Żydowskie ślady
18.09.2007
, aktualizacja: 18.09.2007 15:29
Niemal naprzeciwko pałacu arystokraty-polityka znajdowała się siedziba zarządu gminy żydowskiej (nr 5-9). Nie sposób ominąć tego budynku - wzrok przyciąga malownicza wieżyczka zegarowa i wysoka, otwarta sień przejazdowa, w obramowaniu której widać synagogę Pod Białym Bocianem, dzieło Langhansa Młodszego.

Fot. Mieczysław Michalak/ AG
Synagoga Pod Białym Bocianem to dzieło Langhansa Młodszego

Fot. Mieczysław Michalak/ AG
Malownicza wieżyczka zdobi siedzibę zarządu gminy żydowskiej

'Dzieje Żydów we Wrocławiu', Wydawnictwo Dolnośląskie
Rabin Zachariasz Frankel (1801-1875), pierwszy rektor Żydowskiego Seminarium Teologicznego

Fot. Mieczysław Michalak/ AG
Przez ozdobną bramę przejazdową idziemy na dziedziniec synagogi

Fot. Mieczysław Michalak/ AG
Fotoreporter Mieczysław Michalak wypatruje pręgowanej kotki Fruzi przez witrynę sklepu-galerii Zielone Wzgórze. Niestety, sklepu pilnuje tylko gałgankowa konkurencja
ZOBACZ TAKŻE
- Wandale wymalowali swastyki na synagodze (15-06-09, 16:58)
- Monitoring przy synagodze będzie w ciągu dwóch tygodni (06-04-10, 15:15)
- Zamontujcie monitoring przy wrocławskiej synagodze! (27-01-10, 15:32)
- Za rok synagoga zabłyśnie pierwotną dekoracją (29-10-08, 05:00)
- Dzielnica Wzajemnego Szacunku stoi na rozdrożu (28-04-08, 04:00)
RAPORTY
Dwuskrzydłowy gmach zaprojektował w 1899 roku Richard Ehrlich. Zarząd gminy wprowadził się tu już w XX wieku. W przyziemiu budynku frontowego znalazły się sklepy, a na wyższych kondygnacjach - zarząd gminy, instytucje dobroczynne, archiwum i biblioteka, mieszkania rabina i kantora oraz duża sala posiedzeń. Całe skrzydło zachodnie zajęła szkoła religijna z klasami umieszczonymi od strony dziedzińca, tam też znalazła się mykwa (miejsce do rytualnych obmywań), do dziś dobrze zachowana.
Gmach spełniał swe funkcje do 10 czerwca 1943 roku, kiedy gmina została zlikwidowana, a jej zarząd wywieziony ostatnim transportem do obozu w Terezinie. Po wojnie przyjechali tu polscy Żydzi - dostali część budynku dawnego zarządu, utrzymywali synagogę i koszerną jadłodajnię. Dziś nadal mieści się tu zarząd gminy wyznaniowej żydowskiej i działa koszerna stołówka.
** Przez sień przejazdową przechodzimy na dziedziniec, gdzie wznosi się synagoga Pod Białym Bocianem.
To jedyna wrocławska synagoga, która przetrwała do naszych czasów. U jej początków legł spór pomiędzy Żydami liberalnymi a Żydami ortodoksyjnymi. Liberałowie - bogaci kupcy, znani w całej Europie uczeni, wielcy finansiści - rezygnowali z tradycyjnych ubiorów, obcinali pejsy i długie brody. Czuli się "Niemcami wyznania mojżeszowego", chcieli mieć rabinów wykształconych na niemieckich uniwersytetach, a modlić się w okazałych świątyniach, nie zaś w ciasnych "szulach". Zrywali z tradycją i obyczajami, asymilowali się ze społecznością chrześcijańską. Ortodoksi mówili w jidysz i skrupulatnie przestrzegali zasad prawa talmudycznego.
W 1819 roku władze pruskie powiadomiły gminę żydowską o obowiązku wystawienia w ciągu dwóch lat nowej świątyni, ponieważ po upływie tego czasu małe sale modlitw zostaną zamknięte. Żydzi zebrali pieniądze i rozpoczęli pertraktacje z kupcem Jakobem Philipem Silbersteinem, właścicielem parceli zwanej "Pod Białym Bocianem", na której miała stanąć synagoga. Akcja ortodoksów pod wodzą rabina Salomona Tiktina spowodowała zwrot zebranych pieniędzy ofiarodawcom.
