Udaje mi się kupić litr mleka, kostkę masła i kefir.
Chleb i nabiał
Wzbudzam zainteresowanie na ulicy. Wszyscy chcą wiedzieć, gdzie zdobyłam takie rarytasy, bo o godz. 9 sklepy są jeszcze zamknięte. Nieśmiało wskazuję na furgonetkę "LODY", zaparkowaną przy fosie miejskiej, na Świdnickiej. Młody człowiek sprzedaje z niej z wielkim powodzeniem nabiał po zwykłych cenach. Nieopodal, w DH "Podwale", ekspedientki urządziły w wejściach od Świdnickiej i Podwala prowizoryczne lady. W sklepie nie ma prądu, dlatego nie wpuszczają ludzi do środka. Towar dowożą do drzwi wózkami na kółkach. Najlepiej schodzi woda, chleb, kasza, makaron, konserwy mięsne i nabiał. Zabrakło baterii, ale są zapalniczki. Kolejka stoi długa, jednak ludzie się nie niecierpliwią.
Mijają mnie kobiety z chlebami pod pachą. Jedna dźwiga reklamówkę wypełnioną kawą. W Rynku pracuje SDH "Feniks" i sklep spożywczy obok niego, do obu długie kolejki. Tam również sprzedaje się z okna.
Sklepy w centrum nie narzekają na problemy z zaopatrzeniem, maja jeszcze towar. Tam, gdzie było to możliwe, dojechały ciężarówki ze świeżym pieczywem i nabiałem.
Mieszkańcy ulicy Bałuckiego z rozpaczą zaglądają przez szyby wystawowe do swojego sklepu. Woda sięga lady, towar smętnie unosi na wodzie, pływają paczki z chipsami, mokry chleb, owoce.
Pozostały zamknięte sklepy w okolicach Rynku - Biedronka na Kuźniczej, spożywczy na Odrzańskiej - zabarykadowany nie tylko z workami z piaskiem, ale też kostką brukową, oraz Parma na Ruskiej.
Po południu otwarto PDT od niezalanej Świdnickiej. Spod uniesionej kraty sprzedawano chleb, papierosy i mleko, o inne towary trzeba było prosić. Ekspedientki przynosiły je z położonego po drugiej stronie działu spożywczego. Pracowały sklep na Jedności Narodowej, sprzedawano tam sklep z samochodów. Wszystko dzięki apelom mediów, można było dostać po normalnych cenach. W pozostałych dzielnicach, szczególnie w tych zalanych, z zaopatrzeniem bywa różnie, dlatego wrocławska policja zwraca się z prośbą do właścicieli sklepów spożywczych - o ile dysponują transportem - żeby prowadzili sprzedaż obwoźną, nawet z pontonów. W zalanych regionach brakuje żywności i wody.
Czy jest dzisiejsza gazeta?
W centrum do ani jednego kiosku nie dotarły dziś gazety. Kolejki ustawiały się tam najdłuższe. Stali w nich mieszkańcy najodleglejszych dzielnic Wrocławia-od Kozanowa po Maślice. Wszyscy po papierosy, jeśli nie dla siebie, to dla sąsiada. W większości kiosków zabrakło baterii, były jednak znicze, a czasami nawet świeczki.
Do apteki bez recepty
W aptekach ruch i długie kolejki, jak wszędzie. Farmaceutki w tej szczególnej sytuacji nie wymagały recept. Jeśli ktoś stale przyjmuje jakiś lek i pokazał po nim opakowanie, dostawał lekarstwo bez przeszkód. Wrocławianie kupowali przede wszystkim aspirynę, leki przeciwbólowe, wapno, plastry i jodynę.
- Pani kochana, doleje się kilka kropel jodyny do wody i można ją pić - emerytka z kolejki informuje wszystkich o sposobach uzdatniania wody. Sama kupuje trzy butelki.
Apteki pracują, chociaż nie ma w nich prądu. Przestarzała kasa na korbkę z apteki "Pod Murzynem" ma swój wielki dzień.
Ubrania, buty i kwiaty
Sklepy z odzieżą i butami zamknięte na głucho. Z tych lepszych właściciele zabrali wszystko z wystawy jeszcze przed powodzią. Sklep "Kot w Butach" straszy przechodniów samymi cenami i podstawkami na buty. Również w perfumerii Empik nie ma niczego za szybami. Na Kościuszki przywiędłe kwiaty kontrastują z zalaną częściowo ulicą - wody na chodnikach za dużo, jednak zabrakło jej w kwiaciarni.
Do kawiarni z własnym prowiantem
W kawiarnianych ogródkach na Rynku pojawili się pierwsi goście. Otwarty jest lokal "Pod Złotym Dzbanem", w pozostałych ogródkach siedzą ludzie z własnymi kanapkami i piciem. "Pod Gryfami" najwięcej dzieci, obsługa rozdaje lody za darmo. - Lada chwila rozmnażają lodówki, po co wyrzucać, skoro dzieci zjedzą - tłumaczą. Sprawdzam stan lodów - jeszcze twarde, więc chyba można je bezpiecznie jeść.