Czerwony Józek i zielony Radek

Jacek Harłukowicz
04.06.2009 , aktualizacja: 04.06.2009 19:18
A A A Drukuj
Pierwszy - legenda Solidarności, zatwardziały lewicowiec, wielbiciel kubańskich cygaretek i wiecznych piór. Drugi - były wiceminister z Unii Wolności, ekolog i wegetarianin, który jednak z szacunku dla zapraszającego nie odmówi schabowego. Józef Pinior i Radosław Gawlik walczą o mandat eurodeputowanego ze wspólnej listy Centrolewicy. Pinior ją otwiera, Gawlik zamyka.
Józef Pinior
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Józef Pinior
Józef Pinior przywodzi na myśl bardziej mola książkowego niż weterana walk o wolność (na zdjęciu z kardynałem Gulbinowiczem)
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Józef Pinior przywodzi na myśl bardziej mola książkowego niż weterana walk o wolność (na zdjęciu z kardynałem Gulbinowiczem)
Radosław Gawlik mieszka w domu z gliny, który sam zbudował
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Radosław Gawlik mieszka w domu z gliny, który sam zbudował
Począwszy od lat 80., ich życiorysy przeplatały się niczym sinusoidy. Kiedy Pinior w 1981 roku wyprowadza z banku słynne 80 mln zł podziemnej Solidarności, Radosław Gawlik kończy studia na Wydziale Eksploatacji i Ekonomii Transportu Wyższej Szkoły Transportu i Łączności w Żylinie, w byłej Czechosłowacji. Ale gdy osiem lat później nastaje wolna Polska, to Gawlik, a nie Pinior, znajduje się na liście wyborczej Komitetu Obywatelskiego do sejmu kontraktowego. Zdobywa mandat i nie oddaje go przez trzy kolejne kadencje. W tym czasie Józef Pinior na lata znika z życia publicznego. Sprzeciwia się obradom Okrągłego Stołu, a obserwując podział Solidarności, uznaje, że przegrał. Z polityką nie chce mieć nic wspólnego. Dostaje propozycję startu w wyborach, ale odmawia. W latach 90. kontestuje nową rzeczywistość, wiążąc się z marginalnymi partiami lewicowymi. Do polityki wraca triumfalnie w roku 2004, zdobywając mandat eurodeputowanego z listy Socjaldemokracji Polskiej. Wtedy na aucie sceny politycznej jest już Gawlik, bo działalność w partii Zielonych to raczej hobby niż poważna polityka. Dziś Pinior walczy o drugą kadencję w europarlamencie; Gawlik start w wyborach traktuje bardziej jako okazję do promocji swojego ugrupowania. Pierwszy w sukces bardzo wierzy, drugi nie ukrywa, że robi to, by wspomóc kolegów.

Załogant z Solidarności

1 maja 1991 roku na wrocławskim Rynku, nieprzywykłym jeszcze do tłumów, zbiera się demonstracja. W dwa lata po przełomie młodzi ludzie nie walczą już jednak z komuną. Pod pręgierzem zbierają się antyfaszyści z Anty Nazi Frontu, organizacji powstałej w odpowiedzi na rozkwit subkultury skrajnie prawicowych skinheadów. Z tłumu punków w skórach i glanach wyróżnia się drobna postać - na oko urzędnik średniego szczebla: szczupły, lekko przygarbiony, kraciasta marynarka, na nosie rogowe oprawki okularów. W ręku czerwona flaga.

- Woody Allen? - śmieją się młodsi punkowcy.

To Józef Pinior, legenda podziemnej Solidarności. Choć u wielu niezorientowanych załogantów wzbudza uśmieszki politowania, tego dnia Pinior jest wśród swoich.

- Był jednym z nas, zaangażował się w naszą działalność od samego początku - wspomina Arek Bagiński, współtwórca ANF-u. - Do dziś niewiele osób wie, że konspiracyjny lokal na Pilczycach, w którym odbywały się nasze spotkania, załatwił właśnie Józek. Wzbudzał szacunek, ale i zdziwienie. Oto człowiek, który ze swoim nazwiskiem i biografią mógł spokojnie robić karierę polityczną, opiekuje się zapaleńcami chcącymi walczyć z faszyzmem na wrocławskich ulicach.

Pinior na spotkaniach ANF-u pojawia się regularnie. Choć część działalności Frontu w tamtych latach to również walka wręcz ze skinheadami, on podejmuje się roli pozytywistycznej. Wykłada młodym ludziom o zgubności systemów totalitarnych, początkach faszyzmu i o jego wpływie na losy Europy.

- Kazałem im czytać klasyków - wspomina. - Mówiłem: "Chcesz się lać ze skinami? OK, ale maturę i studia i tak musisz zrobić".

Wolność, pokój, ekologia

W maju 1991 roku Radosław Gawlik jest posłem X kadencji sejmu. Wybrany jako bezpartyjny z poparcia Komitetu Obywatelskiego, zostaje członkiem klubu Unii Demokratycznej. W parlamencie znalazł się dość przypadkowo.

Rafał Dutkiewicz, w 1989 roku sekretarz Komitetu Obywatelskiego, dziś prezydent Wrocławia: - Cztery miejsca do sejmu kontraktowego z Wrocławia podzieliliśmy według klucza: jedno dla rolników indywidualnych, jedno dla związkowca, jedno dla Basi Labudy i jedno dla przedstawiciela ruchu Wolność i Pokój (WiP). To ostatnie przeznaczone było dla Leszka Budrewicza, który jednak odmówił i wskazał właśnie Radka.

W kampanii wyborczej Gawlik reklamował się zdjęciem z Lechem Wałęsą. Musiał wygrać i, mimo że przyszło mu walczyć w części zamieszkałej głównie przez wojskowych, wygrał zdecydowanie - nawet w jednostkach wojskowych.

W WiP Gawlik, młody nauczyciel matematyki dorabiający jako robotnik wysokościowy, też znalazł się dzięki Budrewiczowi.

Wspomina: - W 1986 roku moja żona Anna brała udział w głodówce w Podkowie Leśnej przeciwko uwięzieniu Jacka Czaputowicza i Piotra Niemczyka. Jakoś po tym Leszek przyszedł i zapytał mnie, czy bym się nie zajął ekologią w WiP. Na pierwszą Solidarność trochę się spóźniłem, więc doganiałem swój czas.

Działa sporo, więc dogania szybko. Wyrasta na jednego z najbardziej zaangażowanych WiP-owców. Zajmuje się głównie ekologią. Jest wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Organizuje protesty, z których do historii przechodzi ten w sprawie trującej Wrocław Huty Siechnice. Ma przemawiać na Świdnickiej do demonstrantów, ale facet, który miał przynieść megafon, nie przychodzi. Chwyta więc za lejek do benzyny i daje sygnał do wymarszu.

W roku 1987 włącza się w Solidarność. Publikuje w prasie podziemnej. We Wrocławiu doprowadza do tego, że do ocieplania bloków zaprzestaje się używania azbestu. W 1989 roku uczestniczy w obradach Okrągłego Stołu w podstoliku ds. ekologii.

Marek Krukowski z WiP: - Dołączył do nas nieco później, ale potem wspólnych akcji było sporo. Razem z Radkiem i Piotrem Ikonowiczem wdrapywaliśmy się na rusztowania na pl. Kościuszki, domagając się uwolnienia więźniów politycznych, z kolegami z Czechosłowacji protestowaliśmy przeciwko budowie hotelu w Karkonoszach, w Warszawie braliśmy udział w sittingu pod Domem Handlowym "Centrum", żądając uwolnienia naszych kolegów. Pod koniec lat 80. Radek zaangażował się w Solidarność, co było zresztą polem pewnego konfliktu między związkiem i WiP. Kiedy w 1988 roku zamknęli go na trzy tygodnie, nikt z Solidarności nie chciał wpłacić za niego grzywny, a miał wtedy trudną sytuację i żonę w ciąży z trzecim dzieckiem.

Dr Watson w randze pułkownika

Niski, szczupły, wciąż w takich samych okularach, Józef Pinior przywodzi na myśl bardziej mola książkowego niż weterana walk o wolność, wielokrotnie zatrzymywanego, skazywanego i więzionego za działalność antypaństwową. Wielbiciel dobrego - wyłącznie czerwonego! - wina, kubańskich cygaretek sprowadzanych ze Stanów Zjednoczonych od tego samego dostawcy, który zaopatruje Billa Clintona, czytelnik "New York Timesa", wielbiciel twórczości Orwella i Hanny Arendt.

Jednym, tak jak punkowcom w 1991 roku, na myśl przywodzi Woody'ego Allena. Innym kojarzy się inaczej. W opozycji, choć sam wybrał sobie pseudonim Szaron (na cześć izraelskiego generała, późniejszego premiera), znajomi wołali na niego Kermit.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos