Były mecze i wielkie widowiska - oceniamy nowy stadion

Michał Karbowiak, Sławomir Pawłowski, Michał Kokot
12.11.2011 , aktualizacja: 12.11.2011 11:37
A A A Drukuj
Mecz Polska - Włochy Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta Mecz Polska - Włochy
Wrocławska arena na Euro 2012, choć jeszcze niegotowa, gościła już pięć wielkich imprez. Jak się sprawdziła? Czy dobrze traktuje kibiców? Jak zorganizowano jej logistyczną obsługę?
Kibice na meczu Polska - Włochy
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Kibice na meczu Polska - Włochy
Maskotki na stadionie przed meczem Polska-Włochy
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Maskotki na stadionie przed meczem Polska-Włochy
Stadion we Wrocławiu
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Stadion we Wrocławiu
Na wrocławskim stadionie w ciągu dwóch miesięcy mieliśmy: globalną imprezę sportową (walka Witalij Kliczko - Tomasz Adamek, 10 września), koncert gwiazdy muzycznej (Symphonica George'a Michaela, 17 września), wielkie widowisko quasi-sportowe (wyścigi wielkich ciężarówek Monster Jam, 1 października), mecz piłkarski rangi krajowej (Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk, 28 października) i mecz międzypaństwowy (Polska - Włochy, w piątek). Można powiedzieć więc, że stadion został kompleksowo przetestowany. Oceniamy, jak się na nim te imprezy oglądało, czy łatwo i wygodnie na nie dojechali kibice oraz jaką im zapewniono obsługę.

Jak się ogląda na stadionie?

Nowy stadion we Wrocławiu potwierdza europejską klasę. Co prawda podczas tych imprez było jeszcze mnóstwo niedoróbek (podczas pierwszej wywożono gruz, a bilety sprawdzano za pomocą światła z telefonów komórkowych), ale ten, kto się na stadionie znalazł, na pewno nie żałował.

Arena od środka wygląda imponująco i stwarza kibicom komfortowe warunki. Jest funkcjonalna, na miejsca dociera się w szybko, a jedzenie można kupić na wielu stoiskach gastronomicznych.

Na stadionie są wygodne krzesełka i dobra widoczność niemal z każdego miejsca na trybunach. I nie ma na szczęście płotów, które polskie stadiony piłkarskie upodabniały bardziej do zakładów karnych niż do miejsc rodzinnej rozrywki. Zamiast krat postawiono niską, estetyczną osłonę z hartowanego szkła, jeden z najbardziej charakterystycznych znaków nowej kibicowskiej epoki.

Wygodą dla kibiców są wielkie telebimy podwieszone pod dachem. To one pomagały im oglądać walkę Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką, gdy ring był bardzo oddalony (choć trzeba przyznać, że trybuny skonstruowano tak, iż nawet bez telebimów pojedynek dało się oglądać z najwyższych rzędów).

To właśnie telebimy pozwoliły uczynić z meczu Śląska prawdziwy spektakl, znany bardziej z parkietów koszykarskiej NBA, a nie polskiej ekstraklasy piłkarskiej.

Dla fanów równie istotna jest dobra akustyka obiektu, która przy głośnym dopingu 40 tysięcy ludzi czyni z niego tygiel wyjątkowy, potrafiący pomóc tym, którzy przez trybuny mają być wspierani. Sprawdziła się ona chyba także nie tylko podczas imprez sportowych, bo każdy, kto był na koncercie George'a Michaela, na jakiekolwiek zaburzenia fonii nie mógł narzekać.

Jest też jednak stadion we Wrocławiu ciągle miejscem budowy. Widać to przede wszystkim w wielu niedokończonych pomieszczeniach w środku, niedziałających windach czy unoszącym się wszędzie kurzu.

Najgorzej jednak obiekt wygląda z zewnątrz, gdzie widok szpecą otaczające go hałdy ziemi, baraki i urządzenia budowlane. Fatalne wrażenie robi też, niestety, szara osłona, która podświetlana różnymi kolorami miała wyglądać jak ta z Alianz Areny w Monachium. Podświetlenie na razie nie działa, a przez to obiekt na Maślicach przypomina bardziej nocnik niż stadion, który ma kibiców oczarować. Podczas walki bokserskiej, by go nieco upiększyć, trzeba było puścić filmik z projektora, co wyglądało trochę groteskowo.

Czas jest jednak sprzymierzeńcem wrocławskiego stadionu, a wraz z jego upływem obiekt powinien pięknieć i być coraz bardziej perfekcyjny. Wówczas wrażenia doznawane na zewnątrz dorównają tym, które są udziałem kibiców w środku. W obu przypadkach powinno być olśniewająco.

Jak się jedzie na stadion?

Fajny stadion to jednak nie wszystko - trzeba jeszcze zapewnić tym, którzy chcą z niego korzystać, wygodny dojazd. Podczas pierwszych pięciu imprez miasto eksperymentowało z organizacją komunikacji na stadion.

W przypadku pierwszej - walki Kliczko - Adamek - zdecydowano, że samochody nie będą wpuszczane w pobliże stadionu. Policja ustawiła blokadę już na ulicy Lotniczej na wysokości Bajana, a po drugiej stronie na Pilczyckiej już przy pierwszym wjeździe na Kozanów.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa była to decyzja roztropna. Bo przecież nie było wcześniej tak wielkiej imprezy na tym obiekcie i nigdy wcześniej nie był on zapełniony. Do pierwszej takiej próby trzeba było więc podejść ostrożnie, tym bardziej że wokół stadionu nie było jeszcze oświetlenia, wykończonych dróg, przejść oraz parkingu dla samochodów. Kibice, zmierzając na walkę oraz opuszczając po niej stadion, przechodzili przez plac budowy, pełen dziur i niewykończonych elementów. Wpuszczenie w ten chaos ruchu samochodowego byłoby ryzykiem.

Decyzja była więc słuszna, ale miała też złe konsekwencje. Bo kierowcy, nie mogąc do stadionu dojechać, parkowali na pobliskich osiedlach. Trawniki na Kozanowie i Gądowie zostały więc rozjechane, a po gali ulice obu osiedli do późnych godzin nocnych tarasowały samochody.

Nieźle za to zorganizowana była komunikacja tramwajowo-autobusowa. Wiele osób wybrało specjalne linie, by dostać się na stadion, ale po gali, będąc po kilku piwach, nie zachowało dyscypliny. Ludzie szli na przystanki całą szerokością jezdni, przez co tworzyły się korki. Policja kierująca ruchem była na miejscu aż do trzeciej w nocy.

Przed koncertem George'a Michaela ulice Lotniczą i Kosmonautów pozostawiono otwarte dla aut. A przy stadionie przygotowano dla nich 800 miejsc parkingowych. Te rozwiązania się sprawdziły. Arena nie była wypełniona jednak po brzegi, więc powrót z imprezy był mniej uciążliwy. Podobnie podczas pokazu Monster Jam, gdy przyjście na stadion 30 tysięcy widzów rozłożyło się na kilka godzin, bo impreza trwała prawie cały dzień, a wszystkie ulice z wyłączeniem alei Śląska były otwarte.

Stadion po raz pierwszy był naprawdę pełny podczas meczu Śląska z Lechią Gdańsk, a także w piątek, podczas spotkania Polska - Włochy. I tym razem ulice były otwarte, a miejsc na parkingach przygotowano ponad tysiąc. Dojście kibiców i wypełnienie trybun przebiegło bez problemów. Po meczu Śląska gorzej wyglądał powrót, bo tłum znów nie stosował się do żadnych zasad i blokował Lotniczą i Królewiecką (jak to wyglądało w piątek nie widzieliśmy, bo tekst powstawał w czasie meczu).

Znów sprawdziła się komunikacja miejska. Autobusy i tramwaje odjeżdżały jeden za drugim i pół godziny po meczu Śląska na ulicy nikogo już nie było.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Były mecze i wielkie widowiska - oceniamy nowy ... pssz 12.11.11, 07:07

    Stadion ruszył, miasto nabrało doświadczenia z organizowaniem takich dużych imprez. Nowy budowniczy stadionu nie jest lepszy od sławnego Mostostalu- też ma poslizgi. A na stadionie jak na »

  • Dopracować komunikację miejską koluk 12.11.11, 16:00

    W dniu meczu zwiększyć częstotliwość kursów linii nocnych pomiędzy 22:30 a 24:00. Bo dostać się do domów na peryferiach miasta to był istny koszmar...»