Krzeszów - perła śląskiego baroku

Beata Maciejewska
14.10.2010 , aktualizacja: 14.10.2010 16:37
A A A Drukuj
Wspaniałe organy kościoła klasztornego to dzieło wielkiego mistrza Michaela Englera Młodszego Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta Wspaniałe organy kościoła klasztornego to dzieło wielkiego mistrza Michaela Englera Młodszego
Opactwo cysterskie w Krzeszowie jest wpisane na listę Pomników Historii RP. Kto raz je zobaczył, z pewnością tu wróci. Przypomina sezam wypełniony barokowymi skarbami.
Cudowny wizerunek Madonny Krzeszowskiej można zaliczyć do typu zwanego w Kościele Wschodnim
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Cudowny wizerunek Madonny Krzeszowskiej można zaliczyć do typu zwanego w Kościele Wschodnim "Hodigitria", czyli "Ta, która prowadzi". Przypuszcza się, że został namalowany w połowie XIII wieku, byłby więc najstarszym malowanym wizerunkiem maryjnym nie tylko w Polsce, ale w Europie środkowej. W Krzeszowie był już na pewno w 1318 roku
Monumentalny kościół klasztorny w Krzeszowie został ze względu na swój ogromny przepych obdarowany przydomkiem
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Monumentalny kościół klasztorny w Krzeszowie został ze względu na swój ogromny przepych obdarowany przydomkiem "Domus Aureus" (złoty dom). W 1943 roku na jego strychu, a także na strychu kościoła św. Józefa, ukryto skrzynie ze zbiorami Pruskiej Biblioteki Państwowej, tzw. Berlinki, z rękopisami utworów Bacha, Mozarta, Brahmsa i Haydna
Metrykę ma średniowieczną - pierwotnie było tu opactwo benedyktynów. To księżna Anna, synowa św. Jadwigi Śląskiej, podarowała w 1242 roku czeskim benedyktynom ziemię w centrum obecnej wsi Krzeszówek, tam gdzie dziś wznosi się gotycki kościołek. Prawie pół wieku później, z nieznanych nam przyczyn, benedyktyni odsprzedali ów teren wnukowi Anny, księciu jaworsko-świdnickiemu Bolkowi I Surowemu, a ten z pobliskiego klasztoru w Henrykowie sprowadził dwunastu cystersów z opatem Teodorykiem na czele i osadził ich 2 km od Krzeszówka, w miejscowości zwanej Grissowe czyli dzisiejszym Krzeszowie.

Jak diabeł z mnichami wojował
Legenda mówi, że benedyktynów wypędził z Krzeszówka diabeł. Tak im uprzykrzał życie, płatał złośliwe figle, dręczył pokusami, że w końcu zdecydowali się wrócić do swojego macierzystego klasztoru w Opatowcu. Niedługo cieszył się Kusy swoim zwycięstwem, bo benedyktynów zastąpili cystersi, którzy nie tylko na jego złośliwości uwagi nie zwracali, ale na dodatek zaczęli budować w Krzeszowie wielki klasztor. Im wyżej mury rosły, tym diabeł był bardziej wściekły. W noc sobótkową, gdy moc jego była największa poleciał do odległego górskiego kamieniołomu i wyrwał stamtąd potężny głaz, aby zrzucić go na klasztor. Leciał szybko, żeby zdążyć przed pierwszym pianiem koguta, ale kur go jednak wyprzedził. Rozpoczął swoją poranną pieśń, gdy diabeł znalazł się nad Gorzeszowem. Poczuł Kusy, że traci swoją moc, głaz wyślizgnął mu się z pazurów i upadł trzysta kroków od gorzeszowskiej karczmy. Nazwali go ludzie Diabelskim Głazem i pokazywali jako znak słabości szatana, który przegrał z krzeszowskimi cystersami.



Książę Bolko okazał się wobec cystersów bardzo hojny, a jego następcy nie chcieli być gorsi. Do opactwa należały 42 wsie oraz miasta Chełmsko, Lubawka i Strzegom, źródła lecznicze w pobliskich Cieplicach, a także (od 1703 roku) zamek w Bolkowie.

Pierwszy kościół zaczęto budować pod koniec XII wieku. W 1301 roku pochowano w nim (przed głównym ołtarzem, razem z synem) księcia Bolka Surowego. Ćwierć wieku później znalazł tu miejsce wiecznego spoczynku drugi syn Surowego, a świątynia krzeszowska stała się mauzoleum władców południowego Śląska. Chętnych do pochówku w tak prestiżowym miejscu było oczywiście wielu, wśród nich możny śląski ród Zedlitzów, który wzniósł przy kościele klasztornym kaplicę Świętej Trójcy.

Surowy, ale pobożny
Bolko Surowy lub Srogi (bo i tak go nazywano) uchodził za władcę wybitnego i ambitnego. Kilkakrotnie zdołał powiększyć powierzchnię swojego państwa (zaczynał jako książę jaworski, po bezpotomnej śmierci księcia lwóweckiego Bernarda Zwinnego odziedziczył jego włości, a Świdnicę wytargował za pomoc polityczną), skutecznie oparł się władcy Czech Wacławowi II, który w Surowym chciał widzieć lennika i wypowiedział mu wojnę, a od konającego brata wymusił przekazanie grodu w Sobótce. Taka była cena Surowego za zapewnienie opieki małoletnim bratankom. Gwoli sprawiedliwości, opiekował się dobrze i dbał, żeby zachować dla nich całość dziedzictwa.
Jego hojność wobec cystersów była efektem - przynajmniej według legendy - interwencji Niebios. Podobno książę polował w upalny dzień w lasach krzeszowskich. Dokuczało mu pragnienie, ale nigdzie nie było źródła. Wówczas Bolko, bliski omdlenia, zdjął swój pierścień herbowy i rzucił za siebie ślubując, że jeśli dworzanie szukając pierścienia trafią na wodę, wzniesie w tym miejscu kościół. I o dziwo, szybko znaleziono pierścień nad brzegiem źródełka, którego nikt wcześniej nie widział. Bolko ślubu dotrzymał, ufundował kościół i klasztor dla cystersów, a źródełko kazał obudować cembrowiną. Nazwali je później ludzie Książęcą Studnią i wierzyli, że zaczerpnięta zeń woda ma uzdrawiającą moc.



Cystersi spokojnego życia w Krzeszowie nie mieli. W 1426 roku, w czasie wojen husyckich, klasztor został bardzo zniszczony, a odbudowa (przerwana notabene kolejnym najazdem, tym razem wojsk Jerzego z Podiebradu) trwała do 1551 roku. Remonty były kosztowne, ale czasem dawały zaskakujące rezultaty. W grudniu 1622 roku, w czasie prac prowadzonych w zakrystii, pod posadzką został odnaleziony obraz Madonny Krzeszowskiej. Został ukryty w czasie wojen husyckich, a mnisi którzy to zrobili, stracili życie i po cudownym wizerunku ślad zaginął.

Szczyt rozwoju Krzeszowa przypadł na czas rządów opata Bernharda Rosy i jego następców. Wzniesiono wówczas dwa kościoły - klasztorny i pod wezwaniem św. Józefa - sam klasztor oraz mauzoleum Piastów świdnicko-jaworskich. Mają wystrój barokowy i jest to barok najwyższej klasy.

Oto jest opat
Bernhard Rosa, a właściwie Johann Christoph Rose był opatem w Krzeszowie w latach 1660-1696. Opactwo już podniosło się po zniszczenia wojny trzydziestoletniej, ale Rosa doprowadził je do niebywałego rozkwitu. Okazał się wielkim mecenasem sztuki, zainicjował budowę ponad 20 kościołów, kaplic i innych obiektów. W Muzeum Narodowym we Wrocławiu znajduje się portret Rosy namalowany przez Willmanna ok. 1864 roku. Przyjaźnił się z poetą-mistykiem Angelusem Silesiusem, ale miał praktyczne podejście do życia. Rozwinął we wsiach uprawę lnu oraz tkactwo, a w samym Krzeszowie ziołolecznictwo i aptekarstwo. Założył też studium teologiczne dla cystersów oraz odtworzył zbiory biblioteczne zniszczone w czasie wojny trzydziestoletniej.
Pokazał, że jest żarliwie oddany idei kontrreformacyjnej, z protestantami walczył bezwzględnie. W 1667 roku usunął z Przedwojowa (wieś oddalona o 4 km od Krzeszowa) protestanckich mieszkańców i na ich miejsce sprowadził katolików z Łużyc, Brandenburgii oraz Czech. Aluzją do nazwiska, a pośrednio także do kultu maryjnego (róża to jeden z atrybutów Maryi) było nadanie mu miana "Grüssauische volle Herbstrose". Jego portrety zobaczymy w przedsionku krzeszowskiego kościoła pw. Wniebowzięcia NMP oraz w Mauzoleum Piastów.



