Sprawa misia Mago. Antoni Gucwiński znów przed sądem

Katarzyna Lubiniecka
27.05.2010 , aktualizacja: 27.05.2010 13:02
A A A Drukuj
W piątek przed sądem rejonowym ma rozpocząć się od nowa proces byłego dyrektora wrocławskiego zoo Antoniego Gucwińskiego. Fundacja VIVA! oskarża go o znęcanie się nad niedźwiedziem brunatnym Mago. Zwierzę było zamknięte przez dziesięć lat w niewielkim betonowym karcerze na terenie ogrodu.
Niedźwiedź Mago w bunkrze, wrzesień 2006 roku
Fot. Katarzyna Lubiniecka
Niedźwiedź Mago w bunkrze, wrzesień 2006 roku
Będzie to drugi proces w tej sprawie przed sądem rejonowym na Śródmieściu. Poprzedni zakończył się 15 lipca 2008 roku uniewinnieniem byłego dyrektora. W lutym 2006 roku wyrok został podtrzymany przez sąd okręgowy. Sędziowie motywowali swoją decyzję tym, że Gucwiński nie chciał aby zwierzę cierpiało, ale do przetrzymywania Mago w takich warunkach zmusiła go sytuacja. Oparli się na opinii profesora Andrzeja Dubieli z wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego, który stwierdził przed sądem, że skoro zwierzę nie zdechło, to znaczy, że nie było mu tak źle.

Fundacja zajmująca się ochroną zwierząt, nie zgodziła się z rozstrzygnięciem wrocławskich sądów i reprezentująca ją mecenas Iwona Elżanowska wniosła kasację do Sądu Najwyższego. Uzasadniała, że zgodnie z Ustawą o ochronie zwierząt każde przetrzymywanie zwierzęcia w nieodpowiednich warunkach jest znęcaniem się nad nim. Bez względu na powody tego przetrzymywania i intencje przetrzymującego.

W listopadzie zeszłego roku Sąd Najwyższy skasował wyroki sądów wrocławskich. Sędziowie stwierdzili m.in., że opinia profesora Dubieli była niedopuszczalna i wskazali powołanie innych biegłych.

Sędzia Edyta Sielicka, która teraz zajmuje się tą sprawę powołała nowych biegłych: profesora Piotra Tryjanowskiego i doktora Tadeusza Mizerę z uniwersytetu w Poznaniu. W wydanej przez nich opinii czytamy, że warunki, w jakich trzymany był Mago były skrajnie złe, absolutnie uniemożliwiające mu egzystencję zgodnie z potrzebami jego gatunku. Piszą też wprost, że Mago cierpiał siedząc zamknięty przez dziesięć lat w betonowym bunkrze na przestrzeni kilku metrów kwadratowych, bez możliwości wyjścia na wybieg i bez kontaktu ze światem zewnętrznym. "Mago cierpiał tak, jak cierpiałby pies zamknięty nieprzerwanie przez 10 lat i bez towarzystwa w małym pokoju" - napisali biegli.

Antoni Gucwiński przekonuje, że jest niewinny. Mówi, że przyjęcie do ogrodu w 1991 roku Mago z matką i dwójką rodzeństwa było największym błędem jaki popełnił. Ale żal mu było tatrzańskich niedźwiedzi, które były zbyt groźne dla ludzi. Nikt ich nie chciał, więc gdyby nie trafiły do Wrocławia, trzeba byłoby je uśpić. Tłumaczy, że zamknął Mago, bo niedźwiedź pokrył swoją siostrę w wyniku czego urodziła trzy córki. Chciał zapobiec kazirodczemu związkowi, nie wiadomo było co zrobić z niedźwiedziami, których już i tak jest za dużo w ogrodach zoologicznych. Ponieważ nie miał środków na przygotowanie dla niego osobnego wybiegu, zgodnego z normami, dlatego odizolował Mago od siostry na lata. Gucwiński przekonuje, że dla niedźwiedzia szukał innego miejsca, ale bez powodzenia. Nie chciał go pozbawiać możliwości płodzenia młodych, gdyż jako zwierzę wychowane na wolności, jest on świetnym materiałem genetycznym.

Czyje argumenty uzna wrocławski sąd - dowiemy się po procesie, który rozpoczyna się w piątek.

Podziel się

  • 40 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów