Wademekum globtrotera: Zrezygnuj z wyjazdów all inclusive

not. Aneta Augustyn
18.07.2010 , aktualizacja: 18.07.2010 21:15
A A A Drukuj
- Warto rozmawiać z miejscowymi, jeść tam, gdzie oni, być otwartym na nowe wyzwania i znajomości - uważa Łukasz Kędzierski, bohater naszego wakacyjnego cyklu Wademecum globtrotera, który zwiedza świat, starając się unikać zgiełku, hałasu i kilkugwiazdkowych hotelowych rezerwatów dla turystów, którzy wszystko mają opłacone i zagwarantowane z góry.
Łukasz Kędzierski z małymi Birmańczykami spotkanymi podczas podróży
Archiwum prywatne
Łukasz Kędzierski z małymi Birmańczykami spotkanymi podczas podróży
SERWISY
28-letni informatyk to kolejny z podróżników, których przedstawiamy co poniedziałek w wakacyjnym cyklu. Tych, którzy omijają biura podróży, przewodników i zorganizowane wycieczki. - Lubię być niezależny, wolny od wszelkich ustaleń i zegarka. Bywa, że o kolejnej podróży decyduje impuls, to, że ktoś fascynująco opowiedział mi o jakimś miejscu - mówi wrocławianin. Jest grotołazem, uprawia kanioning i wspinaczkę w różnych krajach. W podróż poślubną zabrał żonę do Tajlandii, wspólnie byli m.in. w Myanmar, czyli Birmie, na Ukrainie, w Maroku. Podróże zawsze relacjonuje na www.lkedzierski.com.

Najbardziej szaloną podróż odbyłem do... nie ma najbardziej szalonej, bo każda wnosi coś nieoczekiwanego. Często wspominam kalifornijski Park Narodowy Yosemite w górach Sierra Nevada, kultowe miejsce wspinaczy z całego świata. Spałem na Camp 4, czyli w ich znanym obozowisku, trochę się wspinałem. Niezwykłe są pływające markety w tajskim Damnoen Saudak - wystarczy przyjechać dzień wcześniej, aby z rana popływać kanałami tylko wśród mieszkańców, przed przyjazdem wycieczek z Bangkoku. W birmańskiej Bago warto stać przed wschodem słońca, aby dołączyć do rzędu mnichów wychodzących na obchód miasta w celu otrzymania jałmużny.

Najbardziej mrożącą krew w żyłach przygodę przeżyłem w... Dolomitach, gdzie od kilku lat regularnie wybieramy się ze znajomymi na wyjazdy kanioningowe. Podczas jednego z nich w przepięknie położonym kanionie Zemola nurt wepchnął mnie pod skały i wciągnął w wirówkę, z którą nie mogłem sobie poradzić. Próbowałem wydostać się na powierzchnię, lecz prąd wciąż pchał mnie pod kilkumetrowy wodospad. Końcami palców udało mi się złapać występu skalnego, chłopcy rzucili linę, która mnie uratowała. Chyba pierwszy raz w życiu wydarzyło się coś, na co nie miałem kompletnie wpływu.

Co kraj, to obyczaj... czego doświadczyłem podczas ostatniego wyjazdu do Myanmar, gdzie pojechaliśmy zobaczyć krainę tysiąca pagód, czyli historyczny Bagan. Po całym dniu pedałowania po polnych drogach pomiędzy świątyniami w dużym upale zatrzymaliśmy się w malutkiej rodzinnej knajpce. Ona gotowała, a on ciekawy przybyszów zabawiał nas rozmową. Mimo że jego angielski sprowadzał się do kilku słów, doskonale się rozumieliśmy. Oprócz zamówionych dań dostaliśmy dodatkowe sałatki, owoce, ciastka i star-cole (birmański odpowiednik coca-coli). Te banany smażone w cieście kokosowym... Nagle on wsiadł na skuter, zniknął na chwilę i wrócił z pakunkiem na bagażniku: z uśmiechem wręczył nam tacę z laki, "żebyśmy miło wspominali czas spędzony z jego rodziną". Ona zaś poszła do sypialni i przyniosła dla mojej żony jedną ze swoich bransoletek. Serdeczność i otwartość mieszkających tam ludzi nie zna granic.

TOP 5 niezbędnych rzeczy w podróży... to aparat, plecak, statyw, paszport, trochę pieniędzy. Przede wszystkim pozytywne nastawienie.

Miejsce przeklęte, czyli nigdy tam nie wrócę... dla mnie nie istnieje. Z chęcią wróciłbym dokładnie do tych samych miast, wiosek, ludzi, które udało mi się zobaczyć, aby móc porównać, co się zmieniło. Zdecydowanie unikam zgiełku, hałasu i kilkugwiazdkowych hoteli, gdzie mieszkają all inclusive turyści.

Pieszo, rowerem czy na wielbłądzie? Ulubiony sposób podróżowania... to ten, którym przemieszczają się miejscowi. Nieważne, czy to megawyładowana marszrutka na Ukrainie, czy songthaew w Tajlandii (lokalne busy), czy miejski autobus bez klimatyzacji albo riksza. Najważniejsze jest to, że daje możliwość przebywania z miejscowymi, porozmawiania z nimi. W egzotycznych miejscach trzeba spróbować egzotycznych środków lokomocji: przejażdżki słoniem w tajskiej dżungli czy wielbłądem po Saharze.

Rady dla debiutanta... nie bój się, tylko spakuj minimum rzeczy i w drogę. Reszta ułoży się sama. Warto rozmawiać i słuchać miejscowych, jeść, tam gdzie oni, być otwartym na nowe wyzwania i znajomości. Zasada jest prosta: jak będziesz szanował ich zwyczaje, to oni będą dobrze traktować ciebie. Dobre uczynki po prostu do nas wracają



Wademekum globtrotera

Podróżujesz z pomysłem i pasją? Bywasz w miejscach, do których nie można wykupić wycieczki w biurze podróży? Przeżyłeś coś, o czym warto opowiedzieć innym? Napisz do nas: aneta.augustyn@wroclaw.agora.pl.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów