Stadion jak dworzec kolejowy: musi być, a nie zarabiać
01.01.2012
, aktualizacja: 01.01.2012 23:53
Rok 2012 będzie we Wrocławiu bogaty w różne wydarzenia i choć politycznie powinien być spokojny, bo najbliższe wybory są dopiero w 2014, to nie będzie. A to za sprawą stadionu
ZOBACZ TAKŻE
- Czy Wrocław rozwiąże umowę z SMG, operatorem stadionu? (24-01-12, 20:00)
- Stadion - hit wyczekany. Izba - kit z minionej epoki (31-12-11, 07:00)
- Stadion będzie gotowy dopiero pod koniec marca 2012 (22-12-11, 15:59)
- Reprezentant Czech zachwycony stadionem we Wrocławiu (21-12-11, 15:28)
- Budowa stadionu coraz droższa. A końca wciąż nie widać (19-12-11, 19:02)
Do mistrzostw Europy w piłce nożnej stadion będzie pod ochroną. Wprawdzie tu i ówdzie ktoś przebąknie o zbyt wysokich kosztach jego budowy, ale nikt nie odważy się na frontalny atak. Każdy polityk wie, że w przededniu największego piłkarskiego święta w historii Wrocławia, ba - Polski i Europy Środkowej - kwestionując sens budowy tej areny, popełni polityczne samobójstwo. Nikt więc się na to nie odważy, ale kilku - przygotowując przedpole do późniejszej batalii - zatroska się o zbyt wielkie pieniądze wydane na ten cel.
Wojna zacznie się po wakacjach, przed uchwaleniem budżetu na kolejny rok, co nie będzie zadaniem dla władz miasta łatwym. W ciągu roku sytuacja ekonomiczna Wrocławia, całego kraju i Unii Europejskiej nie ulegnie cudownej przemianie. Kryzys nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jego skutki będziemy odczuwać najprawdopodobniej przez najbliższych kilka lat. Już dzisiaj wrocławianie zgrzytają zębami na podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, podatków od nieruchomości, wody i ścieków. Trudno się im dziwić, bo oprócz tych municypalnych podwyżek muszą zmierzyć się z większymi opłatami za benzynę, olej napędowy i gaz. I to w sytuacji, gdy pracodawcy zamiast podwyżek oferują obniżki płac. Klimat do szukania winnych tej sytuacji jest więc znakomity.
Piotr Babiarz, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w radzie miasta, już wypuścił balon próbny. W swojej bajce o krasnalach i ich szefie, którą w grudniu uraczył radę, wspomina, że kompanioni krasnala szefa "wspólnie podejmowali decyzje o rozbudowie i upiększaniu krainy. Zaryzykowali nawet zaproszenie mieszkańców innych krain na wielką imprezę sportową".
PiS na razie bada teren. Uderzy, gdy przyjdzie koniunktura. Szef jego lokalnych struktur Dawid Jackiewicz już dwa lata temu martwił się o rosnące koszty budowy stadionu i publicznie pytał na antenie Radia Wrocław, czy miasto nie powinno wycofać się z budowy obiektu. A wcześniej ten sam Jackiewicz perorował, że przyznanie miastu organizacji Euro 2012 "to wielki dzień dla miasta". - Wrocław będzie miał niepowtarzalną promocję w świecie. To sukces nas wszystkich. Pamiętam, jak walczyliśmy o to, aby Wrocław znalazł się w czwórce miast ubiegających się o Euro, zbieraliśmy podpisy wśród parlamentarzystów i w tej kwestii była pełna zgodność. Niezależnie od opcji politycznej wszystkim wrocławskim parlamentarzystom zależy na jak najlepszym przygotowaniu do tej imprezy. Czy zdążymy na czas? Gdybym był we Wrocławiu po raz pierwszy, przyjechał i zobaczył nasze drogi i stadiony, powiedziałbym, że nie ma szans. Mieszkam tu jednak długo i wiem, że spokojnie zdążymy - mówił. Później Jackiewicz zamilkł na ten temat.
Dziś wiadomo, że ze stadionem zdążyliśmy. Ale dla polityków nie będzie to miało znaczenia. I nie tylko PiS zechce upiec swoją pieczeń na tym ogniu. Sytuacja do ataku na stadion będzie szczególnie sprzyjająca, gdy nasza reprezentacja koncertowo się na mistrzostwach Europy skompromituje, na co ma wielkie szanse. A kiedy także drużynie Śląska Wrocław powinie się noga i skończy się dotychczasowa znakomita passa, to dla krytyków stadionu klimat będzie jeszcze wspanialszy. Będzie sobie można kpić, że zostaliśmy ze stadionem jak w słynnej anegdocie Jan Himilsbach z angielskim.
Ale jeśli można i trzeba pilnować kosztów budowy stadionu, to dzisiaj ci wszyscy, którzy nie mieli odwagi zakwestionować samego jego powstania, nie mają moralnego prawa czynić tego w momencie, gdy jest on już gotowy. Czas na wykazanie się cywilną odwagą i niezależnością myśli bezpowrotnie minął. Nadchodząca batalia o stadion będzie czasem koniunkturalistów i politycznego cwaniactwa.
Stadion jest. Stoi. Mnie osobiście przekonują argumenty Michaela Brilla (szefa firmy SMG, operatora stadionu), że to nie jest instytucja, która musi zarabiać pieniądze, bo to inwestycja w jakość życia miasta. Tak jak dworzec kolejowy nie generuje przychodów, a jest nieodzowny dla funkcjonowania miejskiej struktury.
Jak mawia mój przyjaciel chirurg: las bez lisa jest nadal lasem, tyle że nie tym samym, bo bez lisa.
Wojna zacznie się po wakacjach, przed uchwaleniem budżetu na kolejny rok, co nie będzie zadaniem dla władz miasta łatwym. W ciągu roku sytuacja ekonomiczna Wrocławia, całego kraju i Unii Europejskiej nie ulegnie cudownej przemianie. Kryzys nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jego skutki będziemy odczuwać najprawdopodobniej przez najbliższych kilka lat. Już dzisiaj wrocławianie zgrzytają zębami na podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, podatków od nieruchomości, wody i ścieków. Trudno się im dziwić, bo oprócz tych municypalnych podwyżek muszą zmierzyć się z większymi opłatami za benzynę, olej napędowy i gaz. I to w sytuacji, gdy pracodawcy zamiast podwyżek oferują obniżki płac. Klimat do szukania winnych tej sytuacji jest więc znakomity.
Piotr Babiarz, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w radzie miasta, już wypuścił balon próbny. W swojej bajce o krasnalach i ich szefie, którą w grudniu uraczył radę, wspomina, że kompanioni krasnala szefa "wspólnie podejmowali decyzje o rozbudowie i upiększaniu krainy. Zaryzykowali nawet zaproszenie mieszkańców innych krain na wielką imprezę sportową".
PiS na razie bada teren. Uderzy, gdy przyjdzie koniunktura. Szef jego lokalnych struktur Dawid Jackiewicz już dwa lata temu martwił się o rosnące koszty budowy stadionu i publicznie pytał na antenie Radia Wrocław, czy miasto nie powinno wycofać się z budowy obiektu. A wcześniej ten sam Jackiewicz perorował, że przyznanie miastu organizacji Euro 2012 "to wielki dzień dla miasta". - Wrocław będzie miał niepowtarzalną promocję w świecie. To sukces nas wszystkich. Pamiętam, jak walczyliśmy o to, aby Wrocław znalazł się w czwórce miast ubiegających się o Euro, zbieraliśmy podpisy wśród parlamentarzystów i w tej kwestii była pełna zgodność. Niezależnie od opcji politycznej wszystkim wrocławskim parlamentarzystom zależy na jak najlepszym przygotowaniu do tej imprezy. Czy zdążymy na czas? Gdybym był we Wrocławiu po raz pierwszy, przyjechał i zobaczył nasze drogi i stadiony, powiedziałbym, że nie ma szans. Mieszkam tu jednak długo i wiem, że spokojnie zdążymy - mówił. Później Jackiewicz zamilkł na ten temat.
Dziś wiadomo, że ze stadionem zdążyliśmy. Ale dla polityków nie będzie to miało znaczenia. I nie tylko PiS zechce upiec swoją pieczeń na tym ogniu. Sytuacja do ataku na stadion będzie szczególnie sprzyjająca, gdy nasza reprezentacja koncertowo się na mistrzostwach Europy skompromituje, na co ma wielkie szanse. A kiedy także drużynie Śląska Wrocław powinie się noga i skończy się dotychczasowa znakomita passa, to dla krytyków stadionu klimat będzie jeszcze wspanialszy. Będzie sobie można kpić, że zostaliśmy ze stadionem jak w słynnej anegdocie Jan Himilsbach z angielskim.
Ale jeśli można i trzeba pilnować kosztów budowy stadionu, to dzisiaj ci wszyscy, którzy nie mieli odwagi zakwestionować samego jego powstania, nie mają moralnego prawa czynić tego w momencie, gdy jest on już gotowy. Czas na wykazanie się cywilną odwagą i niezależnością myśli bezpowrotnie minął. Nadchodząca batalia o stadion będzie czasem koniunkturalistów i politycznego cwaniactwa.
Stadion jest. Stoi. Mnie osobiście przekonują argumenty Michaela Brilla (szefa firmy SMG, operatora stadionu), że to nie jest instytucja, która musi zarabiać pieniądze, bo to inwestycja w jakość życia miasta. Tak jak dworzec kolejowy nie generuje przychodów, a jest nieodzowny dla funkcjonowania miejskiej struktury.
Jak mawia mój przyjaciel chirurg: las bez lisa jest nadal lasem, tyle że nie tym samym, bo bez lisa.
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 56 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
Stadion jak dworzec kolejowy: musi być, a nie z...
wojtas71
01.01.12, 21:40
autor tego artykułu upadł już na głowę usprawiedliwiając partactwo magistratu i Dutkiewicza!od samego poczatku wszyscy trąbili że stadion bedzie zarabiał, obok galeria handlowa i inne »
-
musi być, a podatnika mamy w d...
optelwb
01.01.12, 23:04
Proponuję przenieść to rozumowanie na grunt ekonomii rodzinnej: Musi być duży dom, solidny samochód, super wyposażenie, itd. itp. Każdy wie, czym się kończy takie rozumowanie w momencie, »
-
Stadion jak dworzec kolejowy: musi być, a nie z...
pawel_zet
02.01.12, 07:16
Żałosny artykuł. Polepszenie jakości życia to obwodnica Leśnicy, oś inkubacji czy nowe przedszkola. Wszystkie te inwestycje (oraz wiele innych) nie będą mogły zostać przez miasto »
Najczęściej czytane24 htydzień



