Budżet na rok 2010: Wrocław schodzi na ziemię

Wojciech Szymański
16.10.2009 , aktualizacja: 16.10.2009 17:30
A A A Drukuj
W przyszłym rok miasto finansowo ostro wyhamuje. Wrocław znajdzie się w zupełnie nowej rzeczywistości, bo przez lata władze przyzwyczaiły mieszkańców do ambitnych planów i wielu obietnic. O części z nich trzeba na razie zapomnieć
Stadion na Maślicach - symbol inwestycyjnego rozmachu Wrocławia
Fot. Maciej Świerczyński/Agencja Gazeta
Stadion na Maślicach - symbol inwestycyjnego rozmachu Wrocławia
Pierwszy sygnał zmian czekających miasto pojawił się w połowie roku. Po raz pierwszy od wielu lat trzeba było tak ostro zredukować plan wydatków. Wtedy jednak całą operację przedstawiano jako przygotowanie na nadejście kryzysu gospodarczego. Prewencyjny ruch, który miał zabezpieczyć samorząd przed mniejszymi, niż zakładano, wpływami z podatków do lokalnego budżetu. Oszczędności na prawie 200 milionów okazały się jednak za małe. Dziś już wiadomo, że finansowy dołek w kraju będzie głębszy, a wpływów z podatków w miejskiej kasie jeszcze mniej. Do końca roku brakuje kolejnych 150 mln, a dziurę w budżecie trzeba łatać kolejną pożyczką.

Nikt już nie ma wątpliwości, że szybko lepiej nie będzie. W 2010 rok Wrocław wejdzie z niemal miliardowym deficytem i zadłużeniem zbliżającym się do nieprzekraczalnego ustawowego progu 60 procent. Wiadomo już, że budżet na kolejny rok będzie okrojony, a z części planów wydatkowych trzeba będzie zwyczajnie zrezygnować lub odłożyć je na jakiś czas do szuflady.

Dla miasta, które słynie z inwestycyjnego rozmachu, ma opinię szybko rozwijającego się, to nowa rzeczywistość. Tłuste lata się skończyły, zaczęło się poważne zaciskanie pasa. Wrocław z powodu kryzysu będzie żył skromniej.

2010 rok to także czas wyborów samorządowych. Zapewne sprawa stanu finansów miasta stanie się mocnym tematem kampanii wyborczej. Prezydent musi liczyć się z tym, że będzie atakowany za zadłużenie nie tylko budżetu miasta, ale także miejskich spółek, które przejmują część kredytów, tak jak ten, który trzeba będzie wziąć na budowę maślickiego stadionu. Będzie musiał odpowiedzieć na pytania, czy Wrocław nie był zbyt rozrzutny, fundując sobie np. multimedialną fontannę. Czy nie składano zbyt wielu obietnic bez pokrycia? Inwestycje związane z Euro 2012 na razie objęte są ponadpolityczną zgodą, ale nie ma pewności, czy w kampanii sens organizacji piłkarskich mistrzostw nie będzie kwestionowany.

W kwietniu na łamach "Gazety" Rafał Dutkiewicz wyłożył swoją filozofię zarządzania finansami miasta, mówiąc: "Grzechem jest się nie zadłużać". Przekonywał, że Wrocław nie ma szansy na rozwój i podnoszenie jakości życia mieszkańców, opierając się jedynie na własnym budżecie. Aby inwestować w budowę i remonty dróg, tramwaje, szkoły czy wreszcie takie przedsięwzięcia jak nowy stadion, musi się zadłużać. Tak robią także inne miasta i w kryzysie one też będą musiały wyhamować z kolejnymi planami.

Tylko że rozpędzony Wrocław przywykł do rozmachu. To go odróżnia od miast, które takiej odwagi nie miały. Z wysokiego konia łatwiej się spada. Poza tym szybciej porwie się ludzi wizją wspaniałej przyszłości popartą brzęczącą monetą niż tłumaczeniem, dlaczego tego lub innego projektu nie da się zrealizować. Przyszłoroczne wybory pokażą więc, czy wrocławianie, mówiąc metaforycznie, zechcą twardo stąpać po ziemi czy będą woleli iść z głową w chmurach.

Prawda jest taka, że miasto wielkie pieniądze już wydało. Manny z nieba nie będzie.

Podziel się

  • 36 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów