Wrocławski biznes bez entuzjazmu o swojej przyszłości

Lucyna Róg
18.05.2011 , aktualizacja: 18.05.2011 13:39
A A A Drukuj
- Piłkarskie mistrzostwa Europy nie przyniosą wzrostu gospodarczego całemu regionowi, ale konkretnym punktom na mapie Dolnego Śląska. Pozostały obszar nadal wymaga wsparcia i mobilizowania do przedsiębiorczości - zaznaczali uczestnicy Regionalnego Forum Biznesowego, które we wtorek zorganizowano we Wrocławiu.
Zbigniew Sebastian, prezes Dolnośląskiej Izby Gospodarczej
Zbigniew Sebastian, prezes Dolnośląskiej Izby Gospodarczej
Obrady Regionalnego Forum Biznesowego we Wrocławiu
Fot. Lucyna Róg
Obrady Regionalnego Forum Biznesowego we Wrocławiu
Regionalne Forum Biznesowe jest cyklem spotkań przedsiębiorców i władz samorządowych organizowanym wspólnie przez Krajową Izbę Gospodarczą oraz Roadshow Polska, Bank Millennium i Millennium Leasing. Takie dyskusje odbywają się w największych miastach Polski. We Wrocławiu przedsiębiorcy dyskutowali m.in. o gospodarczej przyszłości regionu i warunkach rozwoju biznesu na Dolnym Śląsku.

Wrocław chwalił Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Mówił m.in. o dobrze wykształconych specjalistach, niskich kosztach pracy w porównaniu z innymi regionami Polski, dobrej ofercie dla inwestorów zagranicznych z dobrze rozwiniętą siecią dróg i tras kolejowych oraz sprzyjających warunkach do prowadzenia działalności gospodarczej.

- To region przyszłościowy, który będzie się dobrze rozwijał i dawał przykład innym - prognozował.

Miastu oberwało się jednak za biurokrację, bo ciągnące się tygodniami procedury są zmorą przedsiębiorców. Dariusz Ostrowski, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, stanął w obronie urzędników: - Narzekanie na biurokrację jest wygodne, bo wszystko można na nią zrzucić i zawsze można zasłaniać swoje niepowodzenia biznesowe długimi procedurami.

Nie przekonało to Ewy Karpińskiej-Bryke z zarządu firmy Profes, która od pięciu lat stara się o wybudowanie parkingu tuż za ogrodzeniem swojej firmy. Nie może jednak tego zrobić, ponieważ miasto do tej pory nie uchwaliło miejscowego planu zagospodarowania dla tego terenu. - Pięć lat to chyba jednak za dużo - podkreślała.

Przedsiębiorcy zastanawiali się także nad konsekwencjami otwarcia dla Polaków granic krajów niemieckojęzycznych. - Dzięki sąsiedztwu Niemiec nasze firmy są w dużo lepszej sytuacji niż przedsiębiorstwa z Białostockiego czy Lubelskiego, bo 40 proc. naszego obrotu w obszarze Unii Europejskiej to właśnie Niemcy. Pod tym względem bliskość tego kraju jest dla nas zaletą. Czy także zagrożeniem? Trudno na razie powiedzieć, ilu pracowników zdecyduje się na wyjazd - mówił Zbigniew Sebastian, prezes Dolnośląskiej Izby Gospodarczej.

Ewa Karpińska-Bryke przypomniała szacunki, według których za naszą zachodnią granicę może wyjechać od 400 tys. do miliona Polaków. Sama zarejestrowała się w kilku portalach z ogłoszeniami o pracę, by móc analizować, jak zmienia się sytuacja na rynku pracy. - Codziennie dostaję z nich newslettery z ofertami pracy. Coraz więcej jest propozycji z Niemiec - mówiła.

Zdaniem przedsiębiorców raczej nie powinno już jednak dojść do tak masowych wyjazdów jak wtedy, gdy swoje rynki otwierały Wielka Brytania i Irlandia.

Paneliści odnieśli się także do ostatniego rankingu opublikowanego przez "Rzeczpospolitą". Dziennik przygotował zestawienie wydatków inwestycyjnych miast w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Wrocław z 1320 zł na osobę znalazł się w nim dopiero na 15. miejscu, m.in. za Łomżą, Krosnem, Gdańskiem i Warszawą. Lepsze wyniki miały nawet mniejsze miasta w regionie: Karpacz, Świeradów-Zdrój i Polanica-Zdrój.

Dariusz Ostrowski: - Ze statystykami bywa różnie. Ostatnio prezydent Sopotu opowiadał mi, że w jego mieście w ogóle nie ma przyrostu naturalnego. Dlaczego? Bo nie działa tam szpital położniczy, więc według statystyk nikt się tam nie rodzi!

Ewa Karpińska-Bryke zaznaczała z kolei, że ta sama inwestycja może mieć inne znaczenie w dwóch różnych samorządach. - Jeśli mała gmina kupi autobus, to powiedzmy, że do pracy będzie nim rano jeździć 15 osób. We Wrocławiu tym samym autobusem pojedzie 40 osób. Wydatek ten sam, a w przeliczeniu na głowę mieszkańca wychodzi zupełnie inaczej.

Paneliści zastanawiali się również nad przyszłością regionu. Mówili o piłkarskich mistrzostwach Europy w 2012 r., które - ich zdaniem - nie przyniosą wzrostu gospodarczego dla całego Dolnego Śląska.

- Skorzystają na nim tylko konkretne punkty na mapie regionu. Duża część naszego terytorium nadal będzie potrzebowała wsparcia i mobilizowania przedsiębiorczości. Dolny Śląsk to przecież obszar kilku prędkości - tłumaczył Maciej Zathey, dyrektor departamentu rozwoju regionalnego w urzędzie marszałkowskim.

Mimo to - zdaniem Grzegorza Maliszewskiego, głównego ekonomisty Millennium Banku - Wrocław i cały Dolny Śląsk w przyszłości będą się jeszcze mocniej rozwijać na tle innych regionów Polski: - Przede wszystkim jednak stolica regionu, bo duże inwestycje przyciągają kolejne.

Wtórował mu Zbigniew Sebastian, który przypomniał, jak duże było zainteresowanie miastem, gdy ulokowała się w nim firma IBM: - Tydzień później miałem wizytę 20 przedsiębiorców, hinduskich informatyków, którzy chcieli tu otworzyć swoje firmy, bo byli związani z IBM. Część z tych firm już istnieje. To pokazuje, że duże przedsiębiorstwo zachęca inne i wskazuje, że to dobre miejsce do prowadzenia biznesu.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Wrocławski biznes bez entuzjazmu o swojej przys... brown-szesze 18.05.11, 14:30

    Dariusz Ostrowski: - Ze statystykami bywa różnie. Ostatnio prezydent Sopotu opowiadał mi, że w jego mieście w ogóle nie ma przyrostu naturalnego. Dlaczego? Bo nie działa tam szpital »