Związkowcy też potrafią prywatyzować

Rozmawiał Michał Kokot
2009-08-21 , aktualizacja: 21.08.2009 17:25
A A A Drukuj
- "Solidarność" nie jest przeciwna prywatyzacji. Bez inwestorów zagranicznych wiele polskich zakładów by już dawno upadło - mówią Janusz Łaznowski i Kazimierz Kimso z zarządu dolnośląskiej "S".
Janusz Łaznowski
Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta
Janusz Łaznowski
Kazimierz Kimso
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Kazimierz Kimso
Michał Kokot: - Związki zawodowe rzadko tak mocno jak w przypadku Hydralu opowiadają się za prywatyzacją. Z reguły uważają, że prywatny inwestor wyssie z przejętej spółki wszystkie soki i doprowadzi do upadku. Skąd taka determinacja w dolnośląskiej "Solidarności", by znaleźć prywatnego inwestora dla PZL?

Janusz Łaznowski, przewodniczący dolnośląskiej "S": - To mit, że jesteśmy przeciwko prywatyzacji. Związkowcy ze stoczni gdyńskiej od dawna domagali się znalezienia inwestora. Na Dolnym Śląsku poza jednym przykładem - firmy Centrozłom, którą chciano sprzedać za grosze - nigdy nie protestowaliśmy przeciwko prywatyzacji.

Kazimierz Kimso, wiceprzewodniczący: - Powiem więcej: to związkowcy mają swój udział w prywatyzacji Wrozametu. Sami jeździliśmy do Hiszpanii negocjować z inwestorem. Podobnie było w przypadku Polaru, gdy Moulinex-Brandt wycofał się i trzeba było znaleźć nową firmę. Bez kapitału i nowych rozwiązań państwowe firmy nie przetrwają.

JŁ: - Nieprawdziwy jest wizerunek związkowca z "Solidarności", który zajmuje się tylko protestami i zadymami. Zawsze najlepszy kompromis jest ten wypracowany przy stole, a nie wojna. W 99 proc. przypadków spory rozwiązujemy dzięki rozmowie.

Skoro macie taką pewność, że inwestor prywatny jest potrzebny polskim spółkom, to dlaczego "Solidarność" tak bardzo opiera się prywatyzacji KGHM?

KK: - Bo najważniejsze jest, by prywatyzacja nie była celem, ale środkiem. W przypadku KGHM zyski są bardzo duże. Nie trzeba szukać inwestora, bo zawsze istnieje ryzyko, że może on okazać się hochsztaplerem.

Dobra koniunktura też się może skończyć. KGHM jeszcze kilka lat temu przynosił straty, bo cena miedzi na światowych rynkach była bardzo niska. Domagacie się prywatyzacji, tak jak w przypadku Hydralu, dopiero wtedy, gdy państwowa firma ma poważne problemy i grozi jej upadłość.

JŁ: - W wielu wypadkach rzeczywiście tak jest, choć nie we wszystkich. Znam przykłady firm, które zostały sprzedane w bardzo dobrej kondycji finansowej. Natomiast KGHM, firmy z branży energetycznej i petrochemicznej to kury znoszące złote jajka. Mogą mieć trudniejsze okresy, ale nie wierzę w to, że kiedykolwiek upadną.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos