Parytet po dolnośląsku, czyli gdzie te kobiety?

Jacek Harłukowicz
19.02.2010 , aktualizacja: 19.02.2010 08:54
A A A Drukuj
Sejm zajął się w czwartek obywatelskim projektem ustawy o parytecie płci, mającym zapewnić większy udział kobiet w polityce. U nas na Dolnym Śląsku, choć zdarzają się wyjątki, władzę wciąż trzymają mężczyźni. I niechętnie się nią dzielą.
Barbara Zdrojewska
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Barbara Zdrojewska
Lidia Geringer de Oedenberg
Fot. Maciej Swierczynski / AG
Lidia Geringer de Oedenberg
Beata Kempa
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Beata Kempa
Aleksandra Natalli-Świat
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG
Aleksandra Natalli-Świat
SERWISY
SONDAŻ
Czy na dolnośląskim podwórku politycznym jest za mało gospodyń?

Oczywiście, kobiet powinno być więcej, choćby dzięki parytetowi.
A po co? Żeby były bardziej męskie niż mężczyźni?
Znam kilka pań, które znakomicie zarządzałyby miastem.

Jeszcze nigdy kobieta nie była u nas marszałkiem województwa. Ba! Nie była nawet przewodniczącą ani wiceprzewodniczącą sejmiku. Nie rządziła nigdy żadnym z czterech największych dolnośląskich miast.

Niech parzą kawę

Dziś ośmiu wiceprezydentów Wrocławia, Wałbrzycha i Jeleniej Góry to faceci. Seksizm, brak zaufania? A może kobiety nie nadają się do robienia polityki?

Jedna z dolnośląskich radnych ironizuje: - Mężczyźni uwielbiają pracować z kobietami. Pod warunkiem, że ich praca ogranicza się do parzenia kawy i podawania porannych gazet.

Prezydent Legnicy Tadeusz Krzakowski jako jedyny z prezydentów ma dwie zastępczynie. Współpracę z nimi bardzo sobie chwali, ale choć związany jest z SLD, które parytet zapisany ma statucie. On sam jest takiemu rozwiązaniu przeciwny: - Kobiety są mądre, pracowite, zaradne i same są w stanie wywalczyć sobie odpowiednią pozycję. Żadnym odgórnie narzuconym nakazem sytuacji nie zmienimy. Prezydent Krzakowski lubi podkreślać, że dam zdecydował o zatrudnieniu kobiet jako swoich zastępców. - Nie mam kompleksu kobiet, nie obawiam się z nimi pracować. One też ze mną jakoś wytrzymują - twierdzi.

Bastion mężczyzn

W ekipie rządzącej Wrocławiem kobiet nie ma prawie w ogóle. Spodnie noszą tu zarówno prezydent, jego trzech zastępców, skarbnik, a także sekretarz miasta. Wśród siedmiu dyrektorów departamentów w Urzędzie Miasta jest tylko jedna kobieta. Tylko odrobinę lepiej wygląda sytuacja w radzie miejskiej, gdzie panie radne w niczym nie ustępują mężczyznom. Jednak od 1990 roku rządziły tylko dwukrotnie. W latach 2001-2002 przewodniczącą RM była Grażyna Tomaszewska, a między 2006 a 2009 r. Barbara Zdrojewska, dziś szefowa opozycyjnego wobec prezydenta Rafała Dutkiewicza klubu radnych Platformy Obywatelskiej, ostro go krytykująca. Swego czasu przyrównała nawet prezydenta do Edwarda Gierka.

- Kobiet w polityce wciąż jest za mało - uważa Barbara Zdrojewska, jeszcze kilka lat temu sprzeciwiająca się parytetowi, dziś popiera oficjalne stanowisko swojej partii: po 30 proc. miejsc na listach dla kobiet i mężczyzn, reszta wedle uznania partyjnego. - Mała liczba kobiet zaangażowanych politycznie wynikać może z faktu, iż wiele z nich politykę z całą jej brutalnością postrzega jako zajęcie typowo męskie. A tak przecież nie jest, ale nakłonić je do aktywności mogą tylko inne panie, dając odpowiedni przykład.

W Senacie kiepsko, w Sejmie nie najlepiej

Tego przykładu od kilku lat nie ma kto dawać paniom w Senacie. Tam na ośmiu zasiadających Dolnoślązaków ośmiu to mężczyźni. Od 1989 roku w izbie wyższej zasiadały tylko trzy panie: Jadwiga Bałtakis z UD (1991-1993), Dorota Czudowska z AWS (1997-2001) i dwukrotnie Maria Berny z SLD (1993-1997 i 2001-2005).

Więcej jest Dolnoślązaczek w Sejmie, ale spośród dziesiątki posłanek naszego regionu chyba tylko Aleksandra Natalii-Świat rzeczywiście ma coś do powiedzenia w swojej formacji, której jest wiceprezesem. Widoczna - głównie w telewizji - jest również Beata Kempa, główny oręż PiS w hazardowej komisji śledczej. Reszta pań pozostaje niewidoczna.

Polka idolka

Tylko raz partia polityczna na Dolnym Śląsku próbowała wykreować na lidera kobietę. Lidia Geringer de Oedenberg w 2002 roku przegrała jednak wybory na prezydenta Wrocławia. Porażkę dwukrotnie odbiła sobie świetnym wynikiem w wyborach do europarlamentu, gdzie jest jedną z najbardziej aktywnych polskich reprezentantek. Ale kursując między Wrocławiem, Brukselą a Strasburgiem nie ma czasu angażować się w lokalną politykę.

Kokietowanie pięknych pań

Rok 2010 jest rokiem wyborów samorządowych. Wystawiające kandydatów partie jak zwykle będą kokietować, obiecywać i przekonywać, że chcą lepiej. Padnie pewnie wiele słów o ciężkiej doli kobiet i zbyt małej ich liczbie w polityce. Być może w myśl haseł o równości płci na listach pojawi się więcej kandydatek. Tylko co z tego, jeśli miejsca gwarantujące wybór, z nielicznymi wyjątkami, znów obsadzą wyłącznie mężczyźni? Startująca z siódmego miejsca na liście kobieta zawsze będzie miała trudniej, niż facet walczący o mandat jako jej lider.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

  • Wprowadzić parytety na wydziale elektroniki PWr ! jaro65 19.02.10, 16:00

    Nie wiem, jak teraz, ale za moich czasów na wydziale elektroniki, na około 400 chłopa była ledwo jedna dziewucha. Sytuacja taka była nie do zniesienia. Na dzisiejsze, jakże światłe czasy, »