Herbatniki kontra Piskorski, czyli wojna w SD
04.11.2009
, aktualizacja: 04.11.2009 18:51
Ambitny plan politycznej reaktywacji Stronnictwa Demokratycznego zmienił się w farsę. Jedną z głównych bohaterek historii konfliktu prezesa Pawła Piskorskiego ze starymi działaczami partii jest warta 30 mln zł kamienica przy ul. Świdnickiej we Wrocławiu
ZOBACZ TAKŻE
- SD w sądzie chce odzyskać kamienicę przy Świdnickiej (14-01-11, 08:00)
- Kamienica SD przy Świdnickiej sprzedana za pół ceny (29-03-10, 19:52)
- "Piskorczycy" weszli do siedziby wrocławskiego SD (16-12-09, 20:39)
- Nadzwyczajny kongres SD odwołał szefa partii Pawła Piskorskiego (21-11-09, 18:38)
- Działacze SD: Sąd zadecyduje o losach Piskorskiego (18-11-09, 14:36)
- Zawieszeni członkowie SD przygotowują odwołanie Piskorskiego (07-11-09, 15:22)
- Wrocławskie SD chce usunięcia Piskorskiego z partii (27-10-09, 07:00)
- Partia herbatnikowa, czyli wrocławskie SD (08-10-09, 12:54)
SERWISY
Wojna domowa w Stronnictwie Demokratycznym trwa. Wczoraj Paweł Piskorski ze swoimi zwolennikami przejął władzę absolutną w SD, odsuwając starych działaczy, którzy dominowali w nim dotąd. Ale stara gwardia nie odpuszcza i zapowiada, że będzie w sądzie dochodzić sprawiedliwości.
Wśród tych, którzy jako pierwsi podnieśli rękę na Piskorskiego, jest szef partyjnych struktur na Dolnym Śląsku i wiceprzewodniczący SD Lesław Lech, niedawno za karę zawieszony w prawach członka Stronnictwa.
Lech, który początkowo patrzył na nowego lidera z ogromną nadzieją, teraz nie ma wątpliwości - postawienie na Piskorskiego było politycznym błędem. Także Piskorski, który jeszcze kilka miesięcy temu nie mógł nachwalić się Lecha i jego zasług, dzisiaj wiesza na nim psy.
Ambitny plan polityczny przywrócenia przez Piskorskiego SD do życia zmienił się w ciągu kilku miesięcy w żenujący spektakl. Miało być kilkunastoprocentowe poparcie w sondażach, mocny kandydat na prezydenta w osobie Andrzeja Olechowskiego i wejście SD do sejmu. Ceną były partyjne kamienice, które miano wystawić na sprzedaż. Piskorski tłumaczy, że chciał dobrze, ale na drodze stanęły mu "herbatniki", wieloletni działacze Stronnictwa, których aktywność w ostatnich latach polegała na spotkaniach towarzyskich, piciu herbatki i pogryzaniu ciasteczek. Starsi panowie w oczach nowego lidera to "oligarchowie". Bo mieszkają w przeznaczonych na sprzedaż partyjnych kamienicach i nie chcą ich za żadną cenę opuścić. Ten zarzut dotyczy m.in. Lecha, który mieszka w kamienicy na ul. Świdnickiej, wartej podobno 30 mln zł.
To Lech zgłosił wniosek o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu SD i głosowanie nad odwołaniem Piskorskiego.
- SD - tłumaczy Lech - nie jest przyzwyczajone do tego, że ktokolwiek szybko podejmuje twarde decyzje, nie licząc się ze zdaniem innych. Tu potrzebne są spokój, cierpliwość, wysłuchanie argumentów każdej ze stron.
Ideałem jest dla niego Unia Wolności, w której debaty programowe nie miały końca. Zupełnie jak by nie widział, że właśnie dyskusje pogrzebały tę partię, a próby jej reaktywacji pod szyldem Partii Demokratycznej spaliły na panewce. Ostatni przewodniczący dolnośląskich struktur PD Bartłomiej Nowotarski zrezygnowany porzucił już nawet nie tonący, ale od dawna leżący na dnie okręt i trzy tygodnie temu wstąpił do SD. Przyjmował go Lech.
"Herbatniki" z SD skarżą się na wodzowskie metody Piskorskiego i jego agresywną retorykę. A przecież Piskorski od zawsze rządził twardą ręką. Gdy został wyrzucony z PO, zostawił po sobie spaloną ziemię. Cała struktura warszawska partii musiała być na nowo odbudowywana. Ale działacze SD z frakcji "herbatników" udają, że zauważyli to dopiero teraz, gdy z zapowiadanej wielkiej przemiany kanapowej partii w parlamentarnego gracza został tylko plan sprzedaży partyjnych kamienic, w których, jak Lech, mieszkają.
Dlatego mało wiarygodnie brzmi argument Lecha, że warunkiem sprzedaży kamienic miało być osiągnięcie pod koniec roku przez SD co najmniej 5-proc. poparcia w sondażach, co nie zostało dotrzymane. Przecież łatwo było przewidzieć, że gdy media zaczną odgrzewać kolejne afery z Piskorskim, słupki poparcia spadną. I spadły, do zera. Już łatwiej uwierzyć w to, że Lech nie chce na stare lata pozbywać się mieszkania, w którym tak bardzo, jak mówił "Gazecie", lubi swoje wysokie stropy.
Prawdopodobnie, skoro starym działaczom SD nie udał się powrót do wielkiej polityki, a sen o parlamentarnych dietach oddala się coraz bardziej, woleliby, żeby wszystko pozostało po staremu. Ale warunkiem, by mogli znów spokojnie zasiąść do zimowej herbatki, jest pozbycie się Piskorskiego. Pytanie jednak, czy nie okaże się on zbyt twardy na słabe zęby "herbatników".
Wśród tych, którzy jako pierwsi podnieśli rękę na Piskorskiego, jest szef partyjnych struktur na Dolnym Śląsku i wiceprzewodniczący SD Lesław Lech, niedawno za karę zawieszony w prawach członka Stronnictwa.
Lech, który początkowo patrzył na nowego lidera z ogromną nadzieją, teraz nie ma wątpliwości - postawienie na Piskorskiego było politycznym błędem. Także Piskorski, który jeszcze kilka miesięcy temu nie mógł nachwalić się Lecha i jego zasług, dzisiaj wiesza na nim psy.
Ambitny plan polityczny przywrócenia przez Piskorskiego SD do życia zmienił się w ciągu kilku miesięcy w żenujący spektakl. Miało być kilkunastoprocentowe poparcie w sondażach, mocny kandydat na prezydenta w osobie Andrzeja Olechowskiego i wejście SD do sejmu. Ceną były partyjne kamienice, które miano wystawić na sprzedaż. Piskorski tłumaczy, że chciał dobrze, ale na drodze stanęły mu "herbatniki", wieloletni działacze Stronnictwa, których aktywność w ostatnich latach polegała na spotkaniach towarzyskich, piciu herbatki i pogryzaniu ciasteczek. Starsi panowie w oczach nowego lidera to "oligarchowie". Bo mieszkają w przeznaczonych na sprzedaż partyjnych kamienicach i nie chcą ich za żadną cenę opuścić. Ten zarzut dotyczy m.in. Lecha, który mieszka w kamienicy na ul. Świdnickiej, wartej podobno 30 mln zł.
To Lech zgłosił wniosek o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu SD i głosowanie nad odwołaniem Piskorskiego.
- SD - tłumaczy Lech - nie jest przyzwyczajone do tego, że ktokolwiek szybko podejmuje twarde decyzje, nie licząc się ze zdaniem innych. Tu potrzebne są spokój, cierpliwość, wysłuchanie argumentów każdej ze stron.
Ideałem jest dla niego Unia Wolności, w której debaty programowe nie miały końca. Zupełnie jak by nie widział, że właśnie dyskusje pogrzebały tę partię, a próby jej reaktywacji pod szyldem Partii Demokratycznej spaliły na panewce. Ostatni przewodniczący dolnośląskich struktur PD Bartłomiej Nowotarski zrezygnowany porzucił już nawet nie tonący, ale od dawna leżący na dnie okręt i trzy tygodnie temu wstąpił do SD. Przyjmował go Lech.
"Herbatniki" z SD skarżą się na wodzowskie metody Piskorskiego i jego agresywną retorykę. A przecież Piskorski od zawsze rządził twardą ręką. Gdy został wyrzucony z PO, zostawił po sobie spaloną ziemię. Cała struktura warszawska partii musiała być na nowo odbudowywana. Ale działacze SD z frakcji "herbatników" udają, że zauważyli to dopiero teraz, gdy z zapowiadanej wielkiej przemiany kanapowej partii w parlamentarnego gracza został tylko plan sprzedaży partyjnych kamienic, w których, jak Lech, mieszkają.
Dlatego mało wiarygodnie brzmi argument Lecha, że warunkiem sprzedaży kamienic miało być osiągnięcie pod koniec roku przez SD co najmniej 5-proc. poparcia w sondażach, co nie zostało dotrzymane. Przecież łatwo było przewidzieć, że gdy media zaczną odgrzewać kolejne afery z Piskorskim, słupki poparcia spadną. I spadły, do zera. Już łatwiej uwierzyć w to, że Lech nie chce na stare lata pozbywać się mieszkania, w którym tak bardzo, jak mówił "Gazecie", lubi swoje wysokie stropy.
Prawdopodobnie, skoro starym działaczom SD nie udał się powrót do wielkiej polityki, a sen o parlamentarnych dietach oddala się coraz bardziej, woleliby, żeby wszystko pozostało po staremu. Ale warunkiem, by mogli znów spokojnie zasiąść do zimowej herbatki, jest pozbycie się Piskorskiego. Pytanie jednak, czy nie okaże się on zbyt twardy na słabe zęby "herbatników".
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Herbatniki kontra Piskorski, czyli wojna w SD
i_need_you
10.11.09, 16:09
Powtarzam i będę powtarzał kolejny raz – aż do skutku: To jednak nie dopiero Paweł Piskorski (choć zapewne puści SD z torbami) stał się złym duchem Stronnictwa Demokratycznego, »
Najczęściej czytane24 htydzień




