W wyborach do europarlamentu brak pewniaków

Jacek Harłukowicz
01.06.2009 , aktualizacja: 01.06.2009 11:12
A A A Drukuj
Na tydzień przed wyborami liderzy największych komitetów, bardziej niż konkurentów z innych partii, boją się kandydatów z własnych list
Wszystko wskazuje na to, że europosłem po raz drugi zostanie Jacek Protasiewicz (PO)
Fot. Paweł Kozioł / AG
Wszystko wskazuje na to, że europosłem po raz drugi zostanie Jacek Protasiewicz (PO)
Lidia Geringer de Oedenberg
Fot. Paweł Kozioł / AG
Lidia Geringer de Oedenberg
PiS planował, że to Ryszard Legutko zostanie w naszym okręgu europosłem tej partii
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG
PiS planował, że to Ryszard Legutko zostanie w naszym okręgu europosłem tej partii
Piotr Borys, choć startuje dopiero z czwartego miejsca, prowadzi zaskakująco intensywną kampanię wyborczą. Dawne województwa legnickie i wałbrzyskie toną w jego billboardach
Fot. Paweł Kozioł / AG
Piotr Borys, choć startuje dopiero z czwartego miejsca, prowadzi zaskakująco intensywną kampanię wyborczą. Dawne województwa legnickie i wałbrzyskie toną w jego billboardach
Sergiusz Najar zrezygnował z kandydowania do Sejmu z listy SLD
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Sergiusz Najar zrezygnował z kandydowania do Sejmu z listy SLD
Beata Kempa przed komisją śledczą
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Beata Kempa przed komisją śledczą
Praktyka pokazuje, że kandydat z pierwszej pozycji listy wyborczej ma największe szanse na mandat, o ile oczywiście jego partia przekroczy w kraju pięcioprocentowe poparcie. Ale w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego w okręgu dolnośląsko-opolskim ta reguła nie musi się potwierdzić. Jedynkom trzech najważniejszych partii - Ryszardowi Legutce (PiS), Lidii Geringer d' Oedenberg (SLD-UP) i Jackowi Protasiewiczowi (PO) - zagrażają politycy z dalszych miejsc list.

O bardzo słabym poparciu dla Legutki w okręgu działacze komitetu wyborczego PiS przekonali się, zlecając sondaż poparcia. Jego wyniki okazały się dla Legutki bardzo niekorzystne: wyprzedza go startująca dopiero z szóstego miejsca posłanka Beata Kempa, która popularność zdobyła podczas rządów PiS, blisko współpracując z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Kempa wyprzedziła sprowadzonego z Krakowa Legutkę, choć umieszczono ją na liście wyłącznie po to, by pracowała na jego wynik. Sugerowano jej nawet, by nie prowadziła zbyt intensywnej kampanii.

Wynik sondażu przyjęto w partii bardzo źle, bo PiS może w naszym okręgu liczyć zaledwie na jeden mandat.

- Sondaż spowodował popłoch - twierdzi dolnośląski polityk PiS. - Jeśli wyniki będą się potwierdzać, odpowiedzialny za Dolny Śląsk Adam Lipiński rzuci na ostatni tydzień kampanii wszystkie siły, by ratować mandat dla Legutki. Z wizytą Jarosława Kaczyńskiego włącznie.

Kempa już dwa razy pokazała, że potrafi zdobywać poparcie, startując z dalszych miejsc. W 2005 roku do Sejmu dostała się z szóstego miejsca, w 2007 z czwartego. W niedzielę znów powalczy z pozycji szóstej.

Podobna sytuacja jest w SLD-UP. Pewnej siebie liderce listy i dotychczasowej eurodeputowanej - Lidii Geringer d' Oedenberg - niespodziewanie wyrósł konkurent - startujący z ostatniego miejsca listy Sergiusz Najar. Do niedawna bliżej nieznany wiceminister infrastruktury i spraw zagranicznych w rządach Leszka Millera i Marka Belki prowadzi niezwykle intensywną kampanię. Wsparli go już m.in. Aleksander Kwaśniewski z żoną Jolantą, Włodzimierz Cimoszewicz i Andrzej Olechowski.

Część polityków SLD, popierających Geringer d' Oedenberg, ma do Najara pretensje o burzenie status quo. Radosław Mołoń, sekretarz dolnośląskiego SLD, odpowiedzialny za kampanię, uważa jednak ich rywalizację za korzystną: - Każda rywalizacja w granicach przyzwoitości jest dobra. Jeśli o mandat walczy dwoje dobrych kandydatów, to z politycznego punktu widzenia dla partii nie ma przecież tak wielkiego znaczenia, kto go zdobędzie.

W Platformie Obywatelskiej liderem pozostaje Jacek Protasiewicz. Jednak po piętach mocno zaczyna mu deptać wicemarszałek województwa Piotr Borys. I choć startuje dopiero z czwartego miejsca, prowadzi zaskakująco intensywną kampanię wyborczą. Dawne województwa legnickie i wałbrzyskie toną w jego billboardach. Borys może być dla Protasiewicza poważnym konkurentem, bo pokazał, że potrafi wygrać, startując z dalszych pozycji. W wyborach samorządowych w roku 2006, będąc ostatnim na liście, zdobył blisko jedną trzecią wszystkich głosów PO. Na Borysa grają także inni kandydaci PO. Choć każdy z nich otrzymał z centrali limit pieniędzy na kampanię, wielu przekazało go właśnie Borysowi. Dzięki temu ma drugi po Protasiewiczu budżet.

Na jednym ze spotkań szefostwa dolnośląskiej PO do intensywnej kampanii namawiał Borysa sekretarz partii Jarosław Charłampowicz, tłumacząc, że Protasiewicz i tak sobie poradzi. We Wrocławiu nie jest jednak tajemnicą, że Charłampowicz i Protasiewicz za sobą nie przepadają.

Protasiewicz jest jednak w dużo lepszej sytuacji od Ryszarda Legutki i Lidii Geringer d' Oedenberg. Nawet jeśli otrzyma mniej głosów od Borysa, to i tak dostanie się do europarlamentu, bo Platforma w naszym okręgu powinna zdobyć trzy mandaty.

- Ale wynik Borysa będzie ważny z innego powodu - tłumaczy wrocławski polityk Platformy. - Protasiewicz to szef partii w regionie, jeśli Borys uzyska bardzo dobry wynik, to wyrośnie mu groźny konkurent. I o to idzie gra.

Podziel się

  • 38 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Odnosze dziwne wrazenie, szczuplyjacek 01.06.09, 14:59

    ze GW na sile stara sie promowac Najara. Nic z tego. Jego strategia wyborcza to pomylka. Nawet wielbiciele SLD na niego nie zaglosuja. Raz, bo jest obcy. Dwa, ze wzgledu na popierajace go »

  • W wyborach do europarlamentu nie ma pewniaków valana 02.06.09, 13:48

    Nie zamierzam głosować na żadnego z przedstawionych tu kandydatów. Właściwie wogóle miałem zamiar zignorować te wybory (istotne przecież niemal wyłącznie dlaubiegających się o sute »