70-latek z Lipawy przepedałował pół Europy
16.07.2010
, aktualizacja: 19.07.2010 13:57
Leontijsa Romanovskisa z Łotwy, który objeżdża Europę na rowerze, w piątek spotkaliśmy w centrum Wrocławia
- Jestem bogaty człowiek, bo mam swój własny hotel ze sobą - śmieje się Leontijs Romanovskis z Łotwy, który objeżdża Europę na rowerze. W sobotę kończy 70 lat
ZOBACZ TAKŻE
- Szlaki Dolnego Śląska: Kajakiem swobodnie i bez tłoku (20-07-10, 18:23)
- Dookoła Azji: pojechali biedni, wrócili bogaci (21-08-09, 15:00)
- Wademekum globtrotera: pakuj się i ruszaj w świat (11-07-10, 15:18)
Spotkałam go w piątek rano na Świdnickiej: odpoczywał w cieniu, wdał się w polsko-rosyjską pogawędkę z obcym wrocławianinem, również starszym panem, z którym wymienił się adresami. Dziękował przechodniom, którzy wrzucali drobne do umieszczonej na kierownicy skarbonki "na dalszą podróż".
- Sami dobrzy ludzie w Polsce - uważa. - Zapraszają mnie do siebie, goszczą, nakarmią, pozwolą się wykąpać.
Z rodzinnej Lipawy (portowe, trzecie co do wielkości miasto na Łotwie położone nad Bałtykiem) wyruszył 1 kwietnia. - To nie był żart primaaprilisowy, tylko kolejna ekspedycja - zastrzega Leontijs. Ma 70 lat, imał się różnych fachów, był m.in. mechanikiem samochodowym, kilka lat spędził we Władywostoku jako zawodowy żołnierz. Przed laty zaczął podróżować rowerem po kontynencie: republiki nadbałtyckie, Szwecja, Niemcy, Luksemburg, Szwajcaria, Włochy łącznie z Sycylią, Watykan.
Jego wzmocniony rower z przyległościami wygląda jak doskonały przykład starożytnej sentencji "omnia mea mecum porto" - wszystko, co posiadam, noszę z sobą. Po obu stronach przedniego koła metalowe uchwyty na duże butelki z wodą. Na kierownicy - licznik, mapy i mała kolorowa papuga na wszelki wypadek. Pod siodełkiem zwinięty namiot, w przyczepce równo ułożone: śpiwór, ubrania oraz szary wzorzysty krawat. - Przecież zawsze może mi się zdarzyć wizyta u jakiegoś prezydenta - objaśnia. Na przyczepie łotewska flaga, zapasowe koła i solidny bambus trojakiego przeznaczenia. - Przydaje się, gdy przedzieram się przez Alpy czy Apeniny: schodzę wtedy z roweru i idę, podpierając się kijem. Poza tym służy mi jako ochrona przed chuliganami i do sprawdzania, czy nie ma żmij w miejscach, gdzie rozpinam namiot.
- Nie mam pieniędzy, jadę dzięki ludzkiej serdeczności - dodaje. - Za to, co mi wrzucą do skarbonki, kupuję w wiejskich sklepach trochę pomidorów, jabłek, kiełbasy i w drogę.
Podróżuje niespiesznie, zatrzymując się niemal w każdym muzeum po drodze, na Litwie, Mazurach, polskim Wybrzeżu, Wielkopolsce, Dolnym Śląsku... W Gdańsku założył krawat i poprosił Biuro Lecha Wałęsy o kontakt z noblistą. - My pogoworili niemnożko - wspomina spotkanie na Długim Targu, otwierając pękaty album. Autograf i wizytówka Wałęsy to jedne z setek wklejonych pamiątek z całej Europy: znaczki pocztowe, naszywka od pani Krysi, strażniczki miejskiej ze Stargardu Szczecińskiego, która zerwała ją ze swojego munduru, życzenia i adresy ludzi, których poznał w drodze, pieczątki urzędów, karty pocztowe, wycinki z włoskich gazet, które o nim pisały. Z przepastnej torby natychmiast wyciąga tubkę kleju i dokleja moją wizytówkę.
W sobotę, w dniu 70. urodzin, wyrusza z Wrocławia w stronę Pragi, potem Kraków, Lublin, Warszawa, Litwa... Średnio po sto kilometrów dziennie. Powrót do Lipawy zaplanował na październik. - Kiedyś bardzo poważnie chorowałem na cukrzycę, zwykły spacer był dla mnie problemem. Dieta, którą sobie narzuciłem, oraz tysiące kilometrów na rowerze sprawiły, że dziś jestem zupełnie zdrów. Nie ma lepszego lekarstwa niż ruch - mówi 70-latek.
