Felery stadionu: Solorz Sportowiec i Amerykański Sen

Jerzy Sawka
26.01.2012 , aktualizacja: 26.01.2012 17:18
A A A Drukuj
Stadion Miejski, 13 grudnia 2011 roku. Wtedy jeszcze temperatura pozwalała na prace na zewnętrznej części obiektu. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta Stadion Miejski, 13 grudnia 2011 roku. Wtedy jeszcze temperatura pozwalała na prace na zewnętrznej części obiektu.
Ze wspaniałych planów sportowego mariażu Wrocławia z Zygmuntem Solorzem wyszła na razie wielka dziura w ziemi. Renomowany amerykański operator stadionu okazuje się za drogi i za mało rzutki. Nie wygląda to dobrze
Zygmunt Solorz na meczu Śląska
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Zygmunt Solorz na meczu Śląska

GALERIA ZDJĘĆ
Zgadzam się z Michaelem Brillem, szefem SMG, operatora stadionu, że taki obiekt to nie instytucja, która za wszelką cenę musi być rentowna, ponieważ jest to przede wszystkim inwestycja w jakość życia aglomeracji [mówił o tym w ubiegłorocznym wywiadzie dla "Gazety" - przyp. red.]. Tak samo zgadzam się z miastem Wrocław, że chce mniej płacić jego firmie.

Umów trzeba dotrzymywać, czego my, ludzie spod sowieckiej okupacji, od Amerykanów się uczyliśmy. Jeżeli za 8,8 miliona rocznie SMG miała wypracować nie mniej niż 25 milionów zysku - też rocznie - i odliczając 15 proc. dla siebie resztę wpłacać do kasy miasta, to tego oczekujemy. To umowa biznesowa, więc nie znamy jej szczegółów, ale trzeba przyjąć, że strony na moment rozruchu obiektu przyjęły kwoty realne. Teraz wiemy, że SMG przyniesie w tym roku o 20 albo 30 proc. mniej pieniędzy, niż się umówił. Powiedzieli nam o tym wczoraj jej szefowie. Irytacja władz miasta jest więc zrozumiała. Ale pytanie, czy to jedyny powód zmiany stosunku miasta do operatora. Czy SMG po prostu nie rozczarował?

Bardzo długo stadionowe loże w budowie nie miały swoich właścicieli. Powszechny na Zachodzie obyczaj, że poważne firmy fundują sobie na wyłączność specjalne miejsca na koronie stadionu, był dotychczas w Polsce, we Wrocławiu, nieznany. Bogaci właściciele lóż za grubymi, nieprzepuszczającymi ryku kibiców szybami mają zapewnioną ekskluzywną obsługę, catering, komfortowe warunki do oglądania widowisk, a także spotkań biznesowych lub towarzyskich. Żeby poczuć atmosferę meczu, wystarczy wyjść na balkon. U nas najdroższa loża kosztuje lokalnego biznesmena 1,5 miliona rocznie, z tym że musi od razu wziąć ją na trzy lata. Loże zostały sprzedane w zasadzie w ciągu jednego wieczoru, ale to prezydent Rafał Dutkiewicz osobiście zaangażował się w ich promocję. A to było zadanie SMG.

Miasto ma również uwagi do organizacji walki bokserskiej Kliczko - Adamek. Gdy stała ona pod znakiem zapytania ze względu na próbę przejęcia jej przez Warszawę, SMG miało bezradnie rozłożyć ręce. Tylko dzięki osobistej interwencji prezydenta, który rozmawiał bezpośrednio z promotorami pięściarzy, walka doszła do skutku.

Po co więc Wrocławiowi operator, którego trzeba tak mocno wspomagać? Ale tej firmy nikt inny nie wynalazł i nie zatrudnił, tylko miasto właśnie. I to jej działalność miała dać nam znakomitą przewagę nad Gdańskiem i Poznaniem, w których organizacją imprez na stadionach zajęły się lokalne kluby.

Na płocie okalającym dziurę będącą dowodem rzeczywistego zaangażowania najbogatszego Polaka w budowę piłkarskiej potęgi Wrocławia ktoś napisał: "Solosz [pisownia oryginalna], kiedy zarybiasz?". To wcale nie jest śmieszne, lecz bardzo konkretne pytanie. Ale tak jak nie ma na nie odpowiedzi, tak nie ma odpowiedzi na pytanie zasadnicze: jakie plany wobec Śląska Wrocław ma Zygmunt Solorz? Na razie odbywają się spotkania przedstawicieli miasta i Solorza, ale na szczeblu, od którego nic nie zależy.

Czyżby więc dwa finansowe projekty, które miały wystrzelić Wrocław w fantastyczną przyszłość, miały gliniane nogi? Miesiąc temu pisałem, że rozliczanie stadionu zacznie się po zakończonych meczach Euro 2012, bo politycy wcześniej nie zaryzykują ataku na święte piłkarskie igrzyska. Po prostu nie będzie się im to kalkulowało. To nieaktualna diagnoza. Wojna zaczyna się bez jakiejkolwiek aktywności przeciwników stadionu. Wywołuje ją słabość dwóch punktów konstrukcji obronnej: Solorz Sportowiec i Amerykański Sen. Te dwa projekty są autorstwa miasta i ono ponosi za nie odpowiedzialność.

- O, zobacz Mania, Kargulowi konia ukradli, a taki był ładny, amerykański - kpił Pawlak z nieszczęścia sąsiada.

Wprawdzie SMG stoi nadal w stajni Wrocław, ale kpiny już się zaczęły.

Niemcy zapłacą podwójnie za dokończenie stadionu >>

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • Felery stadionu: Solorz Sportowiec i Amerykańsk... mkibic 26.01.12, 10:34

    Wychodzi,że kolejny raz nasz geniusz PR jaśnie nam panujący Rafał Dutkiewicz dał ciała .Dużo nas ta jego zabawa będzie kosztować . Pan Solorz pokazał jak robi sie biznes a nasz wizjoner »

  • Felery stadionu: Solorz Sportowiec i Amerykańsk... jp-70 26.01.12, 10:38

    Może te dwa przykłady nauczą miejskich urzędników, żeby za szybko się nie delektowali sukcesem, ale do końca czytali co podpisują. Bo obawiam się, że SMG będzie tak jak z Solorzem - trudno »

  • Felery stadionu: Solorz Sportowiec i Amerykańsk... awas_awas 26.01.12, 15:11

    Solorz - nasz - lisek chytrusek. Amerykański operator - pracownicy - nasi - się uczą. Umowy podpisało Miasto - nasi - się uczą. Wszyscy w szkole (przedszkolu). Nie wiadomo jak zdadzą »