Henryków - klasztor Księgi Henrykowskiej
Sala Dębowa ze wspaniałą boazerią i współczesnymi malowidłami przedstawiającymi życie mieszkańców Henrykowa w średniowieczu
- Szlak cysterski - te miejsca naprawdę warto zobaczyć (17-12-11, 15:00)
- Szlak cysterski na Dolnym Śląsku - warto go poznać (27-08-11, 09:00)
Nie zapominano również o pokarmie dla ducha. Zakładano w klasztorach bogate skryptoria i biblioteki, organizowano szkoły. W henrykowskim studium dla dzieci szlacheckich, które opat Jan otworzył w latach 20. XIV wieku, uczył się np. książę ziębicki Bolko II oraz jego syn Mikołaj.
Módl się i pracuj
Program cysterski zakładał przestrzeganie czystej reguły benedyktyńskiej. Życie w klasztorze miało być twarde i surowe, a rytm dnia podporządkowany benedyktyńskiemu hasłu: "ora et labora" - "módl się i pracuj". Zakonnicy ubierali się w skromne białe habity (taki kolor miała niebarwiona wełna). Mogli nosić buty tylko ze skóry bydlęcej.
Wszyscy mnisi kilka godzin dziennie poświęcali na pracę fizyczną, a pozostały czas na modlitwę. Mieli też czas wyznaczony na rekreację. W konwencie henrykowskim rozrywką było słuchanie barwnych opowiadań niejakiego Kwiecika zwanego Kiką, inwalidy wojennego, który brał udział w bitwie z Tatarami pod Legnicą. Teoretycznie zakonnicy powinni być samowystarczalni, ojcowie założyciele cystersów nie chcieli, by mnisi korzystali z pracy cudzych rąk. Prędko jednak okazało się, że trudno utrzymać i wyżywić konwent, a jednocześnie nie zaniedbywać modlitw - cystersi w ciągu tygodnia odmawiali 150 psalmów (teraz są one rozłożone na cztery tygodnie). Dlatego też pojawili się w klasztorach bracia konwersi: nie składali ślubów, mogli więcej czasu poświęcać pracy, lecz podlegali dyscyplinie zakonnej. W zamian dostawali lepsze pożywienie. Z czasem zostali jednak zepchnięci do roli służby klasztornej.
Historia opactwa w Henrykowie zaczyna się od pewnego obiadu. Jego gospodarzem był Mikołaj, naczelny notariusz kancelarii księcia Henryka Brodatego, który przybył na Śląsk z ziemi krakowskiej. Choć pochodził "z rodziców niezbyt szlachetnych", dziwnym zrządzeniem opatrzności bardzo się wzbogacił i postanowił przeznaczyć owe dostatki na ufundowanie jakiegoś świątobliwego zgromadzenia.
Padło na cystersów, którzy Mikołajowi wydawali się "zwierciadłem i kwiatem wszystkich zakonników". Powstał jednak problem, jak zdobyć przychylność dla tego projektu liczącego na spadek po Mikołaju księcia. Wydał więc notariusz we wsi Henryków uroczystą ucztę na cześć władcy, a gdy dobre jadło i wino nastroiło Henryka Brodatego życzliwie do świata, wyjawiono mu zamysł fundacji. Zgodził się, o dziwo, ale postawił warunek, że oficjalnym fundatorem zostanie jego syn i następca, Henryk zwany Pobożnym. "Mój ojciec Bolesław założył klasztor lubuski (czyli Lubiąż), ja ufundowałem klasztor w Trzebnicy, mój syn niech pozostawi po sobie klasztor henrykowski" - według opata Piotra miał oświadczyć książę Henryk Brodaty.
Założenie opactwa kontemplacyjnego było bardzo skomplikowanym przedsięwzięciem. Fundator musiał nie tylko sfinansować budowę kościoła i klasztoru oraz je wyposażyć (w kosztowne naczynia i szaty liturgiczne oraz księgi), lecz także dbać o jego późniejsze utrzymanie. Jednak władcy, którzy uznawani byli za pomazańców bożych, czuli się zobowiązani zapewnić swoim poddanym ochronę przed siłami zła oraz wskazać im drogę do wiecznego zbawienia.