** Zwiedzanie opactwa zaczynamy od kościoła św. Józefa, w którym Michael Willmann namalował jedno z największych dzieł swojego życia - cykl fresków opowiadających o genealogii i dziejach Świętej Rodziny.

Świątynię (wzniesioną na miejscu wcześniejszego kościoła św. Andrzeja) konsekrowano w 1696. Dostała za patrona św. Józefa, którego kult bardzo rozwijał opat Rosa. W 1675 roku opiekun Świętej Rodziny został ogłoszony patronem ziem Habsburgów, a rok potem całego cesarstwa, więc jego kult miał charakter państwowy.

Kościół nie ma wież, bo zawaliły się jeszcze w trakcie budowy (miały już po 40 m wysokości). Za katastrofę był odpowiedzialny budowniczy Marcin Urban z Lubawki, któremu pomagał majster Józef Lepszy. Opat nie okazał miłosierdzia i wyrzucił ich z pracy. Inwestycję kończył Michał Klein z Nysy. Cała architektura kościoła została podporządkowana sztuce malarskiej. W kaplicach zrezygnowano nawet z okien, aby polichromie efektowniej wyglądały.

Autorem fresków zdobiących kościół jest Michael Willmann, współpracujący ze swym synem i pasierbem. Pomagali im również cysters Jakub Arlet oraz Marcin i Zygmunt Leistritzowie, malarze klasztorni. Całość obejmuje pięćdziesiąt kompozycji połączonych wspólną tematyką. Sklepienie zdobi cykl "Przodkowie Świętej Rodziny".

Warto zwrócić uwagę na malowidła drugiego (licząc od chóru muzycznego) przęsła. Centralny plafon przedstawia siedem osób spokrewnionych ze św. Józefem: jego brata Kleofasa z żoną Marią (zwaną drugą Marią, krewną Matki Boskiej), Symeona z Jerozolimy (biskupa- męczennika, z krzyżem w ręku), Józefa Barnabasa zwanego później św. Barnabą, rybaka Zebedeusza i jego żonę Salome (ich dwóch synów - Jakub Starszy i Jan Ewangelista zostali powołani do grona apostołów) oraz Marię, prawdopodobnie matkę św. Marka Ewangelisty. Na trzecim przęśle znalazł się kapłan Zachariasz i jego żona Elżbieta, spoglądający z dumą na swego syna Jana Chrzciciela, a czwarte przęsło zostało przydzielone Annie i Joachimowi. Klęczą, dziękując Bogu za pobłogosławieniem im w późnym wieku przyjściem na świat Maryi.

Masz kłopoty, idź do babci
Kult św. Anny był zawsze popularny na Dolnym Śląsku, w Krzeszowie rozwinął go bardzo opat Bernard Rosa. Na Wzgórzach Krzeszowskich kazał wybudować kaplicę pod wezwaniem matki Maryi i babci Zbawiciela. Świętą Annę prosiły o pomoc dziewczyny marzące o szczęśliwym małżeństwie, kobiety pragnące potomstwa i te które były już w ciąży. Żadna matka nie miała przecież takiej pociechy z dziecka i żadna babcia z wnuka jak św. Anna.
Przedstawiano ją z Maryją i Dzieciątkiem - tzw. Anna Samotrzeć - lub w otoczeniu męża i krewnych. W niemieckiej tradycji kult św. Anny inspirował religijne życie codzienne. Przedwojenny historyk dziejów Śląska napisał, że niemiecka sztuka sakralna stworzyła w ten sposób po raz pierwszy przyjemny typ prawdziwej niemieckiej babci.
Do znanych miejsc pielgrzymkowym należała na Dolnym Śląsku kaplica św. Anny w Szalejewie Dolnym. Wielu pątników i turystów odwiedza także kaplicę św. Anny na górze Grabowiec (niedaleko Karpacza). Obok niej tryska cudowne źródło (kiedyś wypływało spod ołtarza), które posiada charakter radoczynny. Związane jest z nim wierzenie, że "kto nabierze wody w usta i okrąży po siedmiokroć kaplicę, ten szczęśliwy w małżeństwie będzie".



Świętą Rodzinę znajdziemy na plafonie piątego przęsła, a na sklepieniu absydy prezbiterium Willmann namalował "Chwałę niebiańską": Święta Trójca w promiennym świetle, siedmiu archaniołów tańczących w kole oraz duchy opiekuńcze czterech stron świata.Po lewej stronie kościoła zobaczymy freski i obrazy układające się w cykl "Siedem radości św. Józefa" (a Józef doświadcza jej wtedy, gdy oświadcza się Maryi, anioł powiadamia go o opiekuństwie, rodzi się Jezus, pasterze znoszą Dzieciątku dary, w czasie ofiarowania Jezusa w świątyni spotyka się z Symeonem, odnajduje zagubionego Jezusa w świątyni i wreszcie dostępuje wniebowzięcia).

Prawa strona świątyni została udekorowana scenami przedstawiającymi "Siedem smutków św. Józefa" (smuci się on, gdy powątpiewa w boskie macierzyństwo Maryi, nie może znaleźć noclegu w Betlejem, niesie Dzieciątko do obrzezania, ucieka do Egiptu, myśli o niewinnych dzieciach zamordowanych przez siepaczy Heroda, poszukuje Jezusa zagubionego w czasie powrotu z Jerozolimy, a także kiedy przychodzi do niego śmierć).

Identyfikacja poszczególnych scen nie nastręcza żadnych problemów. Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na malowidło znajdujące się po prawej kościoła, w najwyższej kapliczce bocznej. To scena poszukiwania noclegu w Betlejem, najbardziej znany fresk z tej świątyni. Betlejem wygląda jak śląskie miasteczko z końca XVII wieku, zapewne Kamienna Góra lub Chełmsko Śląskie. W szczytowej ścianie domu, w głębi uliczki widać zatkniętą na poziomej żerdzi obręcz od beczki. To znak, że w tym miejscu jest warzone i sprzedawane piwo. Ciekawe są też drzwi, za którymi stoi właściciel przepełnionej gospody. To właściwie ich dolna połówka. Wygodny wynalazek pozwalający wietrzyć wnętrze i jednocześnie zagradzający żywinie wstęp do domu. Jeszcze w latach 90. można było spotkać takie drzwi w starych domach koło Krzeszowa.

Ale najciekawszy jest właściciel gospody, który odmówił przyjęcia pod dach brzemiennej kobiety. To Michael Willmann.

Sztuka na chwałę Kościoła
Michael Willmann to ekstraklasa europejskiego baroku. Pochodził z Królewca, był synem malarza Christiana Willmanna. Jego mistrzami byli Rubens i Rembrandt. Od Rubensa uczył się ekspresji i operowania kolorem, z dzieł Rembrandta zaczerpnął mistrzowskie operowanie światłem i cieniem. Wychowany w protestanckiej rodzinie, artystą kontrreformacji stał się za sprawą śląskich cystersów. Reformacja usuwała z kościołów ozdoby, rzeźby i obrazy - zwłaszcza te poświęcone kultowi świętych. Kontrreformacja pokazywała triumfalny blask Kościoła. Do pracy nad ozdabianiem świątyń, refektarzy klasztornych, pałaców duchowieństwa cystersi zatrudniali najlepszych artystów, a Willmann do nich należał. Przez blisko pół wieku, wykonywał malowidła na płótnie oraz freski dla opactwa w Lubiążu i klasztorów w Krzeszowie, Henrykowie, Rudach, Trzebnicy, Kamieńcu, kościołów we Wrocławiu i Czechach. W samym Wrocławiu doliczono się około 60 jego dzieł, nad którymi pracował - jak to było w zwyczaju - wraz z pomocnikami.



Warto także zwrócić uwagę na organy z 1698 roku. Sam instrument (niewielki, 500 piszczałek i 10 głosów) jest prawdopodobnie dziełem wrocławskiego organmistrza Krumpkego lub Jakuba Ulricha z Hartau na Łużycach. Ładny prospekt ozdabiają aniołowie z lutnią i gitarą. Ołtarz główny w tym oszałamiającym malowidłami kościele jest stosunkowo skromny (dzieło Georga Schroettera z 1678 roku, z figurkami Jezusa, Maryi i Józefa), za to ambonę - po renowacji - trzeba obejrzeć dokładnie. Jedna z najlepszych na Śląsku. Przy wejściu na schody stoją personifikacje Miłości i Wiary, w dolnej części kosza znajdują się herby: ten mały to herb opactwa, a duży - Bractwa św. Józefa. Na baldachimie widać postać Boga-Ojca adorowanego przez anioły.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy