14.07.1997: Raport z oblężonego miasta

Paweł Łopaciński
28.05.2007 , aktualizacja: 29.05.2007 17:39
A A A Drukuj
Między godz. 18 a 19 w sobotę dominującym dźwiękiem w centrum Wrocławia było przenikliwe wycie syren samochodów. Po opustoszałych ulicach pędziły samochody policji, wojska, pogotowia ratunkowego, pogotowia gazowego, straży, wodociągów.
Na wąskich, zabytkowych uliczkach co rusz pojawiały się rzadko tu zazwyczaj goszczące wielkie wywrotki z piaskiem. Setki wrocławian przechadzały się wzdłuż Odry na wysokości mostów Pomorskiego, Uniwersyteckiego i Piaskowego. Jej wystąpienie z brzegów w tym miejscu oznaczałoby śmiertelne zagrożenie dla Starego Miasta.

Dostępu do Starówki bronią wały z worków z piaskiem. Zagrodzono w ten sposób wyloty ulic biegnących w kierunku Odry.

Oblegane przez ludzi były także mosty. Wszyscy patrzyli na wodę. Do brzegu brakowało jej ok. 1-1,5 metra.

Aspirant Waldemar Forsiak ze straży miejskiej pełnił dyżur na moście św. Macieja od godziny 15. - Trudno ocenić, ile przybyło przez te dwie godziny. Myślę, że około kilkunastu centymetrów-poinformował.

Kiedy patrzyło się na wodę z mostu, wydawało się, że jest tuż pod stopami. Na zamkniętym w południe moście Pomorskim stała grupa policjantów. Pytani, czy może runąć, odpowiadali: - Istnieje taka możliwość. Jest stary, zniszczony. Starszy mężczyzna na ul. Nożowniczej, prowadzącej do Rynku, wykopał niewielką łopatką piasek z wyrwy w chodniku.

Około północy woda zaczęła zalewać plac Legionów i wdarła się na ulicę Grabiszyńską. - Boże, już jest! - krzyczała kobieta stojąca na rogu skrzyżowania. Policja zawracała samochody, które nadjeżdżały ulicą Piłsudskiego. W całkowitych ciemnościach podjechała wielka wywrotka z workami piachu. Przez wodę przemykały sylwetki żołnierzy. Pierwsza zapora z worków została ustawiona błyskawicznie. W ciemnościach, rozjaśnianych tylko światłami samochodu, słychać było nawoływania matek, które wyległy na ulicę z pobliskich domów. - Później przyjedziesz, najpierw się przebierz -wołała jedna z nich do kilkunastoletniego chłopca kręcącego się koło ciężarówki. Sklepikarz przy ul. Lelewela, otoczony do kolan workami, ze strachem patrzył w kierunku płynącej dalej wartkim nurtem wody. Całą noc wrocławianie pracowali bez wytchnienia wzdłuż ul. Hallera i Wiśniowej. Rozbijali pryzmy piachu i ładowali go do worków. Około godz. 2, jak relacjonował Zbigniew Brodala, instruktor Służby Ochrony Kolei, woda pokonała zapory z piasku na ul. Piłsudskiego i podeszła pod dworzec. - Całą noc dostępu do dworca bronili kolejarze i cywile. Setki osób. Niestety, nie mieliśmy pomocy wojska - powiedział Brodala. Prywatne samochody przemykające pogrążonymi w ciemnościach ulicami co i rusz ustępowały drogi pojazdom wojska, policji, pogotowia. Najdotkliwszy, oprócz wody, był brak światła. W niedzielę w południe Piłsudskiego, główna ulica miasta, na całym odcinku przypominała górski potok, który podzielił centrum na część północną i południową. Wokół budynku odbudowanego teatru wciąż ustawiano worki z piaskiem. Jacek Bylica, mieszkaniec Nowego Dworu, w sobotę pracował na Biskupinie, w niedzielę był przy teatrze. - Muszę się przespać, odpocząć. Proszę przekazać potrzebującym rękawice - rzucił.

- Czy jest radio? Potrzebne nam jest radio - wołał kierujący pracą na barykadzie przy ul. Zielińskiego. Pod barykadę po drugiej stronie wody podjechał właśnie star z workami piasku. Koła ledwo wystawały z wody. - Wyżej, wyżej! - pokrzykiwał do układających mężczyzna w rękawicach i roboczym kombinezonie. Piłsudskiego najlepiej było forsować na wysokości ul. Bałuckiego. Woda sięgała tam po uda, choć rwący nurt utrudniał utrzymanie się na nogach.

- Idę po papierosy na dworzec. Tam są podobno otwarte kioski - tłumaczył człowiek w slipkach i koszuli, nadchodzący od ul. Kościuszki. Od Domu Towarowego "Renoma" już niemal suchą nogą można było się dostać do Rynku. Na placu Kościuszki młody człowiek, który przedstawił się jako Rafał Matysiak, szukał kogoś od mediów. - Są ofiary śmiertelne. Na parterze przy Kołłątaja utopiło się dwuletnie dziecko i siedmioletnia dziewczynka. Wzywaliśmy pomocy, ale nie nadeszła - mówił chaotycznie Rafał, pracujący jako wolontariusz przy PCK.

Na placu Kościuszki można było też spotkać żołnierzy, którzy przyjechali z Międzyrzecza w Gorzowskiem. Zmęczeni, z oczami jak szparki, odpoczywali, opierając się na rozrzuconych workach. - Jedzenie, picie, wszystko jest - rzucił jeden z nich.

- Woda opada - mówił z przekonaniem starszy mężczyzna w dresie przy operze. - Chodzę do parku i mierzę. Opadła od rana z 10 cm - twierdził.

Gwar dochodził z otwartej knajpki na pl. Solnym. - Wracam z obchodu Odry - rzucił mężczyzna napotkany na Szewskiej. - Woda przy mostach trochę się obniżyła - powiedział z nadzieją. Jego informacje potwierdził policjant strzegący na moście dostępu do Ostrowa Tumskiego. - Jestem tu od czwartej rano. Nurt trochę spowolniał, wody jest jakby mniej. Chyba o tyle - powiedział z wahaniem, rozwierając dłoń na szerokość siedmiu-ośmiu centymetrów. - Na wyspie nie ma już cywili -poinformował policjant.

- Otrzymaliśmy polecenie, aby nikogo nie wpuszczać. Co miało być zrobione, już zostało zrobione -dodał. Około godz. 13 wydawało się, że Ostrów jest względnie bezpieczny. Do szczytu zapór z worków wodzie sporo brakowało. Doszczętnie zostały zalane przejścia podziemne i przejazd podziemny na placu Dominikańskim. Na ul. Kołłątaja woda sięgnęła pierwszego piętra.

Około godz. 15 wciąż trwała walka o niedopuszczenie wody do dworca. Młodzi ludzie podbiegali do instruktora Brodali. - Gdzie teraz kłaść? Są następne worki. Może tam - pokazywał jeden z nich w kierunku Dworcowej.

Kilka osób otoczyło okienko z informacją. - Jak do Gdańska? - pytał młody człowiek w skórze. - Trzeba było wcześniej jechać, teraz nie wiem, czy gdziekolwiek dojedziemy - usłyszał w odpowiedzi.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • 14.07.1997: Raport z oblężonego miasta mirrandel 28.06.07, 01:36

    O rany... byłam wtedy mała, ale pamietam ten niepoków w oczach rodziców, prowadzone przyciszonym głosem rozmowy "dojdzie czy nie dzojdzie"... jakoś nie docierało do mnie, że to prawdziwe »