą wszyscy.
To, że wnioskodawcy w praktyce nie mogą odwołać się od wyników konkursu, a w jego komisji nie ma żadnej kontroli, jest dla DIR równie oczywiste. Dziwi fakt, że podobnie uważa urząd marszałkowski. Gdy "Gazeta" pisała kilka miesięcy temu o tym, że unijne wnioski mogą oceniać pracownicy firm, którzy sami je piszą, urząd nie reagował. Zrobił to dopiero, gdy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego nakazało zmianę procedur w całym kraju.
Czy i tym razem marszałek będzie czekał na natchnienie z góry?
Ci, którzy złożyli wnioski, ale nie wygrali konkursu, domagają się teraz jego powtórzenia. Twierdzą, że mogli paść ofiarą oszustwa. - Byłam przesłuchiwana w tej sprawie przez policjanta, który powiedział, że wszystkie konkursy były ustawione. Dlatego chcę jego powtórzenia - mówi Agata Zięba, która za środki unijne chciała otworzyć firmę zajmującą się rehabilitacją i terapią dzieci.
Potwierdza to Marcin Korzonek, który chce dofinansowania dla swojego internetowego portalu rowerowego. - Ten policjant dawał mi do zrozumienia, że skala oszustwa była bardzo duża i musiałem być naiwny, jeśli myślałem, że zasady były uczciwe dla wszystkich - mówi Korzonek.
Wszyscy odwołali się od decyzji komisji konkursowej, ale dostali decyzję odmowną. Monika Nowogrodzka (wystąpiła o pieniądze unijne na biuro rachunkowe): - Argumenty DIR są kuriozalne. Zarzucono mi, że wpisałam do wniosku zakup laptopa, a nie komputera stacjonarnego, chociaż moja praca wiąże się z wyjazdami w teren. Tymczasem wpisanie laptopa doradziła mi osoba prowadząca szkolenia, która później zasiadała w komisji.
Katarzyna Kiek, wicedyrektorka Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy, który przyznał DIR unijne pieniądze, twierdzi, że wyniki niektórych konkursów mogą być zweryfikowane: - Oczywiście tylko tych, gdzie jeszcze nie wypłacono pieniędzy. W ciągu kilku tygodni zapadnie w tej sprawie odpowiednia decyzja.
Wicedyrektorka DWUP zwraca też uwagę na inny problem: do tej pory w DIR i innych instytucjach nie obowiązywała żadna procedura odwoławcza od wyników konkursów. Jedyne, do czego DIR była zobowiązana, to pisemne uzasadnienie wyników konkursu. Kiek twierdzi, że teraz ma się to zmienić zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.
Ale zupełnie co innego mówią w DIR, który niedawno zakończył całą rekrutację do programu. - To, że jedna osoba jest podejrzana o przyjmowanie łapówek w zamian za ustawienie konkursu, jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież w tej komisji pracowały też inne osoby - mówi Marek Tarnacki, wiceprezes DIR.
Według niego Izba nie będzie powtarzać konkursów, bo nie musi. - Mieliśmy takie sygnały z prokuratury, choć nie potrafię sobie przypomnieć, czy dostaliśmy pismo od nich w tej sprawie - przyznaje.
Urząd marszałkowski, któremu podlega DWUP, umywa ręce. - Unijne pieniądze dla DIR wypłaciliśmy zgodnie z procedurami. Natomiast Izba jest odpowiedzialna za prawidłowy przebieg konkursu dla wnioskodawców - mówi Marta Libner, rzeczniczka urzędu marszałkowskiego.
- A jeśli nie chce zająć się sprawą, bo uważa, że jest wszystko w porządku?
Libner: - To widocznie tak jest.
Komentuje Michał Kokot: Nie czekajcie na sygnał
Niefrasobliwość urzędników i instytucji, które są odpowiedzialne za rozdział środków unijnych, jest zdumiewająca. Wiceprezes DIR, odpowiedzialnej za konkursy dla wnioskodawców, uważa, że podział środków nie budzi zastrzeżeń: w końcu do aresztu trafił jedynie koordynator programu, a pozostali członkowie komisji oceniającej wnioski - nie. Kierując się tą logiką, należałoby zweryfikować podział pieniędzy dopiero wtedy, gdy siedzieć będą wszyscy.
To, że wnioskodawcy w praktyce nie mogą odwołać się od wyników konkursu, a w jego komisji nie ma żadnej kontroli, jest dla DIR równie oczywiste. Dziwi fakt, że podobnie uważa urząd marszałkowski. Gdy "Gazeta" pisała kilka miesięcy temu o tym, że unijne wnioski mogą oceniać pracownicy firm, którzy sami je piszą, urząd nie reagował. Zrobił to dopiero, gdy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego nakazało zmianę procedur w całym kraju.
Czy i tym razem marszałek będzie czekał na natchnienie z góry?
- 37 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Konkurs wzorowy, tylko koordynator siedzi
hela_z_gazowni
06.06.09, 15:15
Raz gazeta pisze że procedury są zbyt długie i skomplikowane. Że cały procestrwa zbyt długo itd. Jak zaczną teraz całą procedurę od nowa to pewniepieniądze przepadną bo skończy czas na ich »
Najczęściej czytane24 htydzień