- Sami dobrzy ludzie w Polsce - uważa. - Zapraszają mnie do siebie, goszczą, nakarmią, pozwolą się wykąpać.
Z rodzinnej Lipawy (portowe, trzecie co do wielkości miasto na Łotwie położone nad Bałtykiem) wyruszył 1 kwietnia. - To nie był żart primaaprilisowy, tylko kolejna ekspedycja - zastrzega Leontijs. Ma 70 lat, imał się różnych fachów, był m.in. mechanikiem samochodowym, kilka lat spędził we Władywostoku jako zawodowy żołnierz. Przed laty zaczął podróżować rowerem po kontynencie: republiki nadbałtyckie, Szwecja, Niemcy, Luksemburg, Szwajcaria, Włochy łącznie z Sycylią, Watykan.
Jego wzmocniony rower z przyległościami wygląda jak doskonały przykład starożytnej sentencji "omnia mea mecum porto" - wszystko, co posiadam, noszę z sobą. Po obu stronach przedniego koła metalowe uchwyty na duże butelki z wodą. Na kierownicy - licznik, mapy i mała kolorowa papuga na wszelki wypadek. Pod siodełkiem zwinięty namiot, w przyczepce równo ułożone: śpiwór, ubrania oraz szary wzorzysty krawat. - Przecież zawsze może mi się zdarzyć wizyta u jakiegoś prezydenta - objaśnia. Na przyczepie łotewska flaga, zapasowe koła i solidny bambus trojakiego przeznaczenia. - Przydaje się, gdy przedzieram się przez Alpy czy Apeniny: schodzę wtedy z roweru i idę, podpierając się kijem. Poza tym służy mi jako ochrona przed chuliganami i do sprawdzania, czy nie ma żmij w miejscach, gdzie rozpinam namiot.
- Nie mam pieniędzy, jadę dzięki ludzkiej serdeczności - dodaje. - Za to, co mi wrzucą do skarbonki, kupuję w wiejskich sklepach trochę pomidorów, jabłek, kiełbasy i w drogę.
Podróżuje niespiesznie, zatrzymując się niemal w każdym muzeum po drodze, na Litwie, Mazurach, polskim Wybrzeżu, Wielkopolsce, Dolnym Śląsku... W Gdańsku założył krawat i poprosił Biuro Lecha Wałęsy o kontakt z noblistą. - My pogoworili niemnożko - wspomina spotkanie na Długim Targu, otwierając pękaty album. Autograf i wizytówka Wałęsy to jedne z setek wklejonych pamiątek z całej Europy: znaczki pocztowe, naszywka od pani Krysi, strażniczki miejskiej ze Stargardu Szczecińskiego, która zerwała ją ze swojego munduru, życzenia i adresy ludzi, których poznał w drodze, pieczątki urzędów, karty pocztowe, wycinki z włoskich gazet, które o nim pisały. Z przepastnej torby natychmiast wyciąga tubkę kleju i dokleja moją wizytówkę.
W sobotę, w dniu 70. urodzin, wyrusza z Wrocławia w stronę Pragi, potem Kraków, Lublin, Warszawa, Litwa... Średnio po sto kilometrów dziennie. Powrót do Lipawy zaplanował na październik. - Kiedyś bardzo poważnie chorowałem na cukrzycę, zwykły spacer był dla mnie problemem. Dieta, którą sobie narzuciłem, oraz tysiące kilometrów na rowerze sprawiły, że dziś jestem zupełnie zdrów. Nie ma lepszego lekarstwa niż ruch - mówi 70-latek.
- 23 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
28 głosów
-
70-latek z Lipawy przepedałował pół Europy
lkulka
17.07.10, 00:22
super! podziwiam i gratuluję:)»
-
Ma dużo szczęścia
pssz
17.07.10, 08:52
Że go jeszcze u nas nie obrobili, ale po tym artykule to chyba kwestia czasu.»
-
70-latek z Lipawy przepedałował pół Europy
dariuszzzz
28.07.10, 13:37
Zamieniłem z tym panem kilka słów w języku ogólnosłowiańskim, gdy stał przeduniwersytetem w Warszawie. Bardzo miły człowiek.Dariuszzzz»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Mecz w sobotę, ale szału nie ma. Co z ...
- Każdy wypadek tira będzie na długo ...
- 600 telefonów dziennie pod jeden numer we ...
- Kiedy wrocławski stadion zabłyśnie jak ...
- Jak te koty patrzą... i nie tylko [WASZE ...
- Wrocław: dzisiaj będą przerwy w dostawie prądu
- Schemat zabił chłopca. Nieudana premiera ...





