Baronowa lewicy kontra złoty chłopiec
28.05.2009
, aktualizacja: 28.05.2009 18:19
Lidia Geringer de Oedenberg to typ prymuski z wymyśloną precyzyjnie arystokratyczno-artystyczną legendą. Sergiusz Najar należy do pokolenia, które w peerelowskiej organizacji studenckiej przygotowywało się do kariery w wolnej Polsce. 7 czerwca zmierzą się w walce o mandat eurodeputowanego

Fot. Maciej Świerczyński/AG
Lidia Geringer de Oedenberg

Fot. Radosław Bugajski / AG
Podczas wyborów na prezydenta Wrocławia w 2002 roku Jolanta Kwaśniewska przyjechała poprzeć Lidię Geringer de Oedenberg

Fot. Paweł Kozioł / AG
W wyborach do europarlamentu była prezydentowa Jolanta Kwaśniewska popiera Sergiusza Najara

Fot. Paweł Kozioł / AG
Sergiusz Najar wstąpił do PZPR pod koniec lat 70., żeby - jak mówi - naprawiać system. Okazało się, że system świetnie przygotował go do pracy w wolnej Polsce
ZOBACZ TAKŻE
- Czerwony Józek i zielony Radek (04-06-09, 19:18)
- Baronowa idzie po władzę - tuż przed drugą turą wyborów sylwetka Lidii Geringer d'Oedenberg (08-11-02, 00:00)
Sergiusz Najar swoją kwaterę na czas kampanii otworzył w jednym z wrocławskich pubów w pobliżu gmachu głównego uniwersytetu. To tu organizuje konferencje prasowe, debaty. - Robię wszystko, by ta kampania była skuteczna. Ale pewnych rzeczy nie przeskoczę. Choćby tego, że mało mnie tu jeszcze znają.
Na Dolnym Śląsku mieszka od roku. Kupił dom w Budzowie koło Srebrnej Góry.
Ale o Najarze od kilku tygodni jest coraz głośniej. M.in. dzięki poparciu takich ludzi jak Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller czy Marek Belka. - Starzy znajomi - przyznaje. - Ze studiów i pracy w rządzie. Geringer de Oedenberg kalendarz kampanii ma rozpisany co do godziny. Umawiamy się w jej biurze na wrocławskim Rynku. Po korytarzach biegają wolontariusze. Wszystkiego pilnuje prawa ręka posłanki - jej siostra Zofia Ulatowska. - Jak pan widzi, praca wre - mówi Geringer.
Geringer pięć lat temu zdobyła mandat eurodeputowanej. Dziś jest numerem jeden dolnośląsko-opolskiej listy wyborczej SLD-UP. Najar pod szyldem tego samego komitetu startuje z ostatniej, 10. pozycji. To pierwsze wybory, w których kandyduje.
W sztabie wyborczym SLD przy ul. Matejki podobno już idą zakłady, czy nie przeskoczy liderki listy.
Królowa statystyk
- Żadnej anegdoty o Lidii pan nie usłyszy - uprzedza anonimowo jeden z europosłów. - To nie jest specjalnie barwna postać. Poukładana. Zawsze się kontroluje, jest mało spontaniczna. Trzyma dystans.
Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS: - Często siedzi w Parlamencie Europejskim do późnego wieczora. Niewątpliwie jest bardzo pracowita. Po ludzku sympatyczna, mamy niezłe relacje.
Geringer szczyci się tytułem jeden z najaktywniejszych europejskich posłanek. Pracuje w sześciu komisjach. Na swojej stronie internetowej skrupulatnie wylicza: 156 wystąpień na posiedzeniach plenarnych, 31 interpelacji, 21 raportów itd. Co więcej - zaznacza - wiele dokumentów jest w toku.
Konrad Szymański, również z PiS: - Należy do tych posłów, którzy swoją pozycję budują na statystykach. To bywa złudne. Nie ujmując jej zaangażowania, często chodzi o sprawy o małym znaczeniu.
Na forum Parlamentu Europejskiego była sprawozdawcą komisji prawnej m.in. podczas debaty "w sprawie niektórych części i cech kołowych ciągników rolniczych lub leśnych".
Eurodeputowany lewicy: - Wzięła funkcję wiceszefowej komisji prawnej, której nie chciała prof. Genowefa Grabowska z SdPl. To trzeciorzędna funkcja, wice zawsze jest kilku. Ale dzięki temu referuje wszelkie najdrobniejsze sprawy, które muszą przejść przez tę komisję.
Geringer: - W moim poczuciu zajmowałam się ważnymi sprawami. Jestem aktywna, znajomość języków obcych ułatwi mi kontakty bezpośrednie z innymi posłami, przyspiesza pracę.
Marek Siwiec, kolega z frakcji socjalistycznej w PE, przypomina walkę posłanki Geringer o wprowadzenie napisów dla niesłyszących w publicznych telewizjach w całej Unii. - Brakowało jej kilku podpisów pod projektem. Pamiętam jak kolędowała od posła do posła i prosiła o poparcie. Tak osobiste zaangażowanie w sprawę robiło wrażenie.
Geringer: - Poczułam, że mogę zrobić coś ważnego. Nawet Maciej Giertych podpisał się pod moją inicjatywą.
Zarządzanie, zarządzanie
Pod koniec lat 70. w Polsce kończy się dekada rządów Edwarda Gierka. Sergiusz Najar dostaje się na Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. To tu kształcą się kadry, które mają unowocześnić siermiężną socjalistyczną gospodarkę. Jak na tamten czas, awangarda. Najar maszeruje w pochodzie pierwszomajowym i wraz z kolegami ze studiów skanduje "zarządzanie, zarządzanie - cała Polska czeka na nie". Wstępuje do PZPR i Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich. Do partii przyjmuje go Włodzimierz Cimoszewicz, szef uczelnianego komitetu PZPR.
- Wtedy była już opozycja. Po co panu partia - pytam.
Najar: - Wśród moich najbliższych znajomych nie było ludzi, którzy obracali się w świecie alternatywnym czy opozycji. Oczywiście słyszałem wcześniej o wydarzeniach w Radomiu i Ursusie. Ale uważałem, że to tylko dowód na niesprawność systemu. I chciałem ten system naprawiać, a nie zastępować innym. PZPR to był świadomy wybór, choć moi rodzice byli bezpartyjni. Byłem przekonany, że dzięki temu będę mógł realizować swoje ambicje publiczne i zawodowe.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Najar ma lepsze kwalifikacje
roomcajz
29.05.09, 10:21
Sergiusz Najar wykazuje się lepszym przygotowaniem do sprawowania funkcji europosła.Facet zna się na rzeczy i może z dumą reprezentować Dolny Śląsk i województwo opolskie w Parlamencie »
Najczęściej czytane24 htydzień



