A co się stanie, jeśli stracimy Euro 2012?

Mariusz Urbanek
06.02.2010 , aktualizacja: 05.02.2010 17:53
A A A Drukuj
Historycy piszą czasem historię alternatywną, zastanawiając się, co byłoby, gdyby Jagiełło w 1411 roku zdobył Malbork, Napoleon w 1812 nie wycofał się z Moskwy, a Hitler wygrał II wojnę światową. My zastanówmy się, co będzie, jeśli stadion na EURO 2012 nie zostanie wybudowany na czas.
Rok 1990. Bogdan Zdrojewski zostaje prezydentem Wrocławia. Gratulacje przyjmuje od ówczesnego szefa Wrocławskiego Komitetu Obywatelskiego Rafała Dutkiewicza
Fot. Mieczysław Michalak / Agenc
Rok 1990. Bogdan Zdrojewski zostaje prezydentem Wrocławia. Gratulacje przyjmuje od ówczesnego szefa Wrocławskiego Komitetu Obywatelskiego Rafała Dutkiewicza
Pewnie jeszcze przez tydzień albo dwa będziemy ekscytować się historią przekazywania przez Mostostal inwestycji na Maślicach Maxowi B glowi, a następnie gładko przejdziemy do przyglądania się, jak radzić sobie będą Niemcy. Zakładając oczywiście, że odtąd wszystko będzie już świetnie, w czerwcu 2011 stadion rozjarzy się wszystkimi światłami, a rok później cała Europa przybędzie do Wrocławia szerokimi i wygodnymi drogami, wysiadając na komfortowym dworcu kolejowym, lądując na nowoczesnym lotnisku.

Michel, jak Boga kochamy

Wyobraźmy więc sobie, że nie wszystko idzie tak pięknie, a opóźnienia w budowie stadionu, mimo przesuwanych o kolejne miesiące terminów, przekroczą jednak tolerancję UEFA. Powodów może być wiele. Zima 2010 roku trzyma do końca marca, zima 2011 jest równie długa i mroźna, skutecznie blokując część prac, Maślice podtapia wielka powódź, a w ziemi odkrywane są kolejne przeszkody komplikujące i tak bardzo napięty harmonogram (*niepotrzebne skreślić - oczywiście wszystkie te kataklizmy nie nastąpią jednocześnie!).

UEFA czeka do ostatniego momentu, ale w końcu Michelowi Platiniemu, naciskanemu coraz gwałtowniej przez przebierających nogami przedstawicieli Krakowa i Chorzowa, puszczają nerwy. Jest późna jesień 2011 roku, najdalej styczeń 2012, kiedy przewodniczący UEFA dramatycznym głosem i ze zbolałą twarzą ogłasza, że bardzo żałuje, ale najważniejszy jest interes europejskiej piłki, kibiców, którzy zjadą się z całego kontynentu, oraz samych piłkarzy. Oczywiście docenia heroiczną walkę władz samorządowych Wrocławia, a szczególnie jego osobistego przyjaciela Rafała Dutkiewicza, ale jego podstawowym zadaniem jako ojca europejskiej piłki jest zapewnienie uczestnikom mistrzostw godnych warunków oraz oprawy, na jaką zasługują. Rozumie rozgoryczenie wrocławian, ale nie powinni się martwić. To, że jeszcze tym razem się nie udało, nie znaczy, że przed Wrocławiem nie ma wielkiej piłkarskiej przyszłości Zresztą Czytelnicy mogą sobie łatwo dopisać wszystkie te obłudne słowa, które wygłasza się przy takich okazjach.

Rzecz jasna władze Wrocławia rzucają się wtedy z zapewnieniami, że jednak zdążymy, że przecież przed olimpiadą w Grecji nie wszystkie areny sportowe były gotowe jeszcze dwa tygodnie przed igrzyskami, że na piłkarskie mistrzostwa Europy w Portugalii stadiony kończono tuż przed inauguracją, a mundial w RPA to w ogóle nie wiadomo, gdzie się odbędzie. A poza tym Polak potrafi, więc się sprężymy i damy radę Michel, jak Boga kochamy, damy radę

Cher Rafał, you are my friend, ale sam rozumiesz

Tłumaczenie jest ryzykowne, bo oczywiście Platini wyciągnie wtedy stos dokumentów, z których będzie wynikało, że planowane autostrady już dwa lata temu zamieniono na drogi szybkiego ruchu, a w dodatku one też nie są budowane, zamiast kilkunastu cztero - i pięciogwiazdkowych hoteli powstanie zaledwie pięć, do lotniska nie można będzie dojechać koleją, co zresztą może lepiej, bo do pociągów i tak strach wsiąść, a remont dworca kolejowego napotyka kolejne przeszkody. Tymczasem Chorzów, nie mówiąc już o Krakowie, spełnił wszystkie kryteria, a poza tym bankiet na Wawelu, na którym gościła ostatnio rodzina UEFA, był bardzo udany. Więc decyzja jest nieodwołalna. Excuses moi, cher Rafał, you are my friend, ale sam rozumiesz decyzja zapadła.

Trzęsienie ziemi, które następuje we wrocławskim samorządzie, jest trzęsieniem największym od 20 lat, czyli od pierwszych wolnych wyborów samorządowych, gdy do władzy doszła rządząca do dziś - w lekko tylko zmieniających się konfiguracjach personalnych - ekipa Wrocławskiego Komitetu Obywatelskiego. (Ściąga dla młodszych Czytelników - szefem WKO w 1990 roku był Rafał Dutkiewicz i to on już wtedy miał zostać prezydentem Wrocławia, ale wybrał biznes i wskazał na to miejsce Bogdana Zdrojewskiego. 12 lat później Zdrojewski symbolicznie przekazał mu berło i żadne późniejsze konflikty między nimi tego nie zmienią).

Przez 20 lat żadne błędy, żadne afery, żadne przybijanie przez Władysława Frasyniuka do drzwi magistratu cenniki za korupcyjne usługi urzędników wrocławskiego ratusza, żadne obrotowe koalicje raz z PO, innym razem z PiS, nie były w stanie tego układu zmienić. Odebranie EURO może być pierwszym takim wstrząsem.

Zastanówmy się, co wtedy?

Honor każe mi ustąpić, choć to nie moja wina...

Rafał Dutkiewicz, który w cuglach wygrał wybory samorządowe jesienią 2010 roku, oczywiście rezygnuje z zajmowanego stanowiska. To kres jego politycznej kariery, przynajmniej we Wrocławiu. Będzie już na zawsze CZŁOWIEKIEM, KTÓRY ZMARNOWAŁ SZANSĘ WROCŁAWIA NA EURO. Występuje przed kamerami telewizji z dramatycznym przemówieniem do obywateli. Łamiącym się głosem mówi, że honor każe mu ustąpić, choć nie czuje się winny. Splot zbiegów okoliczności, pogoda, nierzetelni kontrahenci i opozycja sprzysięgli się, by nie dopuścić do tego historycznego wydarzenia, jakim miało być EURO 2012 we Wrocławiu. Dlatego przyjmuje na siebie polityczną odpowiedzialność i odchodzi.

Rozsypuje się klub prezydenta Dutkiewicza w radzie miejskiej. Kolejni radni i urzędnicy magistraccy, zajmujący swoje posady ze wskazania prezydenta, przypominają sobie, że zawsze byli przeciwni jego pomysłom, bili na alarm, że dzieje się źle, ale prezydent był ślepy i głuchy na ich ostrzeżenia. Starali się walczyć o prawdę, ale cóż mogli wobec zmowy potakiewiczów i klakierów. I, co najważniejsze, są w stanie udowodnić każdemu nowemu prezydentowi Wrocławia swoją lojalność i przydatność na zajmowanym stanowisku.

Wrocław staje przed koniecznością wyboru nowego prezydenta. Oczywiście, sytuacja polityczna jest już skrajnie inna niż w roku 2010. Antydutkiewiczowska opozycja w mieście czuje zapach świeżej krwi.

Oni już pokazali, że nie potrafią

Nowe rozdanie wymaga nowych ludzi. Przegrani w wyborach Jacek Protasiewicz z PO i Dawid Jackiewicz z PiS muszą sami sobie odpowiedzieć, czy chcą ryzykować gorycz porażki po raz drugi. Pierwszy, wobec znacznie większej szansy na wygraną, wycofuje się, bo Parlament Europejski to jednak i większy spokój, i lepsze pieniądze. Drugi staje do wyborów, licząc tym razem co najmniej na wejście do II tury.

Prawo i Sprawiedliwość jak prawdziwy rewolwerowiec strzela do wszystkich wokół. Do resztek po Dutkiewiczu, do PO i SLD, ale konkurenci mają argument nie do zbicia. To przecież PiS w kadencji, kiedy powstawał stadion, był koalicjantem prezydenta i to PiS czerpał z tego korzyści. Wystarczy tylko odpowiednio często i mocno o tym przypominać, żeby nawet najlepszy kandydat z góry skazany był na porażkę.

Do walki budzi się nieudolna, od lat pozbawiona wyrazistości i charakteru lewica. Liderzy SLD przystępują do frontalnego ataku na postsolidarnościowy układ władzy. Występują z hasłami "Oni się już pokazali, że nie potrafią", "Oddajcie Wrocław wrocławianom", ale po latach konserwowania układu postpezetpeerowskiego i ludzi, którzy jak Janusz Krasoń karierę zaczynali pod koniec lat 70., nie są w stanie znaleźć kandydata, który porwałby wrocławian. Nawet Lidia Geringer de Oedenberg po długich wahaniach odmawia, ogłaszając, że bardziej potrzebna jest Wrocławiowi w Brukseli.

Platforma Obywatelska ma świadomość, że ciągle - mimo niesnasek - jest postrzegana jako partia bliższa Rafałowi Dutkiewiczowi niż PiS. Musi rozegrać mecz o Wrocław po mistrzowsku. Tak by z jednej strony nie zanegować ciągłości władzy w mieście, która ciągle uważana jest za najważniejszy walor sprawowania jej przez ludzi Komitetu Obywatelskiego, a z drugiej nie musieć płacić weksli po Rafale Dutkiewiczu.

Na kłopoty... Zdrojewski

Zdesperowana PO sięga po broń najsilniejszą, jaką dysponuje, czyli po Bogdana Zdrojewskiego. Legendarny prezydent Wrocławia, którego popularność wykuwała się podczas powodzi w 1997 roku na wałach z worków z piaskiem, po wygranych przez PO wyborach parlamentarnych w 2011 roku pełni funkcję ministra obrony narodowej albo marszałka sejmu. Staje przed wyborem hamletycznym: zrezygnować ze świetnie rozwijającej się kariery i jeszcze lepszych perspektyw czy wrócić do matecznika. Zgadza się, bo legenda zobowiązuje. Mówi, że w tym jednym przypadku nie może odmówić. Jest potrzebny Wrocławiowi. Dlatego ustępuje z zajmowanej państwowej funkcji i wraca, by uratować miasto.

Uznaje, że jego najważniejszym zadaniem jest, by przywrócić wrocławianom wiarę w to, że żyją w mieście wyjątkowym, predestynowanym do realizacji celów najwyższych. Postanawia zastosować sposób, który już tyle razy się sprawdził. Stworzyć wizję, która porwie ludzi. Wskazać cel, który wrocławian zjednoczy, budząc gotowość do wyrzeczeń, a przede wszystkim odwracając uwagę od błędów. Wybiera metodę, która nazywa się ucieczką do przodu.

Przecież już tyle razy się udawało. I jemu, i Rafałowi Dutkiewiczowi. Kiedy Wrocław przegrał rywalizację o EXPO 2010, Bogdan Zdrojewski rzucił hasło EXPO 2012. Kiedy przegraliśmy walkę o kolejne EXPO, przystąpiliśmy do walki o siedzibę główną Europejskiego Instytutu Technologicznego. Kiedy i tym razem się nie udało, celem stał się jeden z tzw. węzłów naukowych EIT, a gdy i to przeszło Wrocławiowi koło nosa, rozpoczęły się zabiegi wokół EIT Plus, który jest namiastką na otarcie łez, ale brzmi świetnie, a co najważniejsze myląco!

A kiedy coś wreszcie, czyli piłkarskie EURO, miało się udać, znów podcięto wrocławianom skrzydła. Trzeba więc dać im coś nowego.

Bogdan Zdrojewski ogłasza: - Nie czas żałować EURO 2012, stają przed nami zadania znacznie ważniejsze. Postanowiłem zgłosić kandydaturę Wrocławia do organizacji igrzysk olimpijskich w roku 2020!

PS. Oczywiście pozostaje jeszcze pytanie, co dalej z Rafałem Dutkiewiczem? Zostanie szefem spółki Wrocław2020 odpowiedzialnej za organizację olimpiady, albo wróci na parę lat do biznesu, ale przecież ktoś będzie musiał przejąć władzę w mieście, gdy z igrzyskami też się nie uda.



Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 50 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy