http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Wrocław >  Powódź 1997

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wrocław - Gazeta.pl

15.07.1997: Śmigłowce pomocy

Marcin Rybak
2007-05-30, ostatnia aktualizacja 2007-05-30 15:31

Od soboty śmigłowce z workami żywności latają nad Wrocławiem i okolicami, zrzucając je potrzebującym. W piątek były tylko trzy, a dowodziłem nimi ja - cywil redaktor. Mówiłem - po konsultacji z Wojewódzkim Zespołem Pomocy Społecznej - gdzie mają lecieć.

Reszta helikopterów ewakuowała powodzian. Najpierw zawożeni byli do wielkiego hangaru, gdzie obok bomb i wojskowego odrzutowca ustawiono łóżka, materace i koce. Potem jechali do wojskowej kantyny na ciepłą zupę i dalej do miejsc, gdzie mieli mieszkać.

W niedzielę i wczoraj nie trzeba było nikim dowodzić. Piloci sami wiedzieli, komu zrzucać, bo ludzie dawali wcześniej umówione znaki - machali białą płachtą. Było też więcej śmigłowców.

W niedzielę po południu urząd wojewódzki przysłał wreszcie kogoś, kto zluzował mnie w roli koordynatora pomocy. Teraz na lotnisku jest lepsza łączność, faks i ktoś, kto lepiej dzieli nadchodzące dary.

Dajcie wojsku plany

W niedzielę rano okazało się jednak, że piloci nie mają planów miasta, a Wrocławia nie znają, bo są z innych regionów kraju. Mają co prawda plany Wrocławia i okolic, ale tylko z jednej strony.

- Niech pan zaapeluje w mediach, żeby ludzie dowozili plany miasta - poprosił mnie w niedzielę jakiś porucznik. A jeszcze chwilę wcześnie inny kapitan powiedział mi: "Pan tu nie jest do niczego potrzebny". Dzięki wrocławskiej "piątce" plany się znalazły.

Zanim dowieziono plany, musiałem wytężyć pamięć i odtworzyć znajomość miasta na tyle, żeby wytłumaczyć pilotowi, gdzie jest szpital przy ul. Kraszewskiego. - Musi pan znaleźć więzienie, tuż koło rzeki, punkt charakterystyczny to pomarańczowy most, z drugiej strony wielkie kominy elektrociepłowni i tory kolejowe. - OK, trafię - odpowiedział.

Dary z daleka i bliska

Dary na lotnisko dostarczała najpierw Polska Akcja Humanitarna. Latały od soboty wielkimi transportowymi anami. Był chleb, mleko, woda. Od niedzielnego poranka zjeżdżały też auta z miasta - jedna z żywnością i darami, inne po żywność i wodę. Ludzie przyjeżdżali własnymi autami. Brali wodę i wieźli tam, gdzie inni pracowali na wałach. Rozwozili też w miejsca, gdzie mieszkali powodzianie.

W niedzielę po południu, kiedy żywności już prawie nie było, zaczęły się sypać prośby.

- Dajcie wodę i coś do chleba.

- Przywieźcie mleko.

- Dajcie mleko bezglutenowe.

- Macie świece?

- A koce?

- Proszę pana, nie znalazłyby się jakieś pampersy? Żona jest odcięta od świata - zapytał pilot jednego ze śmigłowców trzeciej eskadry, po którym prawie nie było widać zmęczenia kilkunastoma godzinami lotów. Znalazły się. Wziął trzy paczki.

Wszystkie dary żołnierze i kilka pań wolontariuszek pakowali w wielkie worki i ładowali do śmigłowców. Jeszcze w piątek pytali, gdzie to wieźć.

- Oława, urząd miasta, Zamkowa - woła do słuchawki pani z WZPS. - Ale jak oni znajdą Zamkową z powietrza? - pytam. Pani nie wiedziała. Wymyśliłem, żeby helikopter wylądował na jakimś stadionie. I tak się stało.

Ekipa żołnierzy błyskawicznie załadowała "Sokoła" i polecieli. - Jeszcze coś byśmy zawieźli - zameldował pilot po powrocie. Została nam tylko woda. Krótki telefon i szybka decyzja. Załadowany do pełna "Sokół" poleciał do Oławy z wodą. Zabrał się nim dziennikarz "Gazety" Cezary Marszewski. Wrócili po 55 minutach. Bez towaru, ale z powodzianami. Zabrali ich z dachu. 20 osób ledwo weszło do śmigłowca.

Jednym z helikopterów latała sama Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. Mieli worki z żywnością, wypatrywali powodzian dających białe znaki. Wtedy pilot zniżał się najbardziej, jak tylko mógł, a ludzie z pokładu helikoptera podawali worki z żywnością.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Brak komentarzy