17.07.1997: Zbigniew Mrozek nadaje z Trestna
28.05.2007
, aktualizacja: 30.05.2007 12:29
Dyżuruje bez przerwy na posterunku. Wokół woda. Ciągle nadaje komunikaty o tym, ile jej jest w Odrze pod Wrocławiem. Najbardziej dokucza mu brak papierosów.- Robię, co muszę -mówi mi przez radiotelefon Zbigniew Mrozek z punktu pomiaru wody w Trestnie.
- Tylko dzięki jego informacjom wiemy, ile wody jest w Odrze, i na tej podstawie robimy prognozy. Najpierw dla Wrocławia , a teraz dla miejsc położonych w dole rzeki. Ostrzegamy wszystkich - tłumaczy mi Józefa Malinowska-Małek, kierowniczka prognoz hydrologicznych we wrocławskim Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. - Mrozek nadaje bez przerwy. W najgroźniejszych chwilach, kiedy była najwyższa fala, łączył się z nami co kwadrans. Nie wiem, kiedy śpi. We wtorek mu powiedziałam: "Niech pan się prześpi ze trzy godzinki". I przez cały czas nie traci humoru.
350 cm
Trestno jest niewielką wsią pod Wrocławiem. Ze dwadzieścia chałup. We wsi nie ma żadnego telefonu. Nad samym brzegiem Odry stoi parterowy domek z wysokim strychem. Mieszka tu starsza pani, która od lat na zlecenie IMiGW mierzy poziom wody w Odrze. Zbigniew Mrozek jest jej synem. Na co dzień pracuje w firmie Sawa, gdzie zajmuje się obróbką metali.
Łaty, czyli słupki z zaznaczonymi centymetrami, stoją w wodzie przy brzegu i na wale.- Przed samą powodzią przewidując, że poziom wody będzie, wyjątkowo duży, przybiliśmy łatę na drzewie - z pięć metrów od domu obserwatorki - mówi Jacek Gierczak, hydrolog z Instytutu. - Pan Mrozek śmieje się jeszcze, że co będzie, jak drzewo urośnie i miarka się podniesie.
Punkt pomiarowy w Tresnie wskazuje stan wody Odry we Wrocławiu. Średni poziom rzeki w tym miejscu wynosi tu około 350 cm. Wtedy obserwatorka - matka Zbigniewa Mrozka - sprawdza poziom wody dwa razy dziennie: o siódmej i dziewiętnastej. Kiedy osiąga 430 cm, ogłaszany jest stan alarmowy.
682 cm
Hydrolog Jacek Gierczak pojechał do Tresna w piątek, bo sytuacja była poważna i trzeba było zmienić zmęczoną obserwatorkę. - Woda przybierała bardzo szybko. Nadawałem z telefonu komórkowego, ale skończyły się baterie. Żołnierze ewakuowali wioskę, ale ludzie nie chcieli odjeżdżać. Niektóre zwierzęta na sznurach wciągali na strych domostw. Inne tonęły. Ja zabrałem się ostatnią amfibią. Ten pan powiedział, że będzie sprawdzał wodę i podawał informację o jej stanie. Społecznie i na ochotnika. Chciał zostać, bo to dom jego mamy. Miał zapas wody i żywności. W całym Trestnie zostało około 20 mężczyzn. Ostatni komunikat o poziomie wody nadałem o godz. 6.45 w sobotę. Były 682 cm. Woda otaczała dom ze wszystkich stron, po horyzont. Zgubiłem się już i nawet nie wiedziałem, w która płynie stronę.
724 cm
W sobotę po południu woda osiągnęła 724 cm. - Prognozowaliśmy 750 cm. Woleliśmy nie myśleć, co by było, gdyby osiągnęła 770 cm - relacjonuje Józefa Malinowska-Małek. Taki poziom utrzymywał się prawie dobę.
- A on w tym Trestnie cały czas żartował.- opowiada kierowniczka działu prognoz. - Nadawał przez radiotelefon, który wyniósł na strych. Mówił, że tylko mu dziewczyny brakuje i zaraz po jakąś skoczy do wsi. W pewnym momencie nie zgłaszał się. Bardzo się przestraszyłam, co się z nim dzieje. A on za pięć minut odzywa się i przeprasza, że nie był o czasie, bo królika z wody ratował.
- Kiedy była największa fala, najbardziej bałem się o radiotelefon. Woda zalała mi tylko piwnicę, ale u innych mieszkańców zalała okna na parterze. Mam tu dużo roboty - zapewniał mnie we wtorek w południe Zbigniew Mrozek przez radiotelefon. - Dużo zwierząt mi się potopiło. Karmię barany na strychu, doglądam dobytku, naprawiam przerwane wały.
614 cm
We wtorek o godz. 11 woda w Trestnie wynosiła 614 cm. Zbigniew Mrozek nadawał co trzy godziny. - Niech pan nam powie coś o sobie - proszę.
- Co tu mówić? - zastanawia się. - Żonę mam. I córkę, która za trzy dni osiemnaście lat skończy. Mieszkają na Zakrzowie. Chyba ich nie zalało. Nie wiem, nie mam tu żadnych informacji. Ale w razie czego mają w domu worek ziemniaków. Gorzej, że nie wiem, gdzie mamę ewakuowali.
Na pytanie, jak długo zamierza zostać w Trestnie, bez namysłu odpowiada: - Dopóki woda nie opadnie.
- Mam nadzieję, że mnie pracodawca z pracy nie wyleje - mówi.
A kiedy tłumaczę, że cały kraj w ogólnopolskiej telewizji w poniedziałek wieczorem usłyszał, jak ofiarnie podawał wiadomości, i że należy mu się nagroda, zastanawia się:- To może MPK anuluje mi ten mandat, co go dostałem, jak w czwartek do mamy jechałem autobusem 120. Śpieszyłem się, bo mówili, że powódź nadchodzi, i nie zdążyłem kupić biletu. Kontroler mnie spisał i mam zapłacić.
Wodę i jedzenie spuszczono raz do Trestna z helikoptera, ale prawie wszystkie butelki z wodą się rozbiły. Więc teraz dowożą mu jedzenie łódką. Wczoraj dostał trzy litry wody, chleb i trzy papierosy. Dowożący nie wiedzieli, że na nich zależało mu najbardziej.
- Już zawnioskowałem do swych przełożonych w Warszawie o nagrodę dla pana Mrozka. Choć nam wszystkich należałaby się nagroda - mówi mi docent Alfred Dubicki, dyrektor Instytutu.
350 cm
Trestno jest niewielką wsią pod Wrocławiem. Ze dwadzieścia chałup. We wsi nie ma żadnego telefonu. Nad samym brzegiem Odry stoi parterowy domek z wysokim strychem. Mieszka tu starsza pani, która od lat na zlecenie IMiGW mierzy poziom wody w Odrze. Zbigniew Mrozek jest jej synem. Na co dzień pracuje w firmie Sawa, gdzie zajmuje się obróbką metali.
Łaty, czyli słupki z zaznaczonymi centymetrami, stoją w wodzie przy brzegu i na wale.- Przed samą powodzią przewidując, że poziom wody będzie, wyjątkowo duży, przybiliśmy łatę na drzewie - z pięć metrów od domu obserwatorki - mówi Jacek Gierczak, hydrolog z Instytutu. - Pan Mrozek śmieje się jeszcze, że co będzie, jak drzewo urośnie i miarka się podniesie.
Punkt pomiarowy w Tresnie wskazuje stan wody Odry we Wrocławiu. Średni poziom rzeki w tym miejscu wynosi tu około 350 cm. Wtedy obserwatorka - matka Zbigniewa Mrozka - sprawdza poziom wody dwa razy dziennie: o siódmej i dziewiętnastej. Kiedy osiąga 430 cm, ogłaszany jest stan alarmowy.
682 cm
Hydrolog Jacek Gierczak pojechał do Tresna w piątek, bo sytuacja była poważna i trzeba było zmienić zmęczoną obserwatorkę. - Woda przybierała bardzo szybko. Nadawałem z telefonu komórkowego, ale skończyły się baterie. Żołnierze ewakuowali wioskę, ale ludzie nie chcieli odjeżdżać. Niektóre zwierzęta na sznurach wciągali na strych domostw. Inne tonęły. Ja zabrałem się ostatnią amfibią. Ten pan powiedział, że będzie sprawdzał wodę i podawał informację o jej stanie. Społecznie i na ochotnika. Chciał zostać, bo to dom jego mamy. Miał zapas wody i żywności. W całym Trestnie zostało około 20 mężczyzn. Ostatni komunikat o poziomie wody nadałem o godz. 6.45 w sobotę. Były 682 cm. Woda otaczała dom ze wszystkich stron, po horyzont. Zgubiłem się już i nawet nie wiedziałem, w która płynie stronę.
724 cm
W sobotę po południu woda osiągnęła 724 cm. - Prognozowaliśmy 750 cm. Woleliśmy nie myśleć, co by było, gdyby osiągnęła 770 cm - relacjonuje Józefa Malinowska-Małek. Taki poziom utrzymywał się prawie dobę.
- A on w tym Trestnie cały czas żartował.- opowiada kierowniczka działu prognoz. - Nadawał przez radiotelefon, który wyniósł na strych. Mówił, że tylko mu dziewczyny brakuje i zaraz po jakąś skoczy do wsi. W pewnym momencie nie zgłaszał się. Bardzo się przestraszyłam, co się z nim dzieje. A on za pięć minut odzywa się i przeprasza, że nie był o czasie, bo królika z wody ratował.
- Kiedy była największa fala, najbardziej bałem się o radiotelefon. Woda zalała mi tylko piwnicę, ale u innych mieszkańców zalała okna na parterze. Mam tu dużo roboty - zapewniał mnie we wtorek w południe Zbigniew Mrozek przez radiotelefon. - Dużo zwierząt mi się potopiło. Karmię barany na strychu, doglądam dobytku, naprawiam przerwane wały.
614 cm
We wtorek o godz. 11 woda w Trestnie wynosiła 614 cm. Zbigniew Mrozek nadawał co trzy godziny. - Niech pan nam powie coś o sobie - proszę.
- Co tu mówić? - zastanawia się. - Żonę mam. I córkę, która za trzy dni osiemnaście lat skończy. Mieszkają na Zakrzowie. Chyba ich nie zalało. Nie wiem, nie mam tu żadnych informacji. Ale w razie czego mają w domu worek ziemniaków. Gorzej, że nie wiem, gdzie mamę ewakuowali.
Na pytanie, jak długo zamierza zostać w Trestnie, bez namysłu odpowiada: - Dopóki woda nie opadnie.
- Mam nadzieję, że mnie pracodawca z pracy nie wyleje - mówi.
A kiedy tłumaczę, że cały kraj w ogólnopolskiej telewizji w poniedziałek wieczorem usłyszał, jak ofiarnie podawał wiadomości, i że należy mu się nagroda, zastanawia się:- To może MPK anuluje mi ten mandat, co go dostałem, jak w czwartek do mamy jechałem autobusem 120. Śpieszyłem się, bo mówili, że powódź nadchodzi, i nie zdążyłem kupić biletu. Kontroler mnie spisał i mam zapłacić.
Wodę i jedzenie spuszczono raz do Trestna z helikoptera, ale prawie wszystkie butelki z wodą się rozbiły. Więc teraz dowożą mu jedzenie łódką. Wczoraj dostał trzy litry wody, chleb i trzy papierosy. Dowożący nie wiedzieli, że na nich zależało mu najbardziej.
- Już zawnioskowałem do swych przełożonych w Warszawie o nagrodę dla pana Mrozka. Choć nam wszystkich należałaby się nagroda - mówi mi docent Alfred Dubicki, dyrektor Instytutu.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


