Turyści robili im zdjęcia, to oni robili miny. Dwie babcie się zlękły, że to kibiców na jakiś stadion prowadzą. A przecież od razu było widać, że to studenci. Jeden to cały się obwiesił puszkami, a inny jak już puszki sprzedał, to chociaż z kapsli sobie przyodziewek narychtował.
Potem duma w nich wezbrała, więc krzyczeli: "Tak pije politechnika". Jak już nie mogli z tej dumy wytrzymać, to zmienili hasło na "Tak politechnika studiuje, reszta to ch...". Ale przecież przyjaźnie byli nastawieni do świata, gdy skandowali "Juwe, juwe, juwenalia, kto nie poje, ten kanalia".
Student nie jaskiniowiec, jak się spoci, to musi się wykąpać. No to jak w upał widzi fontannę, to wyciąga szampon i dalejże się pluskać. A ile ubawu jest, jak strażnicy miejscy moczą sobie mundurki przy wyciąganiu czyściochów ze spienionych odmętów. Miło powspominiać. Bo teraz ci się wycwanili i wcześniej wodę z fontanny spuścili. A kąpiel na sucho to nie to samo. Paru próbowało, to wie.
W Rynku prezydent dał im klucze, no to oni z dobrego wychowania poskandowali, jak prosił: "E-I-T", cokolwiek to znaczy. Niektórzy to nawet koszulki z napisem "EIT szansą młodych" założyli. Niech prezydent ma.
Jak puścili muzykę na cały regulator, to radni w sali sesyjnej musieli uszy zatykać. Ale student nie cham, jak go proszą, żeby ściszył, to ścisza.
Rektor elekt politechniki też się umiał zachować: - Siłą Wrocławia są studenci. Należą wam się podziękowania za to, że jest was tu tylu - powiedział, aż się łza w oku zakręciła.
Wreszcie się rozeszli. Szybko, bo się zmęczyli tym marszem przez miasto, skandowaniem, no i tym gorącem. Nogi się plątały, w głowie kręciło, więc pozostawiali te puszki, butelki, puste reklamówki na Rynku - co je będą nosić.
Strażnik miejski mówił potem, że grzeczni w tym roku byli - żadnych bójek, kradzieży, nikogo do żłobka nie trzeba było odwozić. A że piwo pili na ulicy? Żeby awantur nie było, strażnicy patrzyli gdzie indziej. I po kłopocie.
Już za rok juwenalia. Znowu będzie fajnie.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław