Grabowski Artur
27.06.2002
, aktualizacja: 27.06.2002 14:15
(1972-1997)
"Kie pudziemy z tela
to nos będzie skoda
Po górach dolinach
płakać będzie woda..."
Ks. J. Tischner
"Mam słabą silną wolę...". To było Twoje ulubione, autorskie hasło, które wymyśliłeś kiedyś u mnie w domu, i często go używałeś. Hasło to było najbardziej niesprawiedliwym i przewrotnym scharakteryzowaniem Twojej osoby: byłeś bowiem skromny, żarliwie ambitny i konsekwentny w drodze ku wytyczonym przez siebie celom. Wiecznie z siebie niezadowolony, bo nieustannie poprawiałeś coś, co w oczach innych uchodziło za dokonania kompletne. Pamiętam jak podczas jednej z naszych wspólnych wędrówek po "naszych" ukochanych Rudawach postanowiliśmy własnym sumptem wykonać - trudno wówczas dostępne i horrendalnie drogie - kostki szczelinowe do wspinaczki. Kiedy ja zabrałem się do ich wykonania po tygodniu - Ty... miałeś je już dawno gotowe! Wystarczyło po prostu rzucić jakiś pomysł, drobną myśl, a przymierzałeś się już do realizacji.
Nie przypominam sobie żadnej kłótni, w której aktywnie byś uczestniczył. Często udawało Ci się stonowanym i logicznym wywodem uspokoić narwańców (w tym mnie), którzy zapomnieli się w ferworze niezliczonych dyskusji. Byłeś oddanym druhem, dyskretnym powiernikiem, prostolinijnym, uczciwym i bardzo wrażliwym człowiekiem. Wzruszała mnie Twoja czysta, chłopięco delikatna i czuła miłość do mamy i siostry. Miałeś w sobie rzadko spotykane autoironię i dystans wobec samego siebie. Uwielbiałeś śmiać się i bawić do upadłego - zły humor był u Ciebie niezmierną rzadkością; można by przewrotnie stwierdzić, że był rarytasem. No i jeszcze ten szelmowski błysk w oku, kiedy udało nam się coś "zmajstrować"...
Wiadomość o wypadku zastała mnie w chwili, gdy pięknego majowego dnia wróciłem z pracy do domu. A przecież mieliśmy spotkać się w piątkowy wieczór na PKP w "San FranTrzcińsku", skąd mieliśmy dojść do Strużnicy, a potem do "Czartaka", i na "Okraj", i dalej... Tyle niezrealizowanych planów i nieprzeprowadzonych rozmów.... Pamiętasz jak uciekaliśmy w górach przed burzą i rozjuszonym bykiem? Jak przez przypadek trafiliśmy w Rudawach na niesamowite cygańskie wesele? Tańce na stołach w Zagórzu? I te wszystkie magiczne noce przy ognisku, gdy nad głowami mieliśmy cudowny atrament rozgwieżdżonego nieba, a za sobą ciemną, szepczącą, tajemniczą ścianę strużnickich lasów? Tysiące wspomnień i niemożliwy do wyrażenia smutek.
Wciąż mam przed oczami taki widok: jest ciepłe późnowiosenne popołudnie, stoimy na szczycie Skalnika. Patrzysz milcząco na przepiękną panoramę zaśnieżonych jeszcze Karkonoszy uśmiechając się z dziwną zadumą do swoich myśli, do mnie, do gór. A Twoje oczy błyszczą... I taki właśnie zostaniesz w mojej pamięci. To dla mnie zaszczyt, że doświadczyłem Twojej przyjaźni...
Brakuje mi Ciebie, Przyjacielu...
Lubin
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień

