Prawny spór nie może zaszkodzić budowie stadionu
17.07.2010
, aktualizacja: 16.07.2010 20:46
Urząd Zamówień Publicznych upiera się, że teraz, po pozbyciu się niesolidnego Mostostalu, Wrocław buduje stadion na Euro 2012 nielegalnie. Miasto jest pewne, że nowego wykonawcę, firmę Max Boegl, zatrudniło w zgodzie z prawem. Spór zapewne rozstrzygnie sąd. O tym, czy zastrzeżenia UZP mogą zagrozić kontynuowaniu inwestycji na Maślicach, z Arturem Wawryło rozmawia
Jacek Harłukowicz: Urząd Zamówień Publicznych stwierdził tydzień temu, że Wrocław po rozwiązaniu umowy na budowę stadionu na Euro 2012 z Mostostalem Warszawa nie miał prawa z wolnej ręki wybrać nowego wykonawcy. Kiedy rozmawialiśmy o tym w styczniu, Pan również miał obawy, czy miasto postępuje słusznie.
Artur Wawryło*: Przesłanką, na jaką powoływało się wówczas miasto, była konieczność natychmiastowego zamówienia. Nowy wykonawca też był nieprzypadkowy - wybrano firmę, która wcześniej ubiegała się o nie. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a jest to orzecznictwo przesądzające i do tej pory polskie sądy niemal zawsze się ku niemu skłaniały, dopuszcza tryb z wolnej ręki jedynie w przypadku, kiedy mamy do czynienia z sytuacją bezpośredniego zagrożenia życia lub z mieniem znacznej wartości. Są więc to przesłanki o niezwykle zawężonym charakterze, wyjątkowe. Także Komisja Europejska traktuje tryb z wolnej ręki jako tryb niezwykly. A i sam Urząd Zamówień Publicznych w 2007 roku na swojej stronie internetowej zamieścił dokument, który stanowi wytyczne dotyczące trybu z wolnej ręki. Według niego może być on stosowany jedynie w przypadkach ekstremalnych. To wszystko sprawia, że kiedy rozmawialiśmy w styczniu, zwracałem uwagę na istniejące ryzyko, iż zamawiający - czyli miasto Wrocław - może mieć problemy.
Ale Wrocław, decydując się na wybór budowniczego stadionu z wolnej ręki, powoływał się właśnie na fakt, iż jest to inwestycja o ogromnej wartości.
- Owszem. Ale faktem jest również to, na co zwrócił uwagę UZP: zawsze należy poddawać przedmiot zamówienia procedurze konkurencyjnej, tu choćby negocjacjom bez ogłoszenia. Taka też była zresztą sugestia i rekomendacja specjalistów od prawa zamówień publicznych. Dla prezesa UZP nie bez znaczenia były zapewne okoliczności zawarcia umowy z nowym wykonawcą stadionu: w piątek poinformowano, że miasto decyduje się na procedurę z wolnej ręki, a już w poniedziałek umowę podpisano. Prezes mógł się więc co najwyżej dowiedzieć o całej sprawie z mediów. I choć wszystko odbyło się lege artis, to w magistracie musiano spodziewać się reakcji. Jedyne, co dziwi, to fakt, że tak długo UZP zwlekał ze zbadaniem sprawy.
No właśnie. W styczniu, kiedy przewidywał Pan kontrolę UZP, mówił Pan, że może ona potrwać kilka tygodni. Od podpisania umowy z Maksem Boeglem minęło ponad sześć miesięcy. Skąd taka zwłoka?
- To już raczej pytanie do UZP. Urząd w trybie kontroli doraźnej ma jednak prawo skontrolować procedurę wyboru wykonawcy w czasie, przez który zamawiający ma obowiązek przechowywania dokumentacji dotyczącej jej przebiegu. A protokół z załącznikami zamawiający ma obowiązek przechowywać przez cztery lata od momentu udzielenia zamówienia. Żadne przepisy nie zostały tu więc przez UZP złamane.
Cztery lata na kontrolę to sporo czasu, zważywszy, że stadion musi być gotowy za rok. Co jeśli kontrola zostałaby przeprowadzona w np. w 2012 roku, już po Euro?
- Gdyby doszło do wykonania umowy, to tak naprawdę działanie ze strony urzędu byłoby bezprzedmiotowe. Gdyby prezes UZP chciał pójść do sądu z wnioskiem o stwierdzenie nieważności umowy, to taka sprawa zapewne zostałaby umorzona w związku z tym, że przedmiot zamówienia został już wykonany. Natomiast rozumiem, że UZP zdecydował się na przeprowadzenie kontroli właśnie dlatego, że do takiej sytuacji - póki co - jeszcze nie doszło.
W swoim raporcie UZP twierdzi, że miasto mogło w ciągu 10 dni zorganizować szybki przetarg i nie ograniczać liczby firm, które chciałyby ubiegać się o zamówienie. Czy to w ogóle realne?
- Jeśli chodzi o termin 10 dni, obawiam się, że to termin nierealny. Po pierwsze dlatego, że aby wszcząć postępowanie w jakimkolwiek trybie konkurencyjnym, obojętnie, czy będzie to przetarg, czy choćby negocjacje, trzeba przygotować dokumentację. W takich przypadkach uczestnicy postępowania zawsze domagają się opracowania bardzo szczegółowego. Mogliby też zgłaszać swoje zastrzeżenia, a to zawsze wydłuża sprawę.
Właśnie na to zwraca uwagę prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który twierdzi, że gdyby zdecydował się na inny tryb niż wybór z wolnej ręki, to termin oddania inwestycji nie zostałby dotrzymany. Nawet po wyborze firmy, która miałaby przejąć budowę, należałoby się spodziewać odwołań ze strony tych, którzy by z tego wyścigu odpadli. I Wrocław straciłby szansę na organizację Euro 2012.
- Dokładnie tak. Abstrahując od tego, że termin wykonania tej specyficznej przecież inwestycji i tak jest już wyśrubowany, technicznie bardzo trudny do dotrzymania, to patrząc na realne terminy trwania postępowań w Polsce i zakładając, że miasto zdecydowałoby się na wskazane przez UZP negocjacje bez ogłoszenia - czyli takie, w których zamawiający decyduje, z kim będzie negocjował - to cała procedura mogłaby potrwać długo. Przepisy ustawy żadnych formalnych minimalnych terminów na prowadzenie negocjacji przecież nie określają. Tak naprawdę w takich wypadkach wszystko zależy od sprawności przeprowadzenia postępowania przez zamawiającego, ale również - a może przede wszystkim - od tego, czy uczestnicy tego postępowania nie zdecydowaliby się sięgnąć po przysługujące im środki ochrony prawnej. A tego zagwarantować przecież nikt nie mógł.
Te środki ochrony prawnej to różnego rodzaju skargi, protesty i odwołania?
- Tak, środki ochrony prawnej są immanentnym elementem postępowania. To coś, z czym zawsze należy się liczyć, przygotowując postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego. Nikt nie może zagwarantować, że któryś z jego uczestników nie będzie chciał z nich skorzystać. Uczestnicy mają do tego pełne prawo i często z nich korzystają. Zwłaszcza w zamówieniach tak prestiżowych i cennych.
W magistracie panuje opinia, że raport to tylko straszak. Że na przykładzie Wrocławia chce się pokazać innym zamawiającym, że zawsze, kiedy to tylko możliwe, należy organizować przetargi i do minimum ograniczać procedurę wyboru wykonawcy z wolnej ręki. Ale czy urząd bawiłby się jednak w straszenie?
- Nie wiem, jakie są powody działania prezesa UZP. Ale patrząc na skalę zamówienia i fakt, jak medialny jest to temat, naprawdę trudno się dziwić, że urząd chciał przyjrzeć się dokładnie tej inwestycji. Pytanie tylko, co dalej? Przecież wcale nie jest przesądzone, że prezes UZP wystąpi do sądu o unieważnienie umowy.
A co jeśli jednak wystąpi? Co wtedy czeka Wrocław? Władze miasta odpowiedziały już na zarzuty prezesa UZP. I odrzuciły je. Sprawa trafi więc zapewne do rozstrzygnięcia do Krajowej Izby Odwoławczej. Ile czasu może zająć jej wyjaśnienie?
- Krajowa Izba Odwoławcza na wydanie wyroku będzie miała około dwóch tygodni, ale KIO zwykle podziela zdanie prezesa UZP.
I co wtedy? Wrocław będzie się mógł odwołać od takiego stanowiska do sądu?
- Nie. Bo to prezes UZP rozważa wniesienie do sądu pozwu o stwierdzenie nieważności umowy w całości lub w części. Dopiero wtedy miasto może przedstawiać w sądzie swoje argumenty. Nie wiemy jednak, jaka będzie decyzja prezesa. Patrząc na to, ile zajęło mu rozpatrzenie tej sprawy, można wnioskować, że nie jest w swych działaniach zbyt rychliwy.
Artur Wawryło*: Przesłanką, na jaką powoływało się wówczas miasto, była konieczność natychmiastowego zamówienia. Nowy wykonawca też był nieprzypadkowy - wybrano firmę, która wcześniej ubiegała się o nie. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a jest to orzecznictwo przesądzające i do tej pory polskie sądy niemal zawsze się ku niemu skłaniały, dopuszcza tryb z wolnej ręki jedynie w przypadku, kiedy mamy do czynienia z sytuacją bezpośredniego zagrożenia życia lub z mieniem znacznej wartości. Są więc to przesłanki o niezwykle zawężonym charakterze, wyjątkowe. Także Komisja Europejska traktuje tryb z wolnej ręki jako tryb niezwykly. A i sam Urząd Zamówień Publicznych w 2007 roku na swojej stronie internetowej zamieścił dokument, który stanowi wytyczne dotyczące trybu z wolnej ręki. Według niego może być on stosowany jedynie w przypadkach ekstremalnych. To wszystko sprawia, że kiedy rozmawialiśmy w styczniu, zwracałem uwagę na istniejące ryzyko, iż zamawiający - czyli miasto Wrocław - może mieć problemy.
Ale Wrocław, decydując się na wybór budowniczego stadionu z wolnej ręki, powoływał się właśnie na fakt, iż jest to inwestycja o ogromnej wartości.
- Owszem. Ale faktem jest również to, na co zwrócił uwagę UZP: zawsze należy poddawać przedmiot zamówienia procedurze konkurencyjnej, tu choćby negocjacjom bez ogłoszenia. Taka też była zresztą sugestia i rekomendacja specjalistów od prawa zamówień publicznych. Dla prezesa UZP nie bez znaczenia były zapewne okoliczności zawarcia umowy z nowym wykonawcą stadionu: w piątek poinformowano, że miasto decyduje się na procedurę z wolnej ręki, a już w poniedziałek umowę podpisano. Prezes mógł się więc co najwyżej dowiedzieć o całej sprawie z mediów. I choć wszystko odbyło się lege artis, to w magistracie musiano spodziewać się reakcji. Jedyne, co dziwi, to fakt, że tak długo UZP zwlekał ze zbadaniem sprawy.
No właśnie. W styczniu, kiedy przewidywał Pan kontrolę UZP, mówił Pan, że może ona potrwać kilka tygodni. Od podpisania umowy z Maksem Boeglem minęło ponad sześć miesięcy. Skąd taka zwłoka?
- To już raczej pytanie do UZP. Urząd w trybie kontroli doraźnej ma jednak prawo skontrolować procedurę wyboru wykonawcy w czasie, przez który zamawiający ma obowiązek przechowywania dokumentacji dotyczącej jej przebiegu. A protokół z załącznikami zamawiający ma obowiązek przechowywać przez cztery lata od momentu udzielenia zamówienia. Żadne przepisy nie zostały tu więc przez UZP złamane.
Cztery lata na kontrolę to sporo czasu, zważywszy, że stadion musi być gotowy za rok. Co jeśli kontrola zostałaby przeprowadzona w np. w 2012 roku, już po Euro?
- Gdyby doszło do wykonania umowy, to tak naprawdę działanie ze strony urzędu byłoby bezprzedmiotowe. Gdyby prezes UZP chciał pójść do sądu z wnioskiem o stwierdzenie nieważności umowy, to taka sprawa zapewne zostałaby umorzona w związku z tym, że przedmiot zamówienia został już wykonany. Natomiast rozumiem, że UZP zdecydował się na przeprowadzenie kontroli właśnie dlatego, że do takiej sytuacji - póki co - jeszcze nie doszło.
W swoim raporcie UZP twierdzi, że miasto mogło w ciągu 10 dni zorganizować szybki przetarg i nie ograniczać liczby firm, które chciałyby ubiegać się o zamówienie. Czy to w ogóle realne?
- Jeśli chodzi o termin 10 dni, obawiam się, że to termin nierealny. Po pierwsze dlatego, że aby wszcząć postępowanie w jakimkolwiek trybie konkurencyjnym, obojętnie, czy będzie to przetarg, czy choćby negocjacje, trzeba przygotować dokumentację. W takich przypadkach uczestnicy postępowania zawsze domagają się opracowania bardzo szczegółowego. Mogliby też zgłaszać swoje zastrzeżenia, a to zawsze wydłuża sprawę.
Właśnie na to zwraca uwagę prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który twierdzi, że gdyby zdecydował się na inny tryb niż wybór z wolnej ręki, to termin oddania inwestycji nie zostałby dotrzymany. Nawet po wyborze firmy, która miałaby przejąć budowę, należałoby się spodziewać odwołań ze strony tych, którzy by z tego wyścigu odpadli. I Wrocław straciłby szansę na organizację Euro 2012.
- Dokładnie tak. Abstrahując od tego, że termin wykonania tej specyficznej przecież inwestycji i tak jest już wyśrubowany, technicznie bardzo trudny do dotrzymania, to patrząc na realne terminy trwania postępowań w Polsce i zakładając, że miasto zdecydowałoby się na wskazane przez UZP negocjacje bez ogłoszenia - czyli takie, w których zamawiający decyduje, z kim będzie negocjował - to cała procedura mogłaby potrwać długo. Przepisy ustawy żadnych formalnych minimalnych terminów na prowadzenie negocjacji przecież nie określają. Tak naprawdę w takich wypadkach wszystko zależy od sprawności przeprowadzenia postępowania przez zamawiającego, ale również - a może przede wszystkim - od tego, czy uczestnicy tego postępowania nie zdecydowaliby się sięgnąć po przysługujące im środki ochrony prawnej. A tego zagwarantować przecież nikt nie mógł.
Te środki ochrony prawnej to różnego rodzaju skargi, protesty i odwołania?
- Tak, środki ochrony prawnej są immanentnym elementem postępowania. To coś, z czym zawsze należy się liczyć, przygotowując postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego. Nikt nie może zagwarantować, że któryś z jego uczestników nie będzie chciał z nich skorzystać. Uczestnicy mają do tego pełne prawo i często z nich korzystają. Zwłaszcza w zamówieniach tak prestiżowych i cennych.
W magistracie panuje opinia, że raport to tylko straszak. Że na przykładzie Wrocławia chce się pokazać innym zamawiającym, że zawsze, kiedy to tylko możliwe, należy organizować przetargi i do minimum ograniczać procedurę wyboru wykonawcy z wolnej ręki. Ale czy urząd bawiłby się jednak w straszenie?
- Nie wiem, jakie są powody działania prezesa UZP. Ale patrząc na skalę zamówienia i fakt, jak medialny jest to temat, naprawdę trudno się dziwić, że urząd chciał przyjrzeć się dokładnie tej inwestycji. Pytanie tylko, co dalej? Przecież wcale nie jest przesądzone, że prezes UZP wystąpi do sądu o unieważnienie umowy.
A co jeśli jednak wystąpi? Co wtedy czeka Wrocław? Władze miasta odpowiedziały już na zarzuty prezesa UZP. I odrzuciły je. Sprawa trafi więc zapewne do rozstrzygnięcia do Krajowej Izby Odwoławczej. Ile czasu może zająć jej wyjaśnienie?
- Krajowa Izba Odwoławcza na wydanie wyroku będzie miała około dwóch tygodni, ale KIO zwykle podziela zdanie prezesa UZP.
I co wtedy? Wrocław będzie się mógł odwołać od takiego stanowiska do sądu?
- Nie. Bo to prezes UZP rozważa wniesienie do sądu pozwu o stwierdzenie nieważności umowy w całości lub w części. Dopiero wtedy miasto może przedstawiać w sądzie swoje argumenty. Nie wiemy jednak, jaka będzie decyzja prezesa. Patrząc na to, ile zajęło mu rozpatrzenie tej sprawy, można wnioskować, że nie jest w swych działaniach zbyt rychliwy.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 28 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Prawny spór nie może zaszkodzić budowie stadionu
barbaan
17.07.10, 12:21
Halo!Tylko zgodnie z prawem (nawet waznej inwestycji) budowac mozna i nalezy.Nie wyobrazam sobie innej sytuacji w panstwach cywilizowanych!»
-
Prawny spór o jedno o inne nie - dziwne
baran1949
18.07.10, 10:54
Obserwuję nagonkę na Wrocław, to wygląda tak, jakby to miasto było niepolskie,a ono jest ledwo niePOlskie, dlatego mogłoby się zawalić, byle za rząduDutkiewicza. Podczas powodzi, TU była »
-
Narcyzowi czas podziękować.
rwaku
19.07.10, 11:31
Dla Narcyza decyzja (niekorzystna) dla Wrocławia będzie na rękę bo i tak z budową nie zdąży!Być może to nie on będzie kończył budowę.Przed nami jesień.»
Najczęściej czytane24 htydzień