Henryków dla Henryka
Henryków to wieś w gminie Ziębice w powiecie ząbkowickim, ok. 60 km na południe od Wrocławia, nazwana od imienia księcia Henryka I Brodatego. To najwybitniejszy Henryk wśród Piastów śląskich, choć pechowiec polityczny jak wszyscy jego imiennicy. Korony królewskiej nie zdobył i umarł obłożony ekskomuniką (będąc mężem św. Jadwigi). Z kolei jego syn Henryk II Pobożny stracił głowę w przegranej bitwie pod Legnicą, wnuk Henryk III Biały prawdopodobnie został otruty, prawnuk Henryk IV Probus też, a Henryk V Gruby padł ofiarą rodzinnych porachunków. Stryjeczny brat zamknął go na pół roku w klatce. Henryk nie mógł w niej siedzieć, stać ani się położyć, barki i biodra toczyło mu robactwo, a z ciała sączyła się ropa. Choć wolność w końcu odzyskał, zdrowie stracił bezpowrotnie. Ostatni Henryk VI Dobry oddał swoje księstwo królowi Czech.
W maju 1227 roku, pięć lat po owej uczcie, przybyło do Henrykowa z lubiąskiego opactwa dziewięciu mnichów z opatem Henrykiem na czele. I tak nieprzerwanie trwali cystersi w Henrykowie aż do roku 1810, czyli do sekularyzacji zakonu, aby następnie wrócić tu w 1946 roku.
Do cystersów z Henrykowa należała niegdyś wieś Brukalice. Podobno żył tu pewien Czech, niejaki Bogwał, który dostał od księcia Bolesława Starego ziemi "na cztery woły", a potem ożenił się z "grubą i bardzo głupią wieśniaczką". Sąsiedzi nadali mu przezwisko Brukał, bo pomagał żonie obracać żarna. Opowieść o zwolenniku małżeństwa partnerskiego zanotowana została pod rokiem 1270 w Księdze Henrykowskiej (Liber fundationis claustri Sancte Marie Virginis in Heinrichow - kronice prowadzonej od połowy XIII wieku do końca XIV wieku, dokumentującej prawa cysterskie do posiadanych dóbr). Opat Piotr, niemiecki mnich, napisał ją po łacinie, ale propozycję Bogwała przytoczył w oryginalnym brzmieniu: "Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai" (Daj, ja będę mełł, a ty odpocznij). To pierwsze zdanie zapisane w mowie potomków Lecha. Mielenie na żarnach uważano w średniowieczu za zajęcie niegodne mężczyzny, więc Bogwał musiał wywołać sensację, a nawet zgorszenie.
Księgi Henrykowskiej w Henrykowie już nie ma (trafiła w 1810 roku do Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu), można jednak obejrzeć jej kopię lub zajrzeć do Brukalic, gdzie znajduje się tablica pamiątkowa z utrwalonym w kamieniu fragmentem najsłynniejszej małżeńskiej rozmowy. Poza tym w kościele henrykowskim, w jednym z barokowych ołtarzy bocznych, pierwotnie dedykowanym św. Bernardowi (obraz z jego wizerunkiem został skradziony po wojnie), umieszczono XVIII-wieczną figurę Maryi, nazywanej Matką Języka Polskiego.
Nie tylko dla cystersów
Kościół oraz część klasztoru, który stanowi obecnie plebanię, objęli w 1946 roku cystersi z opactwa w Szczyrzycu, pozostałą część klasztoru zajęło państwo. Od 1990 roku dawne opactwo cysterskie przeszło na własność archidiecezji wrocławskiej. W Henrykowie znalazł swoją siedzibę Annus Propedeuticus, czyli pierwszy rok studiów i formacji duchowej alumnów wrocławskiego seminarium. W oficynach urządzono Dom Opieki im. św. Jadwigi, a w byłym cysterskim nowicjacie powstało Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. bł. Edmunda Bojanowskiego.
Szarzy mnisi (jak nazywano ich od koloru habitów) nie mieli w Henrykowie łatwego życia. Opactwo było wielokrotnie dewastowane i rujnowane - najazd Mongołów, wojny husyckie, wojna trzydziestoletnia, wojny prusko-austriackie, kasata zakonu i sowieckie rabunki przygasiły blask tej perły, ale i tak jest co oglądać.
Na dziedzińcu klasztornym stoi od 1698 roku pomnik Trójcy Świętej, zbudowany na wzór podobnej kolumny wzniesionej w Wiedniu. Po jego północnej stronie znajduje się studnia z rzeźbą św. Józefa, a po południowej pomnik św. Jana Nepomucena z 1789 roku (zastąpił zniszczoną w czasie burzy figurę Matki Bożej). Św. Jan Nepomucen jest patronem tonących, chroni przed powodzią, opiekuje się spowiednikami oraz pomaga ludziom, którzy padli ofiarą pomówień. Trudno wyobrazić sobie śląskie miasta i wsie bez jego pomników. To najpopularniejszy święty naszego regionu, kanonik praski, który zginął z rąk czeskiego monarchy Wacława IV. Legenda mówi, że był spowiednikiem jego żony Zofii i nie chciał zdradzić Wacławowi, w jaki sposób grzeszy jego połowica. Został za to zrzucony do Wełtawy z praskiego mostu Karola. Właśnie ta dyskrecja aż po grób sprawiła, że został patronem oczernianych.
Budzi zachwyt już od progu. Kościół klasztorny ma średniowieczną metrykę, był budowany w dwóch etapach: w latach 1228-1241 (prace przerwał najazd Tatarów) i od połowy XIII do początku XIV wieku. Cystersi czerpali środki na tę inwestycję z majątków ziemskich tworzących grangie (folwarki), dziesięcin, czynszów, kopalń, ceł i produkcji rzemieślniczej. Mnisi zajmowali się warzelnictwem piwa, młynarstwem, szewstwem i tkactwem.
** Wchodzimy do środka przez barokową kruchtę z 1713 roku, którą ozdobiono rzeźbami czterech świętych doktorów Kościoła: Ambrożego, Hieronima, Grzegorza i Augustyna.
Święci i mądrzy
Ambroży to biskup Mediolanu, wybitny kaznodzieja, doradca panujących, mistrz świętego (w przyszłości) Augustyna. Jako pierwszy posłużył się nazwą "missa" (msza) w odniesieniu do sprawowania eucharystii. Jest m.in. patronem pszczelarzy i woskarzy. Hieronim z kolei, zaliczany do największych uczonych Kościoła katolickiego, nigdy nie został oficjalnie ogłoszony świętym, ale to on przyczynił się w znacznym stopniu do rozwoju zachodniego monastycyzmu. Był wprawdzie człowiekiem przykrym i nadwrażliwym, jednak już w średniowieczu otaczała go wielka cześć. Ukoronowaniem twórczości Hieronima nazywa się Wulgatę, łaciński przekład Biblii przygotowany z polecenia papieża Damazego I. Proszą go o wstawiennictwo m.in. teolodzy i rektorzy uniwersytetów. Augustyna natomiast zalicza się powszechnie do największych i najczęściej cytowanych pisarzy kościelnych wszech czasów. Według reguły napisanej dla klasztoru żeńskiego przez Augustyna w 211. liście żyją nie tylko augustianie, lecz także dominikanie i bonifratrzy. Jest m.in. patronem drukarzy i piwowarów. Grzegorz też zadziwiał mądrością, jego "Teologię moralną" studiowano nabożnie przez całe wieki. Ideał papieża ,zaangażowany w działalność charytatywną, otrzymał od potomnych przydomek "Wielki". Legenda mówi, że w pierwszym roku pontyfikatu prowadził procesję błagalną dla odwrócenia szalejącej w Rzymie zarazy. W pewnym momencie nad mauzoleum Hadriana ukazał się Michał Archanioł, wkładający swój miecz do pochwy na znak końca epidemii. Od tego dnia mauzoleum Hadriana nosi nazwę Zamku Anioła.
Kruchtę zamykają wspaniałe drzwi pochodzące z połowy XIV wieku - dwuskrzydłowe, zrobione z drewna dębowego, z żelaznymi okuciami. To jedne z najbogatszych i najwcześniejszych okuć drzwiowych na Śląsku. Wśród motywów roślinnych umieszczono kroczącego lwa, gryfa oraz głowę mężczyzny w koronie.
Wizerunkami lwów, silnych i czujnych zwierząt, już od starożytności ozdabiano bramy oraz trony panujących. Dwa lwy usytuowane przy poręczach tronu Salomona miały strzec władcę, a pozostałych 12 symbolizowało 12 pokoleń Izraela. Ale lew to także symbol pychy (jako dumny król zwierząt) i złych mocy ("Przeciwnik wasz, diabeł, jako lew ryczący krąży, szukając kogo by pożarł", 1 Pt. 5,8). Z kolei gryf został wprawdzie w średniowieczu zaliczony do symboli Chrystusa (ze względu na dwoistą naturę pół lwa, pół orła), ale bywał też symbolem skąpstwa. Ich obecność na drzwiach henrykowskich miała najprawdopodobniej związek z ochroną przed złymi duchami.
Ołtarz główny przyciąga wzrok intensywnymi kontrastami kolorystycznymi: bielą figur, złotem detali oraz ciemną barwą stolarki z czarnego dębu. To dzieło Georga Schroettera z obrazem "Narodziny Chrystusa w wizji św. Bernarda" autorstwa Michaela Willmanna oraz jego pasierba Johanna Christopha Liski. Rzeźby przy obrazie przedstawiają m.in. świętych Piotra i Pawła, Bernarda, Jana Ewangelistę oraz Jana Chrzciciela. Wysoko nad nimi, jak w lożach honorowych, rzeźbiarz Mathias Steinl umieścił szczodrych fundatorów: księcia Henryka Brodatego i księżnę Jadwigę z rodu Andechs, patronkę Śląska.
Św. Bernard, którego oglądamy na obrazie w ołtarzu głównym, należy do najbardziej czczonych świętych cysterskich. Był założycielem i opatem klasztoru w Clairvoux, utrzymywał kontakty niemal ze wszystkimi najważniejszymi osobistościami tamtych czasów. Za jego życia cystersi stali się monastyczną potęgą, do 1153 roku założono 343 klasztory. To Bernard w swoich traktatach "O stopniach pokory i pychy", "O umiłowaniu Boga", "O łasce i wolnej woli" rozwinął zasady duchowości cysterskiej. Do końca swoich dni był pokornym mnichem, odrzucał urzędy i godności (nie przyjął m.in. nominacji na biskupa Genui i Mediolanu). Znany był też ze swej miłości do Matki Bożej, którą zwykł pozdrawiać w kościele słowami: "Ave Maria!". Jak głosi legenda, pewnego dnia usłyszał odpowiedź: "Salve, Bernardzie!". Hagiografowie twierdzą, że święty mnich miał za młodych lat wizję Bożego Narodzenia. Zasnął w czasie pasterki odprawianej prawdopodobnie w kościele Chatillon i we śnie ujrzał Maryję z Dzieciątkiem, a w rozwartym nad nimi niebem pozostałe osoby Trójcy Świętej. W nawie głównej henrykowskiego kościoła wiszą ogromne obrazy przedstawiające sceny z życia św. Bernarda, namalowane ok. 1730 roku przez Jana Bonorę.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





więcej zdjęć