http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Wrocław >  KGHM

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wrocław - Gazeta.pl

Górnik KGHM ma zapłacić 27 tysięcy za strajk

Katarzyna Lubiniecka
2008-02-29, ostatnia aktualizacja 2008-02-29 16:55

Dariusz Kwiatkowski, górnik z KGHM, który w lipcu przez siedem dni strajkował pod ziemią, ma zapłacić 27 tys. zł kopalni tytułem kosztów, jakie firma poniosła w związku z jego protestem - zdecydował w piątek sąd rejonowy w Lubinie.

Kwiatek: Dlaczego mnie karzą za legalny protest? Zwłaszcza że głodowałem w interesie całego kombinatu,a nie tylko własnym
Fot.Maciej Swierczynski / AG
Kwiatek: Dlaczego mnie karzą za legalny protest? Zwłaszcza że głodowałem w...
Kwiatkowski jest zastępcą przewodniczącego Związku Zawodowego Pracowników Dołowych w należącej do KGHM kopalni Rudna. Latem zeszłego roku związkowcy byli oburzeni decyzją o przekazaniu całego zysku kombinatu z 2006 roku (ponad 3,4 mld zł) na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy. "Dołowi" postanowili wywrzeć nacisk na ministra skarbu, który podjął taką decyzję. Ustalili, że w ich imieniu zaprotestuje Kwiatkowski. Bo jest etatowym związkowcem, jest silny, nie boi się i chce to zrobić.

Kwiatkowski 3 lipca zjechał pod ziemię i przez siedem dni nic nie jadł na głębokości około tysiąca metrów pod ziemią. Dyrekcja kopalni usiłowała nakłonić go do zmiany miejsca protestu. Dyrektor oferował mu nawet swój gabinet. Kiedy Kwiatkowski się na to nie zgodził, dyrektor zarządził, aby protestującemu cały czas towarzyszyli dwaj ratownicy górniczy. Tłumaczył, że chce w ten sposób zapewnić mu bezpieczeństwo. Ratownicy m.in. co półtorej godziny mierzyli Kwiatkowskiemu ciśnienie i temperaturę.

Minister zdania nie zmienił, kombinat wypłacił dywidendę, a dyrekcja postanowiła zażądać od Kwiatkowskiego pieniędzy, jakie kosztowały ją dyżury przy nim ratowników podczas strajku. Władze kopalni stwierdziły, że protest Kwiatkowskiego był nielegalny i naraził ją na straty. Wyliczyły, że w związku z tym powinien jej zwrócić 27 tys. zł. Związkowcy przekonują, że Kwiatkowski strajkował w ich imieniu i z ich polecenia. Że był to ich pełnoprawny protest. Górnik odmówił zapłaty i kopalnia podała go do sądu.

W piątek sąd zdecydował, że rację w pełni ma kopalnia, której Kwiatkowski ma zapłacić 27 tys. zł plus koszty sądowe, w sumie ok. 30 tys. zł. Sąd uznał, że decyzja dyrektora o przydzieleniu protestującemu ratowników była słuszna. Stwierdził, że to Kwiatkowski był organizatorem strajku i sam go przeprowadził. Tłumaczył, że gdyby to była decyzja związku, musiałaby ją podjąć jako uchwałę komisja zakładowa.

- I komisja taką uchwałę podjęła - mówi obrońca Kwiatkowskiego mecenas Józef Homski. - Nawet jest w aktach, ale nie wiem dlaczego, sąd jej nie uwzględnił. Poprosimy o pisemne uzasadnienie wyroku i się od niego odwołamy.

- Nie rozumiem - komentuje sam Dariusz Kwiatkowski. - Jestem zdziwiony tym wyrokiem. Nie boję się skutków finansowych, bo w razie czego związek zapłaci, a koledzy też powiedzieli, że nie zostawią mnie samego, ale przecież to naprawdę była decyzja wszystkich, nie moja.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów