Szlaki Dolnego Śląska: Kajakiem swobodnie i bez tłoku

Aneta Augustyn
20.07.2010 , aktualizacja: 20.07.2010 18:28
A A A Drukuj
Rzeki Dolnego Śląska idealnie nadają się na weekendowy wypoczynek
Fot. Jacek Jasiński Rzeki Dolnego Śląska idealnie nadają się na weekendowy wypoczynek
Dolnoślązacy są uprzywilejowani: mamy w regionie ponad tysiąc kilometrów szlaków wodnych i wszystkie w zasięgu ręki - opowiadają Bożena Siczek i Jacek Jasiński, organizatorzy spływów kajakowych
Kajakiem przez Barycz...
Fot. Jacek Jasiński
Kajakiem przez Barycz...


Aneta Augustyn: Podobno Dolny Śląsk to wciąż wodna terra incognita?

Jacek Jasiński: Niestety. Wciąż bardzo mało osób wie, że wystarczy pół godziny jazdy samochodem od Wrocławia i jesteśmy na odludnym wodnym szlaku, w lesie, czaple fruwają wokół. Tych szlaków mamy w regionie ponad tysiąc kilometrów i wszystkie w zasięgu ręki! Dolnoślązacy są pod tym względem naprawdę uprzywilejowani.

Bożena Siczek: Dopiero od kilku lat zaczynają to odkrywać i na naszych rzekach pojawia się coraz więcej kajakarzy. Kiedyś na Bobrze był jeden spływ w roku, a ostatnio spotkaliśmy tam pięć grup w jeden dzień. Wciąż jednak są to szlaki bez tłoku, dają wrażenie swobody. Czesi wolą pływać u nas. Skarżą się, że u nich na wodzie "moc ludzi".

Na hasło "kajak" myślimy jednak raczej o Czarnej Hańczy, Brdzie czy Krutyni, a nie o którejś z dolnośląskich rzek.

Bożena Siczek: Bo nie u ma u nas jednej rzeki wiodącej, wodnego przeboju, który ściągałby turystów. Na Brdzie można płynąć całymi dniami, a nasze rzeki to głównie jedno - lub dwudniówki. Po prostu rzeki na weekendowy wypad. Dla jednych może to być wadą, dla innych zaletą: ludzie, którzy z nami pływają, bywają zaskoczeni, że w ciągu jednego dnia można się tak odizolować od cywilizacji i solidnie wypocząć. Mówią, że czują się jak po urlopie. Takie wakacje w pigułce.

Na Odrze?

Jacek Jasiński: Niekoniecznie, choć samej Odry mamy w regionie aż 200 km. Jest łatwą rzeką, podobnie jak Oława i Widawa. Na Dolnym Śląsku mamy także trzy piękne rzeki z charakterem, które wiosną i po lipcowych opadach zamieniają się w rwące, górskie. To Bóbr, Kwisa i Nysa Kłodzka, które wymagają umiejętności i dobrego sprzętu, np. kajaka polietylenowego lub pneumatycznego z tzw. nitrylonu. Są rzeki dość szybkie, jak np. pełna pstrągów Strzegomka i Bystrzyca, gdzie trzeba przedzierać się przez zwalone drzewa oraz dziecinnie łatwe, jak Smortawa. Niektóre znajdują się w bajecznych parkach krajobrazowych, jak Barycz, gdzie zresztą lokalne stowarzyszenia przygotowały udogodnienia dla wodniaków, m.in. schodki i rynny do spuszczania kajaków. Bóbr koło Wlenia płynie wśród tak malowniczych lasów i skał, że przed wojną Niemcy nazywali ten teren śląską Lorelei, nawiązując do legendarnej skały na Renie.

Bożena Siczek: Przebojem stanie się niebawem Kwisa, najczystsza z polskich rzek. Płynie przez byłe radzieckie poligony, gdzie kiedyś nie wpuszczano, a teraz można płynąć bez problemów. Również Nysa Łużycka była niedostępna, bo graniczna, a teraz odradza się jako szlak. Czesi i Niemcy już budują wzdłuż niej stanice; myślę, że i Polacy się przyłączą. Zwłaszcza, że biegnie przez Bory Dolnośląskie, jeden z największych kompleksów leśnych w tej części Europy.

Czego na naszych rzekach brak?

Bożena Siczek: Nie ma pól biwakowych, stanic, brakuje wypożyczalni sprzętu wodnego. Nie powstawały, bo nie było dotąd na nie zapotrzebowania - stąd błędne koło. Powolutku to się zmienia. Niektóre gminy zaczynają doceniać swój wodny potencjał. Bardo oznakowało swoją Nysę Kłodzką i chce tam robić spływy tratwami z flisakami, jak na Dunajcu.

Jacek Jasiński: Poza Nysą i Baryczą nasze rzeki właściwie nie mają oznakowania: brakuje znaków informacyjnych i ostrzegawczych, np. przy jazach, elektrowniach, nisko wiszących drutach, resztkach starych mostów. W sierpniu będę znakował Kwisę.

Pływać każdy może?

Jacek Jasiński: Pływają indywidualiści i całe grupy: rodziny, studenckie paczki, emeryci. Niektórzy prywatnie, inni korzystają z firm, które dowożą sprzęt na miejsce. Ludzie zamawiają spływ w prezencie, robią wieczory kawalerskie na wodzie, urodziny. Anglicy zażyczyli sobie adrenaliny, więc spłynęli Bobrem i dostali, co chcieli. Bywa, że żony spławiają mężów z dziećmi, zastrzegając u organizatorów, żeby za szybko nie wracali. XIV LO, w którym pracuję, co roku zaprasza licealistów z holenderskiego Haarlem na spływ po Wrocławiu, a oni rewanżują nam się wyprawą rowerową u siebie. Robimy też spływy integracyjne: nasi licealiści wiosłują wspólnie z niewidomymi rówieśnikami. Słowem to sport wyjątkowo egalitarny, jeden z tańszych i dostępny od marca aż do października.

Jak trzeba się przygotować?

Jacek Jasiński: Wystarczy zmienne ubranie, buty, w których można wejść do wody i tzw. suchy, czyli wodoszczelny worek na dokumenty, kluczyki. Dla debiutanta trzy-cztery godziny na wodzie, czyli ok. 15 kilometrów wiosłowania to optymalna dawka.

** Bożena Siczek, Jacek Jasiński - wrocławianie, organizatorzy spływów kajakowych. Bożena jest prezesem klubu kajakowego Wiadrus przy wrocławskim PTTK, Jacek nauczycielem wf. w XIV LO. Wspólnie prowadzą Centrum Turystyki Kajakowej "Rokana"

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

  • Szlaki Dolnego Śląska: Kajakiem swobodnie i bez... pssz 20.07.10, 19:21

    Wow. Osobiście byłem na kilkunastu spływach kajakowych, ale Dolnośląskich szlaków nie znam. Wydaje mi się, że te szlaki mają jedną zasadniczą wadę- brak jezior. Mimo wszystko kiedyś chętnie »

  • Szlaki Dolnego Śląska: Kajakiem swobodnie i bez... mareknaw 20.07.10, 23:18

    Nie wiem czemu tak łatwo jest dostrzec tylko złe strony, mulistą wodę i śmieci. Fakt, że się czasem zdarzają, ale przepraszam - na bardziej zadbanych rzekach w Czechach też się »