Dom ogrzewany słońcem
11.08.2010
, aktualizacja: 11.08.2010 16:45
Energia słoneczna może być wykorzystywana do ogrzewania wody i wytwarzania prądu. Co ważniejsze, jest darmowa, przyjazna dla środowiska i stosunkowo łatwa do pozyskania. Dlatego coraz więcej rodzin decyduje się na zakup kolektorów solarnych. Teraz pomoże im w tym państwo
ZOBACZ TAKŻE
- Samorządowcy uczą Dolnoślązaków dbać o środowisko (18-03-10, 14:00)
- Środowisko: Rząd zmienił prawo, gminy nie wiedzą, co robić (25-02-10, 17:32)
- Kto prowadzi czyste interesy na Dolnym Śląsku (26-11-09, 11:00)
- By rolnik nie szkodził przyrodzie (20-11-09, 11:00)
SERWISY
Kolektory słoneczne to dobra inwestycja dla tych, którzy jednocześnie chcą płacić mniejsze rachunki i dbać o środowisko naturalne. - W okresie największego nasłonecznienia od kwietnia do września energia solarna z kolektorów spokojnie wystarcza do zaopatrzenia domu w ciepłą wodę - mówi Radosław Gawlik, były wiceminister ochrony środowiska i zwolennik ekologicznego stylu życia. - W skali roku pozwala to zmniejszyć zużycie energii konwencjonalnej średnio o 40 procent. To ogromna oszczędność, biorąc pod uwagę, że w najbliższym czasie cena energii będzie prawdopodobnie nadal rosła.
3x20 do 2020 roku
Przy produkcji energii słonecznej, inaczej niż w przypadku nieodnawialnych źródeł energii, do atmosfery nie jest emitowany dwutlenek węgla ani inne szkodliwe dla środowiska produkty uboczne. Dlatego ONZ i Unia Europejska od dawna starają się wypracować regulacje, które nakładałyby na państwa członkowskie obowiązek zmniejszenia emisji dwutlenku węgla i wykorzystywania w większym stopniu odnawialnych źródeł energii.
W 2009 roku Unia przyjęła Pakiet Klimatyczno-Energetyczny, nazywany też Pakietem 3x20. Zakłada on, że do 2020 roku emisja dwutlenku węgla zostanie ograniczona o 20 procent. Tyle samo procent energii produkowanej w danym kraju powinno pochodzić ze źródeł odnawialnych. O 20 procent ma też wzrosnąć efektywność energetyczna kraju, co oznacza z jednej strony bardziej efektywną produkcję, a z drugiej - lepsze wykorzystanie już wytworzonej energii. Można to osiągnąć np. przez odpowiednią izolację ścian budynków czy usunięcie z rynku żarówek żarowych, które oddają w postaci ciepła aż 95 procent pozyskanej energii.
Mamy dużo do zrobienia
Do wprowadzenia zmian przewidzianych w Pakiecie jest zobowiązana również Polska. Bardziej ulgowo jesteśmy traktowani jedynie w kwestii udziału energii ze źródeł odnawialnych w całkowitej produkcji energii - do 2020 roku ma on u nas wzrosnąć nie do 20, a do 15 procent.
Mimo to wypełnienie pakietowych zobowiązań będzie nas kosztowało wiele wysiłku. Według danych GUS-u w 2007 roku aż 86 procent produkowanej w Polsce energii pochodziło z węgla, 5 procent z gazu ziemnego, a tylko niecałe 7 procent ze źródeł odnawialnych. I chociaż udział tych ostatnich w całkowitej produkcji rośnie z roku na rok, tempo tego wzrostu jest na razie zbyt małe, aby umożliwić realizację Pakietu. Dlatego półtora roku temu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wprowadził program OZE, który służy wspieraniu inwestycji w odnawialne źródła energii. Jego dwie pierwsze części są skierowane do przedsiębiorców i mają formę pożyczek. Trzecia, najnowsza będzie przyznawana w formie bezzwrotnych dotacji i ma objąć osoby prywatne i wspólnoty mieszkaniowe.
- Pierwsza część programu służy wsparciu finansowania dużych projektów o kosztach powyżej 10 milionów złotych, na które trudno uzyskać kredyt na rynku komercyjnym z uwagi na stosunkowo duże ryzyko inwestycyjne. Druga część, realizowana w partnerstwie z funduszami wojewódzkimi, wspiera inwestycje mniejsze, których koszt zawiera się pomiędzy pół a 10 milionami złotych - mówi Jan Ruszkowski z Departamentu Komunikacji i Strategii NFOŚiGW.
Oba te rozwiązania wspierają inwestycje różnego rodzaju: energię wiatrową, wodną, słoneczną, geotermalną, z biogazu lub biomasy. Trzecia część - dotacje do kolektorów słonecznych - skierowana jest do osób prywatnych i wspólnot mieszkaniowych.
Połowę kolektora dostaniemy gratis
Program OZE 3 umożliwia uzyskanie zwrotu 45 procent kosztów zakupu i montażu kolektora słonecznego. Może z niego skorzystać każdy. Podstawowym warunkiem, jaki należy spełnić, aby móc ubiegać się o zwrot, jest zaciągnięcie kredytu w jednym z banków, zrzeszonych w sześciu grupach bankowych, które podpisały umowy o współpracy z NFOŚiGW. Są to: Bank Ochrony Środowiska, Bank Polskiej Spółdzielczości, Krakowski Bank Spółdzielczy, Warszawski Bank Spółdzielczy, Mazowiecki Bank Regionalny i inne banki należące do Federacji Banków Spółdzielczych oraz Gospodarczy Bank Wielkopolski i pozostałe banki zrzeszone w Spółdzielczej Grupie Bankowej.
Ruszkowski: - Znalezienie pośrednika - w tym przypadku banków - było konieczne, ponieważ Narodowy Fundusz, który jest instytucją centralną, nie ma warunków do obsługi tysięcy wniosków indywidualnych. Oddziały banków rozsiane po całym kraju spełniają w tym wypadku rolę doskonałej sieci dystrybucji, dzięki której z naszej oferty mogą skorzystać ludzie w całej Polsce. Współpracujące z nami banki muszą ze sobą konkurować, a klient może wybrać najkorzystniejszą ofertę.
OZE 3 został podpisany w lipcu, ale data jego uruchomienia zależała od tego, jak szybko banki poradzą sobie z przygotowaniem oferty kredytowej. Ostatecznie prawie wszystkie zdążyły jeszcze w lipcu wprowadzić nowe kredyty, a Krakowski Bank Spółdzielczy zapowiada, że będą dostępne od połowy sierpnia.
Jak twierdzą przedstawiciele banków, zainteresowanie tzw. kredytami solarnymi jest ogromne. - Nie możemy opędzić się od telefonów - mówi Paweł Gałecki, dyrektor Departamentu Polityki Sprzedażowej w Mazowieckim Banku Regionalnym.
Jak kupować, żeby nie stracić
Zanim jednak podpiszemy z bankiem umowę kredytową, czeka nas jeszcze wybór odpowiedniego kolektora słonecznego. Warto pamiętać, że urządzenie ma nam służyć przez lata, dlatego kierowanie się przesadną oszczędnością rzadko się w tym wypadku sprawdza.
- Należy wybierać tylko urządzenia sprawdzonych producentów. Na rynku nie brakuje firm, które mają spore doświadczenie w produkcji kolektorów, np. słowacko-niemiecka Thermo/Solar, Viessmann czy Sonnenkraft - mówi Adam Minikowski z Działu Energii Odnawialnej firmy Ecomotyl z Kiełczowa pod Wrocławiem. - Natomiast jak ognia unikajmy urządzeń chińskich.
Powinniśmy również zawsze zasięgnąć porady fachowców odnośnie rodzaju i ilości kolektorów, tak aby z jednej strony zapewnić sobie odpowiednią ilość energii, a z drugiej nie przepłacić. Okazuje się np., że droższe i powszechnie uważane za lepsze kolektory rurowe w polskich warunkach nie do końca się sprawdzają.
Minikowski: - Kolektory płaskie są odporniejsze na uszkodzenia, np. przez grad czy uderzenia gałęzi, a ich wydajność jest podobna do tej, jaką mają kolektory rurowe.
Do zapewnienia ciepłej wody dla domu jednorodzinnego zamieszkiwanego przez czteroosobową rodzinę wystarczy nam instalacja solarna składająca się z trzech kolektorów i 300-litrowego zbiornika na ciepłą wodę. Koszt takiej instalacji waha się od 9 do 14 tysięcy złotych w zależności od producenta i jakości urządzenia.
- 80 procent sprzedawanych przez nas zestawów składa się właśnie z trzech kolektorów, ponieważ tyle wystarczy, by latem zapewnić stałe dostawy ciepłej wody do pryszniców i umywalek. Taka inwestycja po pewnym czasie na ogół się zwraca - mówi Minikowski. - Natomiast do dogrzewania domu energią słoneczną potrzebna jest większa ilość kolektorów. Jest to jednak inwestycja nieopłacalna, ponieważ od listopada do lutego nasłonecznienie w Polsce jest tak małe, że nie wystarcza nawet do nagrzania wody użytkowej, a co dopiero do ogrzania całego domu.
Po wybraniu kolektora czas udać się do banku, aby podpisać z nim umowę, na podstawie której otrzymamy zwrot części wydatków na zakup instalacji. Oprócz tradycyjnie wymaganego zaświadczenia o zarobkach do podpisania umowy będą nam potrzebne: dokument potwierdzający certyfikat kolektora oraz projekt budowlano-wykonawczy lub - jeśli inwestycja nie wymaga pozwolenia na budowę - projekt instalacji kolektora wraz z instalacją ciepłej wody. Musimy również uzgodnić z dostawcą koszt kolektora, a także wybrać wykonawcę instalacji, którym może być i najczęściej jest sam dostawca. Po przedstawieniu tych dokumentów w banku oraz wypełnieniu dwóch wniosków: o przyznanie kredytu i o dotację z NFOŚiGW są one badane przez bank, który decyduje, czy podpisze z nami umowę kredytową. Zwrot pieniędzy otrzymamy dopiero wówczas, gdy kolektor zostanie zainstalowany, a my przedstawimy bankowi protokół instalacji i fakturę. Pieniądze zostaną przesłane przez NFOŚiGW na nasze konto bankowe.
Trzeba też słońce zamienić w prąd
- Program OZE 3 to bardzo dobre i pożądane rozwiązanie zarówno dla osób, które decydują się na zakup kolektora, ponieważ połowę pieniędzy wykłada państwo, jak i dla samego państwa, które zbiera punkty w Unii za prowadzenie mądrej polityki energetycznej, wspierającej OZE - mówi Gawlik. - To, że pomysłodawcą i realizatorem projektu jest NFOŚiGW, a nie rząd czy Ministerstwo Gospodarki Narodowej, zawdzięczamy dalekowzroczności i propaństwowej działalności Jana Rączki, prezesa Funduszu.
Mimo to Polska nadal jest krajem, w którym potencjał kryjący się w promieniach słonecznych jest w dużym stopniu marnowany. O ile kolektory na dachach przestają już być rzadkim widokiem, o tyle ogniw fotowoltaicznych, służących do przetwarzania ciepła słonecznego w energię elektryczną, nie widzi się wcale.
- Ich zastosowanie na dachach pozwala w słonecznych dniach na wytworzenie większej ilości energii, niż potrzebuje jedno gospodarstwo domowe. Nadwyżka mogłaby być przekazywana do sieci energetycznej, ale tu właśnie pojawia się problem, ponieważ w Polsce nie ma regulacji prawnych, które nakładałyby na zakłady energetyczne obowiązek odbioru tych nadwyżek, a elektrownie z własnej woli na ogół nie chcą ich przyjmować - mówi Gawlik. - Dla porównania: w Niemczech, gdzie ogniwa fotowoltaiczne są powszechnie używane, istnieje prawo, które zmusza zakłady do odbierania energii po stałej, ustalonej z góry cenie.
3x20 do 2020 roku
Przy produkcji energii słonecznej, inaczej niż w przypadku nieodnawialnych źródeł energii, do atmosfery nie jest emitowany dwutlenek węgla ani inne szkodliwe dla środowiska produkty uboczne. Dlatego ONZ i Unia Europejska od dawna starają się wypracować regulacje, które nakładałyby na państwa członkowskie obowiązek zmniejszenia emisji dwutlenku węgla i wykorzystywania w większym stopniu odnawialnych źródeł energii.
W 2009 roku Unia przyjęła Pakiet Klimatyczno-Energetyczny, nazywany też Pakietem 3x20. Zakłada on, że do 2020 roku emisja dwutlenku węgla zostanie ograniczona o 20 procent. Tyle samo procent energii produkowanej w danym kraju powinno pochodzić ze źródeł odnawialnych. O 20 procent ma też wzrosnąć efektywność energetyczna kraju, co oznacza z jednej strony bardziej efektywną produkcję, a z drugiej - lepsze wykorzystanie już wytworzonej energii. Można to osiągnąć np. przez odpowiednią izolację ścian budynków czy usunięcie z rynku żarówek żarowych, które oddają w postaci ciepła aż 95 procent pozyskanej energii.
Mamy dużo do zrobienia
Do wprowadzenia zmian przewidzianych w Pakiecie jest zobowiązana również Polska. Bardziej ulgowo jesteśmy traktowani jedynie w kwestii udziału energii ze źródeł odnawialnych w całkowitej produkcji energii - do 2020 roku ma on u nas wzrosnąć nie do 20, a do 15 procent.
Mimo to wypełnienie pakietowych zobowiązań będzie nas kosztowało wiele wysiłku. Według danych GUS-u w 2007 roku aż 86 procent produkowanej w Polsce energii pochodziło z węgla, 5 procent z gazu ziemnego, a tylko niecałe 7 procent ze źródeł odnawialnych. I chociaż udział tych ostatnich w całkowitej produkcji rośnie z roku na rok, tempo tego wzrostu jest na razie zbyt małe, aby umożliwić realizację Pakietu. Dlatego półtora roku temu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wprowadził program OZE, który służy wspieraniu inwestycji w odnawialne źródła energii. Jego dwie pierwsze części są skierowane do przedsiębiorców i mają formę pożyczek. Trzecia, najnowsza będzie przyznawana w formie bezzwrotnych dotacji i ma objąć osoby prywatne i wspólnoty mieszkaniowe.
- Pierwsza część programu służy wsparciu finansowania dużych projektów o kosztach powyżej 10 milionów złotych, na które trudno uzyskać kredyt na rynku komercyjnym z uwagi na stosunkowo duże ryzyko inwestycyjne. Druga część, realizowana w partnerstwie z funduszami wojewódzkimi, wspiera inwestycje mniejsze, których koszt zawiera się pomiędzy pół a 10 milionami złotych - mówi Jan Ruszkowski z Departamentu Komunikacji i Strategii NFOŚiGW.
Oba te rozwiązania wspierają inwestycje różnego rodzaju: energię wiatrową, wodną, słoneczną, geotermalną, z biogazu lub biomasy. Trzecia część - dotacje do kolektorów słonecznych - skierowana jest do osób prywatnych i wspólnot mieszkaniowych.
Połowę kolektora dostaniemy gratis
Program OZE 3 umożliwia uzyskanie zwrotu 45 procent kosztów zakupu i montażu kolektora słonecznego. Może z niego skorzystać każdy. Podstawowym warunkiem, jaki należy spełnić, aby móc ubiegać się o zwrot, jest zaciągnięcie kredytu w jednym z banków, zrzeszonych w sześciu grupach bankowych, które podpisały umowy o współpracy z NFOŚiGW. Są to: Bank Ochrony Środowiska, Bank Polskiej Spółdzielczości, Krakowski Bank Spółdzielczy, Warszawski Bank Spółdzielczy, Mazowiecki Bank Regionalny i inne banki należące do Federacji Banków Spółdzielczych oraz Gospodarczy Bank Wielkopolski i pozostałe banki zrzeszone w Spółdzielczej Grupie Bankowej.
Ruszkowski: - Znalezienie pośrednika - w tym przypadku banków - było konieczne, ponieważ Narodowy Fundusz, który jest instytucją centralną, nie ma warunków do obsługi tysięcy wniosków indywidualnych. Oddziały banków rozsiane po całym kraju spełniają w tym wypadku rolę doskonałej sieci dystrybucji, dzięki której z naszej oferty mogą skorzystać ludzie w całej Polsce. Współpracujące z nami banki muszą ze sobą konkurować, a klient może wybrać najkorzystniejszą ofertę.
OZE 3 został podpisany w lipcu, ale data jego uruchomienia zależała od tego, jak szybko banki poradzą sobie z przygotowaniem oferty kredytowej. Ostatecznie prawie wszystkie zdążyły jeszcze w lipcu wprowadzić nowe kredyty, a Krakowski Bank Spółdzielczy zapowiada, że będą dostępne od połowy sierpnia.
Jak twierdzą przedstawiciele banków, zainteresowanie tzw. kredytami solarnymi jest ogromne. - Nie możemy opędzić się od telefonów - mówi Paweł Gałecki, dyrektor Departamentu Polityki Sprzedażowej w Mazowieckim Banku Regionalnym.
Jak kupować, żeby nie stracić
Zanim jednak podpiszemy z bankiem umowę kredytową, czeka nas jeszcze wybór odpowiedniego kolektora słonecznego. Warto pamiętać, że urządzenie ma nam służyć przez lata, dlatego kierowanie się przesadną oszczędnością rzadko się w tym wypadku sprawdza.
- Należy wybierać tylko urządzenia sprawdzonych producentów. Na rynku nie brakuje firm, które mają spore doświadczenie w produkcji kolektorów, np. słowacko-niemiecka Thermo/Solar, Viessmann czy Sonnenkraft - mówi Adam Minikowski z Działu Energii Odnawialnej firmy Ecomotyl z Kiełczowa pod Wrocławiem. - Natomiast jak ognia unikajmy urządzeń chińskich.
Powinniśmy również zawsze zasięgnąć porady fachowców odnośnie rodzaju i ilości kolektorów, tak aby z jednej strony zapewnić sobie odpowiednią ilość energii, a z drugiej nie przepłacić. Okazuje się np., że droższe i powszechnie uważane za lepsze kolektory rurowe w polskich warunkach nie do końca się sprawdzają.
Minikowski: - Kolektory płaskie są odporniejsze na uszkodzenia, np. przez grad czy uderzenia gałęzi, a ich wydajność jest podobna do tej, jaką mają kolektory rurowe.
Do zapewnienia ciepłej wody dla domu jednorodzinnego zamieszkiwanego przez czteroosobową rodzinę wystarczy nam instalacja solarna składająca się z trzech kolektorów i 300-litrowego zbiornika na ciepłą wodę. Koszt takiej instalacji waha się od 9 do 14 tysięcy złotych w zależności od producenta i jakości urządzenia.
- 80 procent sprzedawanych przez nas zestawów składa się właśnie z trzech kolektorów, ponieważ tyle wystarczy, by latem zapewnić stałe dostawy ciepłej wody do pryszniców i umywalek. Taka inwestycja po pewnym czasie na ogół się zwraca - mówi Minikowski. - Natomiast do dogrzewania domu energią słoneczną potrzebna jest większa ilość kolektorów. Jest to jednak inwestycja nieopłacalna, ponieważ od listopada do lutego nasłonecznienie w Polsce jest tak małe, że nie wystarcza nawet do nagrzania wody użytkowej, a co dopiero do ogrzania całego domu.
Po wybraniu kolektora czas udać się do banku, aby podpisać z nim umowę, na podstawie której otrzymamy zwrot części wydatków na zakup instalacji. Oprócz tradycyjnie wymaganego zaświadczenia o zarobkach do podpisania umowy będą nam potrzebne: dokument potwierdzający certyfikat kolektora oraz projekt budowlano-wykonawczy lub - jeśli inwestycja nie wymaga pozwolenia na budowę - projekt instalacji kolektora wraz z instalacją ciepłej wody. Musimy również uzgodnić z dostawcą koszt kolektora, a także wybrać wykonawcę instalacji, którym może być i najczęściej jest sam dostawca. Po przedstawieniu tych dokumentów w banku oraz wypełnieniu dwóch wniosków: o przyznanie kredytu i o dotację z NFOŚiGW są one badane przez bank, który decyduje, czy podpisze z nami umowę kredytową. Zwrot pieniędzy otrzymamy dopiero wówczas, gdy kolektor zostanie zainstalowany, a my przedstawimy bankowi protokół instalacji i fakturę. Pieniądze zostaną przesłane przez NFOŚiGW na nasze konto bankowe.
Trzeba też słońce zamienić w prąd
- Program OZE 3 to bardzo dobre i pożądane rozwiązanie zarówno dla osób, które decydują się na zakup kolektora, ponieważ połowę pieniędzy wykłada państwo, jak i dla samego państwa, które zbiera punkty w Unii za prowadzenie mądrej polityki energetycznej, wspierającej OZE - mówi Gawlik. - To, że pomysłodawcą i realizatorem projektu jest NFOŚiGW, a nie rząd czy Ministerstwo Gospodarki Narodowej, zawdzięczamy dalekowzroczności i propaństwowej działalności Jana Rączki, prezesa Funduszu.
Mimo to Polska nadal jest krajem, w którym potencjał kryjący się w promieniach słonecznych jest w dużym stopniu marnowany. O ile kolektory na dachach przestają już być rzadkim widokiem, o tyle ogniw fotowoltaicznych, służących do przetwarzania ciepła słonecznego w energię elektryczną, nie widzi się wcale.
- Ich zastosowanie na dachach pozwala w słonecznych dniach na wytworzenie większej ilości energii, niż potrzebuje jedno gospodarstwo domowe. Nadwyżka mogłaby być przekazywana do sieci energetycznej, ale tu właśnie pojawia się problem, ponieważ w Polsce nie ma regulacji prawnych, które nakładałyby na zakłady energetyczne obowiązek odbioru tych nadwyżek, a elektrownie z własnej woli na ogół nie chcą ich przyjmować - mówi Gawlik. - Dla porównania: w Niemczech, gdzie ogniwa fotowoltaiczne są powszechnie używane, istnieje prawo, które zmusza zakłady do odbierania energii po stałej, ustalonej z góry cenie.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć