Platforma i PiS: Źle się dzieje w miejskich finansach
14.10.2009
, aktualizacja: 13.10.2009 17:59
Dziurę budżetową Wrocław musi łatać kolejnym kredytem. Radni PiS i PO mówią: Koniec z udawaniem, że wszystko jest dobrze. Sytuacja finansowa miasta staje się niebezpieczna.
ZOBACZ TAKŻE
- W budżecie na 2010 rok trzeba będzie sporo zaoszczędzić (06-11-09, 08:00)
- Z rady miejskiej: Wrocław pożyczy kolejne 150 mln zł (22-10-09, 19:52)
- Klub radnych PiS poprze zmiany w budżecie Wrocławia (19-10-09, 20:20)
Mimo ostrych cięć w wydatkach, których dokonano w lipcu, w miejskim budżecie do końca roku zabrakło prawie 150 mln zł. Wrocław dostanie o 60 mln zł mniej niż się spodziewał z podatku PIT i CIT, kolejne brakujące 88 mln to dotacje unijne, które do końca roku miały zasilić kasę Wrocławia.
Aby załatać dziurę, prezydent Rafał Dutkiewicz proponuje zwiększenie deficytu budżetowego i zaciągnięcie kolejnej pożyczki. Zgodę na taką operację muszą dać miejscy radni. Na razie, po spotkaniach ze skarbnikiem Wrocławia Marcinem Urbanem, PiS i Platforma mają wątpliwości.
Barbara Zdrojewska, szefowa klubu PO: - Od roku prezydent Dutkiewicz i jego urzędnicy zapewniali opinię publiczną, że sytuacja finansowa miasta jest stabilna. Zgłaszaliśmy wątpliwości i okazuje się, że mieliśmy rację. Sytuacja jest poważna. Konieczność zaciągnięcia kolejnych zobowiązań to jasny sygnał, że takiej polityki dłużej nie można prowadzić. Problemy Wrocławia nie wynikają tylko z kryzysu. Mamy wrażenie, że na przełomie lat 2007 i 2008 miasto było za bardzo rozrzutne. Prezydent złożył wiele obietnic, z których dziś nie będzie mógł się wywiązać.
Zdrojewska przyznaje, że dziś nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko łatanie dziury budżetowej kredytem. Choć klub PO ostateczne stanowisko w sprawie uchwały pożyczkowej podejmie pod koniec tygodnia, to nieoficjalnie można usłyszeć, że radni wstrzymają się od głosu. - Już pod koniec ubiegłego roku mówiliśmy głośno, że budżet jest nierealny, bo wpływy będą niższe, niż założono. Ale wtedy nikt nas nie słuchał. Nie możemy dziś podpisywać się pod czymś, na co nie mieliśmy żadnego wpływu - mówi radny Platformy.
Aby prezydencki plan budżetowy się powiódł, Rafał Dutkiewicz potrzebuje w radzie miasta głosów radnych PiS. Jego klub nie ma bowiem samodzielnej większości do przeforsowania uchwały pożyczkowej. W poniedziałek wieczorem skarbnik miasta spotkał się z radnymi PiS.
Piotr Babiarz, szef klubu tej partii: - Kryzys gospodarczy i idące za nim mniejsze wpływy z podatków to sytuacja niezależna od władz samorządowych. Ale mam wrażenie, że urzędnikom odpowiedzialnym za finanse sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziś, kiedy musimy zaciągać kolejną pożyczkę, nie można udawać, że nie ma problemu. Deficyt budżetowy dochodzi do miliarda złotych.
PiS decyzję o tym, jak głosować, podejmie w przyszłym tygodniu. - Powinni być konsekwentni, bo w grudniu ubiegłego roku poparli budżet na 2009 rok - mówi jeden z radnych klubu prezydenta.
O zwiększeniu deficytu i pożyczce radni zdecydują na sesji 22 października.
Komentuje Marcin Urban, skarbnik Wrocławia
Prawdą jest, że przy tak ambitnym planie inwestycyjnym Wrocławia nasza sytuacja finansowa nie jest dziś komfortowa. Złożył się na to przede wszystkim kryzys finansowy i związany z nim spadek wpływów z podatków PIT, które trafiają do nas za pośrednictwem budżetu państwa. Drugi czynnik to mniejsze, niż się spodziewaliśmy wpływy z funduszy unijnych. Już w latach 2005 i 2006 zakładaliśmy, że dziś będziemy chcieli maksymalnie je wykorzystać. Realizacja inwestycji współfinansowanych przez UE wymaga wkładu własnego z budżetu miasta.
W sytuacji, gdy dochody podatkowe są niższe, niż szacowało Ministerstwo Finansów, a procedury przekazywania dotacji przeciągają się, musimy zaciągnąć kredyt. Podobnie robią inne duże miasta. W tej chwili wskaźnik zadłużenia Wrocławia jest na bezpiecznym poziomie.
W przyszłym roku dług publiczny państwa, jak i zadłużenie dużych miast takich jak Poznań czy Kraków będzie wynosiło około 55 procent. Zakładamy, że u nas będzie podobnie.
Aby załatać dziurę, prezydent Rafał Dutkiewicz proponuje zwiększenie deficytu budżetowego i zaciągnięcie kolejnej pożyczki. Zgodę na taką operację muszą dać miejscy radni. Na razie, po spotkaniach ze skarbnikiem Wrocławia Marcinem Urbanem, PiS i Platforma mają wątpliwości.
Barbara Zdrojewska, szefowa klubu PO: - Od roku prezydent Dutkiewicz i jego urzędnicy zapewniali opinię publiczną, że sytuacja finansowa miasta jest stabilna. Zgłaszaliśmy wątpliwości i okazuje się, że mieliśmy rację. Sytuacja jest poważna. Konieczność zaciągnięcia kolejnych zobowiązań to jasny sygnał, że takiej polityki dłużej nie można prowadzić. Problemy Wrocławia nie wynikają tylko z kryzysu. Mamy wrażenie, że na przełomie lat 2007 i 2008 miasto było za bardzo rozrzutne. Prezydent złożył wiele obietnic, z których dziś nie będzie mógł się wywiązać.
Zdrojewska przyznaje, że dziś nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko łatanie dziury budżetowej kredytem. Choć klub PO ostateczne stanowisko w sprawie uchwały pożyczkowej podejmie pod koniec tygodnia, to nieoficjalnie można usłyszeć, że radni wstrzymają się od głosu. - Już pod koniec ubiegłego roku mówiliśmy głośno, że budżet jest nierealny, bo wpływy będą niższe, niż założono. Ale wtedy nikt nas nie słuchał. Nie możemy dziś podpisywać się pod czymś, na co nie mieliśmy żadnego wpływu - mówi radny Platformy.
Aby prezydencki plan budżetowy się powiódł, Rafał Dutkiewicz potrzebuje w radzie miasta głosów radnych PiS. Jego klub nie ma bowiem samodzielnej większości do przeforsowania uchwały pożyczkowej. W poniedziałek wieczorem skarbnik miasta spotkał się z radnymi PiS.
Piotr Babiarz, szef klubu tej partii: - Kryzys gospodarczy i idące za nim mniejsze wpływy z podatków to sytuacja niezależna od władz samorządowych. Ale mam wrażenie, że urzędnikom odpowiedzialnym za finanse sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziś, kiedy musimy zaciągać kolejną pożyczkę, nie można udawać, że nie ma problemu. Deficyt budżetowy dochodzi do miliarda złotych.
PiS decyzję o tym, jak głosować, podejmie w przyszłym tygodniu. - Powinni być konsekwentni, bo w grudniu ubiegłego roku poparli budżet na 2009 rok - mówi jeden z radnych klubu prezydenta.
O zwiększeniu deficytu i pożyczce radni zdecydują na sesji 22 października.
Komentuje Marcin Urban, skarbnik Wrocławia
Prawdą jest, że przy tak ambitnym planie inwestycyjnym Wrocławia nasza sytuacja finansowa nie jest dziś komfortowa. Złożył się na to przede wszystkim kryzys finansowy i związany z nim spadek wpływów z podatków PIT, które trafiają do nas za pośrednictwem budżetu państwa. Drugi czynnik to mniejsze, niż się spodziewaliśmy wpływy z funduszy unijnych. Już w latach 2005 i 2006 zakładaliśmy, że dziś będziemy chcieli maksymalnie je wykorzystać. Realizacja inwestycji współfinansowanych przez UE wymaga wkładu własnego z budżetu miasta.
W sytuacji, gdy dochody podatkowe są niższe, niż szacowało Ministerstwo Finansów, a procedury przekazywania dotacji przeciągają się, musimy zaciągnąć kredyt. Podobnie robią inne duże miasta. W tej chwili wskaźnik zadłużenia Wrocławia jest na bezpiecznym poziomie.
W przyszłym roku dług publiczny państwa, jak i zadłużenie dużych miast takich jak Poznań czy Kraków będzie wynosiło około 55 procent. Zakładamy, że u nas będzie podobnie.
- 18 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Platforma i PiS: Źle się dzieje w miejskich fin...
ni-e
14.10.09, 06:46
cóż jak by "po" dobrze zarządzało kasą z Unii to by nie było problemu więc może niech Pani Barbara Zdrojewska zadzwoni do dworu Pana Tuska lub 2 bardziej silniejszego dworu Pana Grzegorza »
-
To chyba normalne.
kszafraniec
14.10.09, 07:36
Limit ustawowy budżetu miasta to 60%. Do tej pory Kraków miał np ponad 58%, odkilku lat. Teraz Wrocław dochodzi do 55%. Prawdą jest, że tylko Wawa maponiżej 30%, ale oni mogą sobie pozwolić.»
Najczęściej czytane24 htydzień