Pozostał jednak projekt synagogi, dzieło wybitnego architekta Carla Ferdinanda Langhansa Młodszego, syna twórcy berlińskiej Bramy Brandenburskiej. Klasycystyczna fasada, przestronne, jasne wnętrze, doświetlane olbrzymią lunetą, znalazły uznanie wśród liberałów. Ortodoksom ten projekt podobał się znacznie mniej, bo synagoga miała jedno wspólne wejście dla kobiet i mężczyzn. Liberałowie jednak postawili na swoim i w 1829 roku wznieśli synagogę jako świątynię prywatną z funduszy Silbersteina. Wystrój wnętrza był dziełem malarza Raphaela Biow i jego syna.
Gdy w 1872 roku liberałowie wybudowali największą w Niemczech, po berlińskiej, tzw. Nową Synagogę przy dzisiejszej ulicy Łąkowej, świątynię przy Wallstrasse przekazali kultowej komisji ortodoksyjnej.
** Odciśnięte w pamięci
Modlili się w niej tak wybitni rabini, jak Abraham Geiger, zwolennik reform w liturgii żydowskiej, który po rozłamie gminy na dwie grupy kultowe był w latach 1840-1863 pierwszym w gminie rabinem liberalnym, ortodoksyjni Ferdinand Rosenthal czy Isaiah ben Juda Leib Berlin. Dzięki wkładowi Geigera w powstanie i rozwój judaizmu liberalnego synagoga Pod Białym Bocianem weszła na stałe do historii Żydów.
Odcisnęła również swój ślad w pamięci św. Edyty Stein. Jej pobożna matka Auguste modliła się tu w najważniejsze żydowskie święta: Nowy Roku (Rosz-Haszana) i Dzień Pojednania (Jom Kippur). Kobiety gromadziły się w synagodze za ażurowym parawanem na galeriach obiegających główną halę. Stein pisze w autobiografii: „Nas, dzieci, ze sobą nie zabierała: dopiero w południe szliśmy po nią i razem wracaliśmy do domu. Ubierano nas wtedy w najlepszą odzież i buciki: na dziedzińcu pod synagogą spotykaliśmy wiele innych dzieci, które, świątecznie wystrojone, czekały na swoich rodziców”.
Gdy przyszła "noc kryształowa", z 9 na 10 listopada 1938 roku, w całych Niemczech zaczęły płonąć synagogi. "Biały Bocian" ocalał, gdyż świątynia stała w zwartej zabudowie i podpalacze obawiali się przeniesienia ognia na sąsiednie budynki.
„Wallstrasse była zamknięta. Nie mogłem się dostać do mojego klienta Katza, mieszkającego pod numerem 9 (w domu należącym do synagogi), który był właśnie obstawiony przez policję. W sklepie Katza żaluzje były opuszczone, jak zawsze gdy sklep jest zamknięty. Lecz w pobliskim »Pokoyhof « tłum nadal jeszcze plądrował znajdujące się tam hurtownie i sklepy fabryczne aż po dach. Policja tylko »regulowała ruch «” - pisał w swoim dzienniku Walter Tausk, wrocławski Żyd.
Kilka lat później, jesienią 1941 roku, rozegrał się tu ostatni akt dramatu Żydów - deportacje do miejsc zagłady. Pierwszy transport obejmujący kilkaset osób, w tym kobiety i dzieci, opuścił Wrocław 25 listopada 1941 roku. Wszyscy zostali rozstrzelani po przybyciu do Kowna. Pozostałe transporty kierowano do Izbicy, a stamtąd do obozów zagłady w Terezinie i Oświęcimiu.
W okolicach synagogi na Wallstrasse znajdowało się jedno z miejsc zbiórek dla deportowanych. Rozgrywały się tam prawdziwe tragedie - wiele osób popełniało samobójstwa. Znakiem pamięci tej historii jest tablica wmurowana w ścianę kamienicy przylegającej do żydowskiej świątyni.
Po wojnie synagoga stała się miejscem kultu dla polskich Żydów. Utracona przez nich w 1974 roku, odzyskana ponownie w 1996 roku, jest znów centrum życia religijnego wrocławskich Żydów.
** Grom z ciemnego nieba
Jeśli prawdą jest, że bomba nigdy nie spada w to samo miejsce, ulicę Włodkowica można reklamować jako oazę gwarantowanego bezpieczeństwa. Groźniejszą katastrofę niż ta, która wydarzyła się tu w 1749 roku, trudno sobie wyobrazić.
Nieszczęście ściągnęła wieża prochowa, która stała tuż przy murze fortyfikacyjnym, na posesji numer 6. 21 czerwca o godz. 2.30 w nocy niebo rozdarły błyskawice i w wieżę uderzył piorun. Eksplodowało 557 cetnarów prochu strzelniczego, przechowywanego w ponad 200 beczkach. Wybuch uniósł w górę 18-metrową basztę, a potem rzucił nią o ziemię, rozwalając na kawałki. Zniszczenia były straszne. Zginęło około stu osób, a prawie 400 zostało rannych. Szczątki wartownika znaleziono na Wygonie Świdnickim. Zmiotło z powierzchni ziemi 43 domy, a ponad 50 miało tak poważne uszkodzenia, że trzeba je było rozebrać. W gruzach legł nowo wybudowany kościół Dworski (dziś Opatrzności Bożej przy ul. Kazimierza Wielkiego). Skutki eksplozji odczuły też kościoły św. Doroty, Bożego Ciała, św. Marii Magdaleny, a nawet elżbietańska fara.
** Zapisane w testamencie
Najsłynniejszą żydowską instytucją na Wallstrasse była szkoła rabinacka, która swoje powstanie zawdzięcza testamentowi Jonasa Fraenckla. Ten bogaty wrocławski kupiec i filantrop zapisał 300 tys. marek na żydowski szpital i seminarium teologiczne. W 1853 roku kupiono duży dom przy dzisiejszej Włodkowica 18 (budynek rozebrany po 1945 r.), przeznaczając go na wyższy, niezależny zakład naukowy kształcący rabinów i nauczycieli. Rok później pojawili się pierwsi studenci. Studia na kierunku nauczycielskim trwały trzy lata, a na rabinackim - siedem. Studenci mieli do dyspozycji bibliotekę z najlepszym księgozbiorem judaików w Europie, w tym unikatową kolekcją średniowiecznych rękopisów kupioną od Leona Vita Samuela z Triestu. W czasie wojny zostały niemal w całości zniszczone.
Grono pedagogiczne też należało do pierwszorzędnych. Wykładał tu m.in. wybitny history, Heinrich Grätz, od 1869 roku profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, autor pierwszej syntetycznej historii Żydów od czasów biblijnych do współczesności. Został pochowany, wraz z żoną, na cmentarzu żydowskim przy ul. Ślężnej, w alei zasłużonych. Jego pomnik nagrobny został odrestaurowany w 1991 roku, w setną rocznicę śmierci.
Amerykański judaista Robert Gordis w „Encyclopaedia Britannica” nazwał wrocławskie Seminarium „najbardziej znaną instytucją kształcącą rabinów w Europie”. Do 1939 roku seminarium opuściło 723 absolwentów.
W ostatnich latach ulica Włodkowica powoli staje się miejscem dobrych interesów. Pod numerem 10-12 wybudowano nowoczesny biurowiec Wallstreet House (nazwa nawiązuje m.in. do przedwojennej nazwy ulicy), pod nr. 9 czynna jest restauracja i kawiarnia, pod nr. 19 jest czekoladziarnia (robią m.in. czekoladki z serem pleśniowym i z chili) oraz Ubieralnia, czyli sklep polskich projektantów mody. Numer 23 to sklep-galeria Zielone Wzgórze, zamieszkany przez koronkowe motyle, gałgankowe panny i pręgowaną kotkę Fruzię, gniewnie parskającą na nachalnych klientów.
Kilka starych kamienic przygotowano już do remontu, ulica zmienia się z miesiąca na miesiąc. Warto tu wracać.
Nasz spacer kończymy na końcu ulicy Włodkowica, u zbiegu z placem Jana Pawła II.
Gmach spełniał swe funkcje do 10 czerwca 1943 roku, kiedy gmina została zlikwidowana, a jej zarząd wywieziony ostatnim transportem do obozu w Terezinie. Po wojnie przyjechali tu polscy Żydzi - dostali część budynku dawnego zarządu, utrzymywali synagogę i koszerną jadłodajnię. Dziś nadal mieści się tu zarząd gminy wyznaniowej żydowskiej i działa koszerna stołówka.
** Przez sień przejazdową przechodzimy na dziedziniec, gdzie wznosi się synagoga Pod Białym Bocianem.
To jedyna wrocławska synagoga, która przetrwała do naszych czasów. U jej początków legł spór pomiędzy Żydami liberalnymi a Żydami ortodoksyjnymi. Liberałowie - bogaci kupcy, znani w całej Europie uczeni, wielcy finansiści - rezygnowali z tradycyjnych ubiorów, obcinali pejsy i długie brody. Czuli się "Niemcami wyznania mojżeszowego", chcieli mieć rabinów wykształconych na niemieckich uniwersytetach, a modlić się w okazałych świątyniach, nie zaś w ciasnych "szulach". Zrywali z tradycją i obyczajami, asymilowali się ze społecznością chrześcijańską. Ortodoksi mówili w jidysz i skrupulatnie przestrzegali zasad prawa talmudycznego.
W 1819 roku władze pruskie powiadomiły gminę żydowską o obowiązku wystawienia w ciągu dwóch lat nowej świątyni, ponieważ po upływie tego czasu małe sale modlitw zostaną zamknięte. Żydzi zebrali pieniądze i rozpoczęli pertraktacje z kupcem Jakobem Philipem Silbersteinem, właścicielem parceli zwanej "Pod Białym Bocianem", na której miała stanąć synagoga. Akcja ortodoksów pod wodzą rabina Salomona Tiktina spowodowała zwrot zebranych pieniędzy ofiarodawcom.
Pozostał jednak projekt synagogi, dzieło wybitnego architekta Carla Ferdinanda Langhansa Młodszego, syna twórcy berlińskiej Bramy Brandenburskiej. Klasycystyczna fasada, przestronne, jasne wnętrze, doświetlane olbrzymią lunetą, znalazły uznanie wśród liberałów. Ortodoksom ten projekt podobał się znacznie mniej, bo synagoga miała jedno wspólne wejście dla kobiet i mężczyzn. Liberałowie jednak postawili na swoim i w 1829 roku wznieśli synagogę jako świątynię prywatną z funduszy Silbersteina. Wystrój wnętrza był dziełem malarza Raphaela Biow i jego syna.
Gdy w 1872 roku liberałowie wybudowali największą w Niemczech, po berlińskiej, tzw. Nową Synagogę przy dzisiejszej ulicy Łąkowej, świątynię przy Wallstrasse przekazali kultowej komisji ortodoksyjnej.
** Odciśnięte w pamięci
Modlili się w niej tak wybitni rabini, jak Abraham Geiger, zwolennik reform w liturgii żydowskiej, który po rozłamie gminy na dwie grupy kultowe był w latach 1840-1863 pierwszym w gminie rabinem liberalnym, ortodoksyjni Ferdinand Rosenthal czy Isaiah ben Juda Leib Berlin. Dzięki wkładowi Geigera w powstanie i rozwój judaizmu liberalnego synagoga Pod Białym Bocianem weszła na stałe do historii Żydów.
Odcisnęła również swój ślad w pamięci św. Edyty Stein. Jej pobożna matka Auguste modliła się tu w najważniejsze żydowskie święta: Nowy Roku (Rosz-Haszana) i Dzień Pojednania (Jom Kippur). Kobiety gromadziły się w synagodze za ażurowym parawanem na galeriach obiegających główną halę. Stein pisze w autobiografii: „Nas, dzieci, ze sobą nie zabierała: dopiero w południe szliśmy po nią i razem wracaliśmy do domu. Ubierano nas wtedy w najlepszą odzież i buciki: na dziedzińcu pod synagogą spotykaliśmy wiele innych dzieci, które, świątecznie wystrojone, czekały na swoich rodziców”.
Gdy przyszła "noc kryształowa", z 9 na 10 listopada 1938 roku, w całych Niemczech zaczęły płonąć synagogi. "Biały Bocian" ocalał, gdyż świątynia stała w zwartej zabudowie i podpalacze obawiali się przeniesienia ognia na sąsiednie budynki.
„Wallstrasse była zamknięta. Nie mogłem się dostać do mojego klienta Katza, mieszkającego pod numerem 9 (w domu należącym do synagogi), który był właśnie obstawiony przez policję. W sklepie Katza żaluzje były opuszczone, jak zawsze gdy sklep jest zamknięty. Lecz w pobliskim »Pokoyhof « tłum nadal jeszcze plądrował znajdujące się tam hurtownie i sklepy fabryczne aż po dach. Policja tylko »regulowała ruch «” - pisał w swoim dzienniku Walter Tausk, wrocławski Żyd.
Kilka lat później, jesienią 1941 roku, rozegrał się tu ostatni akt dramatu Żydów - deportacje do miejsc zagłady. Pierwszy transport obejmujący kilkaset osób, w tym kobiety i dzieci, opuścił Wrocław 25 listopada 1941 roku. Wszyscy zostali rozstrzelani po przybyciu do Kowna. Pozostałe transporty kierowano do Izbicy, a stamtąd do obozów zagłady w Terezinie i Oświęcimiu.
W okolicach synagogi na Wallstrasse znajdowało się jedno z miejsc zbiórek dla deportowanych. Rozgrywały się tam prawdziwe tragedie - wiele osób popełniało samobójstwa. Znakiem pamięci tej historii jest tablica wmurowana w ścianę kamienicy przylegającej do żydowskiej świątyni.
Po wojnie synagoga stała się miejscem kultu dla polskich Żydów. Utracona przez nich w 1974 roku, odzyskana ponownie w 1996 roku, jest znów centrum życia religijnego wrocławskich Żydów.
** Grom z ciemnego nieba
Jeśli prawdą jest, że bomba nigdy nie spada w to samo miejsce, ulicę Włodkowica można reklamować jako oazę gwarantowanego bezpieczeństwa. Groźniejszą katastrofę niż ta, która wydarzyła się tu w 1749 roku, trudno sobie wyobrazić.
Nieszczęście ściągnęła wieża prochowa, która stała tuż przy murze fortyfikacyjnym, na posesji numer 6. 21 czerwca o godz. 2.30 w nocy niebo rozdarły błyskawice i w wieżę uderzył piorun. Eksplodowało 557 cetnarów prochu strzelniczego, przechowywanego w ponad 200 beczkach. Wybuch uniósł w górę 18-metrową basztę, a potem rzucił nią o ziemię, rozwalając na kawałki. Zniszczenia były straszne. Zginęło około stu osób, a prawie 400 zostało rannych. Szczątki wartownika znaleziono na Wygonie Świdnickim. Zmiotło z powierzchni ziemi 43 domy, a ponad 50 miało tak poważne uszkodzenia, że trzeba je było rozebrać. W gruzach legł nowo wybudowany kościół Dworski (dziś Opatrzności Bożej przy ul. Kazimierza Wielkiego). Skutki eksplozji odczuły też kościoły św. Doroty, Bożego Ciała, św. Marii Magdaleny, a nawet elżbietańska fara.
** Zapisane w testamencie
Najsłynniejszą żydowską instytucją na Wallstrasse była szkoła rabinacka, która swoje powstanie zawdzięcza testamentowi Jonasa Fraenckla. Ten bogaty wrocławski kupiec i filantrop zapisał 300 tys. marek na żydowski szpital i seminarium teologiczne. W 1853 roku kupiono duży dom przy dzisiejszej Włodkowica 18 (budynek rozebrany po 1945 r.), przeznaczając go na wyższy, niezależny zakład naukowy kształcący rabinów i nauczycieli. Rok później pojawili się pierwsi studenci. Studia na kierunku nauczycielskim trwały trzy lata, a na rabinackim - siedem. Studenci mieli do dyspozycji bibliotekę z najlepszym księgozbiorem judaików w Europie, w tym unikatową kolekcją średniowiecznych rękopisów kupioną od Leona Vita Samuela z Triestu. W czasie wojny zostały niemal w całości zniszczone.
Grono pedagogiczne też należało do pierwszorzędnych. Wykładał tu m.in. wybitny history, Heinrich Grätz, od 1869 roku profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, autor pierwszej syntetycznej historii Żydów od czasów biblijnych do współczesności. Został pochowany, wraz z żoną, na cmentarzu żydowskim przy ul. Ślężnej, w alei zasłużonych. Jego pomnik nagrobny został odrestaurowany w 1991 roku, w setną rocznicę śmierci.
Amerykański judaista Robert Gordis w „Encyclopaedia Britannica” nazwał wrocławskie Seminarium „najbardziej znaną instytucją kształcącą rabinów w Europie”. Do 1939 roku seminarium opuściło 723 absolwentów.
W ostatnich latach ulica Włodkowica powoli staje się miejscem dobrych interesów. Pod numerem 10-12 wybudowano nowoczesny biurowiec Wallstreet House (nazwa nawiązuje m.in. do przedwojennej nazwy ulicy), pod nr. 9 czynna jest restauracja i kawiarnia, pod nr. 19 jest czekoladziarnia (robią m.in. czekoladki z serem pleśniowym i z chili) oraz Ubieralnia, czyli sklep polskich projektantów mody. Numer 23 to sklep-galeria Zielone Wzgórze, zamieszkany przez koronkowe motyle, gałgankowe panny i pręgowaną kotkę Fruzię, gniewnie parskającą na nachalnych klientów.
Kilka starych kamienic przygotowano już do remontu, ulica zmienia się z miesiąca na miesiąc. Warto tu wracać.
Nasz spacer kończymy na końcu ulicy Włodkowica, u zbiegu z placem Jana Pawła II.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień



