Konrad Imiela podsumowuje PPA: Artyści, ryzykujcie!

Rafał Zieliński
01.04.2011 , aktualizacja: 31.03.2011 17:16
A A A Drukuj
W niedzielę zakończył się 32. Przegląd Piosenki Aktorskiej. O jego słabych i mocnych stronach, zmianach i festiwalowej tradycji, otwarciu na świat i pieniądzach rozmawiamy z dyrektorem PPA Konradem Imielą
Konrad Imiela w spektaklu Dżob
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Konrad Imiela w spektaklu Dżob
Konrad Imiela w spektaklu Dżob
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Konrad Imiela w spektaklu Dżob
Konrad Imiela w spektaklu Dżob
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Konrad Imiela w spektaklu Dżob
ZOBACZ TAKŻE
Rafał Zieliński: Milkną oklaski po ostatnim przedstawieniu tegorocznego PPA. Co czujesz?

Konrad Imiela: Co roku to samo: z jednej strony niesamowitą satysfakcję i taki wewnętrzny spokój, że znów się udało, że było dobrze, że rok pracy nie poszedł na marne, ale z drugiej smutno mi, że to już koniec i czas wrócić do normalnego trybu pracy. Osobiście potrzebuję na to kilku dni wolnego, muszę wyłączyć się na sto procent, żeby wysiąść z festiwalowej karuzeli.

Słabe i mocne punkty tegorocznego PPA to...

- Nie powiem, które były słabe, ale były takie. Trzy koncerty nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań. To nasze ryzyko - sztuka zawsze dzieje się po raz pierwszy, my liczymy się z tym, że coś może się nie udać. Ale biorąc pod uwagę, że wszystkich naszych produkcji - razem z Kinem, klubem i Nurtem OFF - było pięćdziesiąt, to te trzy to chyba nie najgorszy wynik.

A numer jeden PPA? Bardzo trudne pytanie, bo wiele z tych spektakli widziałem wcześniej, jak Meredith Monk czy Mrs Bang i wtedy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Patrząc jednak na mój własny ranking tegorocznych premier, to zdecydowanym zwycięzcą jest koncert Jorane. Coś niesamowitego, stałem wśród klaszczącej publiczności i wiedziałem, że uczestniczę w czymś... magicznym.

Co zmieniłbyś w programie, patrząc z perspektywy czasu? Jest coś, co chciałbyś szczególnie kontynuować i eksponować na następnych edycjach?

- Chcę mocniej i dokładniej wypatrywać spektakli dramatycznych, w których piosenka odgrywa bardzo ważną rolę. W tym roku była to poniekąd "Samotność pól bawełnianych", widowisko, w którym nie było piosenki, ale sam tekst był bardzo zorganizowany w muzyce, wręcz podporządkowany jej. Za to nie jestem zwolennikiem pokazywania u nas musicali, one mają swój własny festiwal w Gdyni. "Spamalot" był wyjątkiem, bo to komentarz do śpiewania aktorskiego, komentarz do naszej działki.

Wiele osób, w tym Magda Umer, za kryzys w polskiej piosence literackiej czy aktorskiej wini media i organizatorów festiwali. Czy na PPA nie lepiej zrezygnować z mniej znanych zagranicznych gości na rzecz rodzimych artystów?

- PPA powinno również inspirować polskich artystów, jakość, jaką przywożą ze sobą goście z zagranicy, powinna być właśnie czymś takim. Zachęcać do ryzyka, pokazywać to, co na przykład na festiwalu Fringe podbija publiczność, i zachęcać do konfrontacji z artystami z innych krajów. Okazuje się, że wcale nie jest nam tak daleko do nich: „Stolik” Karbido podbija świat, „Smycz” Bartka Porczyka nagrodzono na Fringe'u w Dublinie, a o Kasi Groniec zasiadająca na widowni Frances Ruffelle powiedziała, po wysłuchaniu jej interpretacji „ Przekleństwa Milheaven” Nicka Cave'a, że „ ona absolutnie może i powinna robić karierę na świecie, już teraz!”. Wydaje mi się, że właśnie ta konfrontacja z zagranicą jest jednym z bodźców do rozwoju polskiej sztuki.

Ale zarzuca się wam, organizatorom, zbytnią otwartość i - co za tym idzie - rozmycie gdzieś istoty tej imprezy.

- To jest impreza dziesięciodniowa i zamknięcie jej w jednej formule, w jednym nurcie zmęczyłoby najwytrwalszych. Staram się uchwycić miejsce interpretacji piosenki we współczesnym świecie. Dlatego zestawiam ze sobą Tanię Tagaq i Magdę Umer, "Kopy w Ognie" i Karolinę Cichą. To buduje ciekawe napięcie, dzięki temu jesteśmy festiwalem jedynym w swoim rodzaju. Zaskakującym i nieprzewidywalnym.

Sprawdził się Kanon Piosenki Aktorskiej? Pozostanie stałym punktem regulaminu konkursu?

- Zostanie, tylko - jak z każdą nowością - wymaga dopracowania. Nastąpiło małe niezrozumienie: podkreślałem, że ten zapis dotyczy tylko jednej piosenki, tymczasem konkursowicze często sięgali po trzy utwory artystów z Kanonu. Mieliśmy więc zalew piosenek Cave'a, Brela, Przybory i Osieckiej, a za tymi wyborami często szedł brak odważnych pomysłów interpretacyjnych. W konkursie nie było ryzyka, a przecież - żeby daleko nie sięgać - na PPA od lat prezentowane są różne formy interpretacji klasyki, wystarczy trochę artystycznej śmiałości.

Kanon jest potrzebny, bo gwarantuje obecność na scenie piosenek dobrych literacko i muzycznie, ale dobrze by było, jakby startujący sięgali nie tylko po niego. Zresztą po zeszłorocznej nagrodzie dla Zvezdany Novaković spotkałem się z zarzutem hermetyczności repertuarowej tej artystki, śpiewającej awangardowe utwory muzyki współczesnej. W tym roku musiałaby już sięgnąć np. po Brechta. To mogłoby być ciekawe.

Co z zapraszaniem studentów szkół teatralnych? To też nowość: każda uczelnia mogła przysłać po dwóch reprezentantów bezpośrednio na drugi etap konkursu. Eksperyment się udał?

- Jestem z tego bardzo zadowolony, bo studenci tych szkół to przecież główna siła, która powinna siać ferment w konkursie. Oczywiście otwieranie horyzontów należy do pedagogów, to oni powinni namawiać na ryzyko, ale udział delegatów szkół teatralnych już sam w sobie jest gwarancją pewnego poziomu. Poza tym on daje też coś samym studentom: jeden z nominowanych przez uczelnię studentów stwierdził po tym, gdy dostał się do finału, że sam nie zgłosiłby się do konkursu, a teraz chyba mocniej zwiąże swoje plany ze śpiewaniem piosenek.

Na pewno zostaniemy też przy międzynarodowej formule koncertu i tygodniowych warsztatach artystycznych dla uczestników ścisłego finału. Obie rzeczy zdały egzamin, choć ta pierwsza, żeby zadziałała idealnie, wymaga jeszcze wielu lat pracy.

Od dwóch lat zapraszacie laureatów z własnymi spektaklami. Za rok usłyszymy Joannę Oleś, zwyciężczynię konkursu na jednej ze scen Przeglądu?

- To nie jest regułą. Grand Prix przyznaje jury i często są to decyzje, które nie pokrywają się z moimi wrażeniami, odpowiedzialność za nie spada na jurorów. Za to z tego, co zobaczymy na Przeglądzie, jestem rozliczany ja, działam w porozumieniu z Radą Artystyczną PPA i wcale nasze gusta nie muszą się pokrywać z ocenami jury sprzed roku. Oczywiście przyglądamy się naszym laureatom i czasem, jak w wypadku Karoliny Cichej, upływa kilka lat, zanim znajdą się w głównym nurcie PPA.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów