Gala PPA: Anioły bez koloru, ale koncert znakomity
27.03.2011
, aktualizacja: 27.03.2011 14:03
Tytuł tegorocznej Gali PPA nijak nie oddaje tego, co zobaczyła w sobotę festiwalowa publiczność. Na scenie dominowała szarość, a anioły były najsłabszym punktem spektaklu, który jednak obronił się dzięki intrygującym wykonaniom piosenek z repertuaru Ewy Demarczyk przez zaproszone artystki
ZOBACZ TAKŻE
- Program PPA: bez gwiazd i z wieloma niewiadomymi (24-01-12, 15:36)
- OFF na PPA, czyli wyczekiwanie na niespodziankę (27-03-11, 14:09)
- PPA: Klasyka górą w konkursie, klasyka na finał (26-03-11, 20:09)
Co "Anioły w kolorze" mają wspólnego z sagą o Harrym Potterze? W obu występuje postać, znana inaczej jako Sam-Wiesz-Kto, czy Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. W przebojowej sadze o nastoletnim czarodzieju jest to książę ciemności - Lord Voldemort. W gali PPA - Czarny Anioł polskiej piosenki, czyli Ewa Demarczyk. Symbolicznie obecna na scenie, chociaż nie wprost - organizatorzy koncertu otrzymali od niej stanowcze veto jeśli chodzi o możliwość posługiwania się jej nazwiskiem. Z pierwotnego projektu, zatytułowanego "Anioły w kolorze. Piosenki Ewy Demarczyk", ocalał więc jedynie pierwszy człon. Stworzyło to sytuację patową, w której zresztą twórcy spektaklu znaleźli się na własną prośbę - przed ogłoszeniem pomysłu Gali nie zadali sobie trudu, aby uzyskać zgodę artystki.
Trudno było w momencie premiery udawać, że Gala jest li tylko koncertem złożonym z kompozycji Zygmunta Koniecznego i Andrzeja Zaryckiego do słów wybitnych poetów. Zamiast tego Paweł Passini wybrał puszczenie oka do widowni - symbolicznie i całkiem dosłownie.
Jeszcze przed podniesieniem kurtyny publiczność powitała tabliczka "roboty na scenie". Potem zobaczyliśmy ogromnych rozmiarów gipsową głowę-pomnik, obudowaną rusztowaniami. Wokół niej kręciło się dwóch robotników - obaj mieli usta zaklejone czarną taśmą. Pojawił się wizerunek oka Ewy Demarczyk, mocno, charakterystycznie podmalowanego - tak, jak to widzimy na zdjęciach artystki z lat 60. Takie oko (jedno, dla kontrastu) nosiły występujące w spektaklu aktorki i wokalistki - w połowie czarne i wyraziste, w połowie szare, posiwiałe, spłowiałe. W tle, niczym strumień świadomości martwej głowy, wyświetlano wizualizacje kolejnych utworów. A wokół rusztowań rozgrywał się balet aniołów w robociarskich spodniach. Niezgrabny i zaaranżowany bez wyrazistego pomysłu - można było odnieść wrażenie, że przeszkadza nie tylko publiczności, ale i śpiewającym artystkom.
Ich interpretacje piosenek, które większość z nas zna z wykonań Demarczyk, były najmocniejszym punktem spektaklu. Można było spodziewać się hipnotyzujących wokaliz Justyny Steczkowskiej w "Takim pejzażu", ale cała reszta okazała się jedną wielką niespodzianką. "Karuzelę z Madonnami" w wykonaniu Natalii Przybysz czy "Sur le pont d'Avignon" Gaby Kulki usłyszeliśmy w znakomitych, zaskakujących i współcześnie brzmiących aranżacjach. Maja Kleszcz zaśpiewała "Rebekę", jakiej jeszcze nie słyszeliśmy - liryczną bohaterkę zastąpiła bardzo prosta dziewczyna, przejmująca, bo prawdziwa. Justyna Szafran w "Czarnych aniołach" zamieniła się w szamankę jakiegoś prymitywnego ludu. Kinga Preis z maestrią zagrała nam "Garbusem" na emocjach. Wzruszyła Stanisława Celińska w "Grande Valse...", kiedy na naszych oczach, ze starej kobiety, wspominającej swój pierwszy bal, w ułamku sekundy zamieniła się w młodą dziewczynę. Zachwycił jej finalny duet z Renate Jett, śpiewającą "Cancion de las voces serenas'', którego Celińska była niemą uczestniczką.
To wszystko aż nadto wystarczyłoby na znakomity koncert. Jednak gala miała być czymś więcej - zainscenizowanym z rozmachem spektaklem, wizją, w której muzyka, śpiew, aktorstwo tworzą spójną całość ze stroną wizualną. I właśnie tej spójności "Aniołom..." zabrakło.
Patrząc na sceniczny pomnik w budowie można mówić, że to nie skończony monument czy złożony hołd jest ważny, ale sam akt jego tworzenia. Oka (jednego!) a la Demarczyk na twarzach wokalistek już tłumaczyć nie trzeba. Pozostało ogólne wrażenie - że spektakl powstał w czasach jakiegoś opresyjnego reżimu, kiedy sztuka, żeby przekazać coś istotnego, musi posługiwać się językiem aluzji, niedomówień, cudzysłowów. Dlatego warto pamiętać, że w tę opresję twórcy "Aniołów w kolorze" wpakowali się na własne życzenie.
"Anioły w kolorze", scenariusz i reżyseria Paweł Passini, opracowanie muzyczne Piotr Dziubek, scenografia Mirek Kaczmarek, choreografia Maćko Prusak.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Gala PPA: Anioły bez koloru, ale koncert znakomity
baliod
27.03.11, 19:06
To prawda ,że zmierzyć się z legendą Demarczyk było trudno. Tylko Steczkowskiej i Preis to się trochę udało. Reszta wokalistek albo nie rozumiała tekstu ,albo braki głosowe nadrabiała »
-
Gala PPA: Anioły bez koloru, ale koncert znakomity
mlesik
28.03.11, 12:19
Tak myślałem, że spotkam taką recenzję. Aż śmiać się chce. Rozumiem, że jak coś jest awangardowego i nowoczesnego, to od razu jest epokowe i wspaniałe. Tegoroczna Gala to DNO! Dlaczego? 1. »
-
Gala PPA: Anioły bez koloru, ale koncert znakomity
znawcaaaa
29.03.11, 10:39
Gala to wielka porażka. Moim zdaniem aranżacyjna. Gaba Kulka poza swoimi rzeczami nie potrafi śpiewać cudzych, więc po co ją zaproszono? Tych fragmentów z prób nie da się słuchać, jak można »
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć